Opowiadania erotyczne Hot Jak chłopiec stał się mężczyzną

Logowanie

Ostatnio Punkty zarobili

sonda

Tego nigdy bym nie zrobił
 

Najlepsze opowiadania erotyczne

Zarejestruj się i przyślij własne opowiadanie

Jak chłopiec stał się mężczyzną

M_Hughes2019Daniel po raz pierwszy zakochał się w wieku lat piętnastu i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że stało się to w bardzo nietypowym miejscu. Nie w szkolnej ławce, nie na korytarzu podczas długiej przerwy, nie na dyskotece, czy przed ekranem komputera, jak to się coraz częściej zdarza. Daniel pokochał w  szatni pełnej, przepoconych, rozwrzeszczanych, podobnych mu chłopców. A wszystko zaczęło się od kawałka solidnego drutu, - z zagiętym w kształt litery „L” końcem - skradzionego przez grubasa Watę ze szkolnej kotłowni.

Triumfalnie trzymając go ponad głową w ręku, niby znicz olimpijski, biegł w stronę szatni i stojącego w drzwiach Daniela, który z niedowierzaniem patrzył, jak każda część ciała Waty - wielki brzuch, dwa poliki przypominające maślane bułeczki, ramiona jak gardło pelikana - falują sobie tylko znanym rytmem, jakby chciały odpaść lub uciec.
- Przepuść mnie, Chudy – powiedział Wata, rzężąc przy każdym wydechu. - Przepuść Chudy, a pozwolę Ci popatrzeć.
Grubas prześliznął się pod ręką Daniela i usiadł na jednej z niskich, drewnianych ławek, stojących przy ścianie.
- Trzeba się śpieszyć. – rzucił w stronę grupki, przyglądających mu się chłopaków. - Za chwilę będzie za późno.M_Hughes205
Wyciągnął z kieszeni małe lusterko i tubkę szybkoschnącego kleju. Spoglądając raz po raz w stronę trzech kwadratowych, pozbawionych kratek, otworów wentylacyjnych, łączących pomieszczenie, w którym się znajdowali, z sąsiednim zajmowanym przez ich koleżanki z klasy, przyklejał plastikową ramkę lusterka do końcówki drutu. Wygiął ją odrobinę ku górze, tak, że całość przypominała teraz to małe narzędzie, używane przez dentystów do  sprawdzania stanu zębów i zarządził:
- Otwierać plecaki. Ułożymy książki w stos.
Wacie, stojącemu teraz na ławce, brakowało kilkunastu centymetrów, aby jego głowa znalazła się na wysokości otworów wentylacyjnych. Mógłby wtedy w jednym z nich, umieścić swój wynalazek i w odbiciu bezkarnie podglądać, przebierające się dziewczyny.
Gdy stłoczeni, nabuzowani hormonami rówieśnicy grubaska, zrozumieli przeznaczenie dziwnego przyrządu, jaki w szybkim tempie powstał na ich oczach, nagle powietrze rozdarł zgrzyt zamków i hałas upadających na podłogę książek.
- Szybciej! Szybciej! – poganiał ich. - Dwa stosy obok siebie, po jednym na nogę.  
Wata, ciężko dysząc, wspiął się na stertę podręczników i z ogromną precyzją umieścił przyrząd w przeznaczonym mu miejscu. Później pokręcił nim trochę w prawo i w lewo, po czym uniósł brwi i rozdziawił tłustą buźkę. Wszyscy zamarli w oczekiwaniu na jego słowa. Udało się, czy nie? Zobaczą jakie skarby dziewczyny skrywają pod zasłoną ubrań, a może będą musieli obejść się smakiem?
- Coś takiego... - wymamrotał grubas. - Jakie zajebiste cycuszki!
Po szatni przebiegł szmer podniecenia. Teraz już każdy chłopak wyobrażał sobie owe cycuszki, ale w zależności od upodobań, były to piersi innej dziewczyny. Urządzenie trzymane przez Watę, wydało im się prawdziwym Świętym Graalem, Czapką Niewidką, odsłoniętym oknem w łazience sąsiadki.
- Stary, daj popatrzeć – zajęczał jeden z kumpli.
- Zaraz! - odpowiedział rozdrażniony faktem, że ktoś mu przeszkadza.
- Taki jesteś? Koledze nie dasz spojrzeć? - odezwał się inny. - A kto dał ci odpisać zadanie z matematyki, co?
Wata zaklął w duchu. Nie było rady, musiał ustąpić. Za tydzień kartkówka, a on nie jest orłem jeśli chodzi o przedmioty ścisłe. Jeszcze raz z tęsknotą rzucił okiem na pośladki Anki i z ciężkim sercem, zszedł z podwyższenia.
- Najpierw, Chudy. Obiecałem mu, więc ma pierwszeństwo. - zakomunikował, rozkładając ręce.
Daniel jednym susem znalazł się na przygotowanej stercie książek. Chwycił w dłoń Świętego Graala z przerdzewiałego drutu i z ciekawością spojrzał w odbicie lusterka, wypełnione ścianą koloru suszonej pomarańczy. Przesunął przyrząd tak, że teraz nie znajdował się już prostopadle do zaciskającej się na nim pięści, ale pod kątem trzydziestu stopni. Oślepił go błysk słońca, a chwilę później, zobaczył wyłaniające się ze światła Dianę i Elwirę, ubrane w jasną bieliznę. Patrzył na nie z fascynacją i podnieceniem, jakby właśnie udało mu się dotknąć zakazanej świętości. Ich małe pośladki, które mogłyby się z powiedzeniem zmieścić w dłoniach dorosłego mężczyzny, ich wąskie talie, sarnie nóżki i zaczątki kobiecych krągłości, były dla niego, jak skradziona, słodka tajemnica. Z drżeniem dłoni i serca, obserwował Elwirę, gdy ściągała z siebie malutki biustonosz, odsłaniając miękkie, niewykształcone brodawki, przypominające cukierek, kukułkę zatopioną do połowy w cieście aksamitnej piersi. Nogi ugięły się pod nim, wypuścił z ust powietrze, a później szarpany przez kolegów, osunął się na napierające na niego ramiona.
- Chudy, kurwa, no co ty robisz? - usłyszał, siadając na ławce.
Nie zwracał uwagi na zaczepki i przepychanki kumpli. Głowę zaprzątały mu inne sprawy. Rodziło się w nim pierwsze, męskie uczucie. Nieustępliwe pragnienie kobiety, jakie miało zawładnąć nim i uczynić z niego mężczyznę.
