Nie myślałem i nie śniłem w mym życiu, że spotkam w tak czystej formie tak gwałtowną żądzę i tak gorące i tęskne pożądanie. J.W. Goethe Kolejny lipcowy dzień kładł się za lasem złotą, ciemniejącą tarczą ciągnąc za sobą senne, jasne nici przeszywające granatowe barany zwiastujące noc. Siedziałam na werandzie swojej leśnej oazy, popijając drinka i słuchając śpiewu ptaków. Raz po raz zamykałam oczy by rozpoznać gatunek ptaka. Większość czasu jednak wzrok miałam utkwiony w chmurach.
Dwa lata temu podjęłam decyzję o wyniesieniu się z miasta i osiedleniu w głuszy. Dom z kawałkiem polany kupiłam za grosze. Dwa miesiące poświęciłam na remont, odnowę podłóg, ścian i obejścia. Potem wykonując chyba z piętnaście kursów między Krakowem a tą puszczą, zwiozłam cały swój dobytek. Wszystko starałam się wykonać sama. Im więcej osób wiedziałoby o moim azylu, tym gorzej. Do miasta jeździłam niezwykle rzadko. Głównie po niezbędną „chemię” i jakieś konserwy i alkohol. Warzywa i owoce kupowałam od gospodarzy zza drugiej strony lasu. Jedyne co pozostało mi z dawnego życia to niezawodny „Garbi” i telefon komórkowy. Ten ostatni miałam na tak zwane „w razie Niemca”.

Siedziałam tak do momentu, aż słońce całkowicie nie schowało się za lasem. Potem wróciłam do domu i rozpoczęłam przygotowania do snu. Odkąd zamieszkałam sama wszystkie te rytuały stały się dla mnie bardzo ważne. Posiłki, mimo, iż spożywałam je sama podawałam tak jakbym przyjmowała ważnych gości. Stół zawsze idealnie nakryty, czyste talerze, sztućce zawinięte w serwetkę. Dzbanek z parującym kompotem. Na osobnych talerzykach: chleb, masło i pozostałe produkty, Po kolacji zawsze zmywałam naczynia, Potem wpuszczałam wodę do wanny. Zawsze do połowy. To ani za mało, ani za dużo. I zawsze letnią. Na krzesełku obok kładłam świeżą piżamę i ręcznik. Po kąpieli od razu udawałam się do sypialni. Pomieszczenie zawsze było wywietrzone a pościel równo zasłana. Na noc zostawiałam uchylony lufcik a zasłony zaciągałam do końca. Lubiłam ten porządek i ład jaki udało mi się osiągnąć. Dlatego byłam w wielkim szoku gdy w środku nocy ktoś załomotał w moje okno, potem drzwi a na samym końcu wydarł się w niebogłosy budząc pół lasu.
-Karo!! Wstawaj do kurwy nędzy!! – głos znajomy, