Krwawe wakacje
W wolnym tempie mija kolejna nieprzespana noc. Czerwone cyfry zegara wskazują trzecia godzinę. Mrok pomieszczenia rozjaśnia tylko stroboskopowy blask telewizora, rzucającego wydłużone cienie surowego wyposażenia mych czterech ścian. Miarowy stukot deszczu w okno nieodparcie przypomina mi dźwięk uderzeń ulewy o samochód tamtej nocy. Nocy, której nie mogę wyrzucić z pamięci.
Wracałem do domu z wyjazdu wakacyjnego. Cały słoneczny weekend spędziłem na ciepłej plaży, by uniknąć korków na drogach przełożyłem powrót do domu na poniedziałek. Wyjeżdżając późnym wieczorem zakładałem szybka i bezstresowa podroż do domu. Jak to zwykle bywa nic nie zapowiadało serii niefortunnych zdarzeń, które doprowadziły mnie do miejsca, które zmieniło moje życie. W połowie drogi gdzieś miedzy nienazwanymi wioskami z nieba popłynęła ściana deszczu, a mrok mocno stężał. Ciemność potęgowała się z minuty na minutę, niebo zaszło potężnymi chmurami, ciemną ścianę deszczu w niewielkim stopniu rozpraszały światła samochodu. Samochodem szarpały nagłe porywy wiatru, oślepiający błysk błyskawicy przeciął niebo, po kilku sekundach potwierdził go potężny grzmot. Po każdej kolejnej błyskawicy liczyłem głośno upływające sekundy do nadejścia grzmotu, niestety z każdym błyskiem czas ten się zmniejszał. Jechałem prosto w szalejącą burze.
Za kolejnym zakrętem mrok rozjaśniły miarowo mrugające światła awaryjne. Szybko przybliżające się światła były coraz bardziej widoczne. Zwolniłem dość znacznie, gdy zorientowałem się, że świateł jest więcej niż powinno, w tym kilka policyjnych.
W poprzek drogi stał rozbity tir, ledwie widoczny w mroku, jego sylwetkę odcinały z ciemności tylko pulsujące światła pobliskich samochodów. W deszczu majaczyły sylwetki policjantów oraz kilku samochodów stojących przed blokadą.
- Super, po prostu super! - wykrzyczałem sam do siebie w pustym samochodzie.
W żółtawej poświacie lampki sufitowej otworzyłem schowek w poszukiwaniu mapy. Okolica na mapie była plamą zieleni. Kilka kilometrów za mną była boczna droga, dająca mi możliwość ominięcia korka, drogą wijącą się w głuszy lasu. Bez zastanowienia zawróciłem samochód wypatrując w deszczu zastępczej drogi.
Leśna droga była w średnim stanie, widać było, iż nie była często używana. Pod osłoną lasu otocznie zrobiło się stricte wyjęte z horroru, deszcz atakował szybę samochodu, porywisty wiatr szarpał szczytami drzew, nisko rosnące gałęzie i krzewy sprawiały wrażenie, iż odsuwają się z jezdni zaskoczone światłami samochodu. Niebo ponad mną, co chwile rozświetlało stroboskopowe światło pioruna. Co kilkanaście metrów nad drogą lewitowały obłoczki mlecznej mgły. Przeszedł mnie dreszcz, gdy w przydrożnej gęstwinie
błysły białe oczy jakiegoś dużego zwierzaka.
Wycieraczki dość nieskutecznie próbowały okiełznać wodę na szybie.
Zmęczonym wzrokiem obserwując drogę, wychodzącą na mnie z mroku skrytego za tafla deszczu, nie dostrzegłem niebezpieczeństwa dostatecznie wcześnie.
Na środku drogi kilkanaście metrów przede mną leżała kilkumetrowa gałąź. W miejscu gdzie leżała część drzewa, ściana lasu z jednej strony znikała w ciemności odchodząc od drogi, a w jej miejsce zajmowały potężne krzaki. Energicznie odbiłem kierownicą do krawędzi jezdni próbując ominąć przeszkodę. Jedno z kół ześlizgnęło się z drogi, poczułem, że samochód traci przyczepność. Mocno trzymając kierownice próbowałem wprowadzić samochód na właściwy tor jazdy. W jednej chwili świat zawirował, odruchowe szarpnięcie kierownicą tylko pogorszyło sytuacje, poczułem mocne szarpnięcie i samochód znalazł się poza drogą. W bocznej szybie dostrzegłem zbliżającą się ścianę zieleni. Szarpnięcie poderwało bok samochodu w górę, dach pierwszy przedarł się przez krzaki, koziołkujący samochód szarpał mną, gdy poczułem silne uderzenie w głowę i straciłem przytomność.