Tego dnia tuż po powrocie ze szkoły, zamknął się w łazience i męczony przez zapętlającą się wizję biustu Elwiry wystrzelił kilka salw, opróżniając załadowany do pełna magazynek lędźwi. Jednak tym razem coś się zmieniło. Nie tylko wytrysk był bardziej obfity. Szarpiąc jego ciałem, wyrywał z Daniela zduszony jęk rozkoszy, budząc obawy, czy matka przypadkiem nie usłyszy, że nie myje tutaj rąk przed obiadem. Dziwił się, że podniecenie zniknęło, a mimo to nadal myśli o niej, dziewczynie z sutkami w kształcie kukułki, czując bolesny i nieznany mu dotychczas skurcz w okolicach serca.
- Danielku, czy ty się przypadkiem nie rozchorowałeś? - powtarzała mama Elżbieta, dotykając jego rozpalonych policzków i czoła. - Zmierz sobie temperaturę, syneczku. Może trzeba będzie jutro iść do lekarza.    
Był chory. Zapadł na ciężką chorobę zazdrości, zaraz po tym jak zdał sobie sprawę, że przecież każdy, tak samo jak on, może bezkarnie zgwałcić Elwirę w myślach. Kto wie ilu chłopaków z klasy widziało ją topless, ilu z nich onanizowało się i spuszczało na jej jasną skórę albo do ciepłego wnętrza.
Dranie, pomyślał, gdybym tylko wiedział, którzy w ten podły sposób bezczeszczą jej ciało, od razu bez wahania, dałbym w mordę.
Całą noc skręcał się w bólach, rozmyślając nad marnym losem zakochanego po uszy nastolatka. Nie miał wątpliwości, że to miłość. Piękna i okrutna, bo bezgraniczna i zazdrosna o cały świat. Miłość, która zadaje cierpienie i katusze ciągłej obawy o ukochaną.
Następne tygodnie żył w napięciu. Wzrokiem szukał Elwiry na zajęciach, podczas przerw, w autobusie wracając do domu. Nie przegapił żądnej okazji, żeby z nią porozmawiać, pożartować, proponował odrabianie lekcji z przedmiotów ścisłych, w których był dobry, ciesząc się z każdego uśmiechu, przeciągłego spojrzenia i niewinnych czułości, kiedy dotykała jego ramion rozbawiona opowiadanymi przez niego anegdotami. Namówił Watę, żeby zaczął zapraszać ją na imprezy do swojego domu. Rodzice grubasa byli dyplomatami. Zostawiali syna samego na długie tygodnie pod opieką służby, a on co sobotę urządzał dziką imprezę, spraszając najbliższych znajomych. Każdy chciał być u Waty, pić z Watą i zabiłby za możliwość  przesiadywania z piwem w ręku na szerokich, obitych białą skórą meblach salonu z widokiem na wypielęgnowany zimowy ogród. Elwira była wniebowzięta. Wiedząc komu zasługuje towarzyski awans, pozwalała Danielowi siedzieć obok siebie, a nawet czasami, podczas toczących się rozmów, nonszalancko opierała się o jego ramię, zupełnie jakby byli parą.
Tamta sobota była wyjątkowo udana. Bez przerwy śmiali się i tańczyli, a Elwira ocierała się o niego, jak kotka w rui, elektryzując wzrokiem i śmiałym dotykiem. Jej dłonie wędrowały od karku, przez tors i niżej opierając się na smolistej linii skórzanego paska, aż po uda. Widział w oczach dziewczyny o słodkich sutkach, żar i pożądanie. Wszystko zmierzało ku najlepszemu, gdy popełnij błąd, którego miała mu już nigdy nie wybaczyć.
Był zachłanny, pożądał chciwie ciała Elwiry, ale jeszcze bardziej pragnął jej duszy. Przekrzykując głośną muzykę, wyrzucił z siebie żarliwe wyznanie miłości i poprosił ją o chodzenie.
Rozplotła dłonie obejmujące go za szyję. Spojrzała na niego z chłodną irytacją, a po plecach Daniela przeszedł zimny dreszcz, jakby ktoś otworzył za nim okno, wpuszczając do środka lodowaty, zimowy podmuch wiatru. Starała się zażartować, że przecież mógłby mieć każdą dziewczynę w tym pokoju, on - wysportowany lekkoatleta, piłkarz, przyjaciel Waty. Dlaczego chciałby chodzić akurat z taką szarą myszką, jak ona?
Później odeszła w stronę grupki siedzących na sofie znajomych, zostawiając go na parkiecie samotnego i zdruzgotanego odmową. Tamtego wieczoru jeszcze dwa razy poprosił ją o chodzenie.
Przy drugiej próbie powiedziała, że jej matka dewotka wymusiła na niej pewną obietnicę. Miała nie mieć chłopaka aż do osiemnastego roku życia. W zamian mogła cieszyć się większą swobodą i co sobotę wychodzić na imprezy.
Ostatni raz na balkonie, przy odgłosach tętniącego pod nimi miasta i w kłębach pary wydobywającej się z ich ust. Z żalem i rozgoryczeniem ściskał jej dłoń, tracąc zmysły z miłości do niej. Równie chłodno, jak wcześniej mu odmawiała, teraz zgodziła się mówiąc, że i tak przecież wszyscy biorą ich za parę. Czy  nie piją z jednego kubka, czy nie siedzą na każdej imprezie przytuleni razem na skórzanej sofie, czy nie tańczy z nim częściej niż z jakimkolwiek innym chłopakiem? A żeby przypieczętować przyrzeczenie, przyłożyła swoje wargi do jego warg w beznamiętnym pocałunku. Takie pocałunki składa się na ustach zmarłych, a nie żywych. Może tamtego dnia Daniel dla niej umarł? A może ta oschła pieszczota zapoczątkowała długi proces rozkochiwania, dzikiej i krnąbrnej dziewczyny o sutkach w kształcie ciemnej kukułki? Chudy wolał wierzyć w drugą, optymistyczną wersję i ze zdwojoną siłą robił wszystko, żeby zadowolić i uszczęśliwić Elwirę.
„Zgłupiałeś kompletnie, Chudy, masz niepokolei w głowie, Chudy, palma ci odbiła, Chudy”, nabijali się z niego kumple z klasy. Nie przesadzali ani trochę – był zakochany w Elwirze po uszy.
Jego świat zmniejszył się diametralnie do kilku odwiedzanych wraz z nią miejsc. Małej cukierni „Karmeliany” tuż przy ich szkole, gdzie w każdy piątek zabierał ją na najlepsze w mieście ciastka z kremem i owocami, wydając przy tym znaczną część kieszonkowego. To czego nie zostawił w „Karmelianie”, wsuwał przez otwór w oknie w kasie biletowej ich ulubionego kina, gdzie przytulony do niej, podjadał popcorn z kartonowego pudełka, spoczywającego na jej złączonych kolanach. Był jeszcze dom Waty. Tam również spotykał się z Elwirą, kradnąc jej przy każdej, nadarzającej się okazji nieśmiałe pocałunki, których nigdy nie odwzajemniała.  
