Opowieść o kobiecie, która doświadcza na pustyni przygody, która całkowicie odmienia jej życie...
Przybyła do Afryki na misję humanitarną już dwa lata temu, ale nigdy nie zdarzyło jej się spać w domostwie koczowników. Tym razem jednak, musiała zrobić przystanek – poprzedniego wieczoru rozpętała się straszna ulewa.
Rozejrzała się po chacie. Była uboga, lecz bardzo schludna. Młoda kobieta przeciągnęła się, poprawiła włosy i wyszła na zewnątrz.

Pustynia zawsze działała na Wiktorię kojąco. Panował tu niewzruszony spokój – mijały miesiące, lata, wieki, a ona nie zmieniała swego kształtu, charakteru. Była piękna, majestatyczna i niebezpieczna – w jednej chwili potrafiła odebrać życie.
Beduinki siedziały na piasku i pracowały w pocie czoła piekąc chleb i tkając materiały. Gdy spostrzegły Wiktorię, ich czarne, tajemnicze oczy rozpogodziły się. Znały Polkę bardzo dobrze i ufały jej – wiedziały, że chce pomóc.
Młoda kobieta odpowiedziała uśmiechem i przywitaniem w miejscowym dialekcie. Przysiadła się do nomadek i podziwiała zręczność ruchów.
W pewnej chwili przybiegła do niej córka jednej z koczowniczek i zaczęła wykrzykiwać coś w przejęciu. Wiktoria zdołała uchwycić znaczenie słów – plemię odwiedzi dziś Mohammed.
Polka poczuła dreszczyk ekscytacji. Mohammed to syn jednej z beduinek, przedstawiciel nielicznej grupy wykształconych nomadów. Gdy był jeszcze bardzo mały, na pustynię przybyła para majętnych Egipcjan – egiptologów, którzy robili na tym terenie badania. Jako, że Mohammed był bardzo ładnym i grzecznym chłopcem, szybko zaskarbił sobie ich serca. Złożyli matce następującą propozycję: jeśli zgodzi się oddać małżeństwu malca na wychowanie, oni zapewnią plemieniu dostatni byt. Przyrzekli, że chłopiec będzie regularnie odwiedzał rodzinę. Po wielu rozterkach, matka Mohammeda zgodziła się na taki układ.
Małżeństwo nie złamało obietnicy – chłopak wiedział o swoich korzeniach i troszczył się o rodzinę – często przyjeżdżał do wioski i zaopatrywał plemię w najpotrzebniejsze rzeczy. Teraz miał już trzydzieści lat, skończył (podobnie, jak przybrani rodzice) egiptologię i pracował w kairskim muzeum.
Kobiety pracowały wiele długich godzin – przygotowywały jedzenie, podarunki. Wszędzie panowało radosne oczekiwanie. Wiktorii udzieliło się rozemocjonowanie. Słyszała o Mohammedzie od dwóch lat – był swego rodzaju legendą i autorytetem. Dzięki wykształconemu synowi, jego matka zyskała bardzo wysoką pozycję w społeczności.
Gość zawitał do wioski wczesnym wieczorem. Polka nie mogła mu się nawet przyjrzeć, bo gdy tylko przybył, obstąpił go kilkudziesięcioosobowy tłum. Zaprowadzono przybysza do jednej z chat, gdzie przygotowano uroczysty posiłek.
Polka została na zewnątrz. Nie wiedziała, czy wypada jej świętować wraz z plemieniem. Po kilku minutach jednak, wyjrzała do kobiety mała beduinka i zaprosiła ją do środka. Po chwili namysłu, Wiktoria weszła do domostwa.
Mohammed siedział po turecku na czołowym miejscu. Gdy tylko na niego spojrzała, przeszył ją prąd. Tak przystojnego mężczyzny nie wiedziała już bardzo dawno. Mohammed miał lśniące, ciemne włosy przykryte częściowo jasnym turbanem, duże brązowe oczy i śniadą karnację. Odziany był w arabską tunikę galabiję o kremowym odcieniu.
