Opowiadania erotyczne Markiz Niewinnie ukarany

Logowanie

Ostatnio Punkty zarobili

sonda

Tego nigdy bym nie zrobił
 

Najlepsze opowiadania erotyczne

Zarejestruj się i przyślij własne opowiadanie

Niewinnie ukarany

Opowiastka o młodym chłopcu ukaranym za nie swój postępek przez będące w latach starsze panie. Mix klimatu CFNM i lekkiego BDSM Jedne z ferii zimowych końcowej fazy mojego dzieciństwa ( o ile można tak to nazwać) miałem spędzić u wujostwa. Rodzice nie mieli pieniędzy na wyjazd w góry. Stwierdzili również, że tak stary koń jak ja ( a miałem wtedy gdzieś z 15-16 lat) nie ma co siedzieć w domu. Wujostwo tak, co prawda jak się później dowiedziałem zaoferowało tę propozycję samo, ale rodzice chcieli stworzyć pozory, że w jakiś sposób chcą by ich syn wypoczął przez okres dwutygodniowej zimowej kanikuły. Siostra ojca z mężem mieszkali w niezbyt atrakcyjnej miejscowości w środkowej Polsce. Niestety nie mogli mieć dzieci. Z jakich powodów - nie dociekałem nigdy gdyż nie było mi to do niczego potrzebne. Mieszkali w domu wolnostojącym i po przyjeździe otrzymałem na pięterku niedużego domu pokoik do swojej dyspozycji. Pierwsze dni minęły na zwiedzeniu okolicy i samej miejscowości. Raptem zajęło mi to trzy dni. Miałem u wujostwa spędzić dziesięć dni, a praktycznie już po tych trzech to nie miałem, co robić. Głupio było by mi wracać do domu już czwartego dnia. Przede wszystkim nie chciałem robić przykrości rodzinie ojca. Naprawdę byli mili w stosunku do mnie i opiekowali się najlepiej jak tylko mogli. Jednak brak potomstwa powodował to, że nie bardzo wiedzieli, w jaki sposób zagospodarować czas młodego człowieka. Kolejne dwa dni zleciały na oglądaniu telewizji, lecz ile można gapić się w telewizor i oglądać program, który człowieka nie interesuje. Postanowiłem, że muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. I jak postanowiłem tak uczyniłem. Niedaleko domostwa była szkoła podstawowa a w niej jak w większości obiektów tego typu w czasie ferii zimowych realizowana była akcja „zima w mieście”. Prócz kółek zainteresowań, do których za bardzo nie miałem zamiaru przynależeć były organizowane zajęcia sportowe. I to tak szczęśliwie się składało, że nawet w dwóch turach – dopołudniowej i popołudniowej. To było to, czego potrzebowałem. Lubiłem sport a dodatkowo mogłem poznać rówieśników. Śmiało udałem się na pierwsze zajęcia i od razu przypadły mi one do gustu. Realizowane w cyklach trzygodzinnych czasami przedłużały się nieco gdyż zainteresowanie tą formą spędzania czasu było dość duże. Poznałem kolegów i zarówno ja jak i wujostwo było zadowolone z takiego obrotu sprawy. Co najważniejsze jako obcy w tym mieście zostałem przyjęty dość ciepło i nie odczuwałem żadnej różnicy w zachowaniu, co do mojej osoby. Po pierwszych dniach doszedłem do wniosku, że prócz obuwia i stroju sportowego należy zabierać z sobą ręcznik i przybory kąpielowe. Wynikało to z faktu, że dopołudniowe zajęcia w większości realizowane były na miejskim basenie, popołudniu zaś grając w sportowe gry zespołowe po zakończeniu zajęć ociekało się niezbyt przyjemnie pachnącym potem, a była możliwość wzięcia prysznica pod natryskami obok przebieralni. Szkoła zbudowana była według jednego projektu realizowanego w ramach akcji „Tysiąc szkół na tysiąclecie”. Bryła budynku zbudowana z prefabrykatów żelbetonowych o wysokości jednego piętra. Różnice widać było we wnętrzu budynku. Wystrój, stolarka okienna i drzwiowa, wyposażenie sal. Rozkład pomieszczeń był jednak identyczny jak w mojej szkole podstawowej. Na końcu sala gimnastyczna, wcześniej dwie szatnie oddzielone pośrodku natryskami. Długie korytarze z będącymi po jednej stronie salami lekcyjnymi dopełniały obrazu budynku szkoły. Po paru dniach skumplowałem się z trzema chłopakami z okolicy. Robert najstarszy był wysokim dobrze zbudowanym szatynem. Był starszy o rok. Pozostali dwaj – Marek i Wojtek byli moimi rówieśnikami. Umawialiśmy się wspólnie na zajęcia a w sobotę i niedzielę, kiedy nieszczęśliwie dla nas szkoła nie organizowało tych zajęć zorganizowaliśmy sobie wycieczkę za miasto do ruin pobliskiego zamku i ognisko w lesie zakończone wspólnym pieczeniem kiełbasy. Dni mijały dość szybko. Nadszedł przedostatni dzień mojego pobytu u wujostwa. Nie chciało mi się teraz wyjeżdżać, lecz cóż było począć. Rankiem udałem się na basen i po powrocie i zjedzeniu obiadu postanowiłem chwilę odpocząć przed popołudniowymi zajęciami. Spakowałem swój podręczny plecaczek. Jak zawsze o odpowiedniej porze udałem się w kierunku szkoły na zajęcia. Chłopaki byli wcześniej i po przywitaniu z nimi przebrałem się w strój gimnastyczny i wspólnie czekaliśmy na przybycie trenera prowadzącego zajęcia. Było nas w sumie osiem osób. Stała paczka w postaci nas oraz cztery osoby, które widzieliśmy już wcześniej, lecz przychodziły w kratkę. Trener przyszedł o czasie i po chwili całe męskie towarzystwo znalazło się na sali rozpoczynając rozgrzewkę. Po trwającej dobre dwadzieścia minut rozgrzewce można było rozpocząć właściwą grę.
- W co gramy chłopaki? – zapytał trener.
- W siatkówkę – usłyszał zgodnie od wszystkich.
- No to rozkładajcie siatkę, ja posędziuje – odpowiedział a my ruszyliśmy do pracy.
Sprawnie rozłożyliśmy siatkę do gry. Podział na drużyny nie przysporzył najmniejszych problemów. Nasza paczka przeciwko tamtym.
- Przegrani składają rzeczy na sali i trzydzieści pompek – określił warunki przegranej.
Przyjęliśmy to bez zastrzeżeń. Przecież samo granie o nic nie miało sensu. Rozpoczęliśmy mecz. Pierwszy set poszedł gładko. Wygraliśmy z tamtymi, lecz widać było, że oni dopiero się docierają i z każdą kolejną piłką będzie nam trudniej. Nie szło mi zbyt dobrze. Parę razy minąłem się z piłką, dwukrotnie źle wystawiłem i serwując też trafiłem nieraz w siatkę a nie na pole przeciwnika. Drugi set przegraliśmy. Nastąpiła krótka przerwa.
- Grajże jak należy – fuknął na mnie Robert sprawujący rolę kapitana naszej drużyny.
- Dobra, postaram się – odpowiedziałem.
Rozpoczęliśmy trzeci set. Siły były wyrównane i praktyczni szliśmy z tamtymi łeb w łeb. Gdzieś w połowie trzeciego seta do sali gimnastycznej weszła starszawa siwa sprzątaczka w różowawym fartuchu, na który narzucony był niebieskawy ochronny wiązany w pasie fartuszek.
- Przerwa – zadecydował trener i podszedł do niej.
Chwilę rozmawiali. Trener pokiwał głową na znak, że coś rozumie. Staliśmy czekając, co powie. Wynik był remisowy. Trzymałem piłkę w dłoni. Właśnie miałem serwować. Kobieta wyszła z sali po chwili. Trener zbliżył się do nas.
- No przykro mi chłopcy, ale panie sprzątaczki muszą posprzątać szkołę, bo jak wiecie od poniedziałku ruszają zajęcia. Prosiły, byśmy skończyli i obiecałem im, że tak się stanie – oznajmił nam.
Usłyszał jęk zawodu ze wszystkich naszych gardeł. Nie minęła nawet połowa zajęć a już trzeba było kończyć.
- A nie mogą tego zrobić potem – wypalił Wojtek.
- Przecież dobrze wiedziały, że są zajęcia – dorzucił wysokawy chłopak z przeciwnej drużyny pełniący w niej rolę kapitana.
- Zrozumcie, kobiety też chcą zrobić to szybko, jutro sobota, nie każdemu się uśmiecha pracować do wieczora albo w dzień wolny – odpowiedział.
Zrozumieliśmy, że szanse na to by coś zdziałać są minimalne, praktycznie równe zeru.
- A co z meczem? – zapytał Marek.
- No właśnie – dodał Wojtek.
Trener zastanowił się chwilę.
- Kto zdobędzie punkt ten wygrywa – odpowiedział.
Miałem serwować i wzrok wszystkich pozostałych członków mojej drużyny spoczął na mnie. Zdałem sobie sprawę, że bardzo dużo zależy od tego jak zaserwuję. Nie było to przyjemne uczucie. Czułem ciężar jaki spoczywał na mnie.
- No zaczynamy – usłyszałem z ust trenera.
Uderzyłem piłką parę razy o ziemię i podrzuciłem do góry. Otwartą dłonią uderzyłem w nią i...... niestety, ale ona z cała siła walnęła w siatkę lecąc stanowczo za nisko.
- Ku...a – wyrwało się Robertowi.
Nastąpiła strata piłki na korzyść drużyny przeciwnej. Czułem złość w oczach Roberta. Z przeciwnej strony nastąpił serwis skierowany na nasze pole. Uderzenie było mocne. Piłka kierowała się w moją stronę. Złożyłem ręce by ją przyjąć, lecz niestety. Mocno zaserwowana piłka uderzyła w kraj mojej prawej dłoni tuż przy łokciu i odbita w ten sposób poszła na bok gdzie już nikt nie mógł jej podbić. Stało się jasne. Przegraliśmy. Na dodatek przegrana ta była w dużej mierze moją zasługą. Okrzyk radości wyrwał się z gardeł drużyny przeciwnej. Wojtek zaklął coś pod nosem, Robert patrzył na mnie ciskając gromy z oczu..
- Idź partaczu – usłyszałem.
- Sorry – na tyle było mnie stać.
Zbliżyłem się do niego.
- Słuchaj, ja już to poukładam, spieprzyłem sprawę i zrobię to – zadeklarowałem.
Machnął ręką.
- No chłopaki opad i trzydzieści – nakazał trener.
Pompowaliśmy a chłopaki z przeciwnej drużyny liczyli nam wykonane pompki. Po skończonej czynności podnieśliśmy się.
- Przepraszam chłopaki – zwróciłem się do pozostałej części swojej drużyny.
- Weź, nie wku...aj – zaklął Robert.
- Należy Ci się niezły wpie...dol – dodał Marek
Nie za bardzo wiedziałem, co ich tak rozzłościło. Domniemywałem, że złożyło się na to skrócenie zajęć i przegrana.
- Składaj sam – usłyszałem od Roberta.
Trener już wyszedł. Nie musiał zamykać sali gdyż miały wkroczyć na nią sprzątaczki. Pozostali członkowie mojej drużyny korzystając z tego, czym prędzej czmychnęli do szatni pozostawiając mnie samego na sali. Było mi to nawet na rękę. Obawiałem się ich reakcji. Byłem sam a ich trzech. Pogróżki o wpier..lu potraktowałem dość poważnie. Nigdy nie widziałem ich tak wkurzonych. Wolałem pozostać nieco dłużej i spokojnie wyjść po wszystkich. Powoli i systematycznie począłem składać siatkę, materace i piłki w właściwe miejsce. Słyszałem ich wrzaski i krzyki niezadowolenia. Gdy skończyłem skierowałem się do szatni. Właśnie skończyli się kąpać i wycierając się ręcznikami wymieniali poglądy.
- O jest bohater – zareagował na mój widok Marek.
Nic nie odparłem. Usłyszałem jeszcze parę epitetów dotyczących sposobu, w jaki gram.
- A te stare pi...dy to też mogłyby posprzątać później – przerzucili temat rozmowy na sprzątaczki.
- Gówno mnie interesuje, że chcą wyjść wcześniej – dorzucił Wojtek.
- Są od tego jak dupa od srania żeby sprzątać po zajęciach – dodał Marek.
Chłopaków z przeciwnej drużyny już nie było. Pozostaliśmy w czwórkę w szatni. Nerwy najwyraźniej im puszczały. Powoli ściągałem buty i skarpetki marząc o tym by wyszli.
- A gówno, takiego wała wyjdą wcześniej – krzyknął Robert i z impetem cisnął o podłogę pustą buteleczkę po szamponie.
Ta roztłukła się w drobny mak. To dało pozostałym sygnał do działania. Patrzyłem z przerażeniem jak rozlewają po szatni szampon, jak drą kawałki papieru i rozrzucając je na podłodze. Słowem zaczęli zostawiać ogromny nieporządek. Patrzyłem przerażony, co czynią. Nic nie mówiłem nie chcąc stać się obiektem wybuchu ich furii.
- Dostają kasę to nich zapierd....ją – wrzeszczał Wojtek.
- Popamiętają nas – dodał Marek
Ku mojemu przerażeniu Robert wyciągną swą fujarkę i oddał mocz na podłogę. Tamci przyjęli to z dziką radością. Nie poznawałem ich. Byłem gotowy do kąpieli, lecz nie wchodziłem jeszcze pod prysznic.
- A Ty, co się tak gapisz? - zwrócił się do mnie Robert.
Wzruszyłem ramionami nic nie odpowiadając. Wolałem nie zadzierać z nimi. Ubrali się w końcu.
- I ch..j im w dupe królewnom – dorzucił na koniec Robert w drzwiach.
Wyszli nawet się nie żegnając. Teraz nawet na rękę było mi to, że już jutro wyjeżdżam. Dziś zobaczyłem, jakie bestie z nich wyszły. Odczekałem jeszcze chwilę nim ich głosy ucichły na korytarzu. Byłem prawie pewny, że wyszli. Zsunąłem slipki, zbliżyłem się do kurków z wodą umieszczonych tak jak w mojej szkole w pomieszczeniu szatni. Odkręciłem je i kompletnie nagi, dzierżąc w ręku mydło i szampon znalazłem się pod natryskami. Zasunąłem zasuwę w drzwiach tak, aby nikt nie mógł wejść do wnętrza pomieszczenia. Sprawdziłem czy zasunięta jest ona również od strony damskiej szatni. Po upewnieniu się, że tak jest mogłem rozpocząć kąpiel. Kropelki ciepłej wody spadającej z prysznica spadały na moje ciało. Namydliłem je, potem nałożyłem szampon na włosy. Kąpiel była miła i przyjemna. Powodowała rozluźnienie i kojąco działała na mnie. Nie spieszyłem się. Spłukałem całe ciało i zbliżyłem się do drzwi prowadzących do szatni. Odsunąłem zasuwę. Znalazłem się we wnętrzu pomieszczenia. Światło było zgaszone. Pamiętałem, że wchodząc pod natrysk zostawiłem je zapalone. Zakręciłem kurki i ruszyłem w stronę wieszaków gdzie powiesiłem ręcznik. Po omacku począłem go szukać, lecz nie mogłem znaleźć. Nieco spanikowany dotarłem do wyłącznika i zapaliłem światło. Ku swemu przerażeniu stwierdziłem, że prócz butów w szatni nie ma żadnego z moich ubrań. Podobnie jak plecak zniknęły.
- Wrócili i schowali je – przeszło przez myśl.
Nagi, ociekający wodą stałem bezradnie. Byłem wściekły na siebie. Mogłem się tego spodziewać. Nie byłem zbyt ostrożny. Trzeba było zabrać z sobą choćby ręcznik.
- Co robić, co robić – tłukło się po głowie.
Czułem jak zżera mnie panika. Siedziałem sam, kompletnie nagi i ociekający wodą. Odłożyłem na podłogę mydło i szampon. Usiadłem na ławeczce.
- Spokojnie, spokojnie - mówiłem do siebie w myślach.
Postanowiłem na spokojnie przeanalizować gdzie mogli ukryć te ubrania. Byłem pewien, że nie zabrali je ze sobą, bo i po co. Nie za bardzo mieli miejsca w plecakach by schować do ich wnętrza kurtkę, spodnie i pozostałe części mojej garderoby.
- Damska szatnia – przeszło przez myśl.
Wstałem i poprzez pomieszczenie natrysków dotarłem do drzwi prowadzących do damskiej szatni. Cichutko odsunąłem zasuwę i znalazłem się w tym pomieszczeniu. Namacałem włącznik światła i przekręciłem go. Klops. Niczego tam nie było. Coraz bardziej przerażony wróciłem z powrotem do męskiej szatni. Ponownie usiadłem na ławce. Ciało powoli stawało się suche. Była to marna pociecha gdyż ja w dalszym ciągu byłem kompletnie nagi. Analizowałem gdzie mogli schować moje ubrania. Tysiące myśli przelatywało przez głowę. Mogły być wszędzie.
- A gdzie ja bym schował? - postanowiłem się wcielić w ich rolę.
Różne miejsca przychodziły mi do głowy. Może korytarz, może sala gimnastyczna. Postanowiłem sprawdzić tę drugą opcję. Cichutko wyszedłem z szatni i zakrywając genitalia dłońmi znalazłem się na sali gimnastycznej. Było jeszcze jasno, więc jeden rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że i to miejsce nie kryje moich ubrań. Wracając usłyszałem kobiece głosy na korytarzu. Przyspieszyłem kroku i czym prędzej dotarłem do szatni.
- Cholera, jeszcze te sprzątaczki – mruknąłem do siebie zamykając drzwi.
I w tej chwili zrozumiałem, jaki mogli mieć zamysł chowając moje ubrania. Chcieli mnie upokorzyć pozostawiając nagiego i dobrze wiedząc, że w budynku są one. Całkowicie o nich zapomniałem, a teraz jeszcze bardziej mnie to przeraziło. Wcześniej czy później musiały przyjść tu posprzątać. Teraz dopiero, po tej myśli zauważyłem, że pomieszczenie zostało względnie posprzątane. Wcześniej nie zwróciłem na to uwagi. Nie było śladu po szkle z buteleczki szamponu. Podłoga musiała zostać przetarta, bo nie zauważyłem również rozlanego szamponu i papierzysk.
- Cholera, były tutaj – przeszło przez myśl.
Teraz to całkowicie nie wiedziałem, co czynić. Nie mogłem tak tutaj tkwić. Jeżeli oni zostawili moje ubrania to musiałem je poszukać. Dalsze poszukiwania musiałem zacząć posuwając się korytarzem. A tam były one.
- Jasna cholera – zakląłem w duchu oceniając swe położenie.
Pozostawała jeszcze możliwość, że to któraś ze sprzątaczek zabrała moje rzeczy. Wszak z pewnością jedna z nich była tutaj. Lecz, po co miała by to robić? Jaki cel miałoby takie jej działanie? Tego nie wiedziałem. Odrzucałem na chwilę obecną tę drugą opcję. Widząc jak zachowywali się moi koledzy byłem święcie przekonany, że to tylko oni mogli zrobić mi coś takiego. Trzeba przyznać, że jeżeli zależało im na tym by mnie upokorzyć to naprawdę im się to udało. Chcąc czy nie chcąc musiałem wyjść na korytarz i nagusieńki poprosić te panie by poszukały moich ubrań. Sama ta myśl była dla mnie wystarczająco przerażająca. Wściekły, zawstydzony i z poczuciem bezradności siedziałem na ławeczce nie mogąc zdecydować się na działanie. Ciało i włosy były już praktycznie suche. Wziąłem głęboki oddech i postanowiłem działać. Wysunąłem twarz zza drzwi obserwując otoczenie. Było cicho. Zakryłem swe narządy dłońmi i najciszej jak tylko mogłem dotarłem do rogu korytarza. Za rogiem rozpościerała się długa płaszczyzna szkolnego korytarza. Wychyliłem się ostrożnie. Korytarz był pusty. Zauważyłem pootwierane drzwi do sal lekcyjnych. Wytężyłem wzrok i słuch. Dało się słyszeć rozmowę. Rozpoznałem kobiece głosy. Poczułem w nozdrzach zapach dymu papierosowego. Musiały być w którejś z tych sal. Nie pozostawało nic innego jak korytarzem ruszyć w poszukiwaniu tej właściwej. Ze wstydem na twarzy, zakrytymi genitaliami powoli, nabrawszy wcześniej powietrza w płuca ruszyłem korytarzem. Posuwałem się wzdłuż tej ściany gdzie były drzwi do klas. Zaglądnąłem do pierwszej, była pusta. Gdy zbliżyłem się do drugiej dało się poczuć mocniejszy zapach tytoniu. Byłem przekonany, że są w niej. Delikatnie i ostrożnie zerknąłem zza framugi. Nie myliłem się. Trzy kobiety stały przy wąskim oknie patrząc w nie. Najstarsza, siwa, która była wcześniej na sali gimnastycznej i dwie młodsze. Obie miały gdzieś nieco ponad trzydzieści lat. Blondynka z krótkimi włosami oraz szatynka o długich sięgających do piersi prostych włosach. Wszystkie paliły papierosy trzymając w rękach kije od mopa a blondyna szczotkę.
- Ale zima trzyma, nie – mówiła najstarsza z nich patrząc przez okno.
Fakt, że ich wzrok był skierowany w okno dał mi chwilę czasu do namysłu jak zacząć. Nie zauważyły mnie jeszcze. Miałem szanse się wycofać. Lecz co by mi to dało? Nabrałem powietrza zbierając się na odwagę. Nie było to łatwe. Nie wiedziałem jak zareagują. Wychyliłem tylko swą twarz i część klatki piersiowej zza framugi. Nadal patrzyły w okno paląc papierosy.
- Przepraszam panie, nie widziałyście może gdzieś plecaka i ubrań? – zdobyłem się na odwagę i zapytałem.
Momentalnie przerzuciły wzrok w moim kierunku. Nie wystraszyłem ich. Stały spokojnie patrząc na mnie.
- Co? – zapytała szatynka.
- Pytałem czy nie rzuciły się w oczy paniom moje ubrania – ponownie zapytałem.
Najstarsza z nich wyciągnęła przed siebie rękę trzymającą między palcami papierosa.
- Chcesz nam powiedzieć, że nie masz ubrań, żadnych ubrań? – zapytała uśmiechając się lekko.
- On chyba jest całkiem nagi, dlatego tylko tak się wychylił – z niesmakiem na twarzy stwierdziła blondyna.
Szatynka uśmiechnęła się tylko patrząc w moim kierunku. Czułem się jak palant. Co gorsza nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. Dla tej trójki kobiet ta sytuacja była zabawna. Dla mnie jednak nie. Wszystkie trzy miały na sobie jednakowe sukienki-fartuszki z rękawem do łokcia. Na nie nałożone były robocze fartuszki wiązane na zatrzask w pasie. Różnica w ubiorze polegała na kolorze rajstop i fasonie butów. Czekając na odpowiedź mogłem się dokładniej przyjrzeć elementom ich stroju. Najstarsza miała cieliste cienkie rajstopy i czarne buty na niedużym obcasie z wstawkami białego zapięcia i oblamówki buta. Rajstopy w identycznym kolorze posiadała szatynka, lecz jej buty też na delikatnym obcasie miały bliżej nieokreślony brązowawy kolor. Ostatnie z nich nosiła czarne grubsze rajstopy i równie czarne buty na obcasie.
- Nie widziały panie – po raz kolejny ponowiłem pytanie.
- Może tak, a może nie – odpowiedziała najstarsza robić głupią minę.
Zaciągnęła się papierosem i wypuściła dym ustami. Blondyna patrzyła na mnie pożałowanie godnym wzrokiem a ostatnia z kobiet nadal uśmiechała się jak wcześniej. Najspokojniej na świecie paliły sobie papierosy a ja uzyskałem nic nie znaczącą odpowiedź.
- Niechże panie mi wreszcie powiedzą, proszę – postanowiłem wziąć je na litość.
- Teraz to panie a wcześniej to stare pi..dy – usłyszałem w odpowiedzi od blondynki.
Najwyraźniej musiały słyszeć to, co gadali moi koledzy. Wszak darli się dość głośno. Poczułem, że teraz one bawią się ze mną w kotka i myszkę. Najwidoczniej musiały coś wiedzieć na temat moich ubrań. Nie pozostawało nic innego jak grzecznie poprosić.
- To nie ja powiedziałem, to tamci – odparłem zgodnie z prawdą.
- Aha, na pewno- odparła najstarsza z nich z uśmieszkiem na ustach.
Nie wierzyła mi. Mówiłem prawdę. W procederze wyzwisk i nieporządku nie brałem przecież udziału.
- Przysięgam to nie ja – dodałem.
- Nie kłam gówniarzu – zgasiła mnie blondynka.
Sytuacja stawała się nieprzyjemna. Miałem odpowiadać jeszcze za uczynki moich koleżków.
- Proszę, powiedzcie gdzie one są, ja naprawdę nie mam nic wspólnego z tym wszystkim – uderzyłem w proszącą nutę.
- A więc, Ty też zrobiłeś ten bajzel w szatni – usłyszałem w odpowiedzi od starej.