Tylko przy niej czuł, że żył. Na ulicach, w szkole, na dodatkowych zajęciach, w domu, na boisku z kumplami, popadał w marazm, wzdychał do niej w myślach, ogłupiały pragnieniem, jakie mogła ugasić wyłącznie wilgoć jej ust.   
Trzy miejsca - śmiesznie małe w porównaniu z ogromem miasta, kraju i niezmierzonego świata, ale to tam, a nie w tłocznych miastach Europy, Azji, czy Ameryk, nie na dzikich, gorących stepach Afryki, nie na bezbrzeżnych połaciach białej Arktyki i Antarktydy, czuł się wolny. To tam odbywał podróże w głąb siebie, poznając uczucia i emocje, o jakich dotychczas nie miał pojęcia.
Szczęście, tak jak fortuna, kołem się toczy. Raz niesie nas daleko, na szczyty najwyższych gór, a innym razem porzuca w najmniej spodziewanym momencie, pozostawiając po sobie głębokie bruzdy tęsknoty, jak ciężki wóz na rozmiękczonej deszczem, polnej drodze.
Zimowy weekend, prócz śniegu skrzypiącego pod ich stopami podczas gdy szli do Waty na wyprawianie przez niego urodziny, przyniósł także przebudzenie ze snu, w jakim żył przez ostatnie miesiące.
Tamtego dnia Elwira była wyjątkowo oschła. Przywykł już do tego, że okazywała mu czułość tylko w chwilach, kiedy komplementował ją lub zabierał na nowy film, ale dzisiaj traktowała go, jakby stał się dla niej kulą u nogi.
Impreza była huczna. Dom Waty pękał w szwach od ludzi, których Daniel nawet nie znał. W tłoku, co najmniej, setki ciał, co chwila tracił z oczu Elwirę, a z każdym kolejnym piwem, coraz trudniej było mu ją odnaleźć. Chciał z nią porozmawiać na osobności, ale bez przerwy uciekała mu z rąk, porywana na parkiet przez kolejnego chłopaka.
Usiadł na kanapie i obserwując ją w dzikich spazmach tańca, podczas którego odsłaniała swój smukły brzuch i wypinając pupę rozchylała nogi, rzucając lubieżne spojrzenia wszystkim młodym mężczyznom wokoło, zastanawiał się, czy mogłaby kiedykolwiek pokochać kogoś innego prócz siebie. Każdy jej ruch, cykliczne odgarnianie włosów z czerwonej od tańca i podniecenia twarzy, było okazaniem uwielbienia samej sobie, a łowione spojrzenia adoratorów, wodą na młyn jej narcystycznego przekonania o swojej wyjątkowości.
Nagle stracił ją z pola widzenia. Zniknęła w drzwiach wejściowych, ciągnięta za rękę przez chłopaka w skórzanej kurtce. Pobiegł za nią i chwilę później stojąc w progu zobaczył, że całuje się z nim, zataczając na chodniku od nadmiaru wypitego alkoholu.
Fala gorąca przebiegła po ciele Daniela, chwilę później ustępując uczuciu całkowitego paraliżu. Wpatrywał się w nich z niedowierzaniem, jakby byli tylko wytworem jego wyobraźni, a kiedy zdał sobie sprawę, że to co widzi dzieje się naprawdę, poczuł jak niewidzialna ręka gniewu zaciska się na jego karku. Rzucił się w stronę chłopaka w skórzanej kurtce, celując pięścią w brzuch. Ten jednak okazał się szybszy. Odsunął się i pretensjonalnie uderzył go dłonią w kark.  Chudy wytrącony z równowagi pędem własnego ciała, upadł na chodnik, rozbijając sobie nos o oblodzony bruk.
Usłyszał za sobą szyderczy śmiech pijanej Elwiry i wystrzały fajerwerków, dobiegające z balkonu, na którym stało ze dwudziestu gości Waty. Nikt nie patrzył w niebo. Wszyscy w osłupieniu spoglądali na niego – pobitego i ośmieszonego.
Taki był koniec jego pierwszej miłości. Elwira zamieniła wygodną sofę w domu jego przyjaciela, na twarde siedzisko motoru swojego nowego chłopaka.
Następne dwa tygodnie były prawdziwą drogą przez mękę. Musiał zmierzyć się z tysiącem współczujących i drwiących spojrzeń, które nie pozwalały mu zapomnieć o tym, jaki był głupi myśląc, że uda mu się poskromić tę dziką dziewczynę. Wszyscy klepali go po plecach, mówiąc: „Tego kwiatu jest pół światu!” albo szydzili sobie: „No i co? Zamiast ty ją, to ona ciebie wydymała!”.  
Kiedy nowina dotarła do domu i każdego poranka mama Elżbieta ze wzrokiem pełnym współczucia i bólu, stawiała przed nim miskę płatków z mlekiem, gładząc go po policzku, jakby chciała powiedzieć: „To ci dobrze zrobi, synku...”, z trudem powstrzymywał się przed tym by nie krzyknąć z wściekłości.
Niech was wszystkich diabli, myślał. Niech was piekło pochłonie, was i tę cholerną egoistkę bez serca! Nie potrzebuję waszych słów otuchy. Chcę uciec! Chcę zapomnieć!
Zbliżały się ferie zimowe i tradycyjny wyjazd do dziadków mieszkających w górach. Jednak odległość kilkudziesięciu kilometrów, jaka ich dzieliła, wydawała mu się niewystarczająca. Chciał zniknąć, gdzieś daleko na krańcach świata.
Przypomniał sobie o przyszywanej ciotce Nataszy. Przyjaciółce jego matki ze studiów, która mieszkała, gdzieś w odległej Rosji pod Uralem. Gdyby tylko udało się do niej wyjechać. Tam daleko - w głębi ogromnego kraju, w dzikich i pustych krainach mrozu, mógłby znaleźć ukojenie od towarzystwa ludzi.
Wybłagał Elżbietę, by do niej zadzwoniła. Trochę grając, a trochę - po raz pierwszy - otwierając swoje serce przed matką, wyznał jej jak bardzo jest nieszczęśliwy, jak zdruzgotała go ta zdrada i porzucenie.
Był na tyle przekonywający, że chwilę po swoim wyznaniu usłyszał szelest stron starego notesu i charakterystyczny odgłos podnoszonej słuchawki telefonu. Wiedział, że rozmowa potrwa bardzo długo, ponieważ obie nie miały ze sobą kontaktu od miesięcy. Cierpliwie czekał w drugim pokoju, aż wreszcie usłyszał:
- Zobacz, czy Twój paszport jest nadal ważny. Lecisz do Rosji, syneczku!

