Logowanie

Ostatnio Punkty zarobili

sonda

Tego nigdy bym nie zrobił
 

Najlepsze opowiadania erotyczne

Zarejestruj się i przyślij własne opowiadanie

LALECZKA

opowiadaniaWokulski miał już dosyć tej tej głupiej, rozkapryszonej, rozpieszczonej i zarozumiałej pizdy, panny Izabeli Łęckiej.
Za tę kasę, którą na nią wydał, mógłby mieć dziesięć równie ładnych lasek. Nie wiedział dokładnie dlaczego się napalił na tę jedną. Prawda, że była to bardzo ładna i seksowna dupa. Wysoka, a nie jak inne kurduple, długie ponętne włosy, śliczna buźka z dużymi oczami, w których można było się momentalnie zakochać. Usta miała namiętne, czerwone do nieprzyzwoitości, jakby z jej ciała cała krew spływała w te dwie wargi, stworzone specjalnie przez niebiosa do seksu oralnego. Długa, smukła szyja, w którą każdy mężczyzna mający dwa jaja, nie będący pedałem i nie cierpiący na impotencję, chciałby wessać się jak wampir. erotyka z klasąPiersi miała super, nie były to niedorobione pryszcze jak u niektórych chudzinek, ani krowie wymiona grubych babsztyli, lecz dobrych rozmiarów, jędrne piersiaczki ze stojącymi sutkami. Cała postura była proporcjonalna, figura greckiej bogini, z wciętą talią i okrąglutką, wystającą nieco dupką, z której wychodziły dwie, długie, zgrabne nogi. Niejeden facet chciałby spędzić całe życie, tam gdzie łączyły się uda panny Izabeli.
 Pan Stanisław nie dziwił się wcale, dlaczego nagrzał się tak ostro na tę dziewczynę. Oprócz urody i seksapilu, miała ona to “coś” w sobie. To “coś” kazało mu masturbować się przed zaśnięciem i rano po obudzeniu. Wyobrażał sobie wtedy, że nagi leży na jej gołym ciele i obciągał swojego pindola 165 razy na minutę, póki nie poczuł ulgi. Teraz doszedł do wniosku, że nie ma szesnastu lat, żeby codziennie trzepać kapucyna i postanowił w końcu zdobyć to swoje seksualne marzenie. Wiedział, że poprzez wydawanie kasy, nic nie wskóra. Wydał już grubą forsę na jej popierdolone dewocje, składki i kwesty, które zbierała w Kościele. Wykupił też srebra rodzinne i nabył tę jebaną ruderę jej ojca – degenerata. Postanowił teraz zadziałać z innej strony.
 Kupiec zaczaił się ze swoim sługą w krzakach nieopodal Kościoła, w którym panna Łęcka uczestniczyła w mszy porannej. Jej służąca doniosła mu za opłatą, że ciotka-dewotka jest chora i Belcia będzie sama na nabożeństwie. Napalony do nieprzytomności, wziął ze sobą służącego Jana, który był tępy jak kalosze, ale miał piąchę wielkości bochna chleba. Miał on się zająć woźnicą zarozumiałej panny.
 Po mszy, w której nie uczestniczyło zbyt wiele ludzi, panna Łęcka wsiadła do karety i ruszyli do domu. Musieli zatrzymać się obok krzaków, w których czaili się pan i Jan. Wypadki teraz potoczyły się błyskawicznie. Jan znalazł się na koźle z lejcami w dłoniach, woźnica w krzakach z rozkwaszoną gębą, a Stasiu w karecie z panienką. Na ulicy nikt niczego nie zauważył.
- Jak pan śmie? Ja protestuję – krzyknęła oburzona panna Łęcka.
- Możesz protestować ile ci się rzewnie podoba. Mi to lata i powiewa.

- To gwałt w biały dzień!