Powoli odzyskiwałem świadomość. Poczułem przyjemne ciepło otulającego mnie miękkiego posłania, łóżko świeżo pachniało jaśminem. Otaczająca mnie cisza była namacalna, mój własny oddech był jedynym dźwiękiem dudniącym w martwej ciszy. Podniosłem się gwałtownie na łóżku przypominając sobie moment, w którym wypadłem z drogi. Największym zdziwieniem nie było to, że żyje, przerażająco dziwny był brak jakiegokolwiek bólu. Zacisnąłem pięść wbijając paznokcie we wnętrze dłoni najmocniej jak mogłem, ból przeszył cała rękę. Rozprostowałem palce, na dłoni pozostały bolące czerwone półksiężyce. Szybki test przynajmniej według mnie udowodnił, że żyję.
Rozejrzałem się po pogrążonym w mroku pomieszczeniu. Spodziewałem się zobaczyć pokój szpitalny, lecz w słabym świetle emanujących bursztynową barwą kinkietów zrozumiałem, iż znajduje się w skąpo urządzonym domowym pokoju. Spojrzałem na moje posłanie - siedziałem na dużym drewnianym łożu przykryty do pasa ciemną narzutą.
Chcąc wstać z łóżka, odkryłem,
iż pod przykryciem jestem całkowicie nagi.
Powoli postawiłem stopy na chłodnej drewnianej podłodze. Rozejrzałem się szukając ubrania, niestety w całym pokoju nie było żadnej odzieży. Podeszłem do ciężkich zasłon szukając dojścia do okna. Ten pokój skazany był na ciemność, ciężkie zasłony były na stałe przymocowane do sufitu, co uniemożliwiało ich odsuniecie. Pojedyncze okno zawieszone na wysokości pierwszego pietra, wychodziło na polanę pogrążoną w mroku. Noc za oknem była rozświetlona jasnymi gwiazdami na bezchmurnym niebie. Niebo nikło za ścianą wysokiego lasu otaczającą cała polane.
Drzwi pokoju wyglądały na stare, były ciężkie, drewniane z mosiężną klamka. Szarpanie klamka i drzwiami nic nie dało. Usiadłem na łóżku ponownie wsłuchując się w całkowitą ciszę otaczającego mnie domu. Nagle dosłyszałem zbliżające się kroki, cichy stukot damskich obcasów. Zagarnąłem cześć narzuty, aby chociaż częściowo się okryć. Po chwili rozległ się metaliczny dźwięk przekręcanego zamka. Nieznacznie uchyliły się drzwi, za którymi panował całkowity mrok. W ciemnym korytarzu dostrzegłem bladą kobieca twarz. Postać wsunęła się do pokoju.
W słabej poświacie kinkietów kobieta patrzyła na mnie wyczekująco, wyraźnie czekając na moją reakcję. Pozwoliłem sobie dokładnie przyjrzeć się stojącej w pokoju kobiecie. Patrzyła na mnie wysoka brunetka, o długich gęstych włosach. Bardzo ładna, około czterdziestoletnia twarz była nienaturalnie blada, co było widoczne nawet w słabym świetle. Dość atletyczna sylwetka z dużymi piersiami o wąskiej tali i krągłymi biodrami. Po wysokości jej tali widać było, że stoi na wyjątkowo długich nogach. Ubrana była cała na czarno, w dopasowaną do ciała suknie.
Seksowna sukienka powyżej bioder
przypominała ściśle dopasowany gorset wykończony mnóstwem falbanek, sprzączek i paseczków. Dolna cześć była na tyle obcisła, że posiadała wysokie rozcięcie umożliwiające chodzenie. W pasie przewiązana była szerokim paskiem, którego dłuższa cześć zwisała luźno wzdłuż biodra. W momencie, gdy z podziwem przypatrywałem się jej, zgięła nieznacznie nogę w kolanie balansując na wysokim obcasie, odsłaniając w wycięciu do polowy uda, bladą doskonale wyrzeźbioną nogę. Musze przyznać, że robiła piorunujące wrażenie. Jej mroczny urok osobisty, co mnie smuciło bardzo pasował do zimnego spojrzenia jej chłodnych oczu wwiercających się w moja czaszkę.
W ciemnym i pogrążonym w ciszy pomieszczeniu usłyszałem jej ciche słowa. - Jakim prawem wdarłeś się na moja ziemie?
Jej mowa przypominała powiew wiatru, lewie głośniejszy od oddechu.
- Przepraszam? - uświadomiłem sobie, że w całej irracjonalności sytuacji, oskarżony zostałem o coś, co nie było moją winną!
- Miąłem wypadek! - odparowałem zarzut. - Padał deszcz i wpadłem w poślizg. Ostatnie, co pamiętam to jak samochód zaczął dachować.