Jekaterynburg – jedno z największych miast Federacji Rosyjskiej. Tutaj Daniel wylądował i odebrany z lotniska przez znajomego ciotki, przeciął terenowym samochodem serce aglomeracji, udając się w kierunku jej posiadłości zlokalizowanej poza miastem.
Krajobraz pokrywała gruba warstwa śniegu. Zjechali z głównej, asfaltowej drogi na boczną, prowizorycznie odśnieżoną pługiem, przytwierdzonym do jakiegoś ogromnego ciągnika, który pozostawił po sobie głębokie i zaskakująco szerokie ślady opon.
Wyjechali z lasu, – składającego się z monumentalnych sosen i świerków, gdzieniegdzie zróżnicowanych garstką drzew pozbawionych igieł – wjeżdżając na fragment płaskiego terenu. W jego centrum, mieścił się duży drewniany dom z werandą. Przy jednym z bali podtrzymujących dach, stała postać ubrana w futro, z papachą na głowie, spod której wypływały dwa grube blond warkocze, leniwie spoczywające na jej piersi.
Natasza była typową Rosjanką o szerokiej, symetrycznej, trochę okrągłej twarzy. Jej cera – jasna i gładka, czerwieniła się tylko na policzkach, nadając jej zdrowego, czerstwego wyglądu. Oczy duże, trochę skośne, kocie, podkreślone ciemnym tuszem do rzęs, rzucały spojrzenia kuszące i tajemnicze, ale uwagę Daniela najbardziej przykuwały usta, pokryte czerwoną szminką. Usta spokojne, pewne siebie, wykrzywione w grymasie uśmiechu. Do złudzenia przypominały ranę ciętą o symetryczny brzegach, jakby stworzone jednym wprawnym ruchem skalpela – piękno powstałe z cierpienia.
Gdy podjeżdżał już pod sam dom, z wnętrza budynku wyszedł potężny mężczyzna okryty grubym kożuchem. Gdyby ujrzał go w leśnej gęstwinie z pewnością uznałby go za niedźwiedzia - taki był wielki. Ciotka mimo że zgrabna, nie należała do drobnych kobiet, ale przy nim wyglądała filigranowo i krucho.
Grigorij, bo tak miał na imię rosły Czeczen, z długą brodą i włosami w nieładzie sprawiał wrażenie mężczyzny dzikiego i nieokiełznanego. Męski do granic definicji tego słowa budził respekt i trwogę, a jego potężne dłonie mogłyby z łatwością skręcić kark każdego faceta, jakiego Daniel znał - razem z nim włącznie.
- Mój malutki! - usłyszał słowa, wydobywające się z ust Nataszy, wypowiedziane ze śpiewnym akcentem. – Ile to już lat cię nie widziałam? Osiem? Dziesięć? Taki byłeś wtedy pulchny i dziecinny, a teraz, spójrz tylko na siebie! Młody mężczyzna, rosły, przystojny, pewnie łamiesz serca dziewczyn, jak dzik leszczynę! Tak się cieszę, że Cię widzę – objęła go ramionami, dusząc w długim włosie swojego futra.
- HA HA HA! - dobiegł go śmiech Grigorija, który mógłby być równie dobrze serią wybuchów podłożonych w skalnej ścianie lasek dynamitu. - Tak wygląda ten mały łobuz. Jak dla mnie to chudzinka – mówił całkiem zgrabną polszczyzną, kręcąc przy tym nosem. - Czym Cię tam karmili w Polsce, co? Czerstwym chlebem i czarną kawą? Ale nie bój się, u nas sobie pojesz, odchowasz trochę mięśni i sadła – na koniec klepnął do otwartą dłonią w plecy. Daniel miał wrażenie jakby właśnie uderzył go dziesięciokilogramowy młot. Nie przewrócił się tylko dlatego, że ciotka nadal przyciskała go do piersi.
Natasza wraz ze swoim partnerem prowadziła otwarty dom. Kolejni goście pojawiali się i znikali, serdecznie witani przez gospodynię, by po kilku godzinach lub dniach przy wylewnych pożegnaniach zniknąć. Wszystko wydawało się być swego rodzaju rytuałem, który fascynował Daniela i któremu dał się pochłonąć bez reszty.
Tuż po jego przybyciu wyprawiono huczne przyjęcie. Długi drewniany stół, z dwiema ławami po bokach, pokrywały proste tłuste potrawy takie jak bigos, duszone mięso z cebulą jedzone z domowej roboty chlebem, pierogi z grzybami i kapustą oraz wiele innych. Z niedowierzaniem patrzył, jak kolejne półmiski opróżniają się, rozchwytywane przez kilkunastu gości, a przecież jedzenia było na cały garnizon!
Wielkie gąsiory bimbru wędrowały z rąk do rąk, napełniając szklanki po brzegi, tylko po to, aby zgromadzeni przy stole mężczyźni, mogli je jednym haustem opróżnić. Daniel był tutaj nowy, nikogo nie znał, ale bez przerwy ktoś chciał go ściskać i całować, jakby znajdował się na zjeździe rodzinnym z setką ciotek i wujków, którzy tylko marzą by w końcu ujrzeć siostrzeńca lub bratanka i dać mu do zrozumienia, jak bardzo cieszą się, że go widzą.
Dopiero późną nocą, siłą wyrwany przez Nataszę z wielkiej hulanki tańczących i śpiewających Rosjan, ogłuszony miłym dla ucha hałasem i otumaniony mieszanką perfum oraz oparów alkoholowych, udał się do swojego łóżka i po raz pierwszy od kilkunastu dni, zasnął nawet przez chwilę nie wspominając Elwiry.
Rano, zdecydowanie zbyt wcześnie, obudził go straszny rumor i huk otwieranych na oścież drzwi.
- Wstawać, karwa twaja mać! - usłyszał wesoły głos Grigorija. - Leżenie w piernatach jest dobre dla bab! Prawdziwy mężczyzna wczesnym rankiem idzie na polowanie!
Pierzyna, którą jeszcze chwilę wcześniej okrywał pogrążone w śnie kończyny, nagle pod wpływem jednego szarpnięcia zniknęła w kącie pokoju, a wielka niedźwiedzia łapa Czeczena, zaciskająca się na tylnej części jego podkoszulka, niemalże siłą postawiła go na baczność.
W biegu ubierał się w przyniesiony mu strój. Brązowy kożuch z kapturem, wyłożony w środku białym włosiem przypominającym owcze runo, spodnie z podobną podszewką i w podobnym kolorze w dotyku zupełnie jak zamsz, grube rękawice i wysokie buty-śniegowce. Przeglądając się w lustrze z zadowoleniem stwierdził, że wygląda w tym naprawdę dobrze, trochę jak Eskimos, ale dobrze.
To nie była jedyna niespodzianka, jaką przygotował dla niego Grigorij. Był przekonany, że będzie wyłącznie towarzyszył przy polowaniu, ale jak tylko opuścił próg domu, wciśnięto mu w rękę ciężki sztucer. Prawie godzinę uczył się, jak go obsługiwać, a przede wszystkim w jaki sposób przeładować. Bez przerwy słyszał też, żeby przy przemieszczaniu się nie trzymał lufy wymierzonej przed siebie, bo może kogoś postrzelić, a za każdym razem kiedy o tym zapominał i choćby odrobinę unosił broń ku górze, dostawał od Czeczena otwartą dłonią w czapę.
Nie było to polowanie z nagonką. Poza tym poszli w las tylko we dwóch. Przedzierając się przez zaspy, dotarli do małej drewnianej wieży z drabiną prowadzącą na szczyt. Było tam bardzo mało miejsca, zdecydowanie za mało jak na nich dwóch, ale jakoś się rozlokowali i wpatrzeni w zaśnieżony krajobraz zamarli w bezruchu.
