- Nie wiesz co dzieje się z nasza szefową?- zapytał kierownik spedycji, Bartek.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi? – odparowała sekretarka, Basia. – Jest punktualna, zawsze przygotowana, wszystko idzie według harmonogramu.
- No właśnie. Kiedyś tak nie było i dzięki temu dało się jakoś żyć. A teraz wszystko na wysokich obrotach, pod linijkę i nic na boku. Odsapnąć nie ma kiedy. To już tak trwa trzy miesiące. Jesteś z nią blisko...
- Przesadziłeś... – zaprotestowała
- No przynajmniej bliżej niż ktokolwiek z nas. Przecież wiesz, jak się zachowuje i jaką ma zasadę: żadnych spoufaleń z pracownikami. Nawet na wieczorkach integracyjnych zmywa się pierwsza, nigdy nie pije alkoholu.
- Ale o co ci chodzi! Przecież te popijawy robi średnio 4 razy do roku i Wigilię. Mało ci?
- Nie, nie o to mi chodzi, Po prostu kiedyś potrafiła się mimo wszystko spóźnić, czegoś tam nie dopilnować. No wiesz... miała jakieś wady. Dzięki temu i nam coś niecoś uchodziło na sucho. A teraz – cyborg. I o wszystko się czepia. A ty przynajmniej odbierasz jej telefony, myślałem więc, że może coś wiesz, co się z nią dzieje. No, a poza tym, w końcu jesteście kuzynkami.
- Dalekimi kuzynkami. A wiesz, masz trochę racji. Ja też ostatnio dostałam kilka razy ochrzan, a wcześniej tego nie było. Mówisz, że od jak dawna?
- No jakieś trzy miesiące, a dwa to na bank. Wiesz, myśleliśmy, że może w ciąży jest z tym swoim facetem. To by tłumaczyło tę drażliwość, ale brzuch jej nie rośnie, więc...
- Z jakim facetem? Przecież ona od Wielkanocy jest sama.
- Jak to?
- No tak. Facet rzucił ją tuż przed świętami. Nawet spotkałyśmy się na niedzielnym śniadaniu u prababci. Co ona już nie pamiętam kiedy tam była, bo babcia nie znosiła tego jej flagranta.
- I co?
- Jak to co? Ona od pięciu miesięcy jest sama.
- A no tak, i na głodzie. Nie ma nic gorszego jak niewyruchana baba.
- Nie bądź wulgarny.
- Ale pomyśl, nie mam racji?
- Masz. Ale co tu zrobić? Przecież nie rzucicie się na nią, żeby jej ulżyć? A firmowy flirt z pracownikiem nie wchodzi w grę, bo za dużo o was wie, a ona nie zgodzi się świadomie na romans z żonatym.
- Czyli musiałby to być ktoś z zewnątrz.
-Cicho... idzie. Ucięła Basia.
Stukot obcasów, pierwotnie przytłumiony, zbliżał się szybko. Do sekretariatu weszła smukła, szykownie ubrana brunetka. Miała upięte w kok włosy, śmiały ale elegancki makijaż i czerwone buty na wysokim obcasie. Te buty budziły sensację u wszystkich, bo ona kochała się w czerwonych butach i innych nie nosiła. Cały ubiór zawsze dopasowywała do tego koloru. Czy to sandały, czy kozaki, szpilki, kalosze, trampki, czy pantofle, wszystko mogło być tylko czerwone. Inny kolor nie wchodził w grę. To budziło respekt, ale też nadawało nutę erotyzmu i pożądania.
- Dzień dobry. – powiedziała szefowa.
- Dzień dobry pani Janko. – odparł Bartek
- Basiu, będę potrzebowała na jutro kierowcy. Jadę na spotkanie konsorcjum, a nie chcę prowadzić, bo nie zdążę przeanalizować wszystkich materiałów i muszę to zrobić w czasie jazdy. Wypisz delegację panu Ryśkowi.
- Jest kłopot. – odparła Basia.
- Jaki?
- Pan Ryszard wczoraj przyniósł zwolnienie lekarskie. Zwichnął sobie nogę. Ma ją w gipsie.