Chwile stała w ciszy, wyglądała w tej chwili jak kamienna rzeźba, trwała w całkowitym bezruchu. Złudzenie to prysło gwałtownie, gdy obróciła się w stronę drzwi. Myślałem, że zamierza wyjść! Zerwałem się z łóżka gubiąc moje jedyne okrycie.
Obróciła głowę, dostrzegłem, że patrzy prosto w moje oczy. Powoli opuściła wzrok po moim ciele. Dziwne, ale wśród uczuć, które odczuwałem na pewno nie było zażenowania czy wstydu, raczej zaciekawienie, napięcie, może lekkie podniecenie.
- Twoje ubranie było zniszczone, wyrzuciłam je. Choć za mną, znajdziemy coś na ciebie - powiedziała rozkazującym tonem.
Nim zdążyłem zareagować zniknęła w ciemnym korytarzu.
Mrok korytarza, kilka metrów dalej rozpraszało ciepłe drgające światło. Ściana kończyła się przechodząc w drewniana balustradę. Stojąc u szczytu schodów mogłem oglądnąć pomieszczenie poniżej. Znajdował się tam salon oświetlony łuna ognia palącego się w wielkim kamiennym kominku. Kilka metrów na wprost kominka stała duża skórzana sofa. Pomiędzy nimi leżała skóra niedźwiedzia, w błyszczących oczach jego wypchanej głowy odbijały się rozżarzone żarna. Na małym stoliku stal duży kieliszek ciemnego wina. Palące się drewno rzucało ruchome cienie na wyposażenie pokoju. Ciemne ciężkie kotary, na wzór pokoju na piętrze, zasłaniały najpewniej okna.
- Mam jedynie coś takiego.
Dreszcz przebiegł mi po plecach. Nie mogłem się przyzwyczaić do szepczącego sposobu mówienia Pani tego domu.
Stała za mną, w drzwiach kolejnego pokoju, z czarna koszula w ręce.
- Dzięki. Wygląda, że będzie dobra - odpowiedziałem. Przydałyby się także spodnie - dodałem w myślach.
Zapinając guziki patrzyłem jak schodzi po schodach. Nie było tak źle, czarna jedwabna koszula sięgała mi spokojnie za pośladki. Trochę czułem się onieśmielony schodząc do salonu przyodziany wyłącznie w jedwabna koszule.
Kobieta wsparta na ramieniu pół leżała na sofie oparta o jej prawy bok, nogi znajdujące się na siedzeniu podciągnęła do siebie. Wskazała mi ręka drugi koniec sofy.
Niezgrabnie osiadłem na sofie czując chłód skóry na gołych pośladkach.
- Chciałem bardzo podziękować, za wszystko, co Pani dla mnie zrobiła - powiedziałem przełamując ciszę. W odpowiedzi uśmiechnęła się do mnie. Jej twarz rozpromieniona uśmiechem nabrała nowego wspaniałego oblicza.
- Myślę, że będzie okazja - odpowiedziała przeciągle, patrząc na mnie świdrującym wzrokiem.
- Elżbieta. Możesz mówić mi Elżbieta.
- Eryk. Bardzo mi miło.
- Chętnie zaproponowałabym ci coś do jedzenia - powiedziała, już cieplejszym głosem. - Ale obawiam się, że nie będzie to nic specjalnego.
- Właściwie to nie jestem głodny, trochę zaschło mi jedynie w ustach.
Powoli wstała, jej długa sukienka lekko ułożyła się wzdłuż długich nóg.
- Idę do kuchni, a ty odśwież się, spałeś w końcu dość długo. Łazienka jest pod schodami - powiedziała kierując się do kuchni. Aneks kuchenny będący częścią pokoju znajdował się pod tarasem pierwszego pietra obok wiec musiały być także drzwi łazienki.
Otwierając drzwi łazienki, zastanawiałem się czego się spodziewać w tak starym domu. Jedno jest pewne była ona całkiem z innej bajki. Była nowoczesna, przestronna i gustownie urządzona, otwarcie drzwi spowodowało automatyczne zapalenie oświetlenia. Matowa glazura w kolorze ciemnej kawy przedzielona była czarnym dekorem wykończonym na wysoki połysk na wysokości piersi. Z przodu znajdowała się duża umywalka, nad którą wisiało bogato zdobione okrągłe lustro w drewnianej ramie. Rama jak i wszystkie dodatki miały czarny kolor. Na środku łazienki rozpięta miedzy sufitem a podłogą na stalowych linkach była gruba trzymetrowa tafla matowego szkła. Delikatnie dotknąłem szkła, które zafalowało pod mym dotykiem. Wisząca szklana tafla oddzielała przestronne miejsce prysznicowe, od reszty łazienki. Na suficie zamontowana była okrągła duża wylewka prysznica. Ekstrawaganckie urządzenie łazienki niesamowicie kontrastowało z reszta domu.