Matka mężczyzny spojrzała życzliwie na Polkę. Na jej obliczu malowała się duma. Także Mohammed przeniósł wzrok na przybyszkę. Zmrużył podejrzliwie oczy.
- Salam alejkum. – przywitała się niepewnie
- Salam alejkum. – odpowiedział nie zmieniając wyrazu twarzy – Kim pani jest i co tu robi? – zapytał płynną angielszczyzną
- Ja… - uroda mężczyzny niesłychanie dekoncentrowała – jestem w Egipcie na misji humanitarnej, często odwiedzam pańską rodzinę, a akurat wczoraj złapała mnie ulewa i…i…musiałam tu przenocować. – dukała onieśmielona – Mogę odejść, jeśli takie jest pana życzenie.
Mohammed złagodniał.
- Ależ nie, proszę usiąść z nami. – uśmiechnął się życzliwie – Proszę wybaczyć mi tą nieufność, ale ostatnio bardzo wiele słyszy się o europejskich turystach szukających tu taniej sensacji.
- Rozumiem pana niepokój. – odwzajemniła uśmiech i usiadła obok niego – Biali nieczęsto tu przybywają.
- Mohammed. – przedstawił się wyciągając dłoń. Była mocna i ciepła
- Wiktoria.
W wiosce zapanowało prawdziwe święto. Kobiety i mężczyźni wykonywali rytualne tańce, dziewczynki śpiewały tradycyjne pieśni.
- Musi być pan dumny, że zorganizowali to wszystko na jego cześć.
- Tak, jestem. – wypiął żartobliwie pierś – Są niesamowici. Najważniejsze, że moja matka cieszy się dobrym zdrowiem.
- Teraz jest wręcz rozanielona. – spojrzała na rozpromienioną nomadkę – Krążą o panu prawdziwe legendy. Jest pan tu niemal postacią mityczną.
Mohammed roześmiał się.
- Być może jest tak dlatego, że naprawdę niewiele osób z mojej społeczności zdobywa wykształcenie. Na szczęście pewnego dnia na mojej drodze stanęli państwo Khan i całkowicie odmienili moje życie.
- Jest pan z nimi blisko związany? – wpatrywała się w zmysłowe, ciemne oczy
- Och tak, traktuję ich jak moich prawdziwych rodziców. Rodzoną matkę darzę innym uczuciem… darzę ją bardziej szacunkiem i sentymentem niż miłością.
Przerwali rozmowę i przypatrywali się niezwykłemu spektaklowi euforii.
- Nigdy nie zgadłbym, że taka kobieta jak pani jest działaczką humanitarną. – spojrzał na nią uważniej
- To znaczy? – zapytała, speszona wzrokiem mężczyzny
- No cóż… - uśmiechnął się nieznacznie – Odznacza się pani wyjątkową urodą, subtelnością. Sądziłem, że na takie eskapady wyjeżdżają kobiety bardziej zaprawione w bojach, a przy tym, nigdy jeszcze nie spotkałem tak urokliwej misjonarki.
- Sfera wizualna to nie wszystko. – odpowiedziała, czując jak po policzkach rozlewa się krwisty rumieniec – Często atrakcyjna powierzchowność kryje znacznie mniej atrakcyjne wnętrze. Jestem osobą bardzo odporną. I fizycznie i psychicznie – proszę mi wierzyć.
- Interesujące. – zmrużył ciemne oczy – Bardzo interesujące.
- Nie ma pan czasem wrażenia, że dzieli was przepaść? – zapytała, spoglądając na Beduinów
- Kogo? Mnie i moje plemię?
- Tak.
- Hmm… skłamałbym mówiąc, że tak nie jest. Gdy jednak tu przyjeżdżam, doświadczam poczucia przynależności. – spojrzał na matkę głaszczącą go po ramieniu – Oczywiście, nigdy nie będzie ono pełne, ale proszę mi wierzyć – za każdym razem, kiedy tu przybywam, uczę się czegoś nowego.