Pół godziny czekania i nic, a Grigorij przez ten czas nie poruszył się nawet o centymetr. Siedzieli tak w milczeniu, co doprowadzało Daniela do szaleństwa. Było zimno, drętwiały mu nogi, ręce i dupa, ale za każdym razem gdy próbował się odezwać, dostawał czapę. Zmiana pozycji, czapa, niezadowolone jęki, czapa i tak przez dobre trzy godziny. Później zeszli z wieży i wrócili do domu.
Czekało na nich śniadanie i uśmiechnięta Natasza w fikuśnym fartuszku, z włosami zaplecionymi w warkocze. W domu było kilku gości, więc podczas posiłku wywiązała się całkiem przyjemna rozmowa, z której Daniel niewiele rozumiał, ale wyczuwał przyjazną atmosferę, szczerość i otwartość wszystkich wokół.
Śniadanie trwało właściwie do południa, później kawa, która była łącznikiem pomiędzy porankiem, a porą obiadu. Po obiedzie przyniesiono kilka butelek bimbru i czas zaczął płynąć bardzo szybko. Przyszła pora kolacji, tańca oraz śpiewów. I Daniel znów późną nocą, wyrwany siłą z towarzystwa, zapadł w sen okryty grubą pierzyną, w miękkim łóżku, gdzieś pod Jekaterynburgiem.   
Każdego kolejnego dnia, czynności z pierwszej doby pobytu, powtarzały się w zrutynizowany sposób. Polowanie, śniadanie, kawa, obiad, zabawa przy alkoholu, spać. Nic się nie zmieniało. Życie stało się przewidywalne, spokojne i pozbawione nieprzyjemnych niespodzianek. Dzięki temu Daniel wyciszył się i zapomniał o Polsce oraz nieprzyjemnych wydarzeniach związanych z Elwirą. Zaczął też podejrzewać, że ciotka specjalnie pozwala mu uczestniczyć w naturalnej rutynie jej życia, zamiast zabierać na wycieczki do miasta, do kina, czy na basen. Być może oboje wraz z Grigorijem, fundują mu jakiś rodzaj terapii na złamane serce?
Trzeciego dnia, gdy wraz z Czeczenem siedział na wieży, postanowił w końcu zaangażować się w proces polowania, chociaż nadal go nie rozumiał. Starał się zachowywać jak najciszej i ze skupieniem, wpatrywał się w krajobraz szukając zwierzyny. Jednak mimo ciągłych prób nie potrafił przyjąć wyrazu marmurowej twarzy i zachować stoickiego spokoju, jak jego towarzysz. Bez przerwy przychodziły mu do głowy różne myśli, roztrząsał sprawy z przeszłości, myślał o tym co wydarzyło się dzień wcześniej albo jak to będzie kiedy znów wróci do Polski.         
Czwartego dnia, jakby w odpowiedzi, usłyszał jak Grigorij cicho mamrocze pod nosem trzy słowa. Wsłuchał się w nie i mimo że były po rosyjsku, zdołał je rozpoznać i przetłumaczyć: „wymierzyć, wystrzelić, przeładować”. Powtarzane w kółko, jak mantra, wypełniły mu umysł i sam zaczął je bezwiednie wypowiadać w myślach, jak słowa piosenki, która wpadła w ucho.
Każde kolejne polowanie, uczyło go cierpliwości i opanowania. W końcu zaczął odczuwać mniejszy dyskomfort wynikający z niewygodnej pozycji i mrozu. Ze skupieniem – ponad muszką lufy - wpatrywał się w zaspy i raz po raz robił przegląd każdego krzaka, kępy i kupy śniegu w polu widzenia, aż w końcu, któregoś razu usłyszał cichy szelest. Automatycznie obrócił sztucer w stronę, z której dobiegał dźwięk, bezwiednie przymierzył we fragment szarego futra, wystrzelił i przeładował, tak jak tysiące razy powtarzał sobie w myślach.
Z leśnej gęstwiny, na drogę wybiegł zając pędząc przed siebie na złamanie karku i pozostawiając po sobie charakterystyczne odciski łap oraz wyraźnie odznaczające się na białej pokrywie śnieżnej ślady krwi.
Obaj jak na komendę rzucili się w stronę drabiny, a później puścili biegiem, trzymając tropu i kilkadziesiąt metrów dalej znaleźli truchło upolowanej zwierzyny.
Daniel nie trafił najlepiej, bo w brzuch, ale na tyle skutecznie, by uśmiercić zająca. Nie łudził się – to było szczęście nowicjusza, ale mimo to cieszył się i był z siebie dumny.
Grigorij pacnął go przyjacielsko w ramię i zadowolony podniósł zwierzaka za uszy.
- HA HA HA ! Piękny zajec! - ocenił, a później ruszyli razem w stronę domu.
To był cudowny dzień. Natasza oprawiła zdobycz i przygotowała do tego, by zamienić ją w pyszny pasztet, a wszyscy obecni goście klepali go po plecach i gratulowali, jakby był to dla niego początek nowego etapu w życiu. Nie zmarnowano okazji i uczczono ten fakt, wystawniejszą kolacją. Gąsiory bimbru pękały jeden po drugim, a dom aż trząsł się od krzyków i śpiewów tuzina systematycznie nawilżanych gardeł.
Tym razem ciotka piła równo wraz z mężczyznami i po raz pierwszy bez umiaru dała się ponieść zabawie. Jak wszystkie kobiety z towarzystwa, przechodziła z jednych męskich kolan na drugie, żartobliwie podszczypywana, raz dawała w mordę, a innym razem uśmiechała się przyjmując to jako komplement. To była fascynująca gra pozorów, w którą grano tutaj systematycznie. Podczas tej zabawy sukienka Nataszy raz, czy dwa obsunęła się nieprzyzwoicie, odsłaniając obfitą krągłą pierś.
Daniel musiał przyznać, że jego ciotka jest piękną kobietą, ale podczas tego przyjęcia po raz pierwszy popatrzył na nią, jak na obiekt pożądania. Nie łączyła ich żadne pokrewieństwo, więc nie miał wyrzutów sumienia. Była tylko przyjaciółką matki. Zażyłość opierała się na dawnych wspomnieniach z czasów studenckich. Nie widział jej całe lata i ten brak codziennych kontaktów sprawiał, że traktował ją jak kogoś zupełnie obcego. W głowie zaświtała mu myśl, którą z jednej strony uważał za kompletnie niedorzeczną, a z drugiej kuszącą i możliwą do zrealizowania.
Leżąc w swoim łóżku okryty pierzyną po szyję, walczył ze sobą obmyślając plan działania, a chwilę później karcił się za rozbudzanie w sobie namiętności niemożliwej do spełnienia.
Następny poranek wytrącił go z rutyny dotychczasowego planu dnia, ponieważ Grigorij nie pojawił się, nie zerwał z niego kołdry i rozbawiony nie przegonił przez cały dom, ponaglając i rozwodząc się nad jego lenistwem. Obudził się w kompletnej ciszy, nie słysząc żadnych kroków, rozmów, ani ciężkich westchnień charakterystycznych dla porannego kaca. Wstał z łóżka i w koszulce oraz samych bokserkach, przeciągając się wyszedł z pokoju i poczłapał do kuchni.
Natasza ubrana w cienką nocną koszulę oraz szlafrok, stała przy zlewie i zmywała naczynia, a gdy zorientowała się, że za nią stoi, odwróciła się i posłała mu czuły uśmiech.
- Gdzie są wszyscy? - zapytał zaspanym głosem, podchodząc do kuchennego blatu, zastawionego mokrymi talerzami i zaczął osuszać je leżącą obok ścierką.
