- Nie, nie, nie! – krzyczę przeraźliwie wyjmując wilgotne palce spod kołdry – Ile można? Kurwa ile można?! Ja chce mężczyzny, a nie sama, sama, sama….
Płakałam…
Tak wyglądały kolejne wiosenne wieczory. Pracowałam po dwanaście godzin dziennie w ochronie – nie było ludzi do pracy i oraliśmy ponad normę. Mój facet rzucił mnie, bo „molestowałam go seksualnie” – kawał chama i pijaka, co przez kilka miesięcy związku dał mi trzy razy po dziesięć minut wątpliwej rozkoszy. Wcześniej nieudane małżeństwo, które zakończyłam przygodnym romansem – wszystko do dupy.
Byłam seksualnie wygłodzona, nawet gwałt mi się marzył, chociaż to brzmi jak choroba… Nie mogłam się gdzieś po prostu „puścić”, bo opinię ma się jedno. Pragnęłam czułego związku opartego na miłości, bezpieczeństwie i zaufaniu, no i zajebistym seksie.
Pewnego dnia zadzwonił Michał, stary kolega, jeszcze z podstawówki. Umówiliśmy się u mnie na piwo, a w sumie na kilka piw i hektolitry wódki. Przyjechał z tym swoim promiennym uśmiechem i błyskiem w nieskończenie niebieskich oczach. Było zabawnie. Odetchnęłam, utopiłam trochę smutku. Po skończonej prywatce został u mnie na noc. Po koleżeńsku spaliśmy w jednym łóżku. Rozbroił mnie, gdy prawie przez sen wyjęczał - Kamila, tak mi się chce kochać. – i mnie objął od tyłu. Skwitowałam to jednym słowem i poszliśmy spać. Miałam olbrzymią ochotę, ale zasada NIGDY Z PRZYJACIÓŁMI pozwoliła mi stłumić wygłodniałe emocje. Rankiem pojechaliśmy do pracy – każde w swoją stronę.
Koleżanki w pracy wręcz ganiły mnie za brak odwagi – taki przystojny, leżał przy tobie i chciał. Zaczęłam żałować. W ciągu kilku tygodni wymienialiśmy sporadyczne smsy, a ja sama zakochałam się w tym czasie w blondynie poznanym przez Internet. Och, co to była za miłość! Przyjechał w tydzień po pierwszym telefonie, opowiadał o cudach, jakich on to nie osiągnął w życiu, no i był seks, przeciętny, ale jak człowiek jest zakochany – to był wystarczający. I… uciekł – dosłownie! Zabrał pieniądze telefon – byłam bez kontaktu, bez pieniędzy na czynsz, ze złamanym sercem, jedyne, co mi się naprawdę chciało to nie być… Poszłam do operatora wyrobiłam nową kartę sim i udałam się w gonitwę za złodziejem – ukochanym złodziejem. Po przejechaniu czterystu kilometrów na gapę pociągiem, po spacerze w deszczu przez cały Włocławek – nie znalazłam nic… nie było spółki transportowej, nie było wielkiego domu, nie było rasowych psów… Wróciłam jeszcze bardziej przesiąkniętą depresją i myślą samobójczą…
Zadzwoniłam do szefowej – niech się pali wali, chcę wolne, kilka dni wolnego. Od znajomej pożyczyłam trochę pieniędzy i kupiłam kilka win, karmę dla kota i papierosy. Zachlać się na śmierć? Albo, chociaż utopić smutki? Idealny pomysł na urlop. Wtem sms. To Michał. Tłumaczyłam, że nie jestem w nastroju, że mam ochotę utopić się we własnej wannie.
Przejechał, zapewniając, że mi pomoże. Byłam jak głodna kotka. Pocierałam się nawet o rant pralki. A może upić się i skosztować młodego ciała przyjaciela z dzieciństwa? Radosny uśmiech nie schodził mu z twarzy, gdy przytaczał wojskowe historie. Z każdym łykiem wina otwieraliśmy się przed sobą opowiadając o intymnych szczegółach tych mniej wesołych wspomnień. Łagodny i rytmiczny jazz przeplatany funky wtapiał się w białe ściany.
