Opowiadania erotyczne Hot Majowe serduszka (cz.II)

Logowanie

Ostatnio Punkty zarobili

sonda

Tego nigdy bym nie zrobił
 

Najlepsze opowiadania erotyczne

Zarejestruj się i przyślij własne opowiadanie

Majowe serduszka (cz.II)

wakacje_erotyczna przygodaCoraz pikantniejszy ciąg dalszy wakacji bez mężowskiej kurateli.

Gdyby nie fakt, iż miałam tylko pół godziny na uszykowanie się, pewnie stałabym przed lustrem bez końca, zastanawiając się, czy włożyć spodnie czy też sukienkę. W końcu postanowiłam zaszaleć, żyć pełnią życia, poczuć się szczęśliwa, więc... zdecydowałam się na ciemnoczerwoną, bardzo kuszącą sukienkę, którą dopełniłam szpilkami oraz dyskretnymi kolczykami - przypadkiem brylantowymi. Włosy upięłam w fantazyjny koczek, który przystroiłam spinką z imitacją róży.wakacje_zdrada

- Mówiłem ci już, że wyglądasz cudownie? - spytał Paul, jak tylko przekroczyłam próg jego pokoju.

- Z tysiąc razy - roześmiałam się.

- Czego się napijesz?

- Może drinka... Niech będzie malibu - zdecydowałam.

- Mówisz i masz - odparł, przechodząc do barku, gdzie zaczął mieszać alkohol. - Obsługa powinna być lada moment - rzekł i właśnie wtedy rozległo się pukanie. Tak jak poprzednim razem Paul kazał wszystko zanieść na taras, wynagradzając boy'a kolejnym studolarowym banknotem.

- Niewątpliwie twój boy cię uwielbia - roześmiałam się, odbierając z jego dłoni malibu.

- Heh. Jestem tak bogaty, że nie wiem już, co robić z tymi pieniędzmi - oświadczył.

- Znajdź sobie kobietę - poradziłam. - Słyszałeś może, że kobieta może uczynić z mężczyzny milionera, ale tylko tego, który wcześniej był miliarderem?

- Dobre! - roześmiał się mój towarzysz. - Co powiesz na to, żeby zaczerpnąć haust świeżego, greckiego powietrza?

- Chętnie - odparłam, ruszając w stronę tarasu.

Kiedy już znalazłam się na zewnątrz, dosłownie wbiło mnie w ziemię z zachwytu. Basen został kolorowo oświetlony od dna, między palmami delikatnie świeciły lampki imitujące starodawne uliczne latarnie, zaś stolik nakryto czerwonym obrusem i przystrojono w wysokie świece, które teraz płonęły złotym blaskiem. W tle szumiało morze.

- I jak ci się podoba? - usłyszałam tuż za sobą głos Paula. Jednocześnie z pokoju doleciały pierwsze nuty jakiegoś romantycznego utworu.

- Jest cudownie - odparłam, odwracając się ku niemu. - Czy to randka?

- A chciałabyś, żeby tak było? - spytał, spoglądając mi w oczy.

- Ja... - brakowało mi słów.

- Nie mów nic - przytknął palec do moich ust. - Ciesz się tym spotkaniem.

- Hm. A tak w ogóle dziękuję za róże - powiedziałam.

- Drobiazg - uśmiechnął się. - Może miałabyś ochotę coś zjeść? - spytał, odsuwając mi krzesło.

- Zjadłabym woła z kopytami - roześmiałam się, siadając na miejscu.

Wołu nie było. Były za to pieczone krewetki z tzatziki, jakieś sałatki, pieczone kraby, owoce oraz ciasto. I oczywiście wino lecz tym razem nie retsina, a zwykłe czerwone. Kolacja przebiegała gładko i wesoło, aczkolwiek były też momenty, kiedy schodziliśmy na tematy prywatne.

- Czy ty kiedykolwiek miałeś kobietę, żonę? - zapytałam.

- Kobietę tak, żony nie - odparł.

- A to czemu?

- Bo żadnej nigdy nie pokochałem na zabój. Musisz wiedzieć, że jak Hiszpan pokocha to całym sercem i na zawsze.