Przeglądając się sobie badawczo w lustrze nie znalazłem na twarzy żadnych obrażeń po wypadu. Zdjąłem koszule i oglądnąłem się z każdej strony w lustrze. Tutaj także nie znalazłem żadnego śladu.
- Nie jest źle przystojniaku - rzuciłem w pusta przestrzeń, uśmiechając się do opalonego wysokiego blondyna przypatrującego mi się z lustra. Mimo iż całe życie spędzam przy komputerze nie zapominam o swoim ciele, wiec nie miałem, co sobie zarzucić, płaski brzuch, szerokie ramiona. Trzy dniowy zarost na twarzy i cóż... niewiele większy poniżej pasa. Nie wystrzegam się odrobiny kosmetyków i zabiegów kosmetycznych, zawsze uważałem, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Wszedłem pod prysznic. Ciepła woda spadała z wysoko umieszczonej wylewki niczym deszcz. Jakże potrzebny był mi prysznic poczułem, gdy powoli napinałem i rozluźniałem mięśnie czując rozkosz cieplej kąpieli. Jaśminowe mydło wypełniło łazienkę aromatycznie pachnącą para. Pochyliłem głowę pozwalając by woda rozmasowała spięty kark. Mając te chwile relaksu dla siebie mimowolnie zacząłem rozmyślać o Elżbiecie. Mimo mrocznej atmosfery, jaka Ją otaczała musiałem przyznać, iż była niesamowicie zmysłową i pociągającą kobieta. Natychmiast zobaczyłem oczyma wyobraźni Elżbietę jak zsuwa ze swych pełnych piersi czarna sukienkę, jej pełne biodra, długie nogi. W tym momencie poczułem, że
rosnące podniecenie rozbudziło tą cześć mego ciała,
której na pewno nie ukryje pod koszula. Uśmiechając się do siebie zmniejszyłem temperaturę wody...
- Zapraszam - powiedziała Elżbieta siedząc na sofie w tym samym miejscu, co poprzednio. - Mam czerwone wino oraz jakieś przekąski.
Wino było słodkie i cieple. Kieliszek Elżbiety stojący na stoliku był ponownie pełen gęstej, ciemno czerwonej cieczy. Jedzeniem byłem tylko ja zainteresowany. Elżbieta tylko bacznie mi się przyglądała.
- Dobrze wyglądasz, widzę, że prysznic pomógł. Nieczęsto mam gości szczególnie tak uroczych - Powiedziała z uśmiechem.
- Tak, czuje się znacznie lepiej - odpowiedziałem, - Nie jesz? - spytałem się Elżbiety.
- Dziękuję, jadłam wcześniej - przez jej twarz przebiegł ledwie zauważalny grymas obrzydzenia.
- Masz wspaniały dom, w pięknej okolicy. Sama tu mieszkasz?
- Tak, sama - odpowiedziała zwięźle.
Sięgnąłem po kieliszek i opróżniłem go jednym zamachem.
- Ależ czuje się spragniony. Mogę jeszcze wina?
- Butelka jest na stole - wskazała głową kuchnie.
Powoli wstałem czując jej wzrok na swych plecach. Poczułem się jak zwierzyna łowna, a po plecach przebiegł mi dreszcz.
W bardzo małym aneksie butelka faktycznie stała na blacie. Kuchnia była sterylnie czysta. Stojąc przodem po pokoju widziałem Elżbietę zapatrzona w kominek. Kuchnie od pokoju oddziela niska ścianka, od mojej strony zabudowana szafkami, kuchenka oraz mała lodówka.
Cicho otworzyłem lodówkę. Lodówka miała specyficzne wyposażenie. Na górnej polce leżało kilkanaście plastikowych woreczków, na pierwszym z nich dominował duży napis ORh+ oraz blady czerwony krzyż.
Chłód, który poczułem nie pochodził tylko z otwartej lodówki. Do mych uszu doszedł nieludzki syk, katem okna dostrzegłem rozmazany ruch w pokoju, w następnej sekundzie zaś zimna dłoń ze stalowa siła zamknęła się na mym ramieniu. Z olbrzymia siła Elżbieta obróciła mnie ku sobie. Spoglądałem w twarz bestii. Miałem potwierdzenie, czym była Pani tego domu. W jednej chwili uległa przemianie, odrzuciła swa ludzka powłokę, patrzyła na mnie martwym wzrokiem, lecz najbardziej przerażające były jej kły, gdy rozchyliła wargi okazując, co mnie czeka.
