„Z twoich ramion widzę niebo drżące rozkoszą...
Spadłą gwiazda. I druga, i trzecia.
Prawdziwa to epidemia!
Widać dzisiaj niebem jest ziemia,
dlatego się gwiazdy przenoszą.”
M. Pawlikowska-Jsnorzewska
Jesienny deszcz pokrył świat miękkim, srebrzystym woalem chłodu i wilgoci. Migoczące krople pieściły dachy domów i brudne ulice spokojnego miasta pogrążonego w listopadowej szarudze. W ten właśnie dzień, który choć nie pozbawiony uroku trudno było nazwać wymarzonym, mały, czarny kotek, drżąc z zimna usiłował skryć się w wysłużonym kartonowym pudle. Zwierzątko z trudem wcisnęło się między przemoknięte tekturowe ściany i z tej oto prowizorycznej kryjówki obserwowało uważnie okolicę bystrymi, szmaragdowozielonymi oczami.
Nie wyróżniała się niczym spośród innych dachowców, z wyjątkiem właśnie tych niesamowitych oczu. Wyzierała z nich ogromna inteligencja, ale też tęsknota za czymś ulotnym. Wcisnąwszy się w najdalszy kąt schronienia czekała z niecierpliwością na poprawę pogody. Nie znosiła wody, choć szum deszczu i miarowe wibracje kropel rozbijających się pod łapkami wprawiało jej ciało w przyjemne drżenie. Pogrążona w myślach nie zauważyła kiedy ulewa ustąpiła miejsca ostatnim promieniom zachodzącego już słońca.
Wyczołgała się z pudła i otrząsnęła z niesmakiem strącając zbłąkane wodne paciorki z lśniącego futerka. Chociaż uważała, że ludzka mentalność pozostawia wiele do życzenia, był ktoś na kogo zawsze mogła liczyć. Z lekkim sercem odbiła się od ziemi i wdrapała zwinnym ruchem na pobliskie drzewo, a z niego jednym skokiem przeniosła się na balkonik sąsiadującej z nim kamienicy. Pełna radosnego podniecenia usiadła pod drzwiami. Jak zwykle, o stałej godzinie usłyszała echo kroków, a później cichy zgrzyt naciskanej klamki..jpg)
Z mieszkania wyłonił się mężczyzna piękniejszy, niż mogłaby sobie wyobrazić. Krótko przystrzyżone, kruczoczarne włosy, oczy w odcieniu gorzkiej czekolady i zniewalający uśmiech przyprawił małą kotkę o zawroty głowy. Leniwie przeniosła wzrok na kształtne, umięśnione ramiona, potem na tors. Lekka bawełniana koszula podkreślała wszystkie jego walory, tak samo jak delikatnie opięte, jeansowe spodnie. Drobne kocie serduszko przyspieszyło zalewając całe jej ciało kojącym ciepłem. Na imię miał Adam i w tym momencie był dla niej całym światem. W rękach trzymał srebrne miseczki, które ostrożnie ustawił tuż przed kocim pyszczkiem. Słodki zapach mleka i wędzonej ryby nęcił i kusił, ale w tym momencie nie zwracała na niego większej uwagi, wciąż wpatrzona w swojego pół-boga.
Mężczyzna kucnął kładąc swoją silną, wielką dłoń na jej drobnym łebku. Zmrużyła czy z rozkoszą, jej ciało przeszyła iskra pożądania, a zgłębi gardła wydostał się pełen zadowolenia pomruk.
- Jedz, maleńka. Na pewno jesteś głodna, ślicznotko. – Adam przemawiał niskim, seksownym głosem.
Jednak kotka całkiem zapomniała już o blaszanych spodkach, zajęta powolnym ocieraniem się o jego wyciągnięte ręce, nagie stopy, łydki. Oparła przednie łapki o jego uda. On uśmiechnął się tylko, po raz ostatni pogładził czarne futerko, wstał, odwrócił się i zniknął zamykając za sobą balkonowe drzwi. Kotka została sama ze swoimi rozszalałymi zmysłami. Chciała wdychać jego słodki zapach i poczuć jak płomień ogarnia ciało. Westchnęła. Tęsknota rozrywała jej duszę, rozkoszny ucisk w podbrzuszu zmienił się w stalową obręcz miażdżącą serce. Tej nocy siedziała na dachu kamienicy Adama, zadzierając łeb ku rozgwieżdżonemu niebu. Choć oczy pozostawały suche, płakała.
