Perypetie i zawiłości losu, nieprzewidziane zwroty akcji, wszystko czego pragniemy uniknąć, stanie się udziałem Marty i jej małżonka. Tym razem kolejna odsłona erotycznego cyklu zaprowadzi nas w krainę pytań gdzie więcej jest niewiadomych niż odpowiedzi na nie.
- Dobrze, że przeniesiono imprezę. Co by się stało gdyby podjechał tu Grzegorz? – myśl ta nie dawała spokoju, wprawiała w drżenie i nerwowość. Marta przymykała powieki idąc przed siebie. Naprzeciwko stał Tomek. Był uśmiechnięty, zrelaksowany jakby nic się nie stało. A przecież wiedział na pewno o zajściu z kierowcą. Wiedział co stało się w limuzynie i potem kiedy on… kiedy on… Nie mogła przełknąć śliny. Była w takim stanie , że nie do końca pojmowała. Na udach, na pupie, na piersiach wciąż czuła jego palce. Nie potrafiła myśleć o niczym innym. Klatki wciąż gnały przed siebie. Jedna za drugą. Mieszały się ze sobą, zderzały. W to wszystko wpleciony był jego uśmiech, jego spojrzenie i gesty. A potem głos. Uderzenie w pośladek. Oddychała coraz ciężej. Położył ją na limuzynie, wyciągnął swojego, swojego… Nie wiedziała nawet jak ma go nazwać. W końcu przyszło to słowo. 
- Nadział mnie na kutasa. A potem wypierdolił jak ostatnią szmatę. Czy Tomek o tym wie? Jej wzrok błądził po twarzach. Wydawały się znajome. Czy jednak były takie w rzeczywistości? Kim oni są? Ta blondynka, która robi dziwne grymasy. Kto to jest?
Beata lustrowała Martę niespokojnym spojrzeniem. Coś musiało się zdarzyć, była o tym przekonana. Tylko co?
Tomek kiwnął palcem w jej stronę. Jakże magiczna była moc, która poruszyła jej całym wnętrzem. W cipce miała spermę obcego mężczyzny, część nawet zaschła na udzie, a w głowie zrodziło się pragnienie oddania się kolejnemu.
- To nic, że patrzą, że szyderczo kiwają głowami. Wydymają usta? Ich sprawa. Ważne, że on mnie wydyma… - zanim zdążyła do końca pomyśleć przestraszyła się samej siebie.
Na chwilę wróciła do rzeczywistości. Przystanęła. Rozejrzała się. Szpaler ciał otaczał ją szczelnie, nakazywał, tłamsił. Ironia i lubieżność, drwina i pożądanie. Pośród tych wszystkich uczuć ona. Piękna, dojrzała i tak bardzo bezbronna. Delikatna i wiotka, pachnąca jak róża. Czy aby na pewno? Przecież on we mnie tryskał…
- Uklęknij!
- Co?!!!
Nie mogła uwierzyć, że to powiedział. Podniosła oczy i zatopiła je w twarzy Tomka. Ta pozostała nieruchoma. Uśmiechnął się do niej i powtórzył po raz kolejny:
- Uklęknij!
Jak wielkie musiało być jej pragnienie, jak potrafił rozbudzić jej porządnie, że zgodziła się zrobić to co nakazał. Przeszła na czworaka. A potem już podążyła te kilka metrów do niego. W takiej pozycji jeszcze nikt nie oglądał Marty. Tym razem będzie inaczej. Tylko jak? Czy on ją weźmie przy nich? A może odda ją innym? Zdesperowana rozejrzała się naokoło.
- Dalej mała! – słowa zachęty rozległy się z kilku stron.
Nawet Beata nie była w stanie milczeć.
- I co? Idź mu obciągnąć cichodajko!
Jak najszybciej podeszła do Tomka. Uniosła głowę do góry. Usta miała na wysokości jego rozporka.
W tym samym momencie Grzegorz podjechał do firmy. Wściekły i zdesperowany ruszył od razu do drzwi. Jeśli trzeba będzie wykopię je, rozwalę…
Zdziwienie, które odmalowało się chwilę później na jego twarzy z pewnością było niespodziewane. Zmiana planu. Szybko okrążył budynek. Jedne drzwi, drugie, trzecie. Nic. Nie da się. Kopnął z całej siły, potem jeszcze raz, i jeszcze. Na nic. A więc okno. W tym momencie na horyzoncie pojawiła się sylwetka mężczyzny. Ochrona. I dobrze. Zaraz im wygarnie, zaraz to wszystko się skończy.
- Co pan robi? – mężczyzna około sześćdziesiątki najspokojniej w świecie odezwał się do Grzegorza.