- Jezu! - tylko tyle zdołałem wykrztusić, przerażony, nie byłem zdolny do innej reakcji. Poczułem mocne pchniecie i świat zawirował, wampirzyca z łatwością rzuciła mną w głąb pokoju. Uderzyłem plecami o futro leżące na podłodze. Wzrokiem natychmiast odszukałem zagrożenie. Elżbieta stała w kuchni gotowa w każdej chwili przystąpić do ataku.
- Leżeć! - warknęła basowym drapieżnym głosem.
- Nie lubię ciekawskich ludzi! Tak mi się odpłacasz za uratowanie życia, gdyby nie moja krew już byłbyś trupem!
- Nie. Elżbieto... - spokojnym głosem postanowiłem załagodzić sytuacje. - Nic przeciwko tobie nie mam! Nie przeszkadza mi... Czym... kim jesteś - powiedziałem z wymuszona pewnością.
Nagle dotarło do mnie, co powiedziała - Twoja krew?
- Piłeś moją krew przez ostatnie dni. Tylko ona utrzymała cie przy życiu. Dzięki niej wydobrzałeś - Zrobiła pauzę, po czym obnażając kły dodała. - Trochę wymieniliśmy się krwią, a teraz mam chęć na więcej!
Elżbieta powoli szła w moja stronę, obnażając kły.
- Już po mnie - pomyślałem. Podparłem się na łokciu i zacząłem się podnosić, gdy obcasem przyparła mnie do podłogi
- Leżeć! Mówiłam! - rozkazała.
Przybliżyła swa twarz do mojej, jej usta znalazły się przy mojej szyi. Przez cale me ciało przeszedł dreszcz, byłem gotowy na nadchodzący koniec. Poczułem jak jej usta powoli przesuwają się wyżej centymetr od mojego ucha wyszeptała:
- Spragniona jestem... - spojrzała mi w oczy, i dokończyła. - Ciebie!
Jej usta odnalazły moje, jej język rozpoczął wspólny taniec z moim, czułem jej ostre kły i chłód warg. Pożądanie rozgrzało me ciało. Szalonemu całowaniu nie było końca, zatraciłem się w jej ustach, palcami mierzwiłem gęste czarne włosy spływające na moja twarz. Elżbieta odsunęła się nieznacznie patrząc mi w oczy.
- Gorący jesteś! - powiedziała z uśmiechem.
Zagrożenie, które czułem chwile temu ustąpiło szalonemu podnieceniu. Elżbieta jednym ruchem rozszarpała guziki mej bluzki. Klęcząc nad mym nagim ciałem, powoli przesuwała się niżej. Poczułem jej język na mych sutkach, przygryzła je lekko zębami, następnie przesunęła się niżej... dużo niżej.
Poczułem jej język prześlizgujący się po mym członku.
Z namaszczeniem wodziła czubkiem języka po całej długości mej męskości. Głośno jęknąłem, gdy penis znalazł się w jej ustach. Powoli pieściła każdy jego skrawek. Centymetr po centymetrze członek znikał w jej ustach. Czułem jej ostre zęby u nasady członka! Cała moja męskość tkwiła głęboko w jej gardle. Poczułem ruchy ssące jej przełyku, ciągłymi ruchami przełykała tkwiącego głęboko w gardle członka. W oczach mi pociemniało nigdy nie czułem czegoś podobnego, ledwie rozpoczęła a ja już poczułem, że dochodzę! Z głośnym jękiem wyprężyłem ciało w potężnym orgazmie. Dopiero jak minęły ostatnie fale spełnienia Elżbieta powoli podniosła głowę, wysuwając będącego nadal w pełni sił członka ze swoich ust. Cały lśnił mokry od jej śliny.
- Cudowne, to było cudowne... wspaniałe... jak to możliwe? - udało mi się wydyszeć pytanie zdrętwiałymi od dreszczy ustami.
- Wampiry nie oddychają, nie jedzą, nie maja odruchu wymiotnego - powiedziała z uśmiechem. - Mają tylko duże żądze, podobało się?
- Pragniesz mnie? - powiedziała oblizując językiem swoje długie zęby. Na jej twarzy zagościł uśmiech. - O, widzę, że cały czas bardzo!