- Masz rację – dzień jest jasny i słoneczny, ale gwałt to chyba za mocne słowo.
- Antoni! Zatrzymaj się!
- Nie ma Antoniego. Jesteś tylko ty i ja i jak przestaniesz panikować, to może być całkiem przyjemnie – Wokulski położył rękę na jej kolanie.
- Nie waż się mnie dotknać, chamie! Ty gburze, prostaku, impertynencie!
- To wszystko na co cię stać? Trochę słaby repertuar.
- Zgnijesz w więźniu! Ja cię do Śledczego! Policja! – zaczęła się wydzierać na całe gardło, jednak tupot koński i stukot kół karety zagłuszały ją. - Polic… - łapa kupca przerwała dalsze pyskowanie.
- Nie lubię jak ktoś wyżej sra, niż dupę ma! Zaraz przestaniesz marzyć o Apollo!
          Stasiu wziął się teraz szybko do roboty. Zarzucił jej na twarz długą suknię i zawiązał nad głową na supeł. Ręce miała teraz skrępowane i materiał tłumił krzyki. Jedyne czym się mogła  bronić, były je subtelne nóżki, w białych pończoszkach. Wywijała nimi bez opamiętania i jeden z kopów dosięgnął brzucha Wokulskiego. Zwinął się aż od tego poczęstunku i zdenerwował trochę. Przytrzymał mocno nogi i zerwał z dziewczyny jej długie, prawie do kolan, różowe, koronkowe figi. Oczom jego ukazał się wspaniały widok –

młoda, czerwioniutka, świeżutka i soczysta brzoskwińka.

Wokulski wiedział, że tak jak po nocy przychodzi dzień i słońce zmierza ze wschodu na zachód, tak on teraz musiał strzelić patelnię. Koniec świata, potop, trzęsienie ziemi lub wybuch wulkanu, ( którego Warszawiacy nie mieli w pobliżu), nie powstrzymałoby go od zrobienia tego. Wiedział też, że gdyby nawet jej pączuś pachniał jak wytwórnia mączki rybnej lub pusta beczka po śledziach, on nie powstrzymałby się od seksu oralnego. Trzymał nadal jej nogi wpatrując się w uroczą muszelkę.
- Ciekawe, czy twoi francuzcy bawidamkowie nauczyli cię tego w Paryżu? Teraz poznasz polską technikę.
          Staś bał się trochę spotkania jego twarzy z tą wymarzoną pitulką. Miał przykre doświadczenie odnośnie tych klocków, kilka dziw musiał dobrze okąpać zanim zszedł do parteru. Teraz, przygotowany na najgorsze, zbliżył swój czerwony ryj do płatków różanych i… przeżył szok. Zapach był, po prostu, niebiański. Zastanawiał się przez chwilę co mu on przypominał, myślał długo, myślał i myślał. Przypomniało mu się w końcu, że było to identyczne powonienie jak zapach waniliowego aniołka, który jak był dzieckiem, jego matka wieszała na choince świątecznej.
 Kupiec był kawał chłopa, duży, kanciasty łeb, karczycho jak u wieprza, wielka kichawa, małpie, odstające uszy. Nikt nie wiedział, że dochodził jeszcze bawoli, ważący przynajmiej pół kilo, język. Wpakował go teraz w wilgotną muszelkę panny Izy. Jęknęła ona cicho i przestała się bronić.
 “ O, to nie tak, pomyślał Wokulski. To ma być mineta pierwszej klasy a nie laickie lizakowanie jakiegoś tępaka z gminu”. Nie tak uczyła go jedna z wykwintniejszych i najdroższych kurewek paryskich. Płacił jej grubo aby nauczyła tego słowiańskiego ciołka jak zaspokoić arykrostatyczną damę – nie zwykła rąbanka, ale długa gra wstępna, a potem czułe, delikatne pierdolenie. Przypomniał sobie te wszystkie, górnolotne nauki i odsunął swoją gburowatą gębę od tej ponętnej, otwartej leciutko śliweczki.
 Stach był teraz najarany jak nigdy w życiu, trząsł się cały, płonęło jego ciało, miał wysuszone gardło i czuł tępy, betonowy ból w kroku. Zaczteraz spokojnie lizać tę przekrojoną na pół pomarańczę, nie nerwowo, z uwielbieniem, końcem twardego języka pieszcząc jej górną część. Sunął lekko i mniej lekko, robiąc 6, 8 i 9-tki, czasami pionowe kreski lub poziome minusy. Panna Izabela uspokoiła się zupełnie, pojękiwała tylko namiętnie, wydając odgłosy rozkoszy: Oh! I Ah!
 Kupiec rozkręcał się coraz bardziej, zamykając oczy dla lepszej koncentracji. Nie brał tego dosłownie, ale myślał o niezdecydowaniu płci pięknej, gdy dziewczyna zaczęła wykrzykiwać:
- O,tak! Nie! Nie! Oooo, tak!
           Zdziwił się teraz, że taka religijna panienka, z dobrego domu, zapomniała o II-im przykazaniu bożym i zaczęła przywoływać imię Pana Swego nadaremnie. Darła się jak opętana, gdy jej partner coraz namiętniej ssał i lizał jej muszelkę, rozszerzając delikatnie swoimi grubymi paluchami, jadąc językiem po lewym i prawym płatku i rozbudzając do nieprzyzwoitości czerwieniutki guziczek.
- O, Boże! Jezu! Mon Dieu! Chryste! My God! Jezu!
          Stasiu nie przerywał tej dobrej, polskiej patelni, nie mógłby nawet gdyby chciał. Izulek chwyciła go kurczowo za włosy i przyciskała do swego łona, mocniej i mocniej. Ciągnęła go za włosy, uszy i wbijała paznokcie w tył głowy. Kochaś uwolnił ją przed chwilą z supła na głowie i teraz widział jej czerwoną twarz, żyły na szyi, falujące piersi, krótki spazmatyczny oddech.