Zamiast polepszyć swą sytuację jeszcze ją pogorszyłem. Teraz już nie byłem taki pewien, że to chłopaki schowali moje ciuchy. Równie dobrze mogła to być zemsta tych sprzątaczek.
- Nie to oni – zaprzeczyłem stanowczo na to stwierdzenie.
Wszystkie pokiwały głową na znak dezaprobaty. Czułem jak coraz bardziej się pogrążam. Zamiast lepiej stawało się coraz gorzej. Nie za bardzo wiedziałem, co teraz począć. Plan był całkiem inny.
- Ja przepraszam za kolegów – ciągnąłem dalej w proszącą nutkę.
- A wsadź sobie te przeprosiny w dupę – usłyszałem od blondyny.
Stałem na wpół wychylony za tymi drzwiami i nic do tej pory nie zyskałem. Po drugiej stronie korytarza był rząd okien i obawiałem się, że ktoś obcy może mnie przez nie zobaczyć. Musiałem działać szybko. Dotychczasowa wymiana zdań nic mi nie przyniosła.
- Ja pomogę paniom, posprzątam, tylko proszę dajcie mi ubrania – zadeklarowałem.
Parsknęły śmiechem. To mnie zdeprymowało. Nie za bardzo wiedziałem, co teraz powiedzieć.
- Słuchaj chłopczyku, za to, co tam zrobiliście nie wystarczy pomachać tylko miotłą parę razy – odparła blondynka.
- I tak już prawie wszystko posprzątałyśmy – odezwała się szatynka przerywając koleżance.
- No to, co ja mam zrobić żebyście oddały mi moje rzeczy? – zapytałem całkowicie już skołowany.
- Musisz ponieść karę – sucho odparła stara.
Stwierdzenie to spadło na mnie z ogromną siłą. Miałem ponieść karę za coś, czego nie zrobiłem.
- Ale to naprawdę nie ja, przysięgam – powtórzyłem zapewnienie swej niewinności po raz kolejny.
- Słuchaj, chcesz dostać swe łachy czy nie? – zapytała wprost blondynka.
Kiwnąłem głową na tak czekając, co usłyszę w odpowiedzi.
- To, choć tutaj a już my Ci wymierzymy odpowiednią karę – rzekła najstarsza i wszystkie wybuchnęły gromkim śmiechem.
- Tylko rączki wzdłuż ciała – dodała szatynka zanosząc się śmiechem.
Osłupiałem. Najwyraźniej chciały bym podszedł do nich nie zakrywając niczego. Nie spodziewałem się tego. Nie miałem zamiaru pokazywać swoich narządów trzem starym babom.
- To wykluczone, jak nie to nie, wracam do szatni i poczekam aż ktoś z domu przyniesie mi ubrania – odpowiedziałem.
Przestały się śmiać. Poważnie popatrzyły na mnie. Widać było, że moja odpowiedź jest im nie na rękę.
- Dobrze idź, nie ma sprawy, Elu pod ile paragrafów podpada? – stwierdziła najstarsza zwracając się do blondynki.
To zdanie mnie zatrzymało. Patrzyłem na nie, nie wiedząc, co powiedzieć.
- Ekshibicjonizm, zgorszenie w miejscu publicznym i jak się wszystkie dobrze postaramy to próba gwałtu – spokojnie odparła blondynka Ela.
Zamurowało mnie. Nie wiedziałem, o czym mówią.
- Przecież ja nic nie zrobiłem – wyrzuciłem z siebie.
- A kto Ci uwierzy? – zapytała szatynka.
- Jak wszystkie zgodnie stwierdzimy to pójdziesz kochaniutki siedzieć jak nic – z przekąsem stwierdziła starucha.
- A z pewnością nasze zeznania będą zgodne, zdążymy je ustalić do czasu przyjazdu policji – dołożyła
Mroczki stanęły mi przed oczyma. Wszystkiego się spodziewałem, ale nie tego. Szantaż, jaki uknuły był perfidny. Wizja podejrzanego o próbę gwałtu stanęła mi przed oczyma. Zmowa tych trzech wrednych bab i moje wyjaśnienia w momencie przyjazdu policji. Dobrze wiedziałem, że w takiej sytuacji będę na z góry przegranej pozycji. Mogły nagadać, co tylko chciały i było ich trzy a ja jeden. Moje słowo przeciwko nim. Marnie oceniałem swe szanse w tej sytuacji.
- No i co?- usłyszałem z ust Eli.
Wahałem się, lecz dobrze zdawałem sobie sprawę, że muszę szybko podjąć decyzję. Decyzję w ciemno, bo nie wiedziałem, jaką to karę dla mnie przygotowały. Na razie było jasne, że chcą mnie obejrzeć całkowicie nagusieńkiego. Wizja stanięcia przed takim gronem na golasa bez zakrywania swych narządów napawała mnie ogromnym wstydem.
- Naprawdę mają panie moje ubrania – zapytałem będąc gotowy poddać się ich poleceniu.
- Naprawdę – odparła szatynka uśmiechając się.
Wiedziały, że zmiękłem. Wizja odzyskania ciuchów przeważyła nad uczuciem wstydu. Byłem zdecydowany.
- No dobrze – wydukałem z siebie i nabrałem haust powietrza.
Czułem zawstydzenie. Żadnego podniecenia. Strach przed tym, co może mnie spotkać, jaką to karę mają w zanadrzu tłumił to. Ptaszek swobodnie zwisał ku dołowi.
- No to już, raz, dwa – usłyszałem od starej.
- I bez zakrywania, popatrzymy sobie, co tam masz między nogami – dodała Ela.
Zawstydzony, z głową skierowaną ku dołowi wysunąłem się zza framugi drzwi i opuściwszy ręce wzdłuż tułowia ruszyłem w ich kierunku zamykając je za sobą Nie chciałem patrzeć na ich twarze. Podświadomie czułem jak tryumfują. Ela wypuściła miotłę z rąk wkładając obie dłonie w będące na przedzie kieszenie niebieskiego fartuszka.
- Patrzcie na tego bidoka – powiedziała stara i wybuchnęła śmiechem.
Ławki w sali przesunięte były pod ścianę. Na stoliku, za którym siedzi nauczyciel stały jakieś środki czyszczące. Prawie pod ścianą na podłodze stały dwa wiadra z tego jedno do mopa.
- Co to za glistę masz tam? – oceniła mojego ptaszka szatynka i zwróciła swój wzrok na starą.
Wszystkie z wyjątkiem Elżbiety opierały swe obie dłonie o kije mopów. Powoli, całkowicie zrezygnowany i ogromnie zawstydzony zbliżałem się do kobiet.
- Patrz, już opierzony nasz kogucik – zauważyła stara.
Żartowały i śmiały się, co jeszcze bardziej mnie deprymowało. Czułem się podle. Podle i beznadziejnie. Te docinki były dla mnie nieprzyjemne. Zbliżałem się naprawdę powoli. Ich wzrok skierowany był na moje narządy. Choć nie patrzyłem na nie czułem to.
- Co to za odrobina – usłyszałem od szatynki.
Oceniały wielkość mojego przyrodzenia. Nie wypadało to dobrze, choć wcale mi na tym nie zależało. Potęgowało to jednak uczucie wstydu i zażenowania.
- Tym fiutkiem to by nawet wiewiórce nie dogodził – zakpiła stara
- Sam sobie nie dogodzi – dodała blondyna i wszystkie wybuchnęły gromkim śmiechem.
Najwyraźniej miały zamiar mnie ośmieszyć, doprowadzić do stanu psychicznego upodlenia. Były na jak najlepszej drodze. Poniżany i lżony zbliżałem się powoli do nich. Nie wiedziałem, na jaką odległość się zbliżyć. Minąłem pierwsze wiadro od mopa i z męczenniczą miną przystanąłem przed nimi. Wzrok cały czas utkwiony miałem gdzieś na przeciwległej ścianie. Kobiety zanosząc się ze śmiechu ze swoich drwin na mój temat patrzyły od czasu do czasu na mnie. Stanąłem czekając, co każą zrobić mi dalej. Miałem nadzieję, że wystarczająco mnie już poniżyły i że za chwilę dostanę swe ubrania.
- Przecież on ma go chyba tylko do sikania – kontynuowała festiwal drwin szatynka.
- I go szuka pod lupą – dodała starucha.
Znów wybuch ich śmiechu. Najbardziej głośno rechotała Ela. Stanąłem w lekkim rozkroku. Miałem już dość tych kpin. Przesadzały z oceną mojego ptaszka. Wcale nie był taki mały. Widziałem u chłopaków w moim wieku jeszcze mniejsze. Wydawało mi się, że jest przeciętnej długości.
- No pokaż główkę – usłyszałem polecenie z ust blondynki.
Podniosłem spuszczoną głowę nieco wyżej. Wzrokiem jednak dalej omijałem ich twarze. Ponownie zaśmiały się.
- Patrz, jaki głupi – oceniła stara.
- Nie ten łeb głupku, ten na dole – pokonując śmiech powiedziała Ela.
Zdębiałem. Najwyraźniej kazały mi zsunąć pokazać odkrytego żołędzia. Tego już było za wiele.
- Ale co panie.. – bąknąłem wyciągając nieco prawą rękę przed siebie.
Ich śmiech ustał. Patrzyły, co zrobię. Wzrok wszystkich kobiet utkwił poniżej mojego pasa.
- No, co jest, ściągaj napleta – usłyszałem od Eli.
- Pokaż to swoje oczko – zachichotała szatynka.
Wzrok starej stał się nad wyraz poważny.
- Słyszysz, zsuwaj skórę z fiuta – rozkazała.
- No, ale.. – próbowałem jakoś zaoponować.
- Zośka, a może mu nie schodzi – stwierdziła szatynka zwracając się do starej.
Napletek był całkowicie nasunięty na ptaszka i zwężony na końcu tworzył swoisty dzióbek.
- Nie, nie mówcie, że ma stulejkę – rzekła szatynka.
- To by się nam felerny okaz trafił – dodała Ela.
Zofia a była nią najstarsza z nich patrzyła w dalszym ciągu na mnie poważnie.
- Rób to, albo dzwonimy na policję – ostrzegła.
- No chyba, że Ci nie schodzi – dodała Ela.
Nie miałem stulejki. Jednak wykonanie takiej czynności na oczach tych kobiet było dla mnie bardzo krępujące. Poczułem jak moje policzki stają się gorące i czerwone z e wstydu. Palcami prawej dłoni ująłem ptaszka i bez słowa zacząłem delikatnie zsuwać napletek z penisa. Czułem się okropnie. Zsunąłem napletek odkrywając główkę ptaszka. Wszystkie jak najbardziej zadowolone patrzyły w to miejsce.
- No wyszło oczko – oceniła szatynka, której imienia do tej pory nie poznałem.
- Teraz wygląda to lepiej – dodała stara.
- Niech się mu łebek przewietrzy – zakończyła blondynka.
Znów rechotały jak żaby zanosząc się ze śmiechu. Upodlały mnie coraz bardziej.
- Stój tam – rozkazała Ela i schyliła się po lezącą na podłodze szczotkę.
Chwyciła ją w połowie prawą dłonią i kij jej skierowała w kierunku mojej klatki piersiowej.
- Sprawdzimy sprężystość ciałka – powiedziała a ja poczułem jak koniec kija dotyka mojej skóry powyżej prawego sutka.
- Toż to sama skóra i kość – oceniał mnie stara.
- Jeszcze nam się złamie – dodała szatynka i wszystkie wybuchnęły gromkim śmiechem.
Pchnięcie kijem było umiarkowanie mocne. Patrzyłem gdzie wędruje po moim ciele nie wiedząc, co począć. Drażniły mnie jak jakieś zwierzę w klatce. Zachęcona działaniem blondyny, teraz szatynka podniosła trzymany w dłoniach mop. Ujęła go w połowie i w momencie, gdy Ela wycofała swój oręż ta poczęła dotykać końcówką kija mojego lewego sutka.
- Podotykamy te ogromne suty – zakpiła.
- Dobrze Asiu, dobrze, może mu fiutek drgnie – dopingowała ją Zofia i obniżywszy nieco swe ciało skierowała wzrok na moje organy.
Trzecia z nich śmiejąc się również patrzyła w to miejsce. Bawiły się przednie. Przymknąłem oczy nie chcąc tego widzieć. Kij powędrował niże i po chwili poczułem jak jego powierzchnia uderza w mój lewy pośladek.
- O tu jest trochę mięśnia – zauważyła Joanna -szatynka i teraz znałem imiona ich wszystkich.
Kij odskoczył po uderzeniu od napiętego pośladka. Ta zabawa wybitnie je śmieszyła. Stałem z głupawą miną. Wolałem widzieć gdzie wędruje kij i być gotowy na jakąś obronną reakcję z swojej strony. Wzrok utkwiony miałem na szczotce dzierżonej w ręce Elżbiety. Obawiałem się ze ona też ponownie wkroczy do akcji. Tak się jednak nie stało. Rozochocona Joanna skierowała teraz końcówkę kija na moją klatkę piersiową w okolice mostka. Pchnęła mocno tak, że poczułem to na kościach.
- I co twardzielu, mocni to wy jesteście w grupie, co? – usłyszałem od starej