- No to fatalnie. Trudno, mnie jest szofer potrzebny. Zorganizuj kogoś. Kogokolwiek, byleby nie Wacka Sztompke, bo on jeździ jak wariat, a ja będę pracować na laptopie i nie chcę, by mną rzucało po tylnym siedzeniu.
- Dobrze. Coś wymyślę.
- A pan panie Bartku, nie ma nic do roboty, że tak pan tu wystaje? Ja nie płacę za biurowe flirty. – rzuciła w stronę mężczyzny i weszła do gabinetu zamykając za sobą drzwi.
- No i sama widzisz. Zero zrozumienia. Ona jest jak maszyna. – użalił się Bartek.
- Maszyna, maszyna... a co ja mam zrobić? Skąd wezmę szofera? Jak chce pracować na laptopie to znaczy, że weźmie limuzynę, nie każdy z was potrafi ją szybko i bez bujania poprowadzić. A jak jedzie na spotkanie konsorcjum, to aż do Szczecina. To delegacja co najmniej dwudniowa. Który zgodzi się z dnia na dzień pojechać?
- Wiesz co? Zaświtała mi pewna myśl. A jakby tak wynająć odpowiedniego faceta z agencji, który potrafiłby poprowadzić limuzynę? Upieklibyśmy dwie pieczenie przy jednym ogniu.
- Pokręciło cię? – Basia nadęła się z oburzenia i szoku.
- Czekaj. Już ja się wszystkim zajmę. A i fakturę będziesz miała. Na pewno się zgodzi, jak jej wytłumaczysz, że żaden z nas nie mógł.
- Ale z agencji!!!!
- Nie bój żaby. To się odpowiednio nazywa. Nie wzbudzi podejrzeń. A faceta się odpowiednio poinstruuje. Będzie git. – i wybiegł z sekretariatu, zacierając ręce.
Następnego dnia pod firmę o umówionej godzinie podjechała czarna służbowa limuzyna i wysiadł z niej ubrany w mundur wysoki przystojny 30-latek.
- Baśka – zawołała szefowa – Kto to?
- No przecież jedziesz do Szczecina! A że żaden z naszych poza Wackiem nie mógł jechać, więc wynajęłam odpowiedniego człowieka. Ma doświadczenie w kierowaniu limuzynami. Sprawdziłam.
- Dużo nas to będzie kosztować?
- Nie wiele więcej niż zwykle, ale w końcu miałam coś zorganizować. A fakturę nam wystawią. – dodała sekretarka.
- No dobrze. Jakby co, to masz spisane jego dane? A i włącz nawigację , to będziesz mogła nas śledzić przez Internet.
- Czego się boisz? Że cię wywiezie gdzieś do lasu i...
- Po prostu trzeba być ostrożnym. – ucięła Janka – To w końcu obcy człowiek. Jadę. Wszystko zapakowałaś? Barek zaopatrzony? Laptop podłączony?
- Wszystko zrobione. Baw się dobrze. Pokój zamówiłam w tym hotelu co zawsze.
- Życz mi szczęścia.
Uścisnęły się na do widzenia.
Gdy Janka podeszła do limuzyny, poczuła intensywny zapach męskich perfum. Zapach ten mocno podziała na jej podświadomość i lekko przymknęła oczy, by jeszcze raz wciągnąć nozdrzami ten intrygujący zapach.
- Dzień dobry. Nazywam się Janina Barańska. Wynajęła pana moja sekretarka? – zapytała
- Dzień dobry .Tak. – odparł mężczyzna, a jego głos był cichy, ale pełen aksamitnego ciepła. – jestem wynajętym na ten kurs szoferem. Nazywam się Arkadiusz Cichoń. Jestem gotowy zawieźć panią wszędzie, gdzie pani sobie tylko zamarzy.
Zabrzmiało to dosyć szczególnie i Janka lekko skrzywiła się, bo wyczuła delikatny erotyczny podtekst.