- Tak? – spojrzała na Mohammeda z ciekawością
- Tak. Najważniejszą nauką, jaką stąd wynoszę jest umiejętność znajdowania radości w pozornie błahych sprawach. Do niedawna zwykłem odczuwać zadowolenie gdy na przykład, dokonałem jakiegoś znaczącego odkrycia, dodałem swoją cegiełkę do świata nauki. Teraz staram się dostrzegać pozytywy w małych rzeczach. Nie jest to łatwe, ale stale się w tym ćwiczę.
W sercu Wiktorii rosło zafascynowanie. Mohammed stanowił niezwykłe, pociągające połączenie intelektu, urody i szlachetności. Poczuła, że z takim mężczyzną mogłaby prowadzić rozmowy do końca życia, budzić się koło niego i zasypiać, chłonąć każde słowo.
- Zbyt dużo mówię o sobie. – zmierzwił włosy z zakłopotaniem i uśmiechnął się – Nie przywykłem do tego. Pani obecność rozwiązuje mi język. Proszę opowiedzieć mi o sobie. – przysunął się bliżej
- Zapewniam, że jestem znacznie mniej interesującym obiektem od pana. – zaśmiała się, spuszczając wzrok
- Myślę, że wręcz przeciwnie. – nieoczekiwanie złapał kobietę za rękę
Zesztywniała. Spojrzała na mężczyznę i dostrzegła w jego rysach miękkość i serdeczność.
- Dobrze. – odetchnęła głęboko – Pochodzę z Polski, skończyłam filozofię. Przez długi czas nie wiedziałam, co zrobić ze swoim życiem. Czułam, że czegoś mi brakuje, doświadczałam w swoim życiu pustki, luki. Bezpośrednio po studiach, miałam mnóstwo ambitnych planów – chciałam zostać pisarką lub dziennikarką… niestety moje marzenia wypadły niezwykle blado w konfrontacji z rzeczywistością. Pewnego dnia, ujrzałam w Internecie ogłoszenie zachęcające do wzięcia udziału w misji humanitarnej w Afryce. Poczułam, że to jest właśnie to, co chciałabym robić, że moim celem jest pomoc ludziom. Udałam się więc do biura koordynującego takie wyjazdy i najwyraźniej musiałam się spodobać, ponieważ kilka godzin po rozmowie kwalifikacyjnej, zadzwoniono do mnie z informacją, że dostałam tę pracę. Jestem tutaj już od dwóch lat.
- Traktuje pani tę pracę jako tymczasowe, czy stałe zajęcie?
- Nawet nie zdaje sobie pan sprawy jakie to trudne pytanie. – roześmiała się – Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam… myślałam ewentualnie o zatrudnieniu się w jakiejś egipskiej szkole i uczeniu angielskiego. Ale są to raczej późniejsze plany.
- Czyli chciałaby pani pozostać w Egipcie?
- Tak. Moja rodzina wprawdzie nie jest tym faktem zachwycona, ale myślę, że właśnie tu jest moje miejsce.
Mohammed długo przyglądał się Wiktorii. Młoda kobieta dostrzegła w jego orientalnych oczach coś, co ją zaniepokoiło. Poruszyła się niespokojnie i spuściła wzrok.
- Peszę panią? – zapytał nagle
- Nie, nie. – odparła śpiesznie – Robi się już bardzo późno, nazajutrz muszę wyruszyć do Kairu i powinnam już się położyć.
- To się dobrze składa. – twarz naukowca rozjaśnił nowy, nieznany Polce uśmiech – Jutro również jadę do stolicy. Podwiozę panią, dokądkolwiek pani zechce.
- Proszę nie robić sobie kłopotu. – wyszeptała – Sama zorganizuję transport.
- Ależ to żaden problem – spojrzał na Wiktorię odrobinę zalotnie – Spędzenie podróży w tak urokliwym towarzystwie to przyjemność, a nie kłopot.
- Teraz naprawdę jestem zawstydzona. – zarumieniła się
Mohammed nachylił się do niej i wyszeptał:
- Wiem.
Poczuła jego gorący oddech na szyi i żar rozlewający się w całym ciele. Nigdy jeszcze się tak nie zachowywała. Zapanował w kobiecie sztorm, do głowy przychodziły nieczyste myśli. Co się z nią dzieje? Gdzie rozsądek i racjonalność, którym hołdowała przez tyle lat?