- A masz – z uśmiechem na twarzy powiedziała Joanna i poczułem kolejne pchnięcie kijem w te okolice.
Poddawałem się bez słowa sprzeciwu mając nadzieję, że to jest ta kara. Pragnąłem za wszelką cenę odzyskać ubrania i uciekać stąd gdzie pieprz rośnie. Ptaszek z odkrytą główką nadal swobodnie zwisał. Byłem zbyt wystraszony i spanikowany by mieć w tej chwili erekcję. Joanna opuściła kij od mopa.
- I co bohaterze z gołym fajfusem? - zapytała najstarsza z nich z nutką ironii w głosie.
- Miałyśmy popamiętać i co? – dodała blondynka butnie.
- Mogę dostać ubrania?- zapytałem i opuściłem wzrok na podłogę.
Zaśmiały się wszystkie trzy.
- Nie tak szybko mój kochany – usłyszałem w odpowiedzi od Zofii.
Zdałem sobie sprawę, że to jeszcze nie koniec moich upokorzeń. Z niewyraźną miną czekałem, co poczną dalej.
- Dawaj Aśka, bo mu chyba bidok zgrubiał- dała przyzwolenie do dalszego działania stara nie spuszczając wzroku z mego ptaszka.
Najwyraźniej jej się zdawało, gdyż mój penis dalej swobodnie zwisał mając rozmiary jak poprzednio. Może rzeczywiście stał się troszkę grubszy, lecz był to wzrost prawie niezauważalny. Joanna wyrzuciła przed siebie obie ręce uzbrojone w kij od mopa i końcówka jego dotknęła mojego boku na wysokości pępka.
- Dawaj Ela, weźmiemy go w dwa ognie – zachęciła koleżankę do działania.
Tej nie trzeba było powtarzać. Zrobiła delikatny wykrok i uzbrojona w szczotkę dokonała pchnięcia do przodu w okolice mojego brzucha. Kij od mopa Joanny powędrował w okolice mojego karku.
- Dobrze dziewczyny, niech ma za swoje – dopingowała je stara śmiejąc się do rozpuku.
Śmiały się wszystkie. Traktowały to jak świetną zabawę. Stałem jak kołek nic nie robiąc. Po paru pchnięciach i uderzeniach przestały. Bodźce te spowodowały, że mój ptaszek delikatnie urósł. Nie osiągnął pełnej erekcji, lecz gołym okiem widać było, że stał się większy. Nadal jednak zwisał ku dołowi. Nie mogły tego nie zauważyć.
- Patrzcie bidulek mu urósł – pierwsza skomentowała to Zofia.
- Ale chyba jeszcze mu daleko do ideału – dodała Joanna.
- A może mu nie staje? – zapytała Ela.
- Jak jeszcze podziałamy to na pewno mu urośnie – zakończyła wywody najstarsza z nich.
Wzrok wszystkich trzech utkwiony był na moim penisie. Miałem ogromny dyskomfort. Czułem, że rzeczywiście za jakiś czas osiągnie on wzwód a wtedy... Wolałem nawet nie myśleć, bo ostatnie stwierdzenie staruchy rozwiewało nadzieję ze to koniec mojej męki.
- A ja jednak zobaczę czy nie ma jakiegoś defektu – z niedowierzaniem stwierdziła blondyna i zbliżyła się do mnie.
Zażenowany czekałem, co zrobi. Kucnęła jakiś metr przede mną. Teraz dokładnie mogła przyjrzeć się mojemu penisowi.
- No i co? – zapytała ciekawsko Zofia opierając się obiema dłońmi o kij mopa.
Joanna z uśmieszkiem na twarzy stała obok niej również się przyglądając poczynaniom koleżanki.
- Przyjdźcie same i zobaczcie – odpowiedziała tamta nie przerywając obserwacji.
Obie zbliżyły się ciekawe. Szatynka pochyliła się będąc z boku i oparła swoje pośladki o ścianę. Zofia pochyliła się głęboko chcąc dostrzec anatomię mojego penisa.
- Lichutki ten fajfus – oceniła Ela.
- Ani gruby, ani długi, do czego go można używać – dodała Joanna opierając swą brodę o złożone na kiju od mopa dłonie.
Zofia ciekawskim, badawczym wzrokiem lustrowała penisa. Czułem się jak jakieś zwierzę wystawione na pokaz dla potencjalnych kupców.
- To, na przynętę na ryby – odparła Elżbieta wskazując palcem na mojego fallusa.
Jednocześnie podniosłą się z kucek.
- Ale chyba płotka by się tylko połakomiła- dodała i wszystkie ponownie wybuchnęły szyderczym, głośnym śmiechem.
- Dobre Elu, naprawdę dobre – oceniła koleżankę starucha.
- I to jakby miała umrzeć z głodu, przecież zwisa i się nie rusza – dodała Joanna.
Śmiały się z tego do rozpuku a ja czułem się coraz bardziej podle.
- Może glista Cię usłyszy, spróbuj z nim porozmawiać – zadrwiła Zofia.
Elżbieta pochylona wyszczerzyła zęby.
- No podnieść się no glizdeczko, daj znak, że żyjesz – powiedziała cicho. patrząc na ptaszka.
Kontynuowały swój festiwal drwin i kpin. Penis spoczywał spokojnie nie mając zamiaru się poruszyć. W głowie tłukło mi się jedno – jak najszybciej dostać łachy i zmykać stąd. Ta myśl przepędzała zarówno myśli jak i bodźce. Wystraszony tym, że zbliżyły się i nie wiedząc, co mają zamiar zrobić stłumiłem dostatecznie mocno w sobie podniecenie, które było niezbędne by penis osiągnął erekcję.
- Nic z tego, bidok mu się wystraszył – stwierdziła Zofia dalej śmiejąc się z swych stwierdzeń.
- A taki był bohater z nimi a teraz proszę, nawet mu fajfus nie staje – dodała Joanna patrząc na starą.
- Po co go nosi, chyba tylko do lania – zakończyła Elżbieta.
Śmiejąc się pochylone patrzyły to na penisa, to na siebie.
- Nie ma co patrzeć na tego żałosnego flaka już dłużej, przecież mu nawet nie drgnął – zadecydowała najstarsza z nich.
Podniosły się wszystkie i wyprostowały.
- Marsz do stołu – dodała wskazując będącą pod ścianę ławkę lekcyjną.
Ruszyłem bez słowa.
- Może z tyłu jest bardziej ciekawy – dorzuciła Joanna, gdy kierowałem swe kroki w wskazane miejsce.
Było jasne, że nie zakończyły jeszcze swych oględzin. Odwrócony bokiem słyszałem śmiech starej. Stanąłem przed ławką. Byłem teraz tyłem odwrócony do nich. Przynajmniej nie widziałem tych złośliwych, pełnych drwin uśmieszków.
- No dupka wygląda całkiem przyzwoicie – oceniał mój zadek Zofia.
- W przeciwieństwie do fajfusa – nie omieszkała dodać Elżbieta będąca najbliżej mnie.
- Pochyl się– usłyszałem polecenie od niej.
Oparłem obie dłonie o blat ławki i pochyliłem się do przodu delikatnie. Wzrok wbiłem w blat stołu. Słyszałem ich śmiechy za swoimi plecami.
- Rozszerz dupę – padło kolejne polecenie.
- Ale... – wyrzuciłem z siebie.
- No szybko, pokazuj kakałko – przerwała mi stara.
Rozszerzyłem nogi i wygiąłem się jeszcze bardziej.
- Rozsuń łapą dupsko, chcemy zobaczyć kakaowe oczko – kolejne polecenie padło z ust Elżbiety.
Lewą dłonią chwyciłem skórę pośladka i odciągnąłem ją na zewnątrz. W ten sposób odsłoniłem swój odbyt na ich widok.
- Ale wąziutka – oceniła Elżbieta.
- Pewnie dziewicza – z przekąsem dodała Joanna.
- Szerzej,szerzej. dziewiczko – ryknęła stara i wszystkie wybuchły głośnym śmiechem.
Rozszerzyłem otwór odbytu najszerzej jak tylko mogłem. Nie bardzo wiedziałem, co takiego ciekawego można tam oglądać.
- Oooo, dobrze – usłyszałem głos Joanny.
Ich śmiech niósł się po całej klasie. Poczułem jak plastikowa końcówka kija dotyka lewego pośladka tuż przy okolicy odbytu. Zwolniłem palce zasłaniając otwór odbytnicy. Zabawa stawała się coraz bardziej niebezpieczna.
- No pokaż kakao, jakie jest szerokie – kontynuowała starucha i to ona najprawdopodobniej operowała kijem w okolicy odbytu.
- Świeżutka, nie ruszana – dodała Elżbieta.
Ponownie wybuchnęły gromkim śmiechem. Stara natarła kijem mocno naciskając na skórę pośladków.
- Twarde, jędrne dupsko – oceniła.
- Nic tylko lać je – dodała Joanna.
Dopóki dotykała kijem tylko pośladka nie reagowałem. Obawiałem się jednak, że tak rozochocone mogą posunąć się dalej, a na to nie mogłem pozwolić. Poczułem jak kijek mocno naciera na mięśnie lewego pośladka jakby badając jego sprężystość. Nie wiem, co je tak bawiło, lecz śmiały się cały czas. Po chwili poczułem jak ta sama czynność powtarzana jest na prawym pośladku tuż obok będącej tam mojej dłoni. Pchnięcie nie było mocne. Takie badawcze. Posłusznie nadal tkwiłem odwrócony do nich tyłem.
- A może go tam rozdziewiczymy? – usłyszałem z ust Zofii.
Przeraziłem się nie na żarty. Na dodatek kij od mopa począł wędrować w kierunku otworu odbytu. Nie mogłem na to pozwolić. Tego było już za wiele.
- Mop rozdziewiczacz – stwierdziła Joanna i ponownie wybuchły tym szyderczym przeraźliwym śmiechem
Obróciłem się gwałtownie przez lewę ramię czując, że końcówka mopa ociera się już delikatnie o otwór w moim zadku. Ela pochylona i oparta o szczotkę śmiała się jak nienormalna. Stara roześmiana miała zamiar kontynuowania rozpoczętej już czynności podgrzewana do działania przez równie roześmianą Joannę.
- Nie, proszę przestać – zaprotestowałem głośno.
Zadziałało. Kij od szczotki odsunął się od mojej odbytnicy. Poczułem ulgę.
- Kij za duży na tę wąską szparkę, ale przecież straszył nas, że wsadzi nam tego bidoka w dupę – usłyszałem stwierdzenie Eli i poczułem jak zbliża się do mnie.
- No tak, odgrażali się, że ch..j nam w dupę – przypomniała stwierdzenie chłopaków Joanna.
- To chyba ma w tym doświadczenie – dodała stara.
- Takiego bidoka to bym nawet nie poczuła- stwierdziła Joanna.
Ta wymiana zdań nie prowadziła do niczego dobrego. Odgrywały się na mnie za stwierdzenia moich koleżków. Poczułem dłoń Elżbiety na swoich pośladkach. Najwyraźniej chciała coś zrobić lecz nie wiedziałem co. Zamarłem w bezruchu.
- To za tego ch..ja w dupę, a może Ty to lubisz? – syknęła i poczułem jak jej palec wsuwa się do mojego odbytu.
Zacisnąłem usta z bólu. Palec coraz głębiej wsuwał się do mojego odbytu. Słyszałem śmiech wszystkich trzech. Jęknąłem z bólu. Jeszcze nikt nigdy nie wsadzał mi palca do odbytu.
- Auuu – wydałem z siebie jęk bólu.
- Widzisz, jakie to przyjemne, a chciałeś to zaserwować nam – dodała dobitnie i poruszała palcem wewnątrz odbytu.
- Przestań – jęknąłem ponownie czując dyskomfort i ból.
Wyciągnęła palec penetrujący odbytnicę. Przyjąłem to z ulgą. Blondyna cofnęła się z powrotem na poprzednie miejsce.
- Ale mu palcóweczkę strzeliłaś Elka – oceniła Joanna.
- Ciaśniejszy tam niż cipka dziewicy – oceniła najwyraźniej zadowolona z swego działania Ela.
- Elka pogromczyni wąskich rowalków – wybuchnęła śmiechem po tym stwierdzeniu stara.
Znów śmiały się tym swoim przeraźliwym dla mnie śmiechem. Praktycznie to do tej pory rzadko przestawały się śmiać. Miały powód, a byłem nim ja. Poddawałem się tym upokarzającym mnie czynnościom tylko z jednego powodu. Pragnąłem odzyskać ubrania, a tylko one wiedziały gdzie one są.
 - No szerzej, szerzej, pokaż jak wygląda rozdziewiczony rowalek – poleciła mi stara.
Zrobiłem to, co kazała. Czułem ich wzrok na swoich pośladkach. Zanosiły się śmiechem w najlepsze. Chwilowo nic nie robiły i to było pocieszające dla mnie. Miałem nadzieję, że pomysły na dręczenie mnie mają się ku końcowi i za chwilę otrzymam upragnione ubrania. Ustał ich śmiech i czekałem, co zrobią dalej. Przysunęły się wszystkie nieco bliżej mnie.
- Popatrzcie jak mu to otorbienie zwisa – ciszę przerwała stara wskazując palcem na moją mosznę.