- Wyjechali dziś rano, kiedy jeszcze spałeś. - odpowiedziała, przyglądając się jak wprawnie ustawia kolejne talerze na przeznaczonej do tego półce.
- A Grigorij?
- Pojechał załatwić kilka spraw w nadleśnictwie. Wróci dopiero jutro.   
W domu nie było nikogo prócz ich dwojga. Może to znak? - pomyślał. Wierzył w siły opatrzności. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a ten poranek tak bardzo różnił się od wszystkich poprzednich. Czy jego rozochocone chłopięce ego, miało właśnie dziś wyewoluować w ego pełnowymiarowego mężczyzny?
Co chwila rzucał ukradkowe spojrzenia w duży dekolt Nataszy. Ich uda stykały się, gdy sięgał po kolejny wilgotny talerz, a nozdrza napełniał mu słodki zapach perfum, który przez całą noc zdążył zmieszać się z esencją skóry, tworząc gorącą woń kobiecego ciała. Wdychał ją, jak rozgrzane letnie powietrze i tak jak ono przypomina dobre chwile z poprzedniego lata, tak zapach ciotki przypomniał mu o Elwirze i pobudził go do działania.
Drżąc z podniecenia, nachylił się w jej stronę i pocałował w usta, ocierając nabrzmiałym penisem o udo.
Natasza odskoczyła jak oparzona. Upuściła talerz, który z brzdękiem rozsypał się w drobny mak. Osłupiała wpatrywała się w niego zakrywając usta dłonią. To było dla niej ogromne zaskoczenie, a kiedy zobaczyła, jak członek Daniela zabawnie sterczy wypychając bokserki, bezwiednie parsknęła śmiechem, uznając to za całkowitą niedorzeczność, jakąś halucynację - pokręcone marzenie senne.
Od razu pożałowała swojej reakcji, widząc pojawiające się rozczarowanie i upokorzenie na twarzy przybranego siostrzeńca. Chciała powiedzieć, coś co mogłoby go uspokoić, co sprawiłoby, że poczułby się lepiej. Niestety nie mogła niczego z siebie wykrztusić, a Daniel zażenowany uciekł do swojego pokoju z hukiem zatrzaskując drzwi.    
- Jaki z ciebie kretyn! - wymyślał sobie, przykrywając głowę poduszką, jakby chciał odciąć się od otaczającego świata i przepaść w nicości pustki bez obrazu i dźwięku, ani innych oznak toczącego się wokół życia. - Spodziewałeś się, że omdleje ci w ramionach, a później zrzuci z siebie ubranie i pozwoli wziąć się na stole?! Baran! Debil! Imbecyl! Skończony idiota! Żadna kobieta cię nie chce, bo jest bezgranicznie głupi!
Cały dzień spędził w swoim pokoju i był to najgorszy dzień od czasu przylotu do Jekaterynburga. Każde wspomnienie - nie tylko dzisiejszy incydent i wydarzenia z imprezy urodzinowej Waty -  o jakim chciał zapomnieć, nagle powróciło ze zdwojoną siłą powodując nieznośne skurcze żołądka i przemożną potrzebę ucieczki. Niestety nie było już żadnego miejsca, gdzie mógłby się przed nimi schronić. W stanie podobnym do katatonii przeleżał aż do wieczora, utwierdzają się w przekonaniu, że już nigdy niczego nie poczuje do żadnej kobiety, a jeśli nawet - będzie się trzymał na dystans, chowając za maską cynizmu i szyderstwa. A teraz wstanie i przeprosi ciotkę, która z pewnością czuje się podle. Nie ma potrzeby, żeby cierpiała z powodu jego głupoty. Już kilka razy pukała do drzwi, ale nie miała odwagi wejść do pokoju bez jego wyraźnego przyzwolenia.
Powracając z głębokiej czeluści swojego umysłu ze zdziwieniem stwierdził, że sufit, w który tępo wpatrywał się jeszcze przed chwilą, pokrywają już długie cienie rzucane przez gałęzie drzew rosnących za oknem. Na zewnątrz panowała ciemna, bezchmurna noc, a on poczuł bulgotania i burczenie pustego brzucha. Był potwornie głodny, ale zanim coś zje musi doprowadzić pewną sprawę do końca.
Udał się do sypialni Nataszy zlokalizowanej na piętrze. Otwierając drzwi zauważył, że przygotowuje się właśnie do snu. Ubrana w zwiewną nocną koszulę, czytała książkę okrywając nogi kołdrą. Nawet bez makijażu wyglądała olśniewająco, a całe pomieszczenie wypełniał zapach perfum, kremów i szamponu, który intensywnie owioną go tuż po tym, jak ciotka odchyliła kołdrę i zaproponowała, żeby położył się obok niej.
Co za biedny chłopiec, pomyślała. Przeleciał setki kilometrów tylko po to, by przeżyć kolejny zawód miłosny. Nie miała piętnastu lat i dobrze wiedziała, że wcale nie jest w niej zakochany. Daniel był młody i tak, jak każdy chłopiec nie potrafił jeszcze rozróżnić zwykłego uczucia pożądania od uczucia miłości. Nadal mieszał te pojęcia i cierpiał zawsze, gdy mu odmawiano. Rozczulała ją jego postawa pełna skruchy i zmieszania. Oczy, które były jak dwa płomienie, rozpalone podnieceniem powstałym w jednej chwili, niby ogień od zapalonej zapałki nad wypełnionym benzyną zbiornikiem. Nie widywała tego już tak często, ani u Grigorija, ani u innych swoich kochanków. Pochlebiało jej, że potrafi jeszcze jednym spojrzeniem i jednym gestem, rozpalić tak młodego mężczyznę. Cóż, nie podniecał jej, ani z pewnością nie potrafiłby jej zaspokoić, ale był ujmujący w swoim sposobie wyrażania emocji i nie było powodu, aby odsyłać go z powrotem do swojego pokoju.
W jednej chwili, gdy tylko Natasza z czułością pogładziła okryty prześcieradłem materac i zachęcająco poklepała go, dając mu do zrozumienia, że nie będzie się sprzeciwiać, gdyby zechciał położyć się obok niej, cały monolog przeprosin, jaki układał sobie wcześniej w głowie, zastąpiło uczucie palącego pożądania. Jakby ktoś przełączył przycisk – jego dłonie zaczęły drżeć, a ciało ogarnęły zimne dreszcze. Nie ma chyba na świecie mężczyzny, ani młodego, ani starego, który odmówiły w takie sytuacji kobiecie, a już na pewno nie tej, której pragnie.
Ułożył się wygodnie na szerokim łożu i z przyjemnością pozwolił objąć się ciotce, która delikatnie, z dużą troską gładziła dłonią jego głowę i twarz. Mimo że nie było w tym geście serdeczności żadnego erotycznego podtekstu, ciało Daniela zareagowało w jednoznaczny sposób.
Dwie ciepłe kule piersi, przyjemnie ciążyły mu na ramionach. Ręka Nataszy zeszła niżej gładząc klatkę piersiową, a później dalej w stronę krocza.  Wstrzymał oddech. Całym jego ciałem szarpnął dreszcz rozkoszy, gdy tylko poczuł oplatającą się na członku dłoń.  