- Jak to co? – wrzeszczał prawie na cały głos.
- Muszę tam wejść.
- A po co? – nieznajomy w mundurze zachowywał cały czas powściągliwość.
- Jak to po co? Pan jeszcze pyta? – zanim jednak wyrzucił kolejne słowo zlustrował pracownika ochrony. Widząc spokój na jego twarzy zdenerwował się jeszcze mocniej.
- Przyszedłem po żonę – wykrztusił zachłystując się słowami.
- Po żonę? – tym razem zdziwienie wymalowało się na twarzy ochroniarza.
- Tak, a co?!! – krzyk zmieszany z nutką wahania.
- Tutaj nikogo nie ma. Firma zamknięta.
Grzegorz stał jak rażony piorunem.
- Jak to? Przecież miała być impreza...
- Aaa… - mężczyzna podrapał się po głowie i powoli akcentował każde słowo: impreza została przeniesiona.
- Gdzie? – krzyk był coraz głośniejszy.
- Tego mi nie mówią, wiem tylko, że gdzieś na obrzeża. A o co chodzi konkretnie? Jest pan zbulwersowany i na dodatek narobił pan szkód. Będę musiał pana zatrzymać.
- Oszalał pan? Moją żonę… - ślina zatrzymała się w gardle przy tych słowach.
No właśnie. Co miał powiedzieć? Że została porwana? Przecież sama wsiadła do tego auta, sama chciała jechać. Myśli kłębiły się coraz mocniej. Na policję nie pojedzie. Szukać na obrzeżach? Ale gdzie? Wypytywać ochroniarza? Przecież ona nie wie. A może nie chce powiedzieć? Raz jeszcze zlustrował nieznajomego. Stwierdził jednak z rezygnacją, że nie zauważa nic podejrzanego. No może troskę w twarzy mężczyzny. Złapał się za głowę. Co mam robić? Zastanawiał się nie potrafiąc znaleźć odpowiedzi. Czy ma wyjawić wszystko temu człowiekowi? Tylko po co. Cenne sekundy płynęły. Tyk, tyk, tyk. To zegar zdawał się uderzać go w czaszkę swoimi wskazówkami. Wszystko na nic. Pustka, pustka, pustka. A potem natłok. Obrazy, myśli, słowa. Jedno za drugim, jedno za drugim. Szpaler coraz dłuższy. I pytania. Usiadł i schował głowę w dłoniach.
- Napije się pan herbaty? – słowa te wyrwały go z odrętwienia.
- Zadzwonię – nieświadomie wypowiedział to na głos.
- Gdzie?
Pytanie pozostało bez odpowiedzi. Czy w ogóle ktoś je zadał? Dziwny dźwięk. Szybko sięgnął po komórkę. Nacisnął klawisz wybierania. Nic. Cisza. Nikt nie odbiera. Jakby szyderstwo spływało wprost z nieba. A może to piekło zwaliło się na niego? Z całym swoim dobytkiem, z całą mocą. Z arsenałem swych sztuczek i niegodziwości. Podłe zachowanie. Zgrzytnął zębami.
- Gdzie teraz znajduje się Marta? Gdzie jesteś żono? Dlaczego mnie oszukałaś? – szeptał pod nosem idąc w kierunku ulicy.
- Niech pan zaczeka.
Zamierzał odepchnąć stróża. Ten jednak spiorunował go wzrokiem, położył dłoń na jego ramieniu i powiedział:
- Spokojnie, niech pan się nie denerwuje.
- Chcę pomóc.
Nie bardzo wiedział w jaki sposób, ale oczekiwał teraz tego. Chciał rady, chciał zdrowego rozsądku, chciał wsparcia. Zatrzymał się i wyczekująco zwrócił do ochroniarza.
- Pan coś wie? Gdzie oni mogą być?
- Zadzwonię.
- Dobrze – Grzesiek odetchnął z ulgą.
Nie miał pojęcia do czego to wszystko doprowadzi. Nie miał zielonego pojęcia. Tymczasem stróż zniknął w swojej budce. Po kilkunastu sekundach stanął z powrotem przy nim.
- Mam dla pana wiadomość – uśmiechnął się.
- Jaką wiadomość?
- Za jakieś pół godziny podjedzie tu limuzyna, która zawiezie pana na miejsce.
- Dziękuję – z wyrazem ulgi zwrócił się do starszego jegomościa.
- Bardzo dziękuję.
- W porządku, nie ma sprawy. To co? Może herbatka?
| Komentarze |
|
|
|||||
|
||||||
|
|||||
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