Do gościa podszedł młody Beduin i zaczął do niego mówić w miejscowym dialekcie. W głosie egiptologa Wiktoria usłyszała zdecydowany opór. W końcu jednak, nieugiętość nomady zwyciężyła i Mohammed wyszedł z chaty, a w ślad za nim wszyscy członkowie plemienia. To samo uczyniła i Wiktoria.
Przed domostwem stała grupa mężczyzn, a obok siedziała starszyzna z charakterystycznymi instrumentami ludowymi. Nomadzi zaczęli rytmicznie uderzać w bębny i grać na rebabach – jednostrunowych skrzypcach.
Młodzi mężczyźni ruszyli do rytmicznego tańca – stworzyli krąg, złapali się za ramiona i miarowo przebierali nogami. Mohammed początkowo nie chciał do nich dołączyć, jednak po chwili i jego muzyka porwała do pląsów.
Kobieta spoglądała na mężczyznę zafascynowana – doskonale radził sobie z tańcem – widać, że wykonywał ten układ wiele razy. Cały czas się uśmiechał, a jego ruchy były płynne i szybkie.
- To jest właśnie siła tradycji. – powiedział lekko zdyszany, gdy wrócił do chaty – Nie mogłem im odmówić.
- Doskonale sobie pan poradził. – spojrzała na niego z entuzjazmem – Tańczył pan, jak prawdziwy Beduin.
- Naprawdę? – widać było, że słowa kobiety napełniły Mohammeda dumą.
- Poruszał się pan bardzo… zmysłowo. – powiedziała szczerze
Zerknął na nią spod oka i uśmiechnął się.
- Cieszę się, że tak to pani odbiera. – Jest pani niezwykła, Wiktorio. – dodał nagle – Jak to możliwe, że nie spotkaliśmy się wcześniej?
- Nasz drogi nigdy nie miały okazji się skrzyżować. – odpowiedziała unikając jego palącego spojrzenia
- Ale dziś wreszcie ujrzałem panią na swej drodze. To kismet – przeznaczenie.
Wokół panował radosny gwar i podniecenie, jednak dla Mohammeda i Wiktorii świat stanął w miejscu. Przełamała strach i zatonęła w egzotycznym spojrzeniu ciemnych oczu. „Jak to możliwe, by pożądać kogoś tak mocno? Jak?” – zastanawiała się, jednak nie doświadczała poczucia winy. To, co się między nimi działo było dziwnie czyste, mistyczne.
- Wyjdźmy stąd. – zaproponował mężczyzna i Polka z ochotą na to przystała.
Noc była dziś magiczna. Niebo jaśniało niezliczoną ilością gwiazd, w oddali wiatr nucił stare, arabskie pieśni.
- Dawno już nie było tu tak pięknie. – powiedział egiptolog w zamyśleniu
- Tak, to prawda. Dziś jest tu jakoś… nierealnie.
- Wiktorio… - spojrzał na kobietę – Wiele lat spędziłem zagranicą – studiowałem w Wielkiej Brytanii. Spotkałem wiele białych kobiet. Panuje powszechna opinia, że Arabowie pożądają każdej Europejki. Nie we wszystkich przypadkach tak jednak jest. Przez długi czas zarzekałem się, że nie obdarzę uczuciem żadnej kobiety spoza mojego kręgu kulturowego, byłem bardzo sceptycznie do was nastawiony. Dziś poznałem ciebie i wiedz, że zrewolucjonizowałaś mój świat. Jesteś mi bardzo bliska.
- Ty mi również. – wydukała
Mohammed otoczył Polkę ramieniem.
- Czy… gdy już oboje będziemy w Kairze będę cię mógł spotykać?
- Oczywiście. Bardzo bym tego chciała.
Oczy mężczyzny wypełniła czułość.
- Ja także.
Powietrze stało się gęste od rodzącego się uczucia. Traciła oddech. Chciała być z egiptologiem blisko. Bardzo blisko.