- Brzmi poważnie - skwitowałam.

- Może i tak. Ale po co się żenić z kimś niewłaściwym?

- W sumie racja - przytaknęłam.

Zapadła cisza.

- Wiesz... Tak się zastanawiałem - zaczął po chwili - w jakim miesiącu mogłaś się urodzić.

- I do jakiego wniosku doszedłeś? - zapytałam wesoło, upijając łyk wina.

- Wyszło mi, że w maju. Najprędzej w drugiej połowie, aczkolwiek nie byłem pewien. Ale jeśli się nie mylę, to wypada, że jakoś na dniach będziesz miała, bądź już miałaś urodziny.

Zamurowało mnie jak nigdy w życiu.

- Skąd wiedziałeś? - spytałam zaskoczona. - Czyżby Kasandra ci mówiła?

- Nie, absolutnie. Nawet jej o to nie pytałem. Po prostu zaobserwowałem u ciebie kilka charakterystycznych cech.

- Na przykład jakich? - spytałam.

- Na przykład, że jesteś wesołą osóbką, otwartą na nowe znajomości. Często ciężko ci się na coś zdecydować, na przykład basen czy masaż? A może zakupy? Nie należysz do osób upartych ani złośliwych. Jak miłujesz to całym sercem i kiedy ktoś to wykorzysta, cierpisz całą sobą. Nad interesy przedkładasz przyjemniejsze rzeczy. Ale nade wszystko pragniesz żyć, być szczęśliwa, śmiać się. Takie właśnie są majowe serca - zakończył.

- I to wszystko odkryłeś w ciągu zaledwie jednego tygodnia? - rzuciłam totalnie zaskoczona. - W takim razie jestem pełna podziwu.

- Nie zapominaj, że jako Hiszpan jestem dobrym obserwatorem kobiet - uśmiechnął się. - A tak na serio to wiele w tym wszystkim pomogło mi to, iż sam również jestem majowym sercem, więc charakter takich osób jest mi bliższy niż którykolwiek inny.

- No cóż... - skapitulowałam. - Tak naprawdę moje urodziny wypadają właśnie dzisiaj.

- Byłem na to przygotowany - uśmiechnął się Paul, wyjmując z kieszeni czarne zamszowe pudełko - To dla ciebie. Otwórz - położył pudełko przede mną.

Z minuty na minutę robiłam się coraz bardziej zaskoczona. Bałam się otworzyć, jednak otworzyłam. Moim oczom ukazał się łańcuszek z białego złota z zawieszonym na nim brylantem, który teraz w blasku świec lśnił milionami barw.

- Nie mogę tego przyjąć - wykrztusiłam.

- A niby dlaczego nie? - spytał z ciepłym uśmiechem.

- Przecież to brylant!

- I przypadkiem pasuje do twoich kolczyków - odparł. - Zauważyłem, że to twoje ulubione, więc dobrałem taki sam wisiorek.

- Ale on pewnie kosztował miliony! - wykrzyknęłam.

- I co z tego? Nie zapominaj, że pieniędzy mam tyle, iż mógłbym na nich spać. Proszę - dodał, patrząc mi w oczy. - Jeśli przyjmiesz ten łańcuszek, sprawisz mi tym prezent.

- Jak to? - spytałam zdezorientowana.

- Przypadkiem tak się składa, że dzisiaj ja również obchodzę urodziny - uśmiechnął się ciepło. - Pozwolisz? - spytał, wstając i przejmując łańcuszek. Już po chwili kamień przyjemnie ciążył na mojej szyi, rozsiewając wokół tęczowy blask. - No cóż, chciałaś czegoś wyjątkowego... Mam nadzieję, że warto było się ubierać - uśmiechnął się. - W zasadzie sam jestem zaskoczony tak gładkim obrotem spraw.

- Udało ci się idealnie - przytaknęłam. - W życiu nie miałam takich urodzin. Dziękuję.

- Cała przyjemność po mojej stronie - uśmiechnął się raz jeszcze.