Tkwiłem dalej dłonią rozszerzając pośladek tak by lepiej widziały odbyt.
- No i jak Ci tam gieroju? – zapytała Zofia.
- Dajcie mi już proszę moje ubrania – ponowiłem prośbę.
- Nie tak szybko słodziutki – usłyszałem w odpowiedzi.
Nadzieja, że zakończyły swe niecne czyny prysła jak bańka mydlana. Maiły najwidoczniej jeszcze jakieś plany w stosunku do mojej osoby. Najgorsze było to, że pozwalały sobie na coraz bardziej wymyślne formy poniżenia mnie a ja chcąc nie chcąc musiałem się im poddawać. Przez myśl przeszło czy aby nie uciec, lecz wizja wezwania policji i ich zeznań przerażała mnie powodując bezsilność i wolę pozostania tutaj i bycia poddanym.
- Dobra, koniec tych analnych widoków, stawaj tam twarzą do nas – usłyszałem od Zofii będącej niewątpliwie liderką wszystkich trzech kobiet.
Ruszyłem we wskazane przez nią miejsce. Teraz przynajmniej miałem stać twarzą do nich, co było o tyle dobre, że mogłem widzieć ich ruchy i w razie, czego zaoponować.
- Co teraz? – zapytała Joanna.
- Niech trochę ochłonie i doprowadzi się do porządku – dość skąpo odparła Zofia.
Dreptałem powoli w wskazane miejsce z miną pokutnika. Nie wiedziałem po tym stwierdzeniu, co jeszcze mnie czeka i to nieco przerażało. Stanąłem parę metrów od poprzedniego miejsca, tyłem do ściany, pod którą ułożone były ławki. Oczekiwałem, co wymyślą jeszcze mając teraz ich ruchy na widoku. Ela patrzyła na mojego penisa mając obie dłonie wsunięte w kieszenie fartuszka. Starucha pochyliła się podnosząc z ziemi zielonkawą szmatkę, którą wcześniej ścierała z pewnością kurze. Nie podnosząc się wsadziła ją do wnętrza wiadra na mopa i namoczyła w będącej tam wodzie. Patrzyłem na to wszystko nie wiedząc, co ma zamiar uczynić. Robiła to bez słowa. Po chwili podniosła się z tej pozycji i wyprostowała. Trzymaną w prawej dłoni zwiniętą i nieco wyciśniętą szmatkę podniosła na wysokość swojej twarzy mając zgięty łokieć. Stałem centralnie przed nią w lekkim rozkroku. Pozostałe z kobiet patrzyły, co wydarzy się dalej. Bez słowa wzięła zamach dłonią uzbrojoną w szmatkę i cisnęła nią w moim kierunku. Zawiniątko poszybowało w moją stronę wypuszczone z jej dłoni. Nie miałem zamiaru je łapać. Biernie patrzyłem jak zielony kawałek materiału leci w moją stronę. Trafił mnie centralnie w okolice piersi. Poczułem jak mokry materiał chwilowo przylepia się do mojego ciała. Zofia z poważną miną śledziła jego lot. Plask uderzanego o ciało zawiniątka przeszył ciszę, jaka panowała teraz w pomieszczeniu. Odbity od ciała materiał upadł na ziemię.
- Podnieść – rozkazała stara wskazując na leżący na ziemi przedmiot.
Śledziłem jego upadek i zacząłem pochylać się by go podnieść. Podobnie jak pozostałe kobiety nie wiedziałem, co ta starucha ma zamiar robić dalej. Pochyliłem się i prawą dłonią chwyciłem zawiniątko. Wszystkie trzy patrzyły na moje ruchy.
- No czas się odświeżyć koguciku – stwierdziła stara.
Nie za bardzo wiedziałem, o co jej chodzi. O jaki sposób odświeżenia. Powoli wyprostowałem się czekając, co powie dalej. W dłoni trzymałem szmatkę.
- No wycieraj brzuszek – rozkazała.
- Zobaczysz jak to przyjemnie odświeżać się tym, co zrobiliście w szatni – dodała z uśmieszkiem Joanna.
Począłem pocierać zawiniątkiem skórę powyżej owłosienia łonowego. Z przerażeniem w oczach patrzyłem na nie. One najwyraźniej zadowolone z mojego poddaństwa czuły się świetnie mając takiego niewolnika.
- I co, przyjemna miksturka? – z drwiną w oczach zapytała Joanna.
Myśl, że częściowo wewnątrz tego wiadra prócz środków czyszczących znajduje się mocz oddany przez Roberta nie należała do najprzyjemniejszych. Jak tylko mogłem najdelikatniej dotykałem materiałem szmatki swej skóry.
- Teraz wyżej, wytrzyj sobie te ogromne suty – poinstruowała mnie stara.
Roześmiały się wszystkie a ja bez słowa podniosłem szmatkę wyżej wycierając teraz sobie okolice, w które wyrzucona z dłoni Zofii uderzyła w moje ciało. Tam już miała kontakt z skórą, więc było mi o wiele łatwiej tam się wycierać. Dalej nie wiedziałem jak ma to cel. Byłem jeszcze przed chwilą czysty i świeży a teraz wycierałem się szmatą umoczoną w nieczystościach z podłóg wymieszanych z wodą i środkiem czyszczącym. Nim zdążyłem zakończyć wycieranie okolic piersi stara wydała kolejne polecenie
- I fajfusa też - usłyszałem.
Patrząc w dół opuściłem dłoń z szmatką i począłem pocierać nią swój organ. Ptaszek był w dalszym ciągu normalnej wielkości i zwisał swobodnie w dół.
- Dokładniej, dokładniej – dorzuciła swoje trzy grosze Elżbieta.
Powoli i dokładni począłem wycierać swego penisa starając się nie dotykać jego główki. Patrzyły na to nie kryjąc zadowolenia z siebie.
- Chyba za sucha i nasz chłopczyk nie za bardzo może się tam odświeżyć –z przekąsem stwierdziła starucha.
- No to tu ma wiadro – odparła Joanna i swą prawą nogą pchnęła po ziemi białe wiadro w moim kierunku.
- Czas się podmyć – dodała Elżbieta nie kryjąc uśmiechu.
Byłem zaskoczony. Najwyraźniej chciały, bym podmył się tą brudną cieczą znajdującą się we wnętrzu wiadra. Patrzyłem w jego wnętrze z obrzydzeniem trzymając w opuszczonej wzdłuż ciała ręce wilgotną szmatkę.
- Ej, co to znaczy, wycieraj się - poleciła mi Joanna widząc, że zaprzestałem tej pseudo higienicznej czynności.
- No ruszaj się – dodała Elżbieta.
Powoli skierowałem się w stronę wiadra. Patrzyłem w dalszym ciągu w jego wnętrze.
- Tu, między suteczkami się wytrzyj boś tam brudny – kierowała moimi poczynaniami Joanna wskazując palcem miejsce gdzie mam się wycierać.
Stanąłem przy wiaderku nie podnosząc wzroku. Brudnawa, brązowawa ciecz wewnątrz wzbudzała u mnie obrzydzenie. Myśl, że za chwilę będę musiał się nią podmywać była straszna.
- No ruchy, bo wyschniesz – poganiała mnie stara.
- I woda będzie zimna – z drwiną dodała blondynka śmiejąc się.
Wycierając się w okolicach piersi nabrałem powietrza w usta przed kolejnym upodleniem.
- No już stawaj okrakiem nad wiadrem – dopingowała mnie Stara.
- A może nie wiesz jak to się robi, to czas najwyższy się nauczyć – dodała Ela szczerząc zęby w uśmiechu.
Nie przerywając wycierania swych górnych partii ciała stanąłem okrakiem nad wiaderkiem. Ugiąłem się lekko w kolanach cały czas patrząc we wnętrze wiadra. Wszystkie kobiety stały z tyłu bacznie się przyglądając moim poczynaniom. Ugiąłem kolana i będąc w rozkroku pozostałem w niezbyt wygodnej pozycji okalając swymi nogami wiadro. Krocze spoczywało jakieś pół metra nad wiadrem. Dłoń, która trzymała szmatkę przesunęła się teraz na brzuch. Poczułem jak wszystkie pochylają się z tyłu nade mną ciekawe jak będę to wykonywał. Było to wybitnie poniżające i nieprzyjemne. Pragnąłem tę czynność odwlec jak najdłużej.
- No jak tam? – zapytała stara łapiąc się pod boki.
- Na co czekasz, działaj – pośpieszyła mnie Joanna stojąca pod ścianą w lekkim pochyleniu.
- No nie wstydź się - usłyszałem złośliwie od Eli.
Z wzrokiem utkwionym w podłodze wycierałem swój brzuch.
- Wycieraj bidoka i jajka – rozkazała Stara wychylając mi się zza ramienia by lepiej widzieć moje czynności.
- I zmocz tę szmatę – dodała Joanna widząc najlepiej z nich wszystkich.
Z wstrętem delikatnie namoczyłem szmatkę w tej brei i wycisnąłem. Powoli zacząłem wycierać swego penisa i mosznę.
- Nie zapomnij o dupci, bo ci się chyba zagotowała od moich pieszczot – z przekąsem stwierdziła Ela pochylając się jeszcze bardziej.
Była po mojej lewej stronie. Po prawej tkwiła Joanna a z tyłu pozycję zajmowała Zofia. Odwróciłem twarz w kierunku Elżbiety. Widać było, że miała niezły ubaw. Zamoczyłem szmatkę i wyciągnąłem ją wyciśniętą na zewnątrz. Tłumiąc złość patrzyłem na jej oblicze.
- Tak, podmyj się dokładnie, higiena jest najważniejsza – z przekąsem dodała Joanna, na którą teraz przerzuciłem swój wzrok.
Elżbieta podniosła się z przykucu dalej nie przestając się śmiać. Kątem oka dojrzałem też uśmieszek na twarzy Zofii. Teraz te obie młodsze przejęły inicjatywę w poniżaniu mnie. Ona stała z tyłu dając im wolną rękę.
- No już bierz się do roboty – przerwała moją chwilową bezczynność Elżbieta położywszy swą dłoń na mojej głowie.
Pchnięta jej dłonią głową przesunęła się do przodu powodując, że musiałem się nieco obniżyć na ugiętych nogach. Powróciłem do wycierania okolic swojego odbytu, moszny i penisa. Za plecami poczułem kroki Zofii. Najwyraźniej przemieszczała się w kierunku okna, przy którym wcześniej wszystkie paliły papierosy. Nie widziałem, co robi, lecz histeryczny śmiech obu pozostałych kobiet nie wróżył niczego dobrego. Po chwili bierności stara wracała do akcji z jakimś nowym pomysłem. Usłyszałem jak zapalniczką odpala papierosa. Ciało przeszył strach. Miałem nadzieję, że nie będzie mnie przypalać żywcem. Jeżeli miała to zamiar zrobić to postanowiłem działać dość ostro by jej na to nie pozwolić. Takie posunięcie było niedopuszczalne. Poczułem dym papierosowy. Miałem nadzieję, że tylko i wyłącznie głód tytoniowy spowodował to, że odpaliła papierosa. Po chwili usłyszałem, że zbliża się w moim kierunku. Nie przerywając podmywania się napiąłem mięśnie karku gotowy odskoczyć, gdy poczuję żar w okolicach mojego ciała. Minęła wyprostowaną już Joannę tak, że mogłem nieco zauważyć, co może zdziałać. Szła do przodu trzymając w prawej dłoni plastikowy kubek wypełniony na dnie najprawdopodobniej kawą i odpalonego papierosa w drugiej dłoni. Ku uciesze pozostałych kobiet strzepywała popiół z papierosa do wnętrza kubka. Podobnie jak czynność podmywania ta była dla mnie zagadką. Stojąc po mojej prawej stronie, tuż za mną wykonała ruch ręką strzepując popiół tuż przy mojej stopie. Zarówno Joanna jak i Ela kontynuowały bezsensowny dla mnie śmiech. Być może wiedziały, co ma zamiar zrobić. Ja natomiast dalej tkwiłem w niewiedzy. Stara pochyliła się jeszcze bardziej tak, że teraz mogłem kątem oka dokładnie widzieć, co robi. Przy histerycznym wybuchu śmiechu ze strony dwóch pozostałych towarzyszek przechyliła kubek z pozostałością kawy zmieszanej z tytoniowym popiołem i wylała go jakiś metr od wiadra.
- Zobaczysz jak to przyjemnie sprzątać taki bajzel – dodała zadowolona z swego dzieła.
- I docenisz naszą pracę – dodała Joanna nie przerywając śmiechu.
Nie patrzyłem na nią mając wzrok skierowany na podłogę. Zobaczyłem tylko jak wypuszczony z jej dłoni papieros ląduje w plamie, jaka utworzyła się na podłodze.
- Poczujesz, co to ciężka praca – dodała patrząc na swe dzieło.