Wstała górując nade mną. Powoli sięgnęła rękami do gorsetu rozpinając ukryte w falbankach zapięcia, po chwili od gorsetu oddzieliła się górna cześć ze stanikiem. Miseczki spadły na podłogę, a ja zostałem zauroczony jej pełnym biustem. Naturalne piersi stanowczo klasyfikowały się w grupie bardzo duże, przy czym były jędrne i sprężyście kołysały się przecząc grawitacji. Miała duże ciemne brodawki, które aż prosiły się żeby wsiąść je do ust. Elżbieta przeniosła ręce na biodra kontynuacja pozbywanie się ubrania. Z widocznym ociąganiem, specjalnie przeciągając tą chwilę, niespiesznie rozpinała kolejne dolne elementy gorsetu. Po chwili spojrzała głęboko w moje oczy napawając się moja reakcja i odpięła ostatni z zatrzasków. Sukienka oddzieliła się od gorsetu ześlizgując się po długich nogach Elżbiety. Myślałem, że to niemożliwe, ale poczułem jeszcze większą fale podniecenia. Leżąc na miękkiej niedźwiedziej skórze podziwiałem piękno stojącej nade mną kobiety. Elżbieta pozostała w swoich wysokich czarnych szpilkach z czerwona podeszwa oraz czarnym gorsecie. W migoczącym ciepłym świetle kominka wyglądała jak kamienny posąg, jej blada skóra lśniła w mroku.
Piękno jej ciała było zniewalające, wzrokiem piąłem się powoli do góry podziwiając długie alabastrowe nogi, wydepilowany wzgórek łonowy, płaski brzuch, duże piersi, oraz piękną twarz zwieńczoną długimi czarnymi włosami, z których jeden pukiel opadł na pierś przysłaniając sutek. Elżbieta patrzyła na mnie wygłodniałym wzrokiem zapraszając do odkrywania rozkoszy jej ciała. Przesunąłem ręką po jej twardej łydce powoli siadając. Moje palce rozkoszowały się dotykiem jej nóg wędrując z upragnieniem do krągłości jej pośladków. Objąłem dłońmi jędrne pośladki Elżbiety i przyciągnąłem ja bliżej siebie. Zawisła nad moja twarzą stając rozkrokiem nade mną. Językiem i ustami rozpalałem chłód jedwabistej skory, jej ud. Wodząc językiem coraz bliżej jej kobiecości delektowałem się jej jaśminowym zapachem. Moje ręce cały czas masowały jej krągłe pośladki. Wodziłem językiem w głębi jej warg powoli przechodząc coraz głębiej. Po chwili zatopiłem język najgłębiej jak mogłem w głąb Elżbiety. W odpowiedzi na jej jęk cofnąłem język, by po chwili zatopić go w niej ponownie. Powoli podążyłem językiem bliżej łechtaczki. Koniuszkiem języka okrążyłem nabrzmiały wzgórek przeciągając właściwy moment.
Moja wampirza kochanka rozkosznie
jęcząc delikatnie poruszała biodrami obejmującymi ma głowę. Leciutko dotknąłem wystającej łechtaczki, zrobiłem sekundę przerwy, po czym czubkiem języka pieściłem serce rozkoszy Elżbiety. Jej Oddech rozpoczął staccato. Całymi ustami przywarłem do jej guziczka zasysając go do ust. Przez ciało wampirzycy przebiegł dreszcz. Stopniując napięcie wodziłem językiem coraz niżej by po chwili powrócić na łechtaczkę, powoli zlizując słodkie soki. Zatopiłem palce w jej wnętrzu, druga dłonią uwolniłem cudowny pośladek i muskając opuszkami palców jedwabiste ciało sięgnąłem do pełnej piersi. Zamknąłem twardy sutek w kocówkach palców zgniatając go delikatnie. Oddech Elżbiety stal się urywany, oddawałem jej całego siebie dążąc do jej spełnienia. Złapała mnie oburącz za głowę przyciągając do swojej kobiecości, na brodzie czułem płynące soki miłości, całymi ustami przywierając do jej krainy rozkoszy. W jednej chwili jęki Elżbiety ustały na sekundę, wstrzymała powietrze, po czy całe jej ciało wygięło się w gwałtownym skurczu. Ciszę domu przeszył głośny krzyk. Zacisnęła uda wokół mojej głowy nie pozwalając mi przestać pieszczot. Gdy mineły spazmy rozkoszy, powoli rozluźniła mięśnie zsuwając się niżej. Ciągle obejmując mą głowę wtuliła mnie w swe włosy.
- Było wspaniale. - wyszeptała mi do ucha.
Poczułem w uchu jej język, delikatnie przygryzła mi małżowinę, po czym przesuwając język w stronę moich ust zlizała znajdujące się na mych ustach soki. Odgarnęła swoje długie czarne włosy ukazując mi nieludzkie oczy i długie zęby.
- Pokaż, co jeszcze potrafisz - powiedziała zdecydowanym głosem, w którym nie było miejsca na sprzeciw.
Uniosła się nieznacznie, na tyle, aby nakierować się na właściwe miejsce. Powoli opuszczała się coraz niżej, aż wypełniłem ją całkowicie. Kręciła biodrami na boki cały czas siedząc najniżej jak się dało. Jęknęła z rozkoszy, po czym rozpoczęła powolne ruchy w góre i w dól. Bardzo dziwne to było uczucie zagłębiać się w zimne wnętrze jej ciała, tak inne od gorąca żywej kobiety.