- Ale ja nie mam nic dla ciebie - zmarwiłam się.

- W takim razie podaruj mi taniec - wyciągnął ku mnie dłoń.

Oszołomiona podałam mu swoją i już po chwili tańczyliśmy wtuleni w siebie na środku tarasu. Czułam się przeszczęśliwa. Paul delikatnie prowadził, wspierając moje ciało na swoim ciepłym torsie. Od czasu do czasu okręcał mnie, spoglądając mi wtedy głęboko w oczy. Nawet nie zauważyłam, kiedy utwór dobiegł końca, a zaczął się następny. Jego zapach upajał czymś ciepłym i zmysłowym, głos, który cichutko nucił nad moim uchem melodię - koił. Gdzieś wysoko na niebie błysnęło, zanosiło się na burzę. Poczułam mocniej mnie obejmujące silne męskie ręce, mocno bijące serce pod białą koszulą.

- Chyba zanosi się na burzę - szepnęłam.

- Chyba tak - odparł aksamitnym głosem Paul. - Boisz się? - spytał i choć wiedziałam, że wcale nie pyta o pogodę, odparłam:

- Nie.

I wtedy niebo rozdarło się z hukiem, roniąc rzęsiste łzy. Deszcz zalewał cały taras, a wraz z nim nas dwoje. Zagrzmiało.

- Chyba powinniśmy wejść do środka - odezwał się mój towarzysz. - Nie chcę, żebyś się rozchorowała.

- Jeśli zapalenie płuc jest ceną za to, jak bardzo jestem teraz szczęśliwa, to mogę chorować nawet miesiąc - odparłam i poczułam, jak Paul nieznacznie się ode mnie odsuwa, by móc spojrzeć mi w oczy.

- Więc jesteś szczęśliwa? - zapytał.

- Bardzo - odparłam i w chwilę później

poczułam jego gorące usta na swoich.

W moim sercu rozpętał się huragan. Gdzieś w tle jakiś głosik próbował przypomnieć mi o tym, iż jestem mężatką lecz co z tego, skoro mój własny mąż zapomniał o moich urodzinach, zapomniał o głupich życzeniach podczas, gdy obcy mężczyzna podarował mi prezent, Bóg raczy wiedzieć, ile wart. Poza tym chciałam żyć, cieszyć się, korzystać z życia na wszelkie możliwe sposoby. Chciałam mieć to, co daje szczęście. Chciałam Paula. Bardziej niż myślałam na początku.

Oddałam pocałunek. Jego wargi były takie gorące... Dłonie silne, a za razem delikatne jak jedwab głaskały mój policzek, wplatały się we włosy, którym Paul pozwolił rozsypać się na moich ramionach gęstą kaskadą fal.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo cię pragnę - rzekł głębszym głosem niż zwykle. - Jak tylko ujrzałem cię wtedy na plaży, wiedziałem, że nie zdołam ci się oprzeć.

Ja również o tym wiedziałam. Przeczuwałam to, choć starałam się stłumić emocje w sobie. Jednak miałam już dość, nie chciałam uciekać przed samą sobą.

- Paul - wyszeptałam, kiedy znowu zagrzmiało. - Nigdy w życiu nie pragnęłam nikogo tak, jak pragnę teraz ciebie. Chcę... - nie zdążyłam dokończyć przez miażdżący pocałunek, który spadł na moje usta.

- Chodź - szepnął i pociągnął mnie w stronę basenu, do którego wszedł jako pierwszy,w ubraniu. - Chodź - powtórzył i pociągnął mnie za rękę tak, że wpadłam wprost w jego ramiona, również kompletnie ubrana. Roześmiałam się.

To, co działo się pod osłoną zieleni, przechodziło najśmielsze oczekiwania. Jeśli kiedykolwiek uważałam, iż Daniel jest cudwnym kochankiem, myliłam się. Paul przechodził wszelkie pojęcie. Był delikatny dokładnie wtedy, kiedy tego chciałam oraz namiętny do utraty tchu zupełnie, jakby wyczuwał moje myśli w danym momencie. Jego dłonie błądziły po moim ciele, zwiedzały każdy jego zakamarek, wyczyniały rzeczy, od których mroczki stawały przed oczyma, sutki twardniały, a uda wilgotniały. Nad nami niebo rozdzierało się z przeraźliwym hukiem, tocząc echo gromów daleko w noc.

- Paul, ja już tak długo nie wytrzymam - jęknęłam, czując w sobie jego zwinne palce. - Ochhh.... - jęknęłam, wyginając się. - Pauuuul...

- Jeszcze chwilkę, najsłodsza - rzekł, po czym znów zaczął mnie całować. - Jeszcze trochę, ma chèrie - dodał, ściągając ramionka mojej sukienki, aby odsłonić piersi, które już po chwili całował tak, jak nie robił tego nikt inny w moim życiu.

Przez moje ciało przetaczał się potężny prąd, wyywracając całe jego wnętrze do góry nogami. Czułam się tak, jakby uderzył we mnie jeden z piorunów.

- Paul! - krzyknęłam, wyginając się w ekstazie, która mnie ogarnęła, lecz krzyk mój utonął w huku kolejnego grzmotu.

Zdawało mi się, iż dłużej już nie wytrzymam. Nogi miałam jak z waty i trzymałam się pionowo tylko dlatego, że przytrzymywały mnie silne ręce mojego kochanka.

- Umrę z rozkoszy - szepnęłam i dokładnie wtedy poczułam, jak Paul podciąga moją sukienkę, a potem wchodzi we mnie płynnym ruchem. Zaczął powoli, całując moje usta, szyję, piersi... wszystko. Jego ciepłe dłonie ściskały pod sukienką moje pośladki, penis wślizgiwał się i wyślizgiwał powoli, jakby delektując się każdym kolejnym ruchem, który był coraz szybszy i głębszy. Burza wciąż wzmagała na sile, coraz bardziej elekryzując powietrze wokół, które pachniało deszczem oraz ozonem. Dochodziłam w tempie ekspresowym, tracąc kontakt ze światem, rozpadając się na miliony drobnych kawałków.

- Paul! - wykrzyknęłam, prężąc się w szale orgazmu, który ogarnął nas oboje w tym samym momencie.

- Och, Roksana... - wyszeptał on, nieruchomiejąc w moich ramionach, spełniony i szczęśliwy.

 

***

 

Ta noc należała tylko do nas i była to najszczęśliwsza noc w całym moim życiu. Kiedy przyszła pora, aby wyjść z basenu, udałam się pod prysznic, aby delektować się jego gorącym strumieniem. Stałam od dzisięciu minut w relaksującym potoku, kiedy nagle drzwi kabiny otworzyły się i stanął w nich nagi Paul.

- Pozwól, że umyję ci plecy - rzekł, chwytając myjkę i dołączając do mnie.

Muszę przyznać, że nawet mycie pleców w jego wykonaniu było prawdziwą sztuką, od której chciało się umrzeć z rozkoszy. Już po chwili poczułam, że znów wilgotnieję, na co Paul zareagował błyskawicznie, biorąc mnie na ręce i zanosząc do łóżka, gdzie w efekcie zasnęłam zmęczona, ale jakże szczęśliwa.

Kiedy nazajutrz otworzyłam oczy, po burzy nie było śladu, podobnie jak po Paulu, który gdzieś się ulotnił. Przeciągnęłam się i wtedy przypomniało mi się, że przecież byłam umówiona na babski wypad z Kasandrą do SPA. Spojrzałam na zegarek i przekonawszy się, że już jestem spóźniona, szybko ubrałam się i wyszłam z apartamentu Paula, postanawiając, że później wyjaśnię mu powód swojej "ucieczki".

- Hej! Przepraszam za spóźnienie, ale zaspałam - rzuciłam na wydechu, kiedy znalazłam się w naszym pokoju. Kasandra siedziała na łóżku, kompletnie ubrana, gotowa do wyjścia.

- Spoko. Wyluzuj - odparła. - Nie pali się. Przebierz się spokojnie, ogarnij i możemy iść.

- Jak tam randka? - zapytałam, biorąc się za poprawianie swojego wyglądu. - Udała się?

