O kobiecie, alkoholu, tęsknocie, pożądaniu i nieznajomym.
Minuty upływały w bezsensownym umiarze czasu. Dziewczyna siedziała w luksusowym fotelu jednego z apartamentów, który wynajął dla nich jej mąż. Czekała na niego już bardzo długo, a jego wciąż nie było. Nawet nie dawał znaków życia.
Szklanka była już całkiem pusta, jedynie na jej obrzeżach lśniły czerwone jak krew ślady szminki. Dziewczyna chwyciła butelkę z wodą i nalała pół szklanki, drugą część wypełniła kostkami lodu, plasterkiem cytryny i wódką. Wnętrze pokoju wypełniał cudowny zapach różanego olejku i ciche dźwięki muzyki. Chwyciła szklankę z drinkiem i wpatrywała się w plasterek cytrusa pławiący się w alkoholowej miksturze. Trwało to kilka minut nim upiła kolejny łyk. Później położyła głowę na oparciu i wsłuchiwała się w romantyczną muzykę, a po jej głowie biegała setka niespokojnych myśli.
Zewnętrzną ciszę rozdarł dźwięk sygnału telefonu komórkowego. Laura wyskoczyła z fotela jak oparzona i podbiegła do stolika stojącego tuż pod wielkim lustrem, w którym odbijał się ogromny żyrandol złożony z kilkuset miniaturowych kryształków. Spojrzała na wyświetlacz telefonu w nadziei, że to jej mąż, ale wyświetlił się tam obcy numer.
- Halo? – zapytała niepewnie Laura bojąc się podświadomie jakiejś okropnej nowiny, tym bardziej, że pora wcale nie była wczesna.
- Cześć kochanie. Przepra…
Mężczyzna nie zdążył skończyć wypowiedzi. Laura nie dała mu dojść do słowa. Była zła i krzyczała na niego z jednoczesną troską i ulgą w głosie. Mąż wyjaśnił jej co się stało. Była szczęśliwa, że nic mu nie jest i smutna, że go nie zobaczy dzisiejszego wieczoru. Nie będzie mogła się do niego przytulić i poczuć zapachu i smaku jego ciała, które doprowadzały ją niemal do cielesnej ekstazy. Dziwnym zrządzeniem losu zdarzyło się, że wysiadł mu telefon i zepsuł sie samochód. Musiał iść w strugach deszczu do najbliższego miasteczka, przyholować wóz na parking i czeka do jutra, żeby móc kupić części i naprawić auto. Później wynajął pokój w jakimś przydrożnym motelu i po gorącej kąpieli zadzwonił do niej.
- Przepraszam, że tak to wszystko wyszło kochanie, ale obiecuję ci, że to dopiero początek naszych wspaniałych wakacji i już jutro wszystko ci wynagrodzę.
- Nie przepraszaj, to nie twoja wina, że auto się zepsuło.
- Wykończył mnie dzisiejszy dzień. Jutro wszystko ci opowiem i przez kolejne dwa tygodnie nie odezwę się słowem na temat pracy. Idź spać, bo będziesz musiała mieć siłę znosić mnie non stop.
- Wezmę kąpiel i się położę. Dobranoc.
- Dobranoc kochanie.
Laura rozłączyła rozmowę. Wpatrywała się w swoje odbicie w ogromnym lustrze zupełnie bez emocji i w bezruchu, tak jakby ktoś wcisnął pauzę podczas emisji filmu. Po chwili nie mogła oprzeć się wrażeniu, że czerwona sukienka na ramiączkach sięgająca w pół jej ud zaczyna ją uwierać. Założyła ją specjalnie dla niego, bo dobrze wiedziała, że uwielbia tą sukienkę, a ona sama czuła się w niej niesamowicie atrakcyjnie. Jednak teraz bez chwili wahania ściągnęła buty, a później sukienkę i odrzuciła je na bok. Później wypięła kolczyki z uszu i wraz z pierścionkiem położyła je na niewielkim stoliku obok wazonu z dzisiaj ciętymi kwiatami ułożonymi w misterną i piękną kompozycję czerwieni, bieli i zielonych soczystych liści. Po chwili była ubrana już tylko w koronkowe majteczki, również czerwone. Popatrzyła się jeszcze raz na swoje odbicie, a tym razem zobaczyła śliczną półnagą brunetkę z falowanymi włosami opadającymi na jędrne piersi i sterczące sutki koloru ciemnej czekolady. Później ściągnęła też majtki i przeglądała się w lustrze
całkiem naga, gładziła swoje piersi i brzuch.