„Chcę być dla niego kimś wyjątkowym” – myślała. „Jeden raz, dać mu szczęście i samej zasmakować miłości. Gdybym tylko mogła...”
Samotna gwiazda mknęła w dół, przecinając czerń nieba eteryczną smugą. „ Za tę jedną noc, oddałabym duszę.” Posłała ostatnią rozpaczliwą myśl, ku oddalającemu się, świetlistemu punktowi. Wtedy poczuła coś niesamowitego, fala gorąca ogarnęła jej ciało od poduszek łap po koniec ogona. Cały świat rozmył się groteskowo, a gdy powróciła jej ostrość widzenia wszystko było o wiele mniejsze, niż zapamiętała. Podłoże oddaliło się w przerażający sposób, tak, że bała się poruszyć. W końcu odważyła się unieść łapę. Szmaragdowe oczy otworzyły się szeroko w wyrazie niemego zdumienia, gdy zamiast czarnego futerka ujrzała białą, smukłą dłoń zakończoną ładnymi, długimi paznokciami. Z radości zakręciło jej się w głowie. Zmysłowym ruchem zaczęła przesuwać palcami po gładkim ciele. Jedwabista skóra przedramion uginała się pod opuszkami. Przesunęła dłonie na okrągłe, jędrne piersi, pieszcząc je i głaskając. Zachwycona magicznymi odczuciami powtórzyła zabieg, potem jedna dłoń zsunęła się niżej, podczas gdy druga pozostała na miękkiej półkuli. Palce wędrowały po płaskim, twardym brzuchu. Dotarły aż do kępki włosów między kształtnymi udami. Nieśmiało przesuwała je dalej, aż dotknęła perły swej kobiecości. Przez chwilę poruszała szybko palcami, wzdychając cichutko, lecz wycofała dłoń nim
zabawa pochłonęła ją do reszty.
Z chytrym uśmiechem na ustach zeskoczyła z dachu na balkon najwyższego piętra, a z niego wprost przed drzwi Adamowego mieszkania. W środku paliło się światło, ale przez zaciągnięte rolety nie była w stanie dojrzeć postaci ukochanego. Delikatnie zastukała pazurkiem w szybę, potem mocniej, co raz nachalniej. Przestała dopiero gdy wyczuła ruch po drugiej stronie. Zamek jęknął, ale drzwi się nie otworzyły. Skonsternowana chwyciła za klamkę i weszła. Z aprobata obrzuciła spojrzała na gustowne meble, choć najbardziej spodobało jej się szerokie łóżko okryte piękną kapą w orientalne wzory. Przepełniona szczęście okręciła się w miejscu z gracją baletnicy.
Wtedy go zobaczyła.
Stał kilka kroków od niej z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami. W ręku ściskał solidnie wyglądający, stalowy pręt, którym teraz najwyraźniej zapomniał. Dziewczyna zamrugała nie mniej zdziwiona od samego gospodarza.
- Kim ty do diabła jesteś? – wydusił w końcu Adam, otrząsnąwszy się pierwszego szoku, jaki wywarła na nim ta niecodzienna wizyta.
Kobieta odrzuciła z twarzy kosmyk niesfornych czarnych włosów i nie mówiąc nic zbliżyła się do niego tak, że mógł poczuć jest słodki, piżmowy zapach. Powoli przesunęła dłonią po jego twarzy, palcem wskazującym dotknęła ust. Przysunęła się jeszcze bliżej, teraz słyszał nawet bicie jej serca, czuł gorący oddech na swojej szyi. Chciał cos powiedzieć, odsunąć ją od siebie, ale zamiast tego jego ramiona zamknęły się wokół jej rozpalonego ciała. Gładził alabastrową skórę na plecach dziewczyny, wydawała się tak bardzo krucha, choć emanował z niej dziwny rodzaj wewnętrznej siły. Wyraźnie czuł każdy mięsień jej brzucha i ud, gdy ocierała się prowokacyjnie o jego tors i pobudzoną męskość. Ogień trawił jego lędźwie, nie mógł już się zatrzymać.