- Jeszcze jak! - potwierdziła Kasandra z uśmiechem.

- Wnioskuję więc, że wreszcie go uwiodłaś? - zapytałam z błyskiem w oku.

- Uwiodłam. I było bosko! - zachichotała. - A jaki jest Paul? - spytała po chwili.

- Co masz na myśli? - udałam głupią. - Przecież go znasz.

- A ty dobrze wiesz, o co mi chodzi - odparła z miną typu: "Daj spokój. Komu ty chcesz oczy mydlić?" - Wiem, że w końcu się przełamałaś i zdradziłaś Daniela, bo nareszcie tryskasz energią, a poza tym gdybyś się z nim nie przespała, spałabyś w naszym pokoju, a wiem, że nie spałaś - zakończyła.

Miała rację. Poza tym jej mogłam ufać bezgranicznie, więc...

- Jest boski! - zachichotałam, rzucając się na łóżko. - Zobacz, co mi podarował - chwyciłam brylant między palce.

- Słodki Boże! - zachwyciła się. - Wiesz co? - spytała, na co ja tylko uniosłam brew w geście zapytania. - On się w tobie zakochał. Na amen. A ty co do niego czujesz? - spytała po chwili, bacznie obserwując każdy mój ruch.

- Ja... - zawiesiłam głos, zastanawiając się, co właściwie czuję względem mojego kochanka. Przypomniały mi się wszystkie wspólnie spędzone chwile, odkąd tylko ujrzałam go po raz pierwszy na plaży. Uśmiechnęłam się do własnych wspomnień.

- Nie mów nic. To widać jak na dłoni.

- Co widać? - spytałam.

- Że się w nim zakochałaś.

- No co ty... - zaczęłam.

- Zaufaj mi. Może jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale Paul to miłość twojego życia, a skoro tak, to lepiej zastanów się, czy nie odejść od Daniela.

Ta to zawsze czymś zaskakiwała.

- Chodź - rzuciła po chwili, prostując się. - SPA czeka.

Tak więc kiedy masażyści wyżywali się na naszych plecach, my zdawałyśmy sobie relacje z przebiegu poprzedniego wieczora. Kiedy chwile przyjemności kosmetycznych dobiegły końca, udałyśmy się na zakupy, podczas których kupiłam dwie złote spinki do mankietów dla Paula jako prezent urodzinowy.

- Jak myslisz, spodobają mu się? - spytałam Kasandry, obracając pudełeczko w dłoni.

- A dlaczego miałyby się nie spodobać? - zapytała. - Nie wiem jak ty, ale ja bym wrzuciła coś na ząb. Padam z głodu.

Tak się składało, że ja również, więc z mnóstwem zakupów powróciłyśmy do hotelu, aby w restauracji hotelowej, upajając się widokiem morza w dali, zjeść obiad.

- Do tej pory nie miałam pojęcia, że grecka kuchnia jest taka smaczna - odezwała się.

- I syta - skomentowałam. - Chętnie bym się położyła.

- Dobra myśl - odparła, wstając od stolika.

Długo jednak nie wytrzymałam, leżąc bezczynnie na łóżku. Już po dziesięciu minutach przeniosłam się na taras, aby w słońcu i szumie morza delektować się książką.

- Dzisiaj też mnie nie ma - oświadczyła Kasandra, wchodząc na taras, kiedy zaczął zapadać wieczór.

- Kolejna randka? - spytałam z uśmiechem, zamykając książkę.

- Jeszcze nie wiem - odparła. - A ty co będziesz robiła? - spytała. - Znów będziesz sobie porządkowała myśli w basenie Paula? - roześmiała się.

- Moim jedynym planem na dziś wieczór jest jacuzzi, ale nigdy nic nie wiadomo - odparłam. - Idź i o mnie się nie martw.

Tak więc kiedy za Kasandrą zamknęły się drzwi, postanowiłam zanurzyć się w jacuzzi przy świetle świec, o które poprosiłam recepcję. Już po chwili jacuzzi przyjemnie szumiało, wydzielając mnóstwo piany, świece roztaczały ciepły bursztynowy blask, a ja byłam właśnie w trakcie rozbierania, kiedy nagle drzwi do łazienki otworzyły się, ukazując w progu Paula.