Dotykała swoich rąk, szyi i wkładała delikatnie palce pomiędzy nogi głaszcząc swój skarb. Lubiła to robić i to nie tylko jak była sama. Lubiła robić to przed mężem, który uważał ją za najpiękniejszą kobietę na świecie i nie pozwalał jej o tym zapomnieć.
Naga wróciła na fotel i kilkoma łykami opróżniła kolejnego drinka, a później jeszcze jednego bacznie się przy tym wsłuchując w kojące dźwięki płynące z zestawu stereo i dotykając się po całym ciele. Poczuła, że w głowie robi się jej błogo, a całe ciało nabiera ochoty na taniec. Tańczyła więc. Jej partnerem była frędzlowana poduszka z kanapy, którą mocno przytuliła do piersi i na której położyła głowę. Powoli wirowała po całym pokoju co chwilę widząc się nagą w każdym z trzech dużych luster zawieszonych na ścianach. Z poduszką tańczyła co najmniej trzy piosenki. Sama dobrze nie wiedziała jak długo, bo stopniowo alkohol przejmował kontrolę nad jej nagim ciałem. W pewnym momencie odrzuciła poduszkę, tak jakby była czymś bardzo nieprzyjemnym w dotyku i całkowicie obojętnym. Zrobiła kilka kroków w stronę fotela. Usiadła i nalała sobie kolejnego drinka. Upiła kolejny łyk. Im więcej piła tym większą ochotę miała na seks, lecz była sama. Kłóciła się sama z sobą to wkładając sobie palce między nogi to karcąc się za takie zachowanie. Jednak alkohol wędrujący po całym jej organizmie kazał jej zaspokoić rządze. Drażniła więc swoją łechtaczkę czując rozkosz, jaka przeszywa całe jej ciało. Rozchylała wargi sromowe i wkładała swój palec głęboko. Powtarzający ruch sprawiał jej wielką przyjemność, do tego stopnia, że w podnieceniu wiła się na fotelu, aż strąciła pustą szklankę po drinku. Nawet na nią nie spojrzała. Jej sutki sterczały niczym ziarna fasoli. Laura uwielbiała czuć ich twardość na swych delikatnych dłoniach, dlatego masowała zawzięcie, to jeden to drugi i pieściła je językiem.
Ściskała mocno swoje jędrne piersi.
Bardzo lubiła, kiedy czuła na nich mocny i zdecydowany uścisk. Zawsze robił to jej mąż, ale teraz kiedy jego nie było sama musiała się pieścić. Opuszki palców, mokre od śliny, którą Laura pozostawiła na swoich sutkach zwinnie prześlizgiwały się po jędrnych piersiach, później wędrowały na brzuch masując go delikatnie, a swój ślad znaczyły mokrą od śliny ścieżką.
Nie doprowadziła się do orgazmu. Chciała to zachować na potem. Teraz wyciągnęła palec ze swojej cipki i delikatnie zaczęła masować nim swój odbyt cały czas drugą dłonią mocno ściskając swoje piersi. Jej wilgotny od soków palec powoli ślizgał się po odbycie sprawiając jej delikatną rozkosz, tak jakby był to wyższy stopnień doznań erotycznych, na które nie każdy mógł sobie pozwolić. Czuła rokosz całą sobą i całą sobą chłonęła te chwile.