Przeszła pod ścianą i teraz stanęła pod nią patrząc jak się podmywam. Pozostałe kobiety tkwiły na swoich miejscach. Rozrzuciła obie ręce na boki, trzymając w prawej pusty kubek.
- No kończ już te mizianie, bo czeka Cię robota – ponagliła.
Nie wiedząc, co ma na myśli wcale się nie spieszyłem. Z wzrokiem utkwionym w podłodze kontynuowałem to, co wcześniej mi kazały. Stara odsunęła się od ściany i nogą dosunęła peta tak, że znalazł się w centrum plamy.
- Przestań już go tak wycierać, bo zeszlifujesz go i całkiem nic z niego nie będzie – usłyszałem od pochylonej nade mną Elżbiety, która przyglądała się jak wycieram swojego penisa.
- I czym wtedy będziesz siusiał, bo chyba do tego go tylko używasz – dodała z drwiną w głosie Joanna.
Patrzyłem z przerażeniem, co czyni starucha. Operując nogami nałożyła sobie na wierzchnią cześć swego buta mokrego peta i wysunęła delikatnie tak upstrzoną stopę w moim kierunku z miną zapraszającą do dalszego działania. Skrzywiony z przerażenia oparłem swą lewą dłoń o górną krawędź wiadra patrząc z niedowierzaniem na ten widok.
- No, na co czekasz dawaj – usłyszałem zaproszenie od starej.
- Do nogi piesku - dorzuciła blondynka.
Wysunąłem ręce przed siebie i przesuwając ciało do przodu znalazłem się w pozycji na czworaka. Z wzrokiem utkwionym na jej bucie posuwałem się do przodu.
- Już dawaj do stopki – ponagliła moje ruchy Joanna.
- Liż stopy pani kundlu – rzuciła starucha.
Ze wstrętem pochyliłem swoją twarz dotykając ustami przedniej części jej buta. Będąc w takiej pozycji wypiąłem zadek pozostający teraz wyżej niż pozostałe części ciała.
– Dobrze wytresowany – z wybuchem śmiechu stwierdziła blondynka.
– Patrz jak kusząco wypina dupcię – dodała Joanna.
– Liż bucik dokładnie – rozkazała stara tryumfującym głosem.
Takiego upokorzenia jeszcze nigdy nie przeżyłem. Jak niewolnik lizałem jej but omijając będącego na nim peta. Nie miałem zamiaru nabawić się kłopotów żołądkowych. Robiłem to w asyście głośnego śmiechu wszystkich kobiet.
-Przestań – usłyszałem od starej.
Podniosłem wyżej twarz nie odwracając wzroku od jej obuwia. Podniosła stopę wyżej wyprostowując przy tym nogę. Z przerażeniem przyjąłem ten gest. Mógł znaczyć tylko jedno.
- Bierz to do pyska – powiedziała tak spokojnie jakby branie peta w usta było czymś normalnym na świecie.
Pozwalała sobie za dużo. Tej czynności zrobić nie mogłem i nie chciałem. Tego było już za wiele. Pozostając na czworakach podniosłem swą twarz do góry patrząc na Zofię.
- Nie,już dość tego – odparłem twardo.
Stara zmarszczyła brwi niezadowolona z mojej odpowiedzi.
- Patrz jak się stawia – zanosząc się ze śmiechu wtrąciła Joanna.
- Niegrzeczny piesek – dodała Elżbieta.
Czekałem na reakcję starej wpatrzony w jej oblicze. Było poważne i skupione. Po raz pierwszy postawiłem się nie wykonując tego, co rozkazała.
- Stawiasz się?- zapytała.
- Nie, nie mogę tego zrobić - odparłem sucho.
- Jeszcze Ci mało? – padło kolejne pytanie.
Śmiech pozostałych ustał. Patrzyły jak dalej potoczy się sprawa. Joanna podeszła do Zofii stając przy ścianie. Ta opuściła stopę na ziemię.
- Myślę, że już wystarczająco mnie poniżyłyście – odparłem na zadane pytanie.
- Tak, nawet nie wiesz jak się mylisz – wycedziła przez zęby stara.
- Elka bierz się za niego, najwidoczniej mu mało a plama na podłodze została – zwróciła się do blondynki nim zdołałem coś odpowiedzieć równocześnie wskazując palcem wskazującym prawej dłoni na mnie tkwiącego na czworaka.
- Już się robi – odparła Elżbieta podparta dłońmi o boki.
Pochyliła się i palcami chwyciła mnie za lewą małżowinę uszną. Mocno pociągnęła w swoim kierunku.
- Ałłł, boli – jęknąłem gdyż ciągnęła wyjątkowo mocno.
- Wyj, wyj, ma boleć – z dumą oznajmiła stara zadowolona z działania koleżanki.
Nie mogłem nic zrobić jak tylko poddać się jej. Pozostałe kobiety z zadowoleniem patrzyły na jej działanie. Ta obróciła mnie o 180 stopni tak, że teraz byłem ustawiony tyłem do pozostałych dwóch i ciągnęła za ucho w kierunku stojącego wiadra, w którym się wcześniej podmywałem. Człapałem na czworaka w tamtym kierunku nie mogąc nic uczynić. Ciągnęła tak mocno i tak szybko, że na jakiekolwiek działanie nie miałem czasu.  Twarz zbliżyła się do krawędzi wiadra.
- Nie -  wyrzuciłem z siebie zdając sobie sprawę, co za chwilę się stanie.
- A właśnie, że tak, zobaczysz, co to znaczy być żywym mopem – odparła przez zęby i jednocześnie zwolniła uchwyt z ucha.
Chciałem się wyrwać, lecz nim zdołałem poczułem jak chwyciła włosy będące z tyłu mojej głowy. Mocno pchała teraz mą twarz do wnętrza wiadra. Próbowałem stawiać opór, lecz ona stojąc i będąc pochylona nade mną miała większą siłę. Siłę, która wpychała mą głowę do wiadra. Poczułem jak włosy zanurzają się w tej brązowawej cieczy. Jedyne, co mogłem zrobić to nabrać powietrza. Nie wiedziałem, na jaką głębokość ma zamiar wepchnąć moją głowę. Wolałem zrobić to niż zachłysnąć się wodą. Na moje szczęście zwolniła chwyt, gdy tylko przednia cześć moich włosów zanurzyła się w tej brei. Momentalnie podniosłem głowę ku górze. Z włosów kapały krople.
- Dawaj do roboty – syknęła i ponownie chwyciła mnie za włosy.
- Tak, posprzątaj naszym mopkiem ta, co się rozlało – dopingowała ją stara.
Ciągnęła mnie w kierunku plamy. Nie było to daleko. Mając wzrok utkwiony w podłodze widziałem ze zbliżam się do tego miejsca. Gdy je osiągnęliśmy mocno nacisnęła mą głowę ku dołowi. Pochylając się pchała ją z całej siły w dół. Podobnie jak wcześniej nie miałem szans przeciwstawić się tej sile. Była za duża. Zmoczone włosy dotknęły podłogi w miejscu gdzie tkwiła plama. Zdołałem tylko podciągnąć brodę w kierunki klatki piersiowej by nie szorować nosem po ziemi.
- Tak, wytrzyj dokładnie - pouczała Joanna.
- Ma być czyściuteńko, niech pozna osobiście jak to przyjemnie, gdy trzeba sprzątać taki chlew jak nam zostawili – dodała Zofia.
Elżbieta zachęcana przez koleżanki bardzo wczuła się w swą rolę. Operowała moją głową w prawo i lewo, wszerz i wzdłuż plamy dociskając ją mocno do podłogi.
- Już my Ci wybijemy z głowy takie pomysły – mówiła ciągnąc mnie za włosy.
- Popamiętasz Ty nas dobrze – dodała stara.
- Na długi czas – swoje dorzuciła Joanna.
Ponownie ciągnęła mnie w kierunku wiadra. Powtórzyła manewr zamaczania po raz drugi. Stara w tym czasie przemieściła się do stolika będącego bliżej okna, na którym stały środki czystości. Podparła się pod boki i z poważną miną patrzyła na poczynania Elżbiety.
- Dawaj go tutaj – powiedziała.
- Wstawaj – usłyszałem od Eli i poczułem jak chwyta mnie ponownie za ucho i ciągnie ku górze.
Pośpiesznie podnosiłem się z czworaków. Prowadzony za ucho przez blondynkę wstałem i teraz zbliżałem się do stolika, na którym stał jakiś środek w sprayu i nakryty białą ściereczką drugi środek najprawdopodobniej w płynie. Stara w skupieniu przyglądała się jak zbliżam się do tego miejsca. Doprowadzony do stołu bez słowa chwyciłem za ściereczkę i środek czyszczący przewidując, że z pewnością będę musiał coś teraz nim wyczyścić. Stałem przed stołem na lekko ugiętych nogach palcami prawej dłoni trzymając opakowanie środka i biały skrawek materiału.
- Odłóż to, nikt nie kazał Ci tego brać – ryknęła stara podparta pod boki.
- Dawaj to – syknęła Elżbieta i swą dłoń przesunęła do mojej trzymającej środek by mi go wyrwać.
Całkowicie zdębiałem nie wiedząc, co mają zamiar dalej ze mną zrobić. Przez głowę przeszła iskierka nadziei, że może to już wreszcie finał tych upokorzeń. Zwolniłem dłoń z trzymania środka tak, że wypadł na stół leżąc teraz centralnie przede mną.
- Zostaw to i nie ruszaj się stąd, stój tak jak stoisz – usłyszałem z ust Eli a jej palec wskazujący wskazywał na leżącą szmatkę i środek czyszczący.
Kątem oka zauważyłem, że Joanna także zbliżyła się do stołu stając po mojej prawej stronie. Joanna wyciągnęła przed siebie swoją prawą dłoń sięgając nie wiadomo po stojący na stole środek czyszczący w sprayu. Nie za bardzo wiedziałem, w jakim celu to robi. Zarówno blondyna jak i starucha stały spokojnie patrząc na mojego ptaszka. Elżbieta uśmiechała się delikatnie. Szatynka ujęła w swą dłoń spray i już chciała go zabrać ze stołu, gdy nagle uśmiechnęła się sama do siebie i sprawnym ruchem dłoni przyłożyła go do mojego ciała na wysokości mojego owłosienia łonowego dotykając dnem tej rzeczy mojego ciała.
- Patrzcie, oto skala porównawcza – oznajmiła z dumą
Elżbieta wybuchnęła gromkim śmiechem. Stara patrzyła na to wszystko a w kącikach ust dał się zauważyć lekki grymas uśmieszku. Porównanie dużego pojemnika z środkiem czyszczącym z moim penisem nie wypadało najlepiej.
- I tak drobinka, choć nieco mu urósł – powiedziała Elżbieta poprzez wybuch śmiechu.
Ptaszek rzeczywiście nieco urósł, lecz w dalszym ciągu nie były to jego pełne erekcyjne wymiary. Zwisał ku dołowi z częściowo odkrytym żołędziem.
- Chyba nasz koleżka ma jakiś problem z swoim fiutkiem – odpowiedziała Joanna trzymając w dalszym ciągu spray przy moim ciele.
- Może trzeba mu pomóc? – odparła stara i teraz ponownie razem z blondyną wybuchnęły śmiechem.
Odłożyła pojemnik na stół nieco dalej niż stał przedtem. Stara trzymając się pod boki patrzyła to na moją twarz to na penisa. Czułem ten wzrok i czułem również, że mój ptaszek nieco się obudził z tego letargu spowodowanego strachem.
- No z pewnością bez naszej pomocy to tu się nie obejdzie – stwierdziła po chwili.
Słowa te podziałały na mnie jak brzytwa. Podejrzewałem, że to jeszcze nie koniec mojej katorgi. Najgorsze w tym było to, że posuwały się w swoim działaniu coraz bardziej śmiało a ja nie reagowałem z wyjątkiem tego jednego razu. Dwie młodsze z zaciekawieniem spojrzały na seniorkę.
- No cóż moje kochane, trzeba wydoić naszego byczka. Zobaczymy czy to już prawdziwy buhaj czy tylko na takiego wygląda – odpowiedziała ku mojemu przerażeniu.
Sama podparta o boki uśmiechała się tryumfująco.
- Nie, co to, to nie – odpowiedziałem
- Wolisz po tym wszystkim, aby przyjechała tu policja? – zapytała Elżbieta.
- A może wolisz policjantki, chętnie poprosimy by dołączyły do nas kolejne panie, może się zgodzą – z ironią dodała Joanna.
- Myślę, że to już wystarczy, że już dość, że odpokutowałem – próbowałem coś działać.
- A ja myślę, że już prawie jesteś w finale i po tym już nic gorszego Cię nie spotka – odpowiedziała stara uśmiechając się.
- Wiec jak? – zapytała Joanna.
- Co się pytasz, bierz się za dojenie – odparła stara nie dając mi czasu na odpowiedź.
Penis czując, że za chwilę znajdzie się w dłoniach którejś z nich począł podnosić się do góry.
