Aby nie urazić uczuć innych, należy mieć dobry pretekst w jeszcze lepszym kontekście...
Wróciliśmy do pałacowego pensjonatu.
Spacer był.... mniaaam - i to nie tylko ze względu na pierwsze gwiazdy i przepiękny, pusty park. Weszliśmy i odruchowo zamknąłem drzwi pokoju.
Stała do mnie tyłem, zdejmując futrzaną kurtkę.
Nie widziałem wypieków na Jej twarzy ale wiedziałem o nich. Czułem jeszcze swoje – jak sztubak. 
Przylgnąłem do Niej całym ciałem i objąłem najdelikatniej jak potrafię (cholera – skąd ja tak potrafię ?). Odchyliła do tyłu głowę. Ustami i nosem wodziłem po Jej szyi. Zapach skóry, włosów, zapach NAS. Dłonie miałem pełne Jej piersi. Bluzka i stanik jakby nie istniały. Jej sutki natychmiast poddały się pieszczocie i szybko rosły i twardniały. Poruszyła delikatnie pupą.
-Jeszcze jestem pełna Ciebie po “zwiedzaniu” pawilonu parkowego, a Ty znowu coś kombinujesz - hihi.
-Złośliwa wiedźma. A masz – i cmoknąłem ją w ucho – niech Ci teraz dzwoni.
-Napuszczę wody do wanny, spektakl dopiero za dwie godziny. Warto się odprężyć bo ludzie nam wszystko ze ślipiów wyczytają jeszcze w szatni.
Lekko się wykręciła z objęć i ... zostałem w przedpokoju sam na sam z odgłosem szumu wody w łazience.
No ładnie – pomyślałem – jak Ona zacznie się taplać a potem stroić, to my do tego teatru zdążymy na końcowy ukłon aktorów. A poza tym nie za bardzo chce mi się wychodzić; mróz kurcze i jeszcze intelektualnie będę musiał się wysilać, a nie daj Boże – klapać na kiepskim sztuczydle. Chociaż... zaproszenie przyjęliśmy. Etam.
Kliknąłem drzwiami i zszedłem do baru. Kupiłem piorunem szampana, pożyczyłem dwa kieliszki i znów byłem w zasięgu odgłosów Jej plusku.
Rozebrałem się i wszedłem do łazienki. Bez pukania, ale za to z szampanem.
Świeciły się tylko kandelabry, dając zielonkawe, przyćmione światło.
Pół leżąc, pół siedząc w wannie przesuwała swoją dłonią po pokrytych pianą piersiach. Pochyliłem się i pocałowałem ją. Wskoczyłem do wanny za Jej plecami i położyłem Ją na sobie.
Znów dotykałem Jej piersi. Sutki znów okazały się bardzo – hm – zdyscyplinowane. Pieściłem je delikatnie palcami, czując jak sam twardnieję. Lewą dłoń przesuwałem powoli niżej..., niżej. Dotknąłem palcami delikatnych włosków. Wtuliła się we mnie jeszcze bardziej i zamruczała, delikatnie rozchylając nogi. Muśnięcie łechtaczki, cichutki jęk i nasz wspólny dreszcz nastąpiły tak jednocześnie, jakbyśmy byli jednym organizmem.
Ujęła moją dłoń i
zaczęła się nią pieścić.
To już nie były dreszcze – to jakaś zmysłowa febra. Ująłem ją za biodra i posadziłem na sobie. To już nie był jęk – to jakaś długa samogłoska bezgłośnie wykrzyczana na wdechu.
-Nie ruszajmy się przez chwilę, proszę. Jestem w Tobie, dotykam Twoich piersi, pieszczę Cię, czuję całe Twoje ciało, każde drgnięcie, każdy spazm. NIECH TO TRWA.
Znów to zniewalające, długie, przyzwalające mruknięcie. I wyszeptane Jej całym ciałem “taaaak”.
Ostrożnie się rozplątaliśmy i usiedliśmy naprzeciwko siebie. Wanna to fajny wynalazek, trochę mniej stresujący niż ławka w parku – nawet tak pięknym i historycznym. A co dopiero duża wanna...
Nalewając szampana uroniłem kilka kropel; śmieszne są te dziurki w pianie. Poplątaliśmy nogi i pijąc zimne bąbelki spotkaliśmy się wolnymi dłońmi pod wodą. Jej oczy były szeroko rozwarte, trochę nieprzytomne i bardzo moje. Przemknęło mi przez mózg (czy ja go jeszcze mam?), że jeśli mam teraz takie same, to chyba głupio wyglądam.
Przyciągnąłem Jej dłoń pod wodą do siebie.
-Dotknij, tak właśnie Cię pragnę...
Nic nie odpowiedziała. Ujęła mnie pod wodą mocno i powoli, kilkakrotnie poruszyła dłonią w górę i w dół, po czym przyciągnęła moją dłoń do siebie.