- Wiesz, ja wtedy też chciałam… - wypaliłam zaskakując sama siebie. – Ale znamy się tyle czasu, jesteśmy przyjaciółmi, mimo rzadkich spotkań nie chcę tego psuć. – tylko się uśmiechnął. Łajdak. Wiedział, że jest na wygranej pozycji. Przy swojej urodzie na pewno nie raz był w takiej sytuacji i dokładnie wiedział jak rozłożyć karty do gry przedwstępnej. W tle rozbrzmiał przebój Anny Jantar, sprytnie wpleciony w poprzednia playlistę, „Przetańczyć z tobą chcę całą noc”. Z nieodpartym kuszeniem w oczach wyciągnął dłoń i pozwolił mi wirować zapominając jak niewiele metrów liczyła moja stancja.
- Należy pokonać strach. Oboje tego potrzebujemy, więc spróbujmy po koleżeńsku – szeptał wprawiając w drganie kosmyk włosów za uchem. Przesunęłam policzkiem wzdłuż linii jego szczeki i z rozchyliłam usta, które pęczniały od zbyt szybkich uderzeń serca. Cała skóra jęczała o dotyk. Nie wiem, kiedy popchnęłam go na łóżko i siadając okrakiem zaczęłam głęboko całować. Gdy zdjął koszulę, moim oczom ukazał się gęsto owłosiony regularnie rzeźbiony tors. Michał unosił moją sukienkę coraz wyżej odsłaniając śnieżną biel nóg nad koronkową linią pończochy. Stanowczym ruchem pozbył się w końcu sukienki, a ja nerwowo rozpinałam pękaty rozporek by ujrzeć olbrzymie i kształtne narzędzie, które natychmiast chciałam mieć w sobie. Nie zdejmując czarnego gorsetu odchyliłam tylko stringi i
wbiłam się na potężny pal z dzikim jękiem.
Wyginałam szyję do tyłu osiągając niebotyczne tempo. Po dwóch tak długo wyczekiwanych orgazmach otworzyłam oczy by spojrzeć nieśmiało na twarz kochanka, na której rysowała się radość, zaskoczenie i uniesienie.
Weszłam pod prysznic ekstatycznie gorąca woda zmyła pierwszy wstyd i poczucie grzesznego wyłamania. Wszedł bez pukania. Z otumanienia wyrwała mnie komórka w jego dłoni – Wybacz, nie mogę się powstrzymać, każdy twój gest pęcznieje od zmysłowości. – podał mi rękę i wyciągnął z wanny. Powoli całował szyję i ramiona. Zlizywał z obrzmiałych piersi strużki stygnącej wody, kierując swój wilgotny język do brzucha i niżej… Wszyscy święci, jak on się wślizgiwał w moją pulsującą szparę! Miałam wrażenie, że koniuszkiem języka uruchamia najbardziej wrażliwe punkty mokrej szczeliny. Gdy rozpływałam się w błogości, jednym ruchem przekręcił mnie na brzuch i wziął od tyłu serwując ostre klapsy. Mieszanina doznań przyprawiała mnie o eksplozję zmysłów. Nigdy wcześniej i nigdy później nie wydobyłam z siebie tyle krzyków, pisków, wrzasków i jęków.
Po kilku godzinach usiedliśmy wpatrzeni w siebie z takim spełnionym zachwytem. Zapalił papierosa, tak pięknie i łapczywie połykając dym przy każdym zaciągnięciu. Ja spłukiwałam z języka smak jego spermy kolejnymi łykami wina. Nasza upojna noc skończyła się wczesnym rankiem. Wyszedł w pośpiechu, a ja kolejne dni urlopu spędziłam samotnie na plaży rozkoszując się gorącym piaskiem i upalnym słońcem. On nie pisał, nawet nie odpisywał… wrócił do dziewczyny i dziecka… Byłam zaspokojona, ale… chciałam więcej…
Do pracy wróciłam odmieniona. Zapomniałam o nieudanym związku, ale cały czas żyłam wspomnieniem tamtej nocy, miałam przed oczyma każdy gest, a nozdrza wypełniało wspomnienie zapachów. Kiełkowało we mnie zakochanie, które zatruwałam w sobie kacem moralnym. Powoli jednak w me życie znowu wkroczyła rutyna. Rano – pobudka, prysznic; dwanaście godzin pracy; powrót – piwo lub wino i kolacja, jakiś film lub po prostu długa kąpiel i sen; sporadycznie wypad na dancing. To wszystko
– długa samotna monotonia.