Natasza zsunęła z nich kołdrę i pozwoliła przybranemu siostrzeńcowi obrócić się na plecy. Uśmiechnęła się rozbawiona widząc, jak pręży się niczym młody kogucik, który po raz pierwszy nieśmiało stroszy piórka. Był drobny w porównaniu do Grigorija. Nie mogła uwierzyć, że taki malec bez kompleksów porywa się na kobietę w jej wieku. Sterczący penis zamiast podniecenia budził w niej pobłażliwość i wzruszenie, jak wtedy kiedy patrzy się na dziecko, które z ogromną powagą robi coś, co wypada jedynie dorosłym. Mały łobuz, jaki chętnie narozrabiałby tu i ówdzie, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że mogłoby mu zabraknąć sił – zupełnie przeciwieństwo członków-rutyniarzy, z jakimi ma obecnie do czynienia. One zawsze mierzą siły na zamiary i już prawie nie zdarza się im skończyć niespodziewanie w przypływie nagłego podniecenia. A do tego ta grzywka z kępki kręconych włosów! Zwichrzyła mu tę śmieszną czuprynę i ze spokojem wróciła do pieszczot dłonią. Niewiele czasu minęło nim jej dłoń zalała ciepła sperma, wystrzeliwana niczym seria z karabinu maszynowego.
Nigdy wcześniej nie czuł większej przyjemności i błogostanu tuż po orgazmie. Niemniej jednak było mu trochę wstyd, że wytrzymał tak krótko. Nie wiedział, co powinien w tej chwili zrobić. Podziękować? Przeprosić? Nie znał procedur, bo był to jego pierwszy raz. W takich chwilach nie można liczyć na wskazówki zaczerpnięte z filmów pornograficznych. Produkcja kończy się tuż po wytrysku, nie dając odpowiedzi na to, co należy zrobić po. Zakłopotany pytająco wpatrywał się w Nataszę, licząc, że będzie wyrozumiała i tym razem pokieruje nim odkrywając kilka tajemnic nieznanego mu dotąd świata seksu.
- Nic nie szkodzi, malutki - powiedziała, gładząc go przy tym po wnętrzu ud i mosznie. Przyjemne łaskotanie, jakie tym wywoływała, rozchodziło się ku górze w stronę brzucha, dając mu dodatkową przyjemność. - Pokażę Ci co zrobić w takiej sytuacji.
Ogrzała jego zimną dłoń, umieszczając pomiędzy swoimi potężnymi udami. W tym czasie kciuk Daniela dotykał wzgórka łonowego Nataszy. To wywoływało w nim kolejne dreszcze podniecenia, jak wtedy, gdy otwiera się długo wyczekiwany urodzinowy prezent.
Intuicyjnie przyłożył rękę do miękkich i gorących warg ciotki, zatapiając w nich środkowy palec, jak w miękkim, surowym cieście, które pod wpływem ruchów, niby prawdziwe ciasto pod wpływem temperatury nabrzmiało i zrobiło się wilgotne. Poinstruowany, jak powinien pieścić tę delikatną część kobiecego ciała, przesuwał palcem raz w górę raz w dół. Uda rozsunęły się, a Natasza subtelnie dała mu do zrozumienia, że powinien zejść pomiędzy nie.
Umieścił głowę tuż nad jej podbrzuszem i po raz pierwszy poczuł charakterystyczny ciepły aromat, przypominający mu zapach wilgotnego prania - takiego przy którym nie użyto żadnych perfumowanych płynów. Znał ten zapach z wczesnego dzieciństwa, gdy rodzice zostawiali go u dziadków, a jego babka w ciepły letni dzień rozwieszała na sznurkach wysoko pod niebem białe, krochmalone prześcieradła, które szarpane przez wiatr jak żagle, rozsiewały wokoło mikroskopijne krople wody wraz z wonią, owiewającą całe podwórko, tą samą, jaką czuł w tej chwili.
Z zainteresowaniem i podziwem patrzył, na tę małą fabrykę wilgoci i rozkoszy, w kształcie lekko uchylonej małży. Nie zupełnie wiedząc co robi, zatopił palec we wnętrzu i poruszył nim kilkakrotnie, słysząc przy tym ciche dźwięki przypominające trochę mlaśnięcia odklejającego się od podniebienia języka, a trochę chlupotanie ryby wyrzuconej na mokrą, kafelkową posadzkę. Ciotka umieściła jego drugą rękę na szczycie wzgórka, gdzie wyczuł mały, twardy punkt, przypominający guzik, okryty gumowym kapturkiem.
- Trochę jak w padzie do Play Station - pomyślał.
Natasza poinstruowała go, jak się z nim obchodzić i pozwoliła ćwiczyć. Starał się skoordynować ruchy obu dłoni, ale nie szło mu najlepiej.
- Nie spodziewałam się, że będzie od razu robił to właściwie, ale mój przybrany siostrzeniec jest w tym zupełnie beznadziejny  - rozbawiona, zawyrokowała w myślach. Starała sobie przypomnieć, jaki był jej pierwszy chłopak. Czy też była z niego taka niezdara? Choć z dużym prawdopodobieństwem nawet nie zatopił w niej palca. Wtedy wszystko robiło się po bożemu.
Postanowiła pomóc Danielowi. Podbuduje jego młodziutkie męskie ego i pozwoli mu sądzić, że jest na tyle dobry, aby ją zaspokoić. Objęła jego palce spoczywające na łechtaczce i tak jakby były jakąś erotyczną zabawką, zaczęła poruszać nimi z odpowiednią częstotliwością oraz naciskiem, pozostawiając penetrację w gestii jej uczącego się kochanka.           
Reakcja była natychmiastowa. Ciało Nataszy od razu zareagowało bardziej żywiołowo, prężąc się i nieznacznie wyginając grzbiet. Daniel widząc to sądził, że jest to wyłącznie jego zasługa, więc pękał z dumy i z większą ochotą zatapiał w niej swoje palce, z przyjemnością wsłuchując się w mokre dźwięki wydobywające się z jej wnętrza. Po kilkunastu minutach, ciotka, jęcząc z rozkoszy, wygięła się w łuk unosząc swój wzgórek łonowy  ku górze, a chwilę później z miękkim pacnięciem opadła na pierzynę.  Mrucząc z satysfakcji i błogo się uśmiechając, przygarnęła do siebie Daniela, układając jego głowę na swoim brzuchu.
Szczęśliwy wsłuchiwał się w burczenia i bulgoty jej wnętrza, podczas gdy czule gładziła go po włosach, od czasu do czasu mierzwiąc mu fryzurę.
- No, malutki, a teraz weź mnie jak prawdziwy mężczyzna – powiedziała Natasza, czując jak nabrzmiały penis wbija się w jej udo.
Pokierowała nim we właściwe miejsce i pozwoliła nacieszyć się mu uczuciem władzy i posiadania, które bawiły ją i rozczulały, jak wszystko tej nocy. Daniel był taki poważny, pewny siebie, a zarazem naiwny – słodki i uroczy w tej naiwności. Wchodził w nią przekonany, że daje jej jakąś niesamowitą rozkosz, a ona nie wyprowadzała go z błędu, nie chcąc mu robić przykrości.  
Objęła go udami w pasie i przyciągnęła do swoich piersi, wsłuchując się w jego przyspieszony oddech i zatracając w miarowych ruchach drobnego ciała.
Słysząc bicie jej serca, przytulony do obfitego biustu ciotki, zagłębiał się w przyjaznym wnętrzu, czując opór  pobudzający każdą część członka i doprowadzający go do szaleńczej pasji. Systematycznie przyspieszał, aż w końcu wylał z siebie gorące nasienie i opadł z sił tulony przez Nataszę. Spokoju tamtej chwili nie mógł porównać z niczym innym. Dla Daniela była to esencja szczęścia i ekstazy. Rozmyślał nad tym, jak wiele rozkoszy skrywało ciało, które właśnie przygniata swoim ciężarem. Do czego mogło być zdolne i jakich pieszczot zaznawało z rąk swoich kochanków. Uchylił ledwie rąbka tajemnicy, a już był wniebowzięty. Czy uda mu się kiedyś w pełni posiąść podobną do ciotki kobietę? Będzie to z pewnością jedna z piękniejszych godzin jego życia.    