- Przepraszam za najście - odezwał się. - Pukałem, ale chyba nie słyszałaś, a Kasandra mówiła, że na pewno zastanę cię w pokoju, więc pozwoliłem sobie wejść.

- Stało się coś? - spytałam, widząc jego minę. - Jeśli chodzi o rano...

- Wiem, byłyście umówione - przerwał mi. - Słuchaj, czy ty nie masz jakichś wyrzutów sumienia? Nie chciałbym, żebyś przeze mnie...

- Chodzi ci o to, czy żałuję wczorajszego? - spytałam, przerywając mu. - Jeśli o to chodzi, odpowiedź brzmi: nie. Gdybym miała wybór, zrobiłabym tak samo jak wczoraj.

- Więc... - zaczął.

- Więc dziel ze mną dziś wieczór jacuzzi - uśmiechnęłam się, przyciągając go z uśmiechem do siebie.

Tym razem seks był powolny,

pełen czułości oraz tęsknoty za czymś, czego nie umiałam określić. Zewsząd otaczała nas zmysłowo pachnąca piana oraz bąbelki powietrza, gorąca woda spowijała nasze ciała wraz z pożądaniem je rozgrzewając. Kiedy w końcu woda wystygła, otarliśmy się wzajemnie ręcznikami i przeszliśmy do pokoju.

- Mam coś dla ciebie - odezwałam się, podając Paulowi pudełeczko ze spinkami. - Nieco spóźniony, ale z głębi serca.

- Wiesz, że nie musiałaś - odparł, przenosząc wzrok ze spinek na mnie. - Ładne. Dziękuję - pocałował mnie namiętnie.

- Miło, że ci się podobają.

- Słuchaj, miałabyś ochotę zjeść dziś kolację wraz z Kasandrą i Antonio? - spytał po chwili. - Pytał, czy nie mielibyśmy nic przeciwko.

- Pewnie, że nie - odparłam, sięgając po ubrania.

 

***

 

- Może nie chodziło o dzisiaj? - zapytałam, gdy raz jeszcze Paul zapukał lecz nie było żadnego odzewu z drugiej strony drzwi.

- Wszystko w porządku - oznajmił. - Antonio wspominał, żebyśmy weszli na wypadek, gdyby jeszcze nie wrócili z Kasandrą.

To mówiąc otworzył drzwi do apartamentu swego przyjaciela, za którymi roztaczała się ciemność. Najwyraźniej pokój był pusty.

- Słuchaj, a jeśli oni sobie teraz baraszkują na tarasie albo w łazience? - spytałam, śmiejąc się pod nosem. - Może powinniśmy zaczekać u mnie albo u ciebie.

- No co ty... - zaczął, zapalając włącznikiem przy drzwiach światło. I wtedy właśnie rozległ się okrzyk:

- NIESPODZIANKA!

Na środku pokoju utrzymanego w tonacji fioletu, stał oczywiście nie kto inny jak Kasandra z Antonio, roześmiani od ucha do ucha i objęci tuż za wózkiem, na którym spoczywał tort z palącymi się liczbami: 26 i 30, umieszczonymi w dwóch złączonych sercach.

- STO LAT, STO LAT... - zaczęli spiewać, a kiedy skończyli kazali nam pomyśleć życzenie i zdmuchnąć świeczki.

Trzeba przyznać, że naprawdę byliśmy zaskoczeni taką niespodzianką. Kiedy już zdmuchnęliśmy świeczki, przyszła pora na prezenty. Paul dostał dwa bilety lotnicze do Tunezji ważne przez okres 12 miesięcy, ja zaś przepiękne kolczyki brylantowo-szmaragdowe. od których dosłownie dech mi zaparło.

- Czy wyście poszaleli? - wykrzyknęłam. - Przecież one musiały kosztować tysiące!

- I co z tego? - spytał Antonio.

Paul tylko gromko się roześmiał.