Trwało to kilka długich chwil. Nie potrafiła ocenić czasu, bo czas dla niej teraz miał nikłe znaczenie. Jej podniecone ciało z zewnątrz i z wewnątrz pragnęło orgazmu, ale Laura wiedziała, że jeśli teraz się doprowadzi do pełnego uniesienia, to kolejne nie będzie już tak przyjemne, a może wcale nie będzie miała na nie ochoty? Jej cipka była bardzo mokra, soki z jej ciała wypłynęły na rozłożysty fotel w którym siedziała. Piersi nabrzmiały a brązowe sutki sterczały jak małe antenki. Laura drżała w spazmach nadchodzącego orgazmu, ale kiedy ten miał objawić swoją fantastyczną postać zawahała się. Po krótkiej chwili czuła jak rozkosz odchodzi nie okazując w pełni swej potęgi. Szybko podjęła decyzję, że chce tego tu i teraz. Chce, żeby jej cipkę zalała fala rozkoszy. Wetknęła więc dwa palce głęboko do pochwy, po czym zaczęła masować ja rytmicznie. W jej głowie przebiegało wiele myśli, widziała siebie, tak jakby stała trzy metry obok i była nieobecnym fizycznie obserwatorem, widziała jak sprawia sobie rozkosz, widziała męża prężącego swój penis i niemal czuła go w sobie, widziała siebie jak pieści go oralnie, a on odwzajemnia pieszczoty. Widziała ludzi, którzy byli dla niej obcy, wszyscy uprawiali seks w najdzikszych odmianach. Jej zmysł powonienia wyczuwał nieobecne przecież zapachy spowitych w seksualnych uniesieniach ciał. Słuch słyszał pojękiwania rozkoszy,
a smak niemal czuł pot i spermę.
Wszystko to trwało ledwie kilka sekund, ale wystarczyło, żeby Laura przeżyła niemożliwą do opisania rozkosz. Całe jej ciało pokryło się gęsią skórką, ręce drżały, a palce u dłoni zesztywniały. Czuła, jak po jej dłoni i udach zlewają się soki rozkoszy z jej ciała. Sutki wciąż sterczały, a oddech galopował niczym nieposłuszny rumak. Serce waliło w jej piersi, z trudem łapała oddech, ale była szczęśliwa.
Szczęśliwa zasnęła naga na fotelu z dłonią wciśniętą między nogi. Podkuliła kolana i oparła głowę o boczne oparcie fotela, przygryzając lekko opuszek palca drugiej dłoni, która przed chwilą tak zawzięcie ściskała piersi. Z głośników wciąż leciała romantyczna melodia, która ukołysała ją do snu. Była zmęczona orgazmem, który przed chwilą przeżyła i alkoholem płynącym w jej organizmie.
Winda zatrzymała się na czwartym piętrze. Kelnerowi ukazał się widok długiego korytarza z rzędem dziesięciu drzwi po każdej ze stron. Jeszcze raz spojrzał na karteczkę z cyfrą 414. Przez jego głowę przemknęła myśl, że skoro to apartament, to pewnie znowu jakiś naburmuszony i nadziany gość będzie mu ubliżał popisując się przed swoją żoną, albo jak często się to zdarzało
przed kochanką, bądź dziwką.
Znów będzie czuł alkoholowy wyziew i słowa obelgi nim ten łaskawie rzuci mu kilka złotych napiwku. Szybko jednak pozbył się tej frustrującej myśli. Na szczęście to dzisiaj ostatnie co musi zrobić i w końcu pójdzie do domu, do swoich ukochanych książek i kota Kleofasa. Jego ambicje były większe, chciał zostać pisarzem, bądź aktorem teatralnym. Napisał kilka opowiadań, które jak po grudzie, ale doszły na łamy niskonakładowych pism. Napisał również kilka scenariuszy i sztuk, lecz w tej dziedzinie nie mógł się niczym pochwalić. Na sławę przyjdzie jeszcze pora, a teraz każdy grosz jest ważny. Ostatnie zamówienie, kilka niemiłych słów, kilka groszy napiwku i do domu.