Moje dłonie także nie próżnowały. Objąłem dłońmi jej duże piersi, jakże wspaniale było je pieścić. Zamknąłem na nich dłonie, ugniatałem delikatnie czując jędrną sprężystość pod palcami. Elżbieta pochyliła się do przodu kołysząc biustem nad moja twarzą. Językiem zatoczyłem okrąg wokół sutka, musnąłem go językiem, przywarłem do niego ustami. Ssałem i pieściłem go ustami i językiem, jednocześnie wolna ręką nie zapominałem o drugiej piersi. Zmieniłem pierś w mych ustach, ssałem, przygryzałem, całowałem i lizałem twarde sutki, ugniatałem i pieściłem pełne piersi, były rozkoszą dla mych zmysłów. Elżbieta oddychała głęboko cały czas kontynuując powolne ruchy. Widać było, że rozkoszuje się uczuciem, odgięła się do tylu wyprężając brzuch i piersi. Podążyłem za nią, podpierając się jednym ramieniem, drugą ręką pieściłem jej pośladki, całowałem jej piersi, szyje, jej usta odnalazły moje i połączył nas namiętny pocałunek.
Pochyleniem się do przodu kładąc ją przed sobą. Klęknąłem przed nią, odciągając jej długie nogi na boki. Przytrzymując penisa ręką nakierowałem go powyżej pochwy tak, że ślizgał się po jej wargach pieszcząc główką łechtaczkę. Wampirzyca jęknęła z rozkoszy, objęła rekami swoje piersi pieszcząc sutki. Po kilku powolnych ruchach nakierowałem członka na spływające sokami wnętrze i wszedłem w głąb jej ciała z jękiem rozkoszy. Ruszałem się stopniowo zmieniając szybkość, raz powoli poruszając biodrami nieznacznie na boki, by po chwili przyspieszyć ruchy.
Odgiąłem się do tylu, w takim ułożeniu pieściłem członkiem przednia ściankę pochwy. Jęki Elżbiety pogłębiły się, jej urywany oddech połączył się z niewyraźnym szeptem.
- o tak, wspaniale... mocniej!
Jej ciało wyginało się w spazmach rozkoszy.
Złączyłem jej nogi razem zakładając sobie na ramie, objąłem je ramieniem, aby wzmocnić moje ruchy. Wolna ręką przejechałem po krągłościach jej wspaniałych nóg od czarnych szpilek do pełnych pośladków. Dłonią masowałem sprężysty pośladek, rozkosznie układający się pod moja dłonią. Obejmując długie nogi wampirzycy obróciłem ja na bok. Leżała przed mną z zachęcająco wypiętymi pośladkami. Przejechałem paznokciami po jej plecach, na co wydala jęk rozkoszy. Ręka dojechała do pośladków, zagłębiłem ją pomiędzy krągłości masując mokry od soków miłości odcinek pomiędzy pośladkami. Ociekającym z wilgoci palcem naparłem na ciasna dziurkę, Elżbieta rozumiejąc, co chce zrobić spojrzała na mnie z pożądaniem i rozluźniła mięśnie. Palec powoli znikał w ciasnej dziurce, poruszyłem członkiem ponownie, wywołując rozkosz na jej twarzy. Poruszyłem się powoli wypełniając całe jej wnętrze. Druga ręka siegnąłem do kołyszącej się piersi. Twardy sutek wydawał się bardzo zadowolony z ponownej pieszczoty. Elżbieta miotała się pode mną, napierała krągłymi pośladkami, odpowiadając na moje zdecydowane pchnięcia. Czując, że jest bliska spełnienia, rękę z piersi wsunąłem pomiędzy jej uda odnajdując nabrzmiałą łechtaczkę, palcem wzmogłem ogrom doznań Elżbiety. Byłem cały pochłonięty wsłuchiwaniem się w jej odgłosy i reagując zmianą tempa na każdy sygnał.
Dłonie mej kochanki odnalazły moje sutki, ścisnęła je paznokciami. Przeszył mnie ból połączony z rozkoszą. Jęki wampirzycy przeszły w głośne krzyki, jej oddech stał się urywany. Dzika żądza zawładnęła naszymi ciałami, pod wpływem rozkoszy poczułem, że zbliża się fala rozkoszy. Zacisnąłem zęby, skupiając się na oddaleniu swego orgazmu, chciałem wpierw dać rozkosz Elżbiecie. Zwolniłem tempo, wyszedłem z rozkosznego wnętrza wampirzycy, palcami przejechałem od rozpieszczonej łechtaczki wzdłuż mokrych warg, na co odpowiedziała głośnym jękiem. Spojrzała na mnie wyczekująco, przyszczypując mi ponownie sutki. Delikatnie palcem przejechałem po łechtaczce, opuszkiem musnąłem wulkan rozkoszy. Wampirzyca zawyła głębokim zwierzęcym głosem, tylko na to czekając wszedłem w nią płytko i zaraz wyszedłem.