- Przed nami długa droga. – zebrała resztki rozsądku – Powinnam się położyć.
- Noc to idealna pora dla kochanków. – rzekł cicho
Spojrzała na niego w zdziwieniu.
- Co ty mówisz?
- W moich żyłach płynie krew, nie woda. Zapragnąłem cię w chwili, gdy cię zobaczyłem. Sprawiłaś, że szaleje we mnie burza. Tylko ty potrafisz ją uspokoić.
- Mohammedzie, czy ty wiesz, co mi proponujesz? – zapytała zdezorientowana – Sądziłam, że masz mnie za porządną kobietę.
- Bo tak jest! – złapał ją za ręce – Naprawdę tak jest. Dawno nie spotkałem tak poukładanej życiowo osoby. Bardzo mi imponujesz i z pewnością nie uznam cię za łatwą zdobycz. Pozwól mi, a uczynię tę noc najpiękniejszą w twoim życiu.
- Zachowujesz się irracjonalnie. – odparła Wiktoria, choć całe ciało przepełniało żarliwe pragnienie – Prześpij się, a jutro wszystko będziesz odbierał inaczej.
- Nie będę. – stwierdził zdecydowanie – Zadurzyłem się w tobie. – pogładził jasne włosy i pocałował nagie ramię kobiety. Natychmiast poczuła dreszcze.
- Nie powinniśmy… - zaprotestowała słabo – Naprawdę…
- Chodź, proszę. – spojrzał żarliwie w zielone oczy wyciągając dłoń. Po chwili namysłu, ujęła ją.
Podążyli do chaty, gdzie nocował Mohammed. Pośpiesznie zaryglowali drzwi. Wzrok mężczyzny wypełnił się miłością. Delikatnie pocałował drżące usta młodej kobiety -niepewnie odwzajemniła pocałunek. Szybko pozbył się galabiji, pod którą miał dżinsy.
- Myślałaś, że nic nie mam pod spodem? – zapytał, widząc jej zdziwienie
Ostrożnie zdjął czerwoną koszulkę Polki i wyswobodził piersi ze stanika.
- Są piękne – rzekł z ośmielającym uśmiechem. Zaczął je pieścić – dotykał, muskał ustami. Westchnęła. Powoli zapominała o irracjonalności całej sytuacji.
Pocałował usta Mohammeda. Zrobiła to znacznie odważniej niż za pierwszym razem. Naukowiec przytulił ją i odwzajemniał pocałunki. Wkrótce języki kochanków się złączyły. Mężczyzna poprowadził kobietę na prowizoryczne posłanie.
- Wybacz że nie odbywa się to w lepszych warunkach. – rzekł muskając szyję Wiktorii
- Ważne, że jesteśmy tu razem. – wyszeptała Polka z uśmiechem na ustach. Przyciągnęła egiptologa do siebie. Całowała włosy, tors, twarz.
- Chyba się w tobie zakochałam – stwierdziła cicho – Czy to możliwe?
- Tak, kochanie. – odparł, całując wnętrze jej dłoni.
Wpatrywała się w duże, zmysłowe oczy, słodkie usta, silnie zarysowane łuki brwiowe i nie mogła uwierzyć, że to właśnie z nim spędzi dzisiejszą noc.
- Jesteś idealny. – objęła go ramionami – Nigdy cię stąd nie wypuszczę.
- Nigdzie się nie wybieram. A gdy jutro wyruszę w podróż, zabiorę cię ze sobą. Wyskakuj ze spodni – wydał polecenie, zdejmując dolną część ubrania
Całował brzuch Wiktorii zbliżając się do ud. Wtedy do pieszczot przyłączył się język. Krzyknęła przytłoczona mnogością nowych doznań. Wkrótce zaczęło brakować powietrza. Krzyki przerodziły się w jęki, ciałem wstrząsał dreszcz. Oczekiwała na to, co nastąpi.
- Tak bardzo tego pragniesz? – zapytał mężczyzna, śmiejąc się zmysłowo. Wsunął rękę między uda. Podskoczyła. Dotykał ją miarowo, a kobieta dosięgała nieba. Traciła nad sobą kontrolę.