Leniwie badał jej kobiece kształty pozwalając, by czarnowłosa pozbawiła go najpierw górnej, a potem dolnych części garderoby. Jej dłonie wędrowały po całym ciele kochanka, pieściły wszystkie jego zakamarki doprowadzając do szaleństwa. Nie panując nad sobą, obsypywał pocałunkami smukła szyję. Dziewczyna poddała się mu całkowicie, mrucząc rozkosznie prosto do jego ucha. Podniecony do granic możliwości wpił się w jej usta, penetrując zachłannie językiem ich wnętrze. Wydała z siebie pomruk zadowolenia, jednocześnie drażniąc dłońmi jego nabrzmiały członek. Nie mogąc opanować fali pożądania popchnął ją na łóżko. Opadła miękko na kapę z unoszącą się i opadającą od szybkich, płytkich oddechów piersią. Szmaragdowe oczy płonęły dzikim, szalonym blaskiem. Pragnęła go, a on miał zamiar dać jej wszystko, czego chciała. Językiem zataczał koła po jasnych pagórkach, masował jej brzuch i uda. Mruczała i prężyła się pod naporem jego dłoni. Nie chciał dłużej czekać najpierw wsunął w nią dwa palce.
Ta jak się spodziewał, była już gotowa.
Krzyknęła gdy w nią wszedł, feeria barw rozbłysła przed oczami. Złączeni pocałunkiem poruszali się w miłosnym rytmie. Początkowo wolno, miarowo zwiększając tempo. Nadciągające spełnienie odebrało jej rozum, zatraciła się całkowicie w cudownym uniesieniu. Czuła każde jego pchnięcie, jęczała i pomrukiwała na przemian wbijając mocno paznokcie w plecy kochanka. Doszli w tym samym momencie, ekstaza przeszyła ich złączone ciała. Adam wysunął się z niej powoli i drżąc opadł na posłanie. Nie znał nawet jej imienia, ale nie miał siły by o tym teraz myśleć. Odpłynął do krainy snów z policzkiem przytulonym do aksamitnej skóry dziewczyny. Leżała wsłuchana w jego miarowy oddech. Wspomnienie nie dawno przeżytych chwil kołysało jej duszę. Wkrótce zapadła w sen.
Zbudziły ją pierwsze promienie wschodzącego słońca. Adam wciąż spał obok, za nic nie chciała go zbudzić. Złota poświata była stanowczo zbyt ciepła jak na tak wczesną porę. Znajoma fala gorąca zaatakowała ją bolesną intensywnością. Z trudem przesunęła się bliżej kochanka i przyciskając usta do ukochanego policzka wydała ostatnie tchnienie. Adam obudził się, gdy słońce było już wysoko na niebie. Bez skutku przeszukał całe mieszkanie, dzika piękność przepadła bez śladu, nie zostawiając mu nic poza niezliczoną ilością płytkich zadrapań na ciele. Na poduszce, tuż przy swojej twarzy znalazł mały, zielony kamień. Igrające na jego powierzchni świetlne refleksy uwodziły tajemniczym blaskiem. Któregoś dnia, przeglądając witryny internetowe natrafił na zdjęcie minerału łudząco podobnego do tego, który zachował na pamiątkę po nieznajomej.
„Kwarcowe kocie oko"
Nieprzezroczysta odmiana kwarcu, wykazująca optyczny efekt kociego oka w postaci przemieszczającej się, pasowej migotliwości lub jasnej smugi przypominającej wyglądem źrenicę kociego oka.
Według niektórych legend, kamienie te są kocimi duszami zawieszonymi w czasie między życiem, a śmiercią.”
Nowa Kamasutra. Konkurs na najlepsze opowiadania erotyczne
| Komentarze |
|
|
||||||
|
|||||
|
|||||
|
||||||
|
||||||
|
|||||
| < Poprzednia | Następna > |
|---|