- daj mi go! - wyjęczała.
Ponownie wszedłem płytko i po chwili poruszyłem się powoli do jej końca. Przyśpieszając ruchy, wolna ręką wznowiłem masaż pomiędzy jędrnymi pośladkami. Ledwo zagłębiłem w niej palec, z ust Elżbiety wydobyło się przeciągłe wycie, jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Zacisnęła paznokcie na mych sutkach do aż do krwi. Mój krzyk połączył się z jej zwierzęcym skowytem. Już nie wiedziałem czy krzyczę z bólu czy z rozkoszy. W głośnych jękach eksplodowałem w jej wnętrzu, nasze targane rozkoszą ciała konwulsyjnie drgały w świetle kominka. Elżbieta nieludzkim ruchem pchnęła mnie na plecy, gwałtownie rzucając się na mnie. Poczułem język na sutku. Powolnymi ruchami pieściła mój sutek zlizując strużkę krwi. Dłoń jej zjechała na moje podbrzusze obejmując członka. Kilkoma ruchami wypompowała resztki nasienia. Czułem się spełniony i oddawałem się przyjemnym pieszczota wampirzycy. Jej język powoli zjechał niżej, musnął główkę członka, zamknąłem oczy rozpływając się w podnieceniu.
Nagle poczułem ból od którego wyszło cale powietrze z mych płuc, nie miałem nawet siły krzyczeć, z oczu pociekły mi łzy. Wampirzyca wgryzła się w tętnicę udową ssąc głośno. Jej ręce z niewiarygodną siła przyszpiliły mnie od ziemi nie dając szansy na żadną reakcję. Po chwili ból delikatnie zelżał, lecz uczucie ciągnięcia w nodze było olbrzymie, czułem gwałtownie ociekającą ze mnie energie, pociemniało mi w oczach, po plecach przebiegł dreszcz z nagle odczuwalnego chłodu. Świat wirował wokół ociekając z mej świadomości. Okruchami świadomości czułem łapczywe ssanie Elżbiety i ostre paznokcie wbijające się w wewnętrzną strona uda. Po chwili i to ustało. Rozchyliłem ciężkie powieki, przede mną majaczyła twarz mej kochanki, twarz będąca teraz bardziej wampirem niż kobieta. Na ustach szminka mieszała się z krwią. Długie lśniące zęby przyciągały mój wzrok. Martwe zimne oczy wpatrywały się we mnie.
- będziesz żyć, podjęłam taka decyzje gdy cie ujrzałam i nie cofam jej. Zasłużyłeś na to - Uśmiechnęła się zalotnie. - Od początku nie myliłam się, co do ciebie... Jesteś taki rozkoszny - usłyszałem jej szept z oddali.
- co teraz? - nie byłem pewny czy tylko tak pomyślałem, czy tez dałem rade wyszeptać przez zdrętwiałe wargi.
- przedstawienie się skończyło. Dla własnego dobra zapomnij. Żyj swoim nudnym życiem... lub podążaj nową drogą... do mnie... Ostatkiem świadomości dobiegł mnie śmiech wampirzycy. Nie ubłagalnie odpłynąłem w niebyt.
To tyle. Koniec opowieści. Tak skończyły się moje wakacje. Nocny koszmar... prawie. Leżę od kilku dni w łóżku, nie mogę spać, czuje apatie na otaczającą mnie rzeczywistość.
Za oknem już świta. Zaraz będzie poranny obchód. Dni w szpitalu wloką się niemiłosiernie, znaleziono mnie zakrwawionego nago na przystanku przy jakiejś wsi. Przesłuchujący mnie policjanci stwierdzili, że najpewniej padłem ofiarą napadu, do tego udo miałem pogryzione przez jakiegoś psa. Braki w pamięci tłumaczono szokiem pourazowym.
Braki w pamięci! - twierdziłem że nic nie pamiętam. Jak mogłem powiedzieć im, co się stało? Nikt by mi nie uwierzył, a sale szpitalna zamieniłbym na pokój bez klamek.
Elżbieta, myślę o niej w każdej chwili, w każdej sekundzie. Wypełnia moja głowę, gdzieś tam jest, nieokreślone miejsce w puszczy...
Patrzę na moje udo i uśmiecham się. Tak mam powód do uśmiechu, patrząc na duże ślady zadrapań przypominające wijącą się na mapie drogę, drogę nie tylko w kierunku mego krocza.
Więcej wampirzych opowiadań w dziale "inne"
| < Poprzednia | Następna > |
|---|