- Najwyrażniej Paul jeszcze nie wspomniał ci, że Antonio to współwłaściciel firmy diamentowej, w której pracuje - odezwała się z uśmiechem Kasandra.

Popatrzyłam tylko zdezorientowana na Paula, który w dalszym ciągu nie mógł opanować śmiechu.

- To prawda - rzekł w końcu. - Antonio to mój wspólnik. Podobnie jak ja śpi na pieniądzach, teraz więc już wiesz, że taki prezent to dla niego pestka - uśmiechnął się, po czym przytulił mnie do siebie i ucałował w czubek głowy.

Jeszcze nie mogłam wyjść z szoku, kiedy delektowałam się pysznym truskawkowym tortem, a później, kiedy wznosiliśmy szampanowy toast. Koniec końców, urodziny udały się wyśmienicie. Najpierw świętowaliśmy w apartamencie Antonio, później postanowiliśmy przenieść się do hotelowej restauracji, a w końcu nad publiczny basen, gdzie nasi chłopcy rozkręcili taką imprezę, o jakiej nigdy mi się nawet nie śniło.

- W życiu nie podejrzewałabym cię o to, że masz tak rozwinięte zdolności integracyjne - uśmiechnęłam się. - Cały basen bawił się razem z nami.

- I o to chodzi - ucałował mnie czule przed drzwiami do pokoju. - Śpij dzisiaj ze mną, w moim apartamencie - poprosił.

- No nie wiem - droczyłam się z nim.

- Jak trzeba to przekupię cię koszem róż - odezwał się wesoło.

- Róże już nie działają - roześmiałam się. - Musisz wymyśleć coś innego. A teraz, jeśli pozwolisz, muszę udać się na chwilę do swego pokoju - pocałowałam go.

Kiedy zamknęłam drzwi, udałam się do szafy po nową koronkową bieliznę oraz seksowną zieloną sukienkę, którą dopełniłam szpilkami oraz nowymi kolczykami . Ledwo zdążyłam się uszykować, kiedy rozległo się pukanie.

- Uparty z ciebie Hiszpan - roześmiałam się pod nosem, a następnie otworzyłam drzwi, za którymi nie było Paula, a grecka orkiestra wystrojona w poncho oraz sombrera, grająca jakąś balladę.

Stałam osłupiała, obserwując uśmiechniętych grających mężczyzn oraz drzwi innych apartamentów, które otwierały się z ciekawością jedne po drugich. Kiedy mężczyźni skończyli grać, rozległy się oklaski.

- To od pewnego pana, który prosi o podarowanie mu tej nocy - odezwał się przewodzący muzycznej grupki, z uśmiechem wręczając mi krwistoczerwoną różę.

- Dziękuję - odparłam z uśmiechem. Nie miałam pojęcia, co jeszcze mogłabym powiedzieć.

Kiedy w końcu chłopcy ulotnili się z korytarza, udałam się prosto do apartamentu Paula.

- Dobra, przekonałeś mnie - roześmiałam się, jak tylko otworzył drzwi.

 

***

 

- Dzień dobry, słonko - usmiechnął się Paul, całując mnie na dzień dobry. - Zamówiłem śniadanie. Czeka na tarasie - rzekł, podając mi dłoń.

Szybko ubrałam bieliznę oraz jego koszulę i przeszłam na taras. Na niebie nieodmiennie królowało  gorące słońce.

- Ależ mi w brzuchu burczy - roześmiałam się, kiedy ten zaczął dopominać się o swoje prawa.

Tym razem dzień zaczęłam od tostów oraz świeżo wyciskanego soku pomarańczowego.

- Mmmm... Pyszne - oblizałam usta.

- Daj spróbować - powiedział Paul, a następnie przysunął się, by mnie pocałować w czasie, kiedy ja podsunęłam mu szklankę z sokiem. - Co mi po szklance? Kropla z twoich ust smakuje stokroć lepiej niż cały sok ze szklanki - rzekł. Roześmiałam się.