Dalej oralnie pieścił swoje szczęście.

Ona sapała, jęczała i wykrzykiwała na całe Aleje Jerozolimskie. On zwiększył jeszcze tempo, aby nadążyć za szybkimi góra – dół ruchami jej pupci. Szybciej i mocniej, szybko, szybko, mocno, aż wreszcie zalała jego twarz powódź lepkiego, słodko – słonego orgazmu.
 Wokulski uśmiechnął się tylko na ten dowód dobrze wykonanej roboty, wytarł dłonią mokrą gębę i bezwstydnie oblizał wąsy. Postanowil, że dosyć było już gry wstępnej. Dziewczyna wracała do siebie, oddech i puls zwolniły się już. Szybko opuścił obcisłe pantalony i wprowadził swoją nabrzmiałą krwią, żylastą maczugę w wilgotną panienkę. Siedziała ona teraz na skórzanym siedzeniu karocy, z nóżkami rozchylonymi na dwa bieguny ziemskie, a pan kupiec rytmicznie poruszał swoimi biodrami, do przodu i do tyłu. Panna Łęcka oplotła Stasia  zgrabnymi nóżkami i rączkami, narzucając tempo, które stopniowo wzrastało. W epoce rewolucji przemysłowej, maszyna parowa Wokulski & Spółka pracowała rytmicznie ruchem posuwisto – zwrotnym. Cylinder wykonywał, bez zarzutu, cykl za cyklem, smarowanie było znakomite, nie grożące zatarciem. Tempo też zawrotne, do granic wytrzymałości, ale oboje podświadomie czuli, że to nie jest to. Izuś zaczęła otwierać oczy i gapić się dookoła, raz nawet ziewnęła i głęboko zastanawiała się nad czymś. Jej partner uwielbiał to bzykanie ale zaczęły go boleć kolana, od twardej podłogi w karecie.
 Jechali dalej Alejami Jerozolimskimi, podskakując na wybojach. Teraz panienka przejęła inicjatywę, zepchnęła Wokulskiego z siebie i krzyknęła:
- Leżeć, psie! Na ziemię!
           Trochę zdziwiony, wykonal jej polecenie. Położył się na podłogę karocy, ze swoim przyrodzeniem stojącym jak maszt, mokrym i świecącym. Panna Izabela szybciutko usiadła na nim, w pozycji ‘na odwrotnego jeźdźca’ i zaczęły się teraz dla nich bardzo przyjemne chwile.
 - O, cholera! Ta cipka lubi dominować – myślał. Gdzie się ona tego nauczyła, chyba nie z książek, może od francuzkiej guwernantki? Słyszał kiedyś od pijanego kolegi, który miał straszną kasę, że płacił on panienkom aby się wzajemnie pieściły, gdy on gapił się na to. Jarało go to do nieprzytomności jak widział nagie, młode, ładne laseczki delikatnie pieszczące swoje różowe dzyndzelki i TO CZYM???... – łapkami na muchy.
 Przerwał teraz te rozmyślania, gdyż panna Łęcka wzięła się na serio do roboty. Zaczęła ujeżdzac go, jak młodego, dzikiego ogiera. Z początku wolno, aby się nieco zapoznać, kto co sobą reprezentuje. Potem ruchy stały się szybsze i szybsze, dochodząc w końcu do piorunującego tempa. Ta poranna jazda konna hrabianki, przerodziła się z powolnego truchtu, w szaleńczy galop. Biodra jej nie poruszały się tylko w górę i w dół, lecz tańczyła cała szorując muszelką o jego drąg, szukając jakby czegoś. Gdy ‘TO’ znajdowała, wtedy jęczała, śmiała się, wzdychała, płakała, a w końcu wydawała potężne okrzyki rozkoszy i padała głową na owłosioną klatę Wokulskiego. Podczas tego ujeżdżania, zerwała z leżącego koszulę i w chwilach odpoczynku, szarpała jego krucze włosy na piersiach i gryzła sutki. Po krótkiej przerwie, dla złapania oddechu, wracała znowu do pozycji dżokejskiej i dalej szukała tego zaczarowanego miejsca w swojej pitulce, które otarte odpowiednio o lulaka kupca, oblewało ją gorącem, robiło ciemno przed oczami i wstrząsało piękne ciało potężnym orgazmem. Po którejś z kolei gonitwie, Wokulski poczuł na brzuchu gorący wodospad i cnotliwa panienka opadła na niego, nie mając dalszej ochoty do jazdy. Czuł jej zwariowany puls, łapała powietrze otwartą szeroko buźką,  wyglądała jakby miała zaraz dostać zawał serca. ‘Było bardzo wyśmienicie, ale ja też chciałbym zaszczytować’ – myślał napalony Stasiu i odezwał się nieśmiało:
 - Izuś, kochanie. Ja też chciałbym skończyć! Szybko mi sie zbiera jak jest od tyłu. Zrobisz to dla mnie? – zapytał kochliwy tępak.
 - Czy się tobie, kupczyku pojebało w głowie? Czy ty może zamieniłeś się z własnym kutasem na łby? Ja nie jestem twój kotuś i kochanie! Ty jesteś dureń z gminu, protak i gbur, któremu udało się zrobić majątek, a ja jestem hrabina, herbowa arystokracja. Dogodziłeś swojej pani, jak przystało na dobrego sługasa, oddanego psa i dlatego podaruję tobie to porwanie, ale nie wymyślaj sobie jakiejś relacji między nami.
 Pogderała, ale uklękła i oparła się na rękach. Przyjęła pozycję, jak to robią pieski w Ogródkach Jordanowskich. Stasiu jak zobaczył tę

wypiętą na niego piękną dupkę,

to zaschło mu w gębie i nie namyślając się długo, szybko w nią wjechał. Posuwał ją początkowo spokojnie, ale chciał już skończyć, więc przyjął wariackie tempo. Zaczęła odpychać tego napaleńca jedna ręką.
 - Pofolguj trochę tępaku, durna barania głowo! Chcesz mi zrobić krzywdę? Spokojnie!
 Posłuchał rozkazu i zaczął ruszać się spokojnie, ale wiedział, że w tym tempie nigdy nie skończy. Toporny kochaś myślał już, żeby wyjąć i wytrzepać sobie kapucyna na piersiaczki tej ‘wstydliwej’ panienki. Miał w życiu kilka takich sytuacji, nie zastanawiał się czy te kobitki miały już dosyć, czy lubiły taki widok. Nie chciał tylko teraz stracić tego wspaniałego widoku -  wypięta dla niego w górę pupcia, śliczne uda i jego czerwony, żylasty boberek, w rzeźbionym na wzór bogiń greckich, otworku. Co tu robić? Co robić?
 Odruchowo jakby, Wokulski strzelił lekkiego klapsa na pośladek panny Łęckiej. Nie było żadnego sprzeciwu, więc spoliczkował drugą pólkulę. Znowu nic. Zaczął rozbijać teraz te schaboszczaki, swoją grubą, pulchną łapą. Przyspieszył też ruch bioder. Izulek jęczała w ekstazie:
 - Oooo! Tak! Jestem niegrzeczną dziewczynką! Daj mi lanie! Ooooo, tak! Na gołą pupę! Mocniej! Szybciej! Mocniej!
 Kupiec grzał teraz klapsa za klapsem, przyspieszając jednocześnie rytmikę tego stosunku płciowego (med.). Podobała mu się ta gra. Zastanawiał się tylko czy ją to nie bolało, dupsko było już czerwone i spuchniętę, ale widocznie tak lubiła. Zdziwił się nagle, że panna zaczęła  nadawać po angielsku. Widocznie w tej eufori długiego orgazmu, popieprzyły jej sie państwa i języki. Musiała chyba pierwszą tego typu przyjemność mieć podczas podróży do Anglii.
 - O, yes! Spank me! Fuck me long and hard! Fuck that pussy! Spank my ass! Talk dirty to me, you piece of shit!
 Wokulski nauczył się już na tyle angielskiego, że kumał o co panience chodziło. Kazał swojemu korepetytorowi uczyć go nie tylko rozmówek na ulicy i w sklepie, ale  także dialogów w różnych innych sytuacjach, które mu się mogą przydać w życiu. Korzystał teraz z tej, niedawno nabytej, wiedzy. Nigdy w życiu nie doświadczył czegoś takiego i był teraz napalony do granic wytrzymałości. Czuł, że jego prącie wnet znajdzie się na Giewoncie, Rysach, Mt. Everest, albo innym szczycie, na który się wspinał (taki dowcip kupiecki!). Postanowił spełnić życzenie swojej wielkiej miłości:
 - O.K.! I’ll talk dirt to you! You’re fucking bitch! Nothing but a filthy, cheap whore! Dirty little slut! FUCKING CUNT!!!
 - Oooo! Aaah! Uuah! Yes! Yes! Yes! – darła sie hrabianka. You are beautiful! I love you! Talk to me!
 Wokulski wcale nie zważał, że panna Łęcka zachowywała się jak trochę zboczona, uwielbiał to po prostu. Dalej kontunował ‘dirty talking’ i ‘spanking’. Za każdym klapsem, ukochana córeczka hrabiego Łęckiego, wydawała okrzyk zachwytu i Stasiu czuł, że już dochodzi. Zobaczył ,podniecony bardzo, jak z psipsi panienki wytrysnęło żółte źródełko. W tym samym czasie, kupiec zaczął się trząść, zesztywniał i wypełnił swoją boginię

potężnym, słowiańskim wytryskiem.

- Oooo, my God! – jęknęła ślicznotka.
- Oooo, kurwa mać – ryknął prostak.
            Przewalili się na bok i leżeli długo, objęci, dysząc ciężko. Pierwsza ocknęła się Izabela. Zaczęła się wiercić i spytała cicho:
- Mokro tam. Masz coś do wytarcia?
- Proszę, oto moja świeżo prana i krochmalona chusteczka, z haftowanymi na złoto inicjałami.
- Dawaj i zachowaj dla siebie te durne przemówienia. Podetrę się tym bóstwem.
 Hrabina Izabela Łęcka była odwrócona plecami i nie widziała tego jak  Wokulski wytarł swojego pindola, brzuch i uda w jej białą haleczkę. Wstał potem, pozapinał się, przygładził włosy i krzyknąl na Jana, aby się zatrzymał.
 -  Ja tutaj wysiądę a mój sługa odwiezie panią do domu. Do zobaczenia wieczorem w teatrze. Moje uszanowanie! – wyskoczył z karety.
 Wrócił do domu i jak zjawił się jego sługa, to kazał mu narządzić sobie kąpiel z pianą i wysłał go do knajpy po zimne piwo. Przeleżał potem w wannie dobrą godzinę, wypił trzy browarki, wypalił jedno cygaro i dwa razy wysikał się do wody. Samopoczucie miał bardzo pierwszorzędne. Ubrał się potem w elegancki frak, wypomadował gębę, włosy wyondulował, narzucił pachnideł na obrośnięte jak małpa ciało i umknął do teatru. Spotkał tam, siedzącą z ojcem w loży, pannę Izabelę Łęcką, która skinęła mu nieśmiało głową na jego niski pokłon.
 Po teatrze, Wokulski spotkał się ze swoimi kolegami i zaczęli urzędować, lecąc z balangi na balangę. Najpierw grali w klubie a brydża, pijąc dosyć ostro, potem przenieśli się do kawiarni, gdzie pili szampana i likiery, a w końcu wylądowali w nocnym kabarecie, gdzie artystki (prawdziwe) tańczyły kankana w krótkich spódniczkach. Było super, gdyż za każdym podniesieniem nogi, ukazywały się koronkowe, przeźroczyste figi. Stasiu nie przyglądał się temu wcale, gdyż miał dosyć seksu na dzień dzisiejszy. Bawił się jednak doskonale, pijąc w kompani swoich kolegów i po ciężkim dniu nachlał się jak świnia i koledzy wysłali do jego lokaja gońca z wiadomością, aby odebrał zwłoki swego pana. Potężny, tępy, ale oddany sługa Jan, przywiózł swego chlebodawcę dorożką do domu, wtargał na pierwsze piętro, rozebrał i rzucił do wielkiego, arystokratycznego wyra.
………………………………………………………………………………………………………
 Kupiec – milioner obudził się rano z kacem gigantem. Nie był wcałe pewny czy się już obudził, czy to sen czy jawa, czy był jeszcze pijany, czy już zaczynał trzeźwieć. Z trudem podniósł przechlane powieki i rozejrzał się dookoła. Tak, to był jego pokój i jego ściany. Był u siebie, ale czuł, że coś nienormalnego dzieje się pod kołdrą, falowała ona, a jego ciało przenikały dziwne dreszcze i czuł jakby zapadał się w jakąś otchłań. Przestraszył się, że za dużo wczoraj  wypił i ma teraz delirkę. Ściągnął szybko kołdrę z siebie i ujrzał śliczną twarzyczkę panny Łęckiej i swojego wielkiego, stojacego twardo