„Mam zwidy słuchowe” – skarciła sama siebie i wsiadła do samochodu. Laptop już działał, a z lekko uchylonego barku wystawała butelka jej ulubionego wina. „Ach ta Baśka, przecież jadę na konferencję. Ale jedna lampka, zwłaszcza że nie prowadzę, to chyba nie zaszkodzi” rozgrzeszyła się i nalała sobie do kieliszka wina. Samochód płynnie ruszył w drogę, a Janka zajęła się sączeniem wina i przeglądaniem danych w komputerze. Nawet nie zauważyła, że szybko przebyli autostradę i sprawnie, prawie bez przystanków podążali w kierunku Szczecina.
W pewnym momencie auto zjechało z głównej trasy i się zatrzymało.
- Co się stało? – zapytała Janka , bo przywoła ją do rzeczywistości bezruch.
- Nic wielkiego. –odparł szofer – Muszę po prostu chwilę odsapnąć i załatwić potrzebę. Może pani także skorzysta? Taki ładny leśny parking?
Janka wyjrzała przez otwarte okno. Rzeczywiście, las, ławeczki koło stołu, wokół sporego pnia, pod zadaszeniem. Czysto. Głębiej wciągnęła powietrze, by nasycić się lasem. Lecz zapach sosnowy pomieszał się z delikatną wonią męskich perfum. Znów coś w niej drgnęło niepokojem. Tym, drażniącym niepokojem , którego tak unikała w pracy, a którego brakowało jej już od jakiegoś czasu.
- Nie, dziękuję. Proszę zwracać uwagę na to, abyśmy się nie spóźnili. – dodała
- Proszę się nie martwić. Mamy bardzo dobry czas. Do celu zostało nam 3 godz. drogi, a konferencja zaczyna się podobno za 5.
- Hm ... rzeczywiście, sporo pan nadrobił. W ogóle nie czułam tej szybkości z jaką jechaliśmy. Proszę w dalszej drodze uważać. Nie mam czasu na ewentualne pobyty w szpitalu. – dorzuciła.
Mężczyzna rzeczywiście na chwilę się oddalił. Słychać było tylko śpiew ptaków i daleki szum przejeżdżających samochodów. „Nie mam zamiaru wysiadać. Jeszcze mnie ten facet zostawi w tym lesie, nie wiadomo gdzie. Lepiej zostać na miejscu.” – pomyślała
W pewnym momencie jej drzwi się otworzyły i szofer bezceremonialnie wsiadł do środka.
- Co pan robi! – krzyknęła
- Sprawdzam czy barek i lodówka dobrze działa, bo świeci mi się kontrolka. – odparł spokojnie.
- Acha, to niech pan sprawdza i jedźmy już – warknęła zaniepokojona nie na żarty. Jego zapach wypełnił kabinę, na moment znów przymknęła oczy rozkoszując się bezwiednie erotyczną nutą męskich perfum. Wtem poczuła jego rękę na swojej kostce delikatnie sunącą ku górze.
- Co pan robi!- chciała krzyknąć, ale zabrzmiało to raczej jak teatralny szept. W pierwszym odruchu chciała cofnąć nogę, ale ta jakoś zaklinowała się w ciasnocie samochodu i nie mogła jej nijak przesunąć. Mężczyzna dalej przesuwał rękę po jej nodze. Dotarł już do kolana.
-Jeżeli to nie sprawia pani przyjemności , to proszę tylko powiedzieć, a przestanę. – tembr jego głosu był głęboki, uspakajający i jednocześnie mocno erotyczny. Z zapowiedzią tajemnicy i niesamowitej przygody.
- Nie ... nie wiem... – wyszeptała i przymknęła oczy. „Trudno.” – pomyślała – „Niech się dzieje co chce. W końcu ten facet jest wynajęty tylko na raz. I nikt o tym nie musi wiedzieć” . Tymczasem jego ręka przesunęła się już na udo i wsunęła pod spódnicę. Ona zaczęła ciężej oddychać. Wszystko w niej dygotało. Mężczyzna natrafił na końcówkę pończoch i zdziwił się. Bo wbrew pozorom nie spodziewał się tego. Ona zsunęła się, lekko rozchylając nogi. Mężczyzna zrozumiał to nieme przyzwolenie i przystąpił do dzieła. Zdjął szybkim ruchem czapkę i kurtkę. Ukląkł na podłodze między jej nogami i rozchylił uda. Czerwone srtingi mówiły „Zapraszam”. Odchylił pasek i przejechał wilgotnym od śliny palcem po jej cipce. Jęknęła. Schylił się i zaczął lizać jej różowe płatki, co chwila ssąc je coraz mocniej. Jej jęk wyrównał się z rytmem szybszego oddechu. Bezceremonialnie wsadził najpierw jeden potem drugi palec do jej pochwy. To rozluźniło ją do reszty i skupiło na jednym, tańcu jego palców w jej środku.
-Weź mnie – usłyszał jej szept, a ręka złapała go za włosy i pociągnęła do góry. Ich twarze spotkały się i ona pierwsza wpiła mu się w usta. Oddał jej pocałunek miażdżąc i gryząc jej wargi. W międzyczasie rozpiął spodnie i wydobył swoją męskość. Ona dotknęła członka, był długi i gruby. Nie do przesady, ale przemknęło jej przez myśl, że takiego nie miała ani w ręku, ani w sobie. Nakierowała go w swoją cipkę i już pierwsze pchnięcie pozbawiło ją na chwilę świadomości. W oczach pociemniało z rozkoszy. Mężczyzna wykonywał raz szybkie, raz wolne, koliste ruchy. Rozkosz jaka w niej wzbierała, była wszechogarniająca, obezwładniająca, nie do powstrzymania. Orgazm eksplodował w niej jak bomba. Chwilę sapała ja parowóz, jednak jakby z daleka usłyszała głos mężczyzny.
- O kochanie. Wyposzczona byłaś, skoro tak szybko doszłaś. Ale to nie koniec. Ja kocham swoja robotę i to co w niej najwspanialsze, to właśnie finał, więc ci tego nie popuszczę i przećwiczę raz jeszcze.
- A ćwicz ile chcesz. – wysapała.
Mężczyzna wyszedł z niej na chwilę. Palcami rozsunął płatki jej cipki i wydobył na wierzch napęczniałą i czerwoną po orgazmie łechtaczkę. Zassał ją, przez jakiś czas, który wydawał się wiecznością udręki i ekstazy i drażnił ją językiem. Potem usiadł na przeciwnej kanapie i pociągnął kobietę za rękę. Rozsiadła się przodem do niego. Nadział ja na swego fiuta, jak bagietkę, którą szykuje się do hot-doga. Ona rozpoczęła przysiady w równym rytmie. On tymczasem rozpiął jej bluzkę, wydobył piersi z biustonosza i ssał jej nabrzmiałe sutki.
- Zaraz znów dojdę – wysapała po chwili.
Mężczyzna zsunął ją z siebie i ustawił tyłem, nim się zorientowała już posuwał ja od tyłu mocnymi , miażdżącymi jej pupę pchnięciami. Po chwili znów leżała przed nim na kanapie z rozchełstana bluzką i piersiami na wierzchu. On ostatnimi pchnięciami dochodził do finału. Nagle położył się na niej i poczuła, jak w niej pulsuje. Nie spodziewała się, że tak to na nią zadziała, bo nagła fala gorąca zamgliła jej oczy i sama poczuła kolejny orgazm.
- Jesteś niesamowity.- powiedziała, gdy odzyskała oddech. – Zapewne Baśka jak zwykle wynajęła mi apartament, a szoferowi pokój jednoosobowy. Ale mam nadzieję, że będziesz czekał na mnie w moim pokoju, jak przyjdę z konferencji.
- Do jutra popołudnia jestem cały twój i na wszystkie twoje rozkazy i zachcianki. Oczywiście, że będę czekał i tak cię przenicuję, że będziesz za mną tęsknić.
-Hm... pożyjemy zobaczymy. – zachichotała – A teraz jedźmy, bo się spóźnimy.
- Oczywiście proszę pani.
Po chwili mknęli już drogą ku Szczecinowi. A ona po raz pierwszy od wielu dni leżała na kanapie rozluźniona i sączyła wino z kieliszka, kompletnie nie myśląc o konferencji.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