Następny dzień był dniem powrotu do Polski. Pakował swoje rzeczy z rozmysłem unikając Grigorija. Miał pewne obawy, czy przypadkiem rosły Czeczen nie spuściłby mu łomotu, a może nawet nie pozbawił życia, gdyby dowiedział się o tym, co zaszło wczorajszej nocy.
Z żalem żegnał wielki drewniany dom i odludne pustkowie - oazę spokoju, do której nie raz powróci w myślach, w momentach słabości. Miał już swoją pustelnię, gdzie będzie mógł schronić się i nabrać sił. To był najbardziej wartościowy prezent, jak stąd zabierze. W pośpiechu pożegnał wzruszoną ciotkę, która wręczyła mu małe zawiniątko i wsiadł do samochodu, prowadzonego przez Grigorija. W milczeniu raz jeszcze przejechał polną drogę, skrytą pomiędzy drzewami tak starymi, że z pewnością mogłyby opowiedzieć, co działo się tutaj sto lat temu. Wyjechał na asfaltowaną nawierzchnię i przeciął centrum Jekaterynburga, udając się na lotnisko, zlokalizowane po drugiej stronie miasta. Gdy zatrzymali się na parkingu Czeczen spojrzał na niego tak, jak jeszcze nigdy wcześniej, a Daniela przeszył zimny dreszcz strachu.
- Wiesz – wykrztusił, drżąc na całym ciele.
- Wiem – potwierdził ze spokojem mężczyzna o posturze niedźwiedzia, a później roześmiał się w głos. - HA HA HA ! - pękał ze śmiechu, przyprawiając Daniela o chwilową głuchotę. - Żebyś Ty się teraz widział, chudzino! - targał go za policzek kompletnie zdziwionego.
- Nie jesteś zły? - wybąkał, komicznie unosząc brwi.
- HA HA HA! - klepał się po brzuchu, jakby oglądał właśnie jakąś dobrą komedię. - Zły? Mało jeszcze wiesz o życiu, mało!
Wysiedli z samochodu. Czeczen wyciągnął z bagażnika torbę podróżną i podał ją Danielowi.
- Przyjedź jeszcze do nas - powiedział zupełnie szczerze i poklepał go po plecach. - Zapolujemy na grubszą zwierzynę.
Wsiadając do samolotu z biletem w ręku, zdał sobie sprawę, że zaciągnął dług wdzięczności, którego być może nigdy nie będzie w stanie spłacić. Dziesięć dni spędzonych tutaj otworzyło mu oczy na wiele spraw. Z ironicznym uśmiechem spoglądał wstecz na jego chybiony związek z Elwirą. Wątpił w to, czy kiedykolwiek rzeczywiście ją kochał, a jeśli nawet teraz wydawała mu się zupełnie obca i obojętna.        
Usiadł w fotelu, przejrzał podręczny bagaż i wyciągnął z niego zawiniątko - prezent od Nataszy. Rozpakował ozdobny papier, z zadowoleniem wyciągając na wierzch króliczą łapkę. Nie była to łapa upolowanego przez niego zwierzaka – on ustrzelił zająca - ale rozumiał symboliczne znaczenie podarunku.  Ścisnął go w dłoni, westchnął głęboko i nie zwracając uwagi na ludzi wokół, wspominając wspaniałe ferie zimowe jakie właśnie dobiegały końca, zapadał w  zdrowy regenerujący sen, z którego wybudził się dopiero w Polsce.

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
gratka  - :-) |2010-12-25 16:40:43
avatar Podoba mi się. Nawet bardzo. Lubię opowiadania , które nie są tylko
pornograficzną relacją z dymania ;-) Ogólnie dobrze się czyta i chyba o to
właśnie chodzi, by było ciekawie.
 
Autor tekstu: dcorelli

Nowa edycja e-booka

Mezczyzna-od-A-do-Z-Nowa-edycja   

Konkurs

rect3037   
rect3016

Nowa Kamasutra Poleca