penisa w jej, uszminkowanych na różowo, usteczkach.

Przekupiła ona jego sługusa, aby pozwolił jej wejśc do sypialni pana. Popatrzyła teraz na niego zalotnie, wyjęła pasztetową z buzi, uśmiechnęła się i bezwstydnie oblizała wargi.
 - Dziendoberek, Stasiu! Nie pytam jak spałeś, ty pijaku, degeneracie, ochlapusie ale jak się tobie podoba pobudka?
 Chciał coś odpowiedzieć, lecz ona zakryła mu usta swoją śliczną dłonią, a potem włożyła dwa paluszki w jego brodatą gębę i wróciła do poprzedniego zajęcia.
 Stachu znów pomyślał, że hrabianka nie mogła się tego nauczyć czytając tylko francuskie romansy. Takiego oralu nie miał nigdy w życiu. Panienka miała zamknięte oczy dla większego skupienia i jej buźka poruszała się miarowo w górę i w dół. Wyjmowała czasami to mięso z buzi, przyglądała się nieco, końcem języka drażniła rów tektoniczny, pluła na niego, (o rany!) aby potem zassać się jak pompa wodna, ściskając mocno ręką, którą prowadziła w górę i w dół, w górę i w dół. Czuł, że zwariuje zaraz, zaciskał paluchy u stop, oczy wychodziły mu z orbit.
 - ‘Uroczo, wspaniale, bosko ’ – pomyślał.
 Wokulski, który nie pasował do hrabianki ze swoim pochodzeniem i manierami, podłożył teraz ręce pod głowę, uśmiechnąl się i zamknął oczy…

darmowe opowiadania erotyczne

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
gratka |2010-04-22 16:07:45
avatar tiaaa... "Jego bogactwo nie pomogło wychodzeniu słomy z butów..." - czas
umierać ;-)
lew morski  - LALECZKA |2010-04-19 16:04:09
To dobrze, że Wokulski jest u mnie śmieszny, bo takim był – dorobkiewicz,
prostak udający magnata. Jego bogactwo nie pomogło wychodzeniu słomy z butów,
język jest pomieszaniem mowy arystokraty i kupczyka.

P.S.

Pozdrowienia dla wszystkich miłośników seksu.

puh |2010-04-19 11:20:04
avatar Pomysł niezły. Szkoda, że nie zmieściłeś się w konwencji. Rozbijasz efekt
nieadekwatnymi wulgaryzmami. Łęcka była dziwką i tu ją "twórczo
rozwinąłeś". Ale Wokulski nie był dresiarzem i jest u Ciebie raczej
śmieszny.
jojo |2010-04-17 21:51:27
Absolutnie genialne Prus bez szans, ale dlaczego nie ma zdjęć? Nie będzie już,
czy to przez żałobę nie dajecie?
 
Autor tekstu: lew morski

Nowa edycja e-booka

Mezczyzna-od-A-do-Z-Nowa-edycja   

Konkurs

rect3037   
rect3016

Nowa Kamasutra Poleca