Po śniadaniu postanowiłam zajrzeć do swego pokoju, aby odświeżyć się oraz przebrać w krótkie spodenki oraz top na ramiączka. Właśnie wyszłam z basenu, kiedy zaczął dzwonić telefon.

- Słucham - odezwałam się.

- Cześć, kochanie - usłyszałam po drugiej stronie głos Daniela. Kompletnie o nim zapomniałam. - Jak się masz?

- Dobrze.Właśnie wyszłam z basenu.

- Pogoda dopisuje? - spytał, jakby nie było ciekawszych tematów niż pogoda w Grecji.

- Nieodmiennie - odezwałam się.

- Dzwoniłem wczoraj wieczorem, ale nikt nie odbierał - usłyszałam. - Ostatnio przestałaś dzwonić... - rzekł, czym zaczął przyprawiać mnie o irytację.

- Odkąd jestem w Grecji, ani razu nie sięgnąłeś po słuchawkę - odezwałam się. - To ja dzwoniłam. Chciałam, żebyś teraz to ty się o mnie zatroszczył.

- Ależ troszczę się o ciebie - powiedział. - Jak mogłaś pomyśleć inaczej? To dla ciebie zostałem w Nowym Jorku, aby pilnować interesów.

I znowu te interesy! Czy nie mogło być rozmowy bez wzmianki o interesach?

- Dla mnie czy dla siebie? - spytałam. Postanowiłam wyłożyć wreszcie kawę na ławę.

- Jak mogłabyś pomyśleć, że jestem tak nieczuły, tak egoistyczny? - spytał.

- Więc powiedz mi, co słychać w Ameryce? - spytałam.

- Interesy idą świetnie. Najnowszy kontrakt opiewa na...

- No widzisz! - przerwałam mu. - Tylko interesy, pieniądze i nic poza tym - wyrzuciłam z siebie. - Tylko to masz do powiedzenia, kiedy w końcu raczysz zadzwonić. Ani słowa o miłości, o tym, że tęsknisz, że ci mnie brakuje...

- Przecież wiesz, że tak jest - wszedł mi w słowo. - Myślę o tobie cały czas.

- Doprawdy? - spytałam z sarkazmem w głosie. - To powiedz mi w takim razie, gdzie podziały się życzenia urodzinowe dla mnie?

Usłyszałam, jak po drugiej stronie Daniel wciąga głęboko powietrze.

- Właśnie wczoraj chciałem złożyć ci...

- Guzik! Chciałeś, ale pogadać o tym, jak idą interesy - przerwałam mu. - Bądź na tyle poważny, by przyznać, że zapomniałeś o moich urodzinach, bo interesy przyćmiły ci głowę!

- No dobrze, zapomniałem, przyznaję. Ale obiecuję ci, że jak tylko wrócisz, wynagrodzę ci to.

- Nie ma takiej potrzeby - powiedziałam.

- Więc czego chcesz, kochanie? - spytał.

- Tego, żebyś mnie kochał i o mnie pamiętał. Tego, byś mi to okazywał - wrzasnęłam do słuchawki. - A nie tylko zwracał się do mnie pustym "kochaniem", które nic nie znaczy - piekliłam się, kiedy właśnie do pokoju weszła Kasandra i zamarła zaskoczona w pół kroku do szafy.

- Uspokój się, kochanie - usłyszałam w słuchawce.

- Uspokoję się, jak będę w trumnie. A teraz ja żyję i czuję! - wrzasnęłam, rzucając słuchawkę na widełki.

Minęła chwila, nim uspokoiłam się na tyle, by móc coś powiedzieć.

- Aleś mu pojechała! - wyrzuciła w końcu z siebie Kasandra, gdy już odzyskała głos. - W życiu nie myślałam, że masz taki potencjał w sobie. Wygląda na to, że nareszcie powróciłaś do życia - uśmiechnęła się promiennie. - Witamy w świecie żywych.

 
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ

piersza część opowiadania

a tu ostatnia

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
 
Autor tekstu: Nienasycona

Nowa edycja e-booka

Mezczyzna-od-A-do-Z-Nowa-edycja   

Konkurs

rect3037   
rect3016

Nowa Kamasutra Poleca