Czasami warto się przełamać.
Przyjechali wczoraj. Rozbili namiot w samym środku lasu, nad pięknym, ustronnie położonym małym jeziorkiem. Wokół nie było żadnych zabudowań, ośrodków wczasowych, czy jakichkolwiek śladów ludzkiej egzystencji. Byli sami. Tylko on i ona, a wokół natura matka.
Odpoczywali właśnie po kąpieli. Leżąc na ogromnym kocu, oddawali swe nagie ciała promieniom słonecznym. On, ułożony w poprzek linii jej ciała, wsparty na łokciu, patrzył z przyjemnością prosto w jej łono, na cudne kształty przyrodzenia, nieskrywane dzięki usuniętym włosom i wystawione bezwstydnie ku słońcu.
Niby od niechcenia, opuszkami palców gładził małą kępkę włosów pozostawioną tuż ponad wąską szczeliną sromu.
W jakimś momencie usłyszał: - Zrób to. – Pochylił się zatem i jego wargi zaczęły kontynuować czynność zapoczątkowaną przez palce. Całą okolicę wokół małej kępki całował i muskał najdelikatniej jak umiał. Delektował się miękkimi, jedwabistymi fałdami skóry.
Musiał wiedzieć co robi, bo po chwili uniosła nogę i zgiętą w kolanie odchyliła na bok. Ukazała mu całą powierzchnię swych warg, które niczym usta gotowe do pocałunku, rozchyliły się leciutko i zobaczył najczystszy odcień różu.
Nie pozwolił się prosić. Zmienił pozycję tak, by być z partnerką w jednej linii i ucałował jej wargi mocno, soczyście i bardzo długo. W czasie pocałunku, druga noga ukochanej – idąc w ślady pierwszej – także uniosła się i odchyliła, na ile to tylko było możliwe w przeciwnym kierunku. Miał teraz przed sobą otwartą ranę jej wspaniałego przyrodzenia, którego widok i zapach zawsze wprawiał go w oszołomienie.
Począł je pieścić języczkiem. Na zmianę po zewnętrznej i wewnętrznej stronie fałdów soczystego, jędrnego sromu. Raz był na krawędzi, a za chwilę w głębi wilgotnego, ciepłego wąwozu. Od czasu do czasu, nie za długo – aby dozować i stopniowo potęgować napięcie – szybkimi ruchami drażnił łechtaczkę. Mruczała wówczas niczym kotka.
Po chwili uniosła uda w górę tak wysoko, że kolana przywarły mocno do piersi, pomagał utrzymać je w górze podpierając partnerkę za pośladki. Robił wówczas krótkie wypady ku odsłoniętemu i łatwo dostępnemu w ten sposób wichrowemu oku. Łechtał je dokoła szybkimi ruchami języka i całował mocno, przywierając ustami w samo jego centrum. Ruszała przy tym biodrami, jakby tańczyła gorącą, kubańską rumbę.
Potem wrócił między wargi, zaczął wodzić językiem wokół wejścia w jej otchłań. Na ile tylko mógł wsuwał w nią język. Nie tylko by sprawiać rozkosz, lecz głównie dla własnej przyjemności. Pragnął czuć smak, uwielbiał gładkość jej wewnętrznej powierzchni. Sobie jednak poświęcał tylko krótkie chwile, gdyż celem było jej dać rozkosz.
Stopniowo coraz mniej uwagi poświęcał płatkom, a coraz więcej łechtaczce. Drażnił ją na różne sposoby: delikatnie sam szczyt, mocniej na całej długości, bardzo szybkimi ruchami w poprzek i po skosie, ssał lekko, czasem mocniej. Słysząc pojękiwania kochanki,wsysał do ust cały srom,jakby chciał wycisnąć z niego wszystkie soki. Na koniec trwał już wyłącznie przy łechtaczce zwiększając coraz bardziej natężenie i szybkość ruchów, zmieniając kierunki i punkty działania.
Wiedział, że partnerka ma dosyć, wiedział, że już za chwilę – jak to robiła zawsze – wycofa się, wyrwie jego pieszczotom, lecz gdy chciała to uczynić, postanowił nie przerywać i aby mu nie uciekła, przytrzymał ją mocno. Nie był nachalny, lecz stanowczy i po raz pierwszy, pojękując z cicha pozwoliła, aby kontynuował.
Po chwili, po raz pierwszy zobaczył wąską – wypływającą z jej źródła – strużkę, która szybko przeistoczyła się w rwącą, tryskającą mu prosto w twarz strugę. Po raz pierwszy poczuł ciepło i smak, jakim go obdarowała. Po raz pierwszy oboje doznali spełnienia w nowy, wyrafinowany sposób. Byli szczęśliwi, bo dali sobie wzajemne spełnienie pragnień i marzeń do tej pory zawsze hamowanych.
Skąpany w bursztynowym wodospadzie, oraz promieniach słońca ułożył mokrą głowę na jej łonie i szczęśliwy zasnął.
nowa kamasutra opowiadania erotyczne
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





