SWINGERSI nigdy nie mieli i nadal nie mają lekkiego życia. I nie chodzi tylko o największy lęk uczestnika grupowego seksu. Dziś, do popularnej mantry: „żeby mnie nie pominęli, żeby mnie nie pominęli” większość fanów orgii dokłada: „żeby mnie nie zarazili, żeby mnie nie zarazili. Świńską grypą, oczywiście. A niektórzy nawet rezygnują całkiem z przyjemności grupowego bzykania. AH1N1, zniechęca skuteczniej, niż inna zaraza swingersów określana równie tajemniczymi symbolami jak JP2, albo jej niemiecka mutacja B16.

Larry Flyncik