Wulkan raz wybudzony – w każdej chwili może wybudzic się znowu… Lato w pełni. Zasłony promieni lipcowych leniwie wpadały przez okno. Sms od Michała obudził tęsknoty. Wiedziałam tym razem, czego oczekuje i czego pragnę ja. Bałam się spotkania, ale na sama myśl o jego dotyku każdy włos na mej skórze miał swą własną, bardzo silna erekcję. Wyuzdana bielizna pod strojem grzecznej dziewczynki miała kusić od pierwszej chwili. Przyszedł z kolegami. W koleżeńskiej atmosferze wypiliśmy znowu kilka piw, po czym koledzy wyszli na jakąś imprezę. Zostaliśmy sami. Bąbelki w moim pokalu zawirowały wesoło a tętno osiągnęło rekordowe wyniki.
- Michał, może nie powinniśmy. Raz to nie zawsze…
-Ale ja niczego nie chce – odpowiedział spokojnie – jesteś zestresowana, więc przyniosłem oliwkę o zapachu lawendowym i po prostu cię wymasuję jak na ratownika przystało. – zaśmiał się ciepło i odsłonił moje ramiona, po czym usiadł za mną na łóżku. Masował wolno i z wyczuciem. Moje ciało z wolna poddawało się jego ruchom. Ukojenie i odprężenie znowu pozwalało zapomnieć o konwenansach. Bluzka zniknęła, by odsłonić plecy. Aby dłoń masażysty swobodniej wędrowała po wyczerpanych i spiętych plecach, należało usunąć stanik. Ręce Michała śliskie od oliwki przecisnęły się pod moimi ramionami do piersi, które już unosiło podniecenie. Zwinne palce otaczały twarde sutki, a lewa dłoń wzdłuż brzucha przeciskała się do koronkowych majteczek ukrytych pod spodniami. Chłodne od wilgoci wargi muskały moja szyję. Nie podnosiłam powiek, było mi cudownie. Odwróciłam się do niego, by pieścić wzrok jego męskim ciałem. Michał nabrał łyk zimnego piwa w usta i objął moje sutki dostarczając nowych wrażeń. Resztę chmielowego napoju spijał z zagłębienie w szyji, z pępka i ze wzgórka łonowego, który już nagi czekał na dalsze pieszczoty.
Położył mnie pod sobą bym ponownie mogła poczuć wewnątrz jego długi i zwinny język, a w tym czasie wbił swoje narzędzie głęboko w me gardło tłumiąc każdy krzyk rozkoszy. Gdy na chwilę uwolniłam usta od olbrzyma odważyłam się na pieszczotę jego dziurki. Był zachwycony, a ja zaskoczona, gdy poczułam jego język w tym miejscu u siebie. Nie wiem nawet czy tego dnia odbyliśmy tradycyjny stosunek, gdyż pamiętam tylko te
długie pieszczoty oralne
i trwającą w magiczna nieskończoność zabawę skórą i oliwką. Jego dłonie były jak skrzydła Anioła. Wieczór kończyliśmy wzajemnym masażem i dłuuugimi rozmowami o naszym życiu, o nas.
***
Otworzyłam oczy – jest czwarta. Trzeba zrobić kanapki i nakarmić córeczkę… Mam wspaniałą rodzinę i niesamowitego mężczyznę u swego boku. Kochamy się za dnia i pożeramy z pasją w nocy, ale moje wspomnienia wciąż pachną Michałem. Jest jak erotyczna miłość. Która będzie zawsze. Nieraz wymienimy maila czy sms na święta.
- Nawet jak będziemy w szczęśliwych związkach, będziemy się spotykać? – zapytał oczekując potwierdzenia.
- Oczywiście – odrzekłam z uśmiechem – jesteś moją bratnią duszą i bratnim ciałem, tyle jeszcze fantazji przed nami…
Złamałam obietnicę. Nigdy już się nie spotkaliśmy.
opowiadanie erotyczne
| < Poprzednia | Następna > |
|---|