Numer pokoju 414 ukazał się na drzwiach wyłaniając się zza szerokiej dębowej futryny, która pełniła też bardzo widowiskową funkcję zdobniczą. Kolor dębowego drewna z wzorniczymi rycinami wspaniale współgrał z soczyście zieloną ścianą. Kelner zapukał trzy razy i jak zwykle czekał na odpowiedź. Tym razem jednak nikt się nie odezwał ani nie otworzył drzwi. Ponowił pukanie, tym razem trochę głośniej, lecz sytuacja się powtórzyła. Po minucie czekania podszedł do telefonu stojącego na stoliczku we wnęce korytarza i chciał połączyć się z kuchnią, aby zapytać, czy ktoś czasami nie pomylił numeru pokoju. Kuchnia jednak nie odpowiadała. Wszyscy pracownicy poszli już do domu, a nowa zmiana miała przyjść dopiero za kilka godzin. Postanowił spróbować jeszcze raz. Ponowił pukanie. Tym razem usłyszał jakieś ciche westchnienie, lecz znowu nikt go nie zaprosił do środka.
Nie powinien był tego robić, ale ciekawość i chęć wykonania powierzonego zadania wzięła nad nim górę. Delikatnie nacisną klamkę, a drzwi otworzyły się bezszelestnie. Nim wszedł zaanonsował się jeszcze raz, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Powoli wsunął głowę do środka i rozejrzał się po pokoju. Nie zauważył w nim nikogo, spostrzegł natomiast, że płyta na zestawie stereo przestała grać, a na wyświetlaczu pojawił się całkowity czas nagrań. Koło lustra leżała niedbale rzucona czerwona sukienka, buty, dopiero później zauważył osobę siedzącą w fotelu, a w zasadzie czubek jej głowy. Słyszał, że dziewczyna śpi oddychając rytmicznie. Nie chciał jej budzić. Postanowił, że wózek z posiłkiem postawi koło fotela i cichutko wyjdzie z pokoju. Kiedy jednak dojechał na miejsce stanął jak wryty. Jego oczom ukazała się śliczna naga dziewczyna. Siedziała z podkulonymi kolanami, które przytrzymywała jedną ręką, a palec drugiej ręki lekko przygryzała białymi zębami. Jego uwagę przykuły usta. Zmysłowe, gorejące krwistą czerwienią usta. Nie mógł od nich oderwać oczu przez kilka długich chwil, na sam ich widok czuł, że w spodniach robi mu się ciasno. Po głowie zaczęły biegać mu frywolne myśli, których w żaden sposób nie mógł pohamować i nie chciał tego robić. Tak dawno był z kobietą, że widok tej, nagiej odpoczywającej na fotelu i nieświadomej niczego doprowadzał
go do silnego podniecenia.
Pożerał ją wzrokiem, oglądał, podpatrywał, cicho niczym kot okrążał fotel i w głowie kodował cały obraz jej nagiego ciała. Wyciągnął powoli rękę chcąc dotknąć kształtnych ud, pośladków, ale wiedział… nie może tego zrobić. Nie może jej obudzić, bo cała magia tej jakże niesamowitej sytuacji mogłaby prysnąć niczym mydlana bańka trafiona pociskiem z broni palnej. Doświadczał jej zmysłami. Dotykał jej wzrokiem chłonąc jej oblicze, wdychał jej zapach, na języku niemal czuł jej słodycz, dłonie przesuwał nad jej ciałem i czuł aksamitność jej skóry i delikatność włosów, które beztrosko osłaniały jej ramiona. W końcu nienasycony usiadł na fotelu obok i studiował każdy fragment jej oblicza. Jej bujne i lśniące włosy opadały na ramiona, twarz z wykonanym starannie makijażem emanowała spokojem, lśniące czerwienią usta lekko przygryzały palec jej dłoni. Widział jej piersi z dużymi i sterczącymi sutkami koloru ciemnej czekolady, a pomiędzy nogami zauważyć można było pęknie wygolony srom.