- Aśka, przecież ten bidok sam się prosi, zobacz – dodała Ela widząc mój rosnący organ.
- No właśnie, do roboty – zakończyła rozmowę stara.
Zachęcona przez koleżanki szatynka wyciągnęła swą prawą dłoń w kierunku ptaszka formując ją tak by go sprawnie uchwycić. Patrzyłem biernie na jej działanie. Nie zdobyłem się na żadną próbę oporu. Poczułem jak dłonią obejmuje mojego penisa. Bodziec był przyjemny. Teraz ptaszek począł rosnąć opleciony jej dłonią. Fachowo i sprawnie ujęła go nią tak, że praktycznie cały zniknął we wnętrzu jej dłoni. Wzrok Joanny powędrował w miejsce działania jej dłoni. Stara z zadowoleniem na twarzy patrzyłem na moje oblicze. Elżbieta zaś śledziła działania Joanny. Poczęła ruszać dłonią na penisie, co spowodowało u mnie dodatkowy bodziec. Stałem w bezruchu pozwalając jej na tę czynność. W przeciwieństwie do poprzednich ta miała znamiona przyjemnej, lecz jakże wstydliwej i głęboko wchodzącej w moją intymność. Sprawnie zsuwała napletek z penisa i nasuwała go z powrotem. Najwidoczniej była zadowolona z czynności, jaką robi gdyż delikatny uśmieszek nie schodził z jej twarzy.
- No Elka, co tak się tylko patrzysz, bidulek już urósł i prosi się by go wziąć na dwa baty – zachęciła koleżankę starucha.
Ela spoważniała i bez słowa wyciągnęła w kierunku sterczącego i drażnionego przez Joannę ptaszka swą lewą dłoń. Poczułem jak jej wskazujący palec dotyka odsłoniętego żołędzia.
- Daj, obie – powiedziała do koleżanki.
Palce ich dłoni skrzyżowały się na dole penisa i teraz obie sprawnie i jednocześnie poruszały swymi dłońmi na moim ptaszku. Czułem, że długo tak nie wytrzymam. Stara zadowolona, że wszystkie będące w pomieszczeniu osoby z taką łatwością podporządkowują się jej poleceniom z ironicznym uśmieszkiem patrzyła na mnie powodując u mnie jeszcze większe poczucie wstydu. To jednak nie hamowało bodźców, jakie przekazywały drażniąc mojego penisa dłonie pozostałych kobiet.
- Ale mu się ślizga ta skórka, jak na lodowisku – stwierdziła blondyna patrząc na odkrytego żołędzia.
- Podjarał się świntuch – dodała Joanna.
Ruchy ich dłoni były mocne ściągając skórkę praktycznie do granic możliwości i po chwili naciągając ją praktycznie całkowicie na główkę. Były to wyjątkowo silne bodźce, jakich jeszcze nigdy nie przeżyłem, ponieważ gdy robiłem to sam z sobą byłem nieco delikatniejszy przy ściąganiu napletka. Robiły to na dodatek szybko i rytmicznie. Mieszały się we mnie uczucia wstydu, upokorzenia i przyjemności. Czułem, że jest to dla mnie żenujące, ale zarazem odczuwałem też przyjemność. Przyjemność, która z każdą chwilą narastała patrząc w dół na to, co robią widziałem tylko migającą czerwonawą główkę żołędzia. Czułem jak fala przyjemności zaczyna kumulować się gdzieś tam w dole brzucha. Przymknąłem oczy mając cały czas opuszczoną głowę. Nim to zrobiłem zauważyłem tylko, że stara pochyliła się nieco z ciekawością przyglądając się wyczynom swych koleżanek.
- Ahhh – wyrwało mi się mimowolnie.
-   Co dobrze Ci? – skwitowała to szatynka.
- Widzisz jak Ci się odpłacamy za tę podłość, jaką zrobiłeś – dodała Ela.
Obie skupione na swym działaniu miały cały czas utkwiony wzrok na moim organie.
Nie zwracałem uwagi na to, co mówią. Ciało całkowicie skupione było na przyjemności, jaką czerpało z ich działania. Jęknąłem po raz drugi.
- No dziewczynki, koniec, bo jak Wam wystrzeli to nas oskarży o gwałt – słowa starej zadziałały na mnie jak ostrze noża.
- Zośka, toż mu jaja eksplodują – odpowiedziała Ela podporządkowując się jednak wraz z towarzyszką poleceniu starej.
Zaprzestały ruszać skórką ptaszka, lecz jednak nie wzięły z niego swych dłoni. Byłem już tak podniecony i rozgrzany, że nie wyobrażałem sobie, że można tak teraz to zostawić.
- Niech nam pokaże jak to sam robi – odparła Zofia.
- No pokaż jak trzepiesz sobie ptaszka, bo chyba to robisz – zawtórowała szatynka.
- Bierz go w łapę i trzep, jeszcze nie widziałam jak chłopak sam to robi na żywo – dodała blondyna.
Sam nie wiem, dlaczego chwyciłem swą prawą dłonią sterczącego penisa i zacząłem wykonywać nią posuwisto-zwrotne ruchy. Wola rozładowania nagromadzonego podniecenia była o wiele silniejsza niż wstyd i zażenowanie, jakie w normalnej sytuacji towarzyszyłoby tej czynności. Nigdy wcześniej nie onanizowałem się w obecności kobiet i nawet w najśmielszych fantazjach seksualnych towarzyszących samogwałtowi o tym nie marzyłem. Teraz jednak robiłem to bez żadnych skrupułów.
- Ale go męczy – stwierdziła szatynka patrząc na starą.
- Lubi się nim tak zabawiać – odparła tamta nie przerywając obserwacji.
Rozgrzany przez nie, nie potrzebowałem długiego czasu by dojść do kulminacyjnej części onanizmu. Poczułem jak fala ekstazy przesuwa się z krocza w kierunku ptaszka. Fala przyjemności ogarnęła całe ciało. Oddech stał się coraz płytszy, ruchy na członku coraz szybsze.
- OOOh, aaaa – wyrwało mi się na ułamek sekundy przed ejakulacją.
- Dochodzi – zauważyła Joanna.
- Dawaj byczku mleczka – zawtórowała blondyna.
- Trzep go, trzep mocno – dodała stara.
Poprzez całe ciało przeszedł dreszcz ekstazy. Ogromna fala niepisanej przyjemności towarzyszyła wystrzałowi nasienia z penisa. Stymulowany ruchami penis wyrzucił pierwszą porcję białego płynu z dużym impetem z wnętrza penisa. Otworzyłem oczy śledząc lot tej białawej gęstawej cieczy w powietrzu. Kobiety z uśmieszkami na twarzy patrzyły na to z zainteresowaniem.
- Wow, ale strzał- wyrzuciła z siebie blondyna
- Trzep go, trzep do końca – wtórowała stara.
- Do ostatniej kropelki – dorzuciła Joanna.
Chciałem przestać, lecz ponaglany przez nie kontynuowałem trzepanie swego fiutka. Kolejne porcje spermy wypływały z penisa, lecz z mniejszym już impetem. Poprzez ciało przechodziły kolejne fale przyjemności. Czułem jak uchodzi ze mnie moc i siła. Nogi stawały się jak z waty. Krew pulsowała w całym ciele. Tętno szalało. Miałem zamknięte oczy, lecz czułem, że na twarzy miałem ten specyficzny grymas towarzyszący ejakulacji.
- No jeszcze - słyszałem głos Eli.
- Dawaj, dawaj – dodawała Joanna.
Pomimo takiego dopingu moje ruchy stawały się coraz bardziej wolne. Trzymałem nadal ptaszka w dłoni, lecz nie wykonywałem już żadnych ruchów. Musiałem ochłonąć mając nadzieję, że otrzymam tak upragnione swe ubrania. Jednak zamiast tego poczułem, że w moje usta wpychana jest jakaś szmata.
- Otwieraj pysk, napaskudziłeś - to sprzątaj – usłyszałem głos staruchy.
Wykorzystała w sposób perfekcyjny moją chwilową słabość po wytrysku. Nim zdołałem cokolwiek zrobić, poczułem smak wepchniętej na siłę szmatki.
- Tak, musisz to posprzątać – dodała Joanna.
Starałem się ją wypluć, lecz nim zdołałem to zrobić silne pchnięcie mojej głowy od tyłu, gdzieś w okolicach karku zgięło moje całe ciało. Wypuściłem penisa z dłoni, lecz nie zdołałem nimi podeprzeć się na stole i pozostały one pod nim oparte o kolana. Twarz, pchana dłonią Joanny znalazła się na wysokości blatu stołu. Trzymana w zębach żółta ściereczka dotknęła jego powierzchni. Mając zatkane usta nie mogłem nic powiedzieć. Spanikowany takim ich działaniem skupiłem się na tym by nosem chwytać powietrze.
- Wyczyścimy to dokładnie – usłyszałem z ust Joanny i poczułem jak jej dłoń siłą przesuwa moją twarz uzbrojoną w tę żółtą ścierkę po powierzchni stołu.
Wykonywała nią koliste ruchy w miejsca gdzie tkwiły kropelki nasienia. Czułem ich zapach a po chwili poprzez materiał ścierki dotarł do mnie ich smak. Takiego upodlenia jeszcze nie przeżywałem. To było wybitnie nieprzyjemne doznanie. Czuć w ustach swe nasienie. Postanowiłem, że przy nadążającej się okazji wyrwę się z ich niewoli i siłą zażądam oddania ubrań. Na razie jednak nie mogłem jednak nic zrobić. Moja twarz wykonała jeszcze parę okrężnych ruchów i wreszcie pociągnięta w górę oderwała się od powierzchni stołu. Trzymając nadal w ustach tę szmatkę nabrałem głęboko powietrza mając zamiar aktywnie zadziałać by przerwać to, co tu się działo. Oparłem obie dłonie o blat stołu zbierając siły Wyplułem szmatkę z ust. Z wściekłością w oczach popatrzyłem na nie.
- Dość już tego, dawajcie ubrania, bo pożałujecie – ryknąłem butnie.
- Straszysz? – zapytała blondyna.
Zacisnąłem dłonie w pięści. Już miałem je podnieść, gdy z ust starej usłyszałem ostrzeżenie.
- Tylko spróbuj coś zrobić a Ty pożałujesz
- Tak, a co mi zrobisz? – zapytałem gotując swe pięści do uderzenia.
- Aśka, zabierz szmatkę i potrzyj nią sobie rajstopy między nogami. – rozkazała szatynce stara.
Zdębiałem a Joanna wzięła szmatkę w swą dłoń.
- Tylko spróbuj się ruszyć szczeniaku a resztki Twojej spermy będą między jej nogami – dodała.
- A to starczy by wsadzić Cię za próbę gwałtu, dowód rzeczowy nie do podważenia – uzupełniła Elżbieta.
- Na dodatek sam nam go dałeś – nie omieszkała przypomnieć mi Joanna trzymając szmatkę tak, że w każdej chwili mogła nią zrobić to, co mówiła stara.
Skapitulowałem. Teraz zdałem sobie sprawę, że wpadłem na całego. Siły opuściły mnie tak nagle jak przyszły. Rozluźniłem dłoni rozprostowując je. Wszystkie trzy patrzyły na mnie tryumfując wewnętrznie. Stara z wsadzoną jedną dłonią w kieszeń fartucha lekko pochylona podobnie jak Elżbieta patrzyła badawczym wzrokiem na mnie. Opuściłem oczy zdołowany. Moja sytuacja nie polepszyła się ani o krok.
- I co bohaterze, co nam pokażesz, bo wszystko już chyba widziałyśmy – z przekąsem zapytała blondyna patrząc na moją głupawą teraz minę.
Sytuacja była beznadziejna. Wszystkie kobiety były nad wyraz poważne, co nie wróżyło niczego dobrego. Stałem biernie nic nie mówiąc.
- Skoro jeszcze jesteś taki hardy to czas Ci to wybić ze łba – stwierdziła Elżbieta i chwyciła mnie z tyłu głowy za włosy.
Pociągnęła od stolika. Joanna rzuciła na niego żółtawą szmatkę upaćkaną moim nasieniem.
- Tak trzeba Cię jeszcze skruszyć – syknęła przez zęby
- Żeby raz na zawsze wybić Ci głupoty z głowy – dodała Zofia.
Prowadzony przez Elę cofałem się od stolika mając wzrok utkwiony na żółtym zawiniątku. Ruszyły wszystkie za blondynką, która prowadziła mnie w kierunku wiadra.
- Już na kolana – rozkazała pchając swoją dłonią mą głowę ku dołowi.
- Nie proszę – jęknąłem.
- Już! – wrzasnęła stara stając przed wiadrem i chwytając się pod boki.
Joanna bez słowa zbliżała się z przeciwnej strony niż była Ela. Przymuszony siłą upadłem na kolana. Mocno oparłem dłonie o podłogę. Nie miałem zamiaru ponownie zanurzać głowy w tej brei. Blondyna najwyraźniej poczuła mój opór. Silne wyprostowane dłonie i mocno napięty kark były dla niej przeszkodą nie do sforsowania.