W pewnym momencie pozbawił Wiktorię bielizny. Bez słowa zatopił język w kobiecości.
- O mój Boże! – zawyła
- Czy to twój pierwszy… - zapytał widząc, że każda pieszczota jest dla niej zaskoczeniem
- Tak. – odparła lekko zawstydzona
- To wspaniale! – przytulił kochankę
Kobieta przewróciła go na łopatki i zaczęła ściągać dżinsy. W orientalnych oczach zabłysnęła ciekawość.
- Pierwszy raz, a już taka wprawa?
- Mój drogi, nie żyję w odizolowaniu. – zaśmiała się – Czasem napotykam różne… materiały, które mnie uświadamiają.
- Niegrzeczna dziewczynka! – syknął Mohammed namiętnie ją całując
Pieściła ciało naukowca, nieuchronnie zbliżając się do części kulminacyjnej. Oddech mężczyzny przyśpieszył, w źrenicach ukazała się dzikość.
- Na tym też się znasz?
- Niezupełnie, ale zawsze byłam dobrą teoretyczką. – zaśmiała się i zajęła się jego męskością. Choć były to czułości niewprawne, Egipcjanin znajdował się w siódmym niebie.
Ujął w dłonie pośladki kochanki i wyszeptał:
- Dość. Nie tak ma się to zakończyć.
Położył ją ostrożnie na plecach i spojrzał w oczy.
- To zaszczyt, że taka osoba pragnie, abym to ja uczynił ją kobietą. Obiecuję, że nie będzie bolało. – wyszeptał
Położył się delikatnie na Wiktorii. Poczuła ból, gdy zaczął się w niej delikatnie poruszać. Było to nowe, nieznane doznanie. Dyskomfort szybko mijał, a jego miejsce zajęło wzruszenie.
Egiptolog stawał się coraz szybszy. Zamknął oczy i rozchylił usta, mocno łapiąc kobietę za ręce.
- Nie boli? – zapytał, całując włosy Polki
- Tylko troszkę. – uśmiechnęła się, tuląc Mohammeda w ramionach
Wkrótce nadeszło spełnienie. Ciałem Egipcjanina wstrząsnął długi spazm rozkoszy. Opadł bezwładnie na Wiktorię.
- Tak bardzo tego pragnąłem, tak bardzo. – wyszeptał, obejmując ją.
- Ja też tego chciałam. – odparła – To się musiało wydarzyć.
Nazajutrz obudziła się z ogromnym kacem moralnym. Nie wiedziała, jak się zachować, co powiedzieć. Przez tyle lat dziewictwo było dla niej bezcennym skarbem, tak długo je chroniła tylko po to, by stracić cnotę z nowopoznanym mężczyzną? A może zachowanie wstrzemięźliwości nie było spowodowane siłą charakteru, a po prostu tym, że nie miała wcześniejszej okazji do inicjacji? Czuła się ze sobą bardzo, bardzo niedobrze. Na domiar złego, Mohammed zniknął? Czyżby wyjechał bez pożegnania i potraktował Wiktorię jak łatwą, białą panienkę?
Wyszła z chaty i usiadła przed domostwem. Podeszła do niej mama Mohammeda i przywitała się radośnie. Zapytała Polkę o samopoczucie.
- Salam aleikum, Wiktoria. – usłyszała nagle za plecami
Odwróciła się i ujrzała uśmiechniętego egiptologa.
- Myślałam, że odjechałeś… - wyszeptała wzruszona
- Jakże mógłbym to zrobić? – zapytał, przysuwając się bliżej – Jestem człowiekiem honoru. Coś takiego nie mogłoby się zdarzyć.
Otarła łzy wierzchem dłoni. Okazał się prawym i szlachetnym mężczyzną – dobrze go wczoraj oceniła.
- Weź swoje rzeczy i za chwilę wyruszymy do Kairu. – objął Wiktorię
Pośpiesznie odświeżyła się, spakowała bagaż i wyruszyła z Mohammedem w podróż ku wspólnej przyszłości.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