-...A tak ja...
Jej łechtaczka była chyba tak duża jak sutki. Jeeeeeeeeeeej – dlaczego ja mam tylko dwie ręce i jeden język ???!!!
Pochyliłem kieliszek nad rowkiem pomiędzy Jej piersiami. Resztka szampana powoli spływała po piersiach. Cichutko zachichotała i bez słowa pokazała mi gęsią skórkę na przedramieniu.
Szybko wyskoczyła z wanny owinięta ręcznikiem i popędziła ... – no taaa, do szafy.
-Raaaanyyy, jak późnoooo !!!
Zachichotałem teraz ja. Raptem jej się przypomniało. I to w takim momencie !
Mysza jedna.
Wytarłem się. Dokładnie i bez pośpiechu. Hihi – jej przebieranki zawsze muszą przecież potrwać.
Dobra – wskoczyłem w levisy, koszula, marynara. To przecież nie opera do diabła. Psiknąłem Egoiste na szyję – a co tam, lubię. Ona chyba też...
Wszedłem do pokoju i zbaraniałem.
Ta podstępna wiedźma była już ubrana. No w harcerstwie była czy co ???!!!
Ale za to jak ubrana – łał !
Mała czarna – super, uwielbiam, delikatna biżuteria, czarne rajstopy (ach te jej nożyska...), wysoki obcas z paskiem dookoła kostki.
Prosto, elegancko, kusicielsko - mniammm...
Chyba znów miałem głupią minę, bo parsknęła śmiechem.
-Oczarowany ?
-Nie – zaczarowany, i to od jakiegoś czasu. Pozostaje mi tylko mieć nadzięję, że medycyna zna takie przypadki i ktoś mi pomoże. Albo do końca życia z takim “baranem” na gębie zostanę. A w cyrku mało płacą i można od jakiegoś gnojka cukierkiem w oko dostać.
Przyciągnąłem Ją lekko do siebie nie bez przyzwalającego oporu. Jej ramiona powooooli otoczyły moją szyję. Wsadziłem nos w Jej ucho.
-Kocico jedna, tam nie ma loży z zasłoną, będziemy siedzieli obok siebie, wśród ludzi. I od razu Ci mówię - zwiąż mi łapy, zasłoń oczy i wsyp do dżinsów kubełek kostek lodu. Bo inaczej to MY damy przedstawienie. Ze sobą w rolach głównych.
-Taaaaaak? A jakie ?
Powoli przesuwałem dłonie po jej talii. Niżej i niżej. Biodra, uda...
Przez miękki materiał sukienki wyczułem na udzie pasek koronki.
Miała na sobie pończochy ! Chciała w nich iść ! W taki mróz ! Niewolnica szyku ! Hm – ale jednak zrobiło to na mnie wrażenie.
I olśnienie !
Złośliwa i podstępna bestia, wiedziała, że NIE PÓJDZIEMY DO ŻADNEGO TEATRU.
Zsunęła mi z ramion marynarkę. Koszula ma tylko 7 guzików – cholera, dlaczego tak dużo ???!!!
Rozpiąłem na plecach suwak Jej sukienki; spłynęła z niej, delikatnie i cichutko, szumiąc materiałem. Jej palce już uporały się z paskiem i suwakiem.
Wziąłem Ją na ręce i zaniosłem do łóżka. Wspaniale, że było o wiele większe niż wanna.
-Chcę Cię...
-Chcę Cię...
Stanik i stringi pofrunęły na drugi koniec pokoju. Szpilki stuknęły o podłogę.
Objęła mnie nogami.
Ten pocałunek wysysał z nas obojga duszę – jeśli ją jeszcze mieliśmy.
Rozłożyłem Jej ręce na boki i zacząłem całować
szyję, piersi, ssać sutki...
Wędrowałem niżej i niżej.
Płynęła. Była wilgotna i gorąca. Rozchyliłem delikatnie jej płatki i dotknąłem ją językiem. Poczułem jej ręce na głowie. Przyciskała mnie do siebie drżąc i pojękując.
-Lecę ...ahh. Chodź.... szybko... już....
Znów zabraliśmy sobie oddechy.
Ujęła mnie w dłoń mocno i zdecydowanie i włożyła w Siebie.
To był wieczór rozkoszy, wilgotnych ciał i wszystkich pieszczot jakie tylko wymyśliliśmy.
I noc zaklęć, szeptów i jęków, kochania się w półśnie, kolejnych słodko mruczanych znużeń i przebudzeń.
I ranek pełen kolejnego pożądania i leniwego, radosnego spełnienia.
Nie mieliśmy ani ochoty, ani czasu na śniadanie.
Mmmmm, i już zaczynam wątpić, czy zdążymy na obiad ...
opowiadania erotyczne jaśmin
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