- Przestań! – wrzasnęła nie mogąc pokonać mojego oporu.
- Nie – odparłem krótko.
Dwie pozostałe przypatrywały się temu przez chwilę. Widząc jednak, że koleżanka sama nie da sobie rady postanowiły też przystąpić do działania. Przykucnęły obie i poczułem jak ich dłonie lądują na moim ciele w okolicach obu łopatek.
- Radzę Ci zrób to po dobroci, bo pożałujesz – usłyszałem wyrzucone przez zęby ostrzeżenie od starej.
- Nie, już mam dość, wystarczy – odparłem mając dość tych igraszek wątpliwej przyjemności.
Utkwiłem wzrok w tafli brudnej wody znajdującej się we wnętrzu wiadra i mocniej napiąłem wszystkie mięśnie. Poczułem jak naciskają wszystkie. Zrobiły to jednak nierówno i pierwsza fala z ich strony została powstrzymana.
- To gówniarz – syknęła blondyna.
- Dziewczyny, na raz – rzuciła pomysł stara.
- Przestańcie, już dość – próbowałem coś robić.
Na darmo. Poczułem jak w jednej chwili wszystkie natarły na mnie swymi dłońmi. Broniłem się, lecz nie mogłem przeciwstawić się takiej sile trzech dorosłych kobiet.
- Nieeeee – wrzasnąłem, gdy poczułem jak moje łokcie z wyprostowanych stają się nieco załamane.
Dłonie przesunęły się po podłodze w kierunku wiadra. Zdołałem nabrać powietrza w usta nim z ogromną siłą moja głowa zanurkowała w czeluściach wiaderka. Blondyna mocno chwyciła mnie teraz za włosy i po chwili ciągnąc ku górze wyciągnęła ociekającą twarz spod tafli brudnej wody.
- I co dalej będziesz się stawiał? – zapytała z nie ukrywając zadowolenia.
Nie zdołałem nic odpowiedzieć łapiąc pośpiesznie powietrze. Dłonie obu pozostałych nadal tkwiły na moich łopatkach. Czułem w ustach smak tej brei. Wstrętny, obrzydliwy smak brudnej wody zmieszanej z płynem do mycia podłogi.
- Mało mu sukinsynowi – stwierdziła Joanna
- To nura – zadecydowała Elżbieta i nim zdołałem coś wydobyć z siebie zmuszony byłem ponownie nabrać powietrza w płuca by się nie zachłysnąć wodą.
Przed oczami mignęły mi tylko odsłonięte kolana klęczącej Zofii i głowa ponownie wylądowała we wnętrzu wiadra. Mając uszy nad powierzchnią wody usłyszałem tylko ten ich histeryczny wybuch śmiechu. Na razie skupiony byłem na tym by nie zachłysnąć się wodą oraz by zapas tlenu w płucach wystarczył na czas, gdy twarz znajdowała się poniżej tafli wody. Teraz przytrzymały mnie nieco dłużej, lecz nie tak bym począł się dusić. Ponownie twarz ociekając znalazła się na powietrzu. Miałem już tego dość, do oczu napłynęły łzy. Zdołałem wyprostować ramiona.
- Jeszcze się stawia – spostrzegła mój ruch blondyna.
- Może mu woda smakuje – skwitowała to Joanna i wszystkie wybuchnęły śmiechem.
- To powtóreczka nurkowania – zadecydowała Zofia i ponownie poczułem jak siła wpychają mają głowę do wiadra.
Mogłem się skupić tylko i wyłącznie na chwyceniu powietrza. Czułem, że tracę siłę i muszę zrobić coś, aby już więcej nie zanurzyć swej głowy w tym szambie. Po chwili twarz ponownie znalazła się poza wiadrem. Zaryzykowałem i nie nabierając powietrza wyrzuciłem z siebie.
- Błagam, przestańcie, bo się utopię
- Co nie chcesz powtóreczki?- zapytała z przekąsem starucha.
Trzymały mnie nadal będąc cały czas gotowe powtórzyć manewr nurkowania.
- A może jednak? – zapytała Joanna.
- Nie błagam, już nie róbcie tego – wyrzuciłem z siebie prawie płacząc.
- A będziesz posłuszny i grzeczny? – zapytała Zofia.
- Taaaaak – wyrzuciłem z siebie i wybuchłem płaczem.
Byłem tym wszystkim tak wykończony, że nie mogłem opanować wybuchu płaczu. Ta reakcja obronna była ostatnią, do jakiej mogłem się posunąć w tej beznadziejnej dla mnie sytuacji. Sponiewierany i poniżony teraz łkałem przed moimi oprawczyniami.
- A co to nasz bohater płacze? – z ironią w głosie zapytała Elżbieta.
- A taki był twardziel – dodała z przekąsem Joanna.
Nadal trzymały mnie nad tym wiadrem, lecz czułem, że moje łzy ostudziły ich zapały do dalszego zanurzania mojej głowy pod wodę. Zmęczony pochyliłem kark oddychając ciężko i siorbiąc nosem.
- Dobrze skoro obiecał to niech stanie tam – zadecydowała Zofia wskazując miejsce pod ścianą tuż przy okienku gdzie wcześniej paliły papierosy.
Odetchnąłem z ulgą. Przynajmniej te moje łzy i wybuch płaczu na tyle się zdały, że przestały zanurzać moją głowę w tej ohydnej cieczy. Nie trzymały mnie już teraz i powoli mogłem podnieść się z kolan. Posłusznie powędrowałem w miejsce wskazane przez Zofię. Otarłem nos i mokre włosy, z których kapały kropelki brudnawej wody.
- I co z nim robimy? – zapytała Joanna.
- Niech tam stoi i nieco dojdzie do siebie – odparła starucha.
Wszystkie trzy powędrowały za mną i usiadły na ławce stojącej pod małym oknem tuż obok mnie. Repertuar ich specyficznych czynności chyba się wyczerpał gdyż pozostawiły na razie mnie w spokoju. Stałem obok nich z wzrokiem wbitym w podłogę i dochodziłem powoli do siebie. Zaświtała nadzieja, że po tej serii upokorzeń wreszcie dostanę upragnione ubrania. Na razie nie miałem odwagi zadać tego pytania obawiając się o reakcję z ich strony. One jak gdyby nigdy nic rozmawiały teraz o jakiś przyziemnych sprawach wcale nie zwracając uwagi na mnie. Odczekałem parę minut i zdobyłem się na odwagę.
- Przepraszam bardzo, ale czy mogłyby panie oddać mi ubrania to bym sobie już poszedł- zapytałem nieśmiało nie chcąc ich drażnić.
Przestały rozmawiać o banałach i wszystkie trzy popatrzyły na mnie.
- Spokojnie chłopcze, odczekaj jeszcze chwilkę a otrzymasz to, na czym Ci tak bardzo zależy – odpowiedziała spokojnie Zofia.
Nie pozostawało nic innego jak spokojnie czekać na ich łaskawość. Pozostałem na swoim miejscu czekając na tę bliżej nieokreśloną chwilkę. Nagle na korytarzu dało się słyszeć kroki. Kobiety przerwały swą rozmowę.
- A kogo tam niesie – burknęła stara.
Stałem się niespokojny. Miałem na dziś już wyjątkowo dużo przygód i wystawiania swego nagiego ciała.
- Może gdzieś się schowam? – zapytałem cicho.
- Stój tam – usłyszałem od blondyny.
Stukot obcasów na korytarzu wskazywał najwyraźniej, że w kierunku sali lekcyjnej zbliża się kobieta. Kroki stawały się coraz bliższe i mocniejsze. Zamarłem w bezruchu a całe pomieszczenie ogarnęła cisza. Dało się słyszeć jak kroki zatrzymały się przed drzwiami prowadzącymi do wnętrza sali. Wbiłem wzrok w podłogę słysząc odgłos naciskanej klamki.
- A to Ty córeczko – usłyszałem głos starej.
Pozostałe kobiety odetchnęły z ulgą wydając z siebie odgłos zadowolenia.
- Mamo, co to znaczy – usłyszałem dziewczęcy głos.
Podniosłem nieco wzrok do góry. W drzwiach stała niewysoka będąca w moim wieku brunetka z upiętymi do tyłu włosami zebranymi tam w koński ogon. Pojedyncze pozostawione kosmyki włosów spływały po bokach jej przerażonej twarzy.
- Słuchaj córeczko... – rozpoczęła stara i podniósłszy się z ławki ruszyła w stronę córki.
- Mamo, co tu robi ten nagi chłopak? – zapytała ponownie dziewczyna.
- Koledzy zrobili mu psikusa i schowali gdzieś ubrania – rozpoczęła tłumaczenie Zofia zbliżając się do córki.
- No i wałęsał się taki golutki po szkole tośmy go tu zaprosiły i obiecały pomoc – dodała blondyna kłamiąc jak z nut.
Nic nie mówiłem czekając, co się stanie. Kolejna przedstawicielka płci przeciwnej oglądała mnie nagusieńkiego. Byłem jednak tak zrezygnowany, że było mi już wszystko jedno.
- Ale czemu on nawet nie zakrył sobie tego tam – zapytała.
Stara zbliżyła się do córki i pogłaskała ją po twarzy.
- Zakrywał, zakrywał, ale po co ma to robić. W sekrecie powiem Ci, że obiecałyśmy mu, że jak nie będzie tego robił to pomożemy mu znaleźć te rzeczy – odpowiedziała córce i wziąwszy ją za rękę pociągnęła za sobą w kierunku ławki.
Z przerażeniem patrzyłem jak zbliżają się w moim kierunku.
- No weźcie poszukajcie tych jego ubrań, bo sobie jeszcze o Was coś pomyśle – powiedziała stając przy ławce.
- No już Aśka idź poszukaj tych jego ubrań a Ty córeczko popatrz sobie, bo pewnie rzadko trafia Ci się taki widok, on nie ma nic przeciwko temu – perwersyjnie powiedziała stara.
- Masz okazję pooglądać sobie męskiego bidulka – dodała Elżbieta w momencie, gdy Joanna wychodziła z klasy.
Zawstydzony z wzrokiem tkwiącym w podłodze stałem, gdy wszystkie trzy podeszły bliżej mnie i z uśmieszkiem na twarzy patrzyły na mojego ptaszka. Dziewczyna najwyraźniej zaskoczona i nieco zawstydzona teraz szczerząc zęby patrzyła na dolne części mojego ciała. Za jej plecami Zofia zadowolona z tego, że mogła córce zafundować darmową lekcję anatomii podobnie jak córka szczerzyła zęby.
- Mamo, już wystarczy, każ mu się odwrócić – powiedziała dziewczyna, gdy już się napatrzyła.
- Słyszałeś – to stwierdzenie starucha skierowała do mnie.
Odwróciłem się plecami do nich słysząc tylko cichy chichot.
- No znalazłem – usłyszałem głos Joanny i trzask otwieranych drzwi.
Zbliżyła się do mnie odwróconego teraz tyłem do wszystkich i rzuciła wszystkie moje ciuchy na stół.
- No zmykaj już i nie świeć nam już tą golizną, bo nie za bardzo masz, co ciekawego do pokazania – powiedziała stara.
- Dziękuję – bąknąłem i chwyciwszy ubrania wybiegłem z sali do szatni.
Żegnał mnie śmiech wszystkich czterech kobiet. W szatni ubrałem się szybko i pędząc przez korytarz wybiegłem z tego miejsca moich kaźni. Biegłem na oślep przed siebie i zatrzymałem się dopiero przed domostwem wujostwa. Tam nieco odetchnąłem. Zastanawiałem się czy nie iść z tą sprawą na policję, lecz doszedłem do wniosku, że będę na przegranej pozycji. Wszak szmatka z moim nasieniem pozostała w ich rękach a moje słowo przeciwko tym trzem zboczonym babom nie miałoby siły przebicia. Po drugie jutro miałem wyjechać do domu a powracać tu nie miałem zamiaru w przyszłości. Czas do wyjazdu z tej miejscowości spędziłem w domu wujostwa nie wychyliwszy nosa zza drzwi. Gdy siedziałem w autobusie i mijałem tablicę z nazwą miasta odetchnąłem z ulgą. Pozostał jednak niesmak, że zostałem tak potraktowany za nie swoje przewinienia. Lecz jak to mówią starzy wojenni weterani „na wojnie zdążają się też straty wśród niewinnej ludności cywilnej”.

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
billyboy  - nie czepiaj się gratko!! |2010-09-02 10:25:29
przeczytałem oczywiście wcześniej Twe osiągnięcia i stwierdzam,że Jammerowi to
możesz trzewiki czyścić a nie krytykować! ot-co!!!
jammer106 |2010-09-01 10:10:14
avatar Droga Gratko - rozwiń proszę bardziej swój komentarz gdyż "Ja nie jestem
pojąć w stanie, Waścianka prawisz zbyt zawile" Pozdrawiam.
 
Autor tekstu: jammer106

Nowa edycja e-booka

Mezczyzna-od-A-do-Z-Nowa-edycja   

Konkurs

rect3037   
rect3016

Nowa Kamasutra Poleca