Silne podniecenie było nieuchronne. Kelner czuł, że uwiera go penis, który nabrzmiał i stał się twardy. Siedząc na fotelu obok i patrząc na dziewczynę masował swojego członka. Podniecenie było silne, a pokusa zaspokojenia go ogromna, lecz wiedział, że nie może tego zrobić. Nie może przełamać tej blokady w głowie, bo przez to całe jego dalsze życie mogłoby się zmienić i rozsypać jak domek z kart. Przestał. Wstał z fotela i ruszył w stronę drzwi. Musi stąd wyjść, bo za chwilę nie oprze się pokusie. Kiedy był przed drzwiami i miał złapać za klamkę zatrzymał się, odwrócił i znowu podszedł do fotela. Jeszcze raz popatrzył na śpiącą dziewczynę. Zrobił kilka kroków w kierunku szafy i otworzył ją bezszelestnie. Na standardowym wyposażeniu każdego pokoju był cieniutki koc. Wyciągnął go z szafy. Powoli i delikatnie przykrył nim dziewczynę, zasłaniając tym samym najpiękniejszy widok jaki miał okazję do tej pory widzieć. Dziewczyna lekko drgnęła, lecz szybko chwyciła koc i otuliła się nim. Zauważył przy tym szklankę leżącą na grubym dywanie rozścielonym niemal na całej powierzchni pokoju. Podniósł ją, poczuł wyraźny zapach wódki, odstawił bezszelestnie na stolik. Skierował się w stronę zestawu grającego. Nastawił go na niemal minimalne natężenie głosu i puścił płytę raz jeszcze. Znów wnętrze wypełniło się romantyczną muzyką, lecz tym razem była ona niczym mgiełka, lekka i niemal niezauważalna. Kiedy szedł w stronę drzwi zatrzymał się przy dziewczynie i nachylił nad jej głową. Pocałował ją delikatnie, a pocałunek ten był niczym muśnięcie skrzydeł motyla. Wyszedł. Szybkim krokiem skierował się w stroną windy, a w głowie krążyła mu myśl, że tego wieczoru stworzy najlepsze opowiadanie jakie było mu do tej pory dane.
Uśmiechał się.
Laura otworzyła oczy, przez chwilę nie wiedziała co się dzieje i gdzie się znajduje. Szybko jednak przypomniała sobie ostatniego drinka jaki wypiła, to że doprowadziła się do szaleńczo przyjemnego orgazmu i niechcący strąciła szklankę. Później musiała zasnąć. W jaki więc sposób ma na sobie koc, który widzi pierwszy raz w życiu, i dlaczego szklanka stoi na powrót na stole? Nie mogła tego zrozumieć przez krótką chwilę, do czasu aż zauważyła stojący koło fotela wózek z kolacją dla niej i jej męża, który ten zamówił na dobre rozpoczęcie ich wspólnych wakacji.
- Ktoś tu był. Cholera ktoś tutaj był kiedy spałam. – powiedziała Laura sama do siebie.
Zastanawiała się chwilę nieświadoma tego, że z głośników wciąż wydobywa się cichutka muzyk. Wstała zrzucając z siebie koc. Rozejrzała się po pokoju. Na pozór nic więcej nie było w nim zmienione. Jednak koło drzwi wyjściowych przy wazonie z kwiatami zauważyła karteczkę złożoną na pół. Niepewnie chwyciła ją do ręki i otworzyła. Po przeczytaniu uśmiechnęła się szeroko odsłaniając swoje białe zęby.
"Przepraszam za śmiałość.
Jest Pani najpiękniejszą kobietą jaką kiedykolwiek widziałem."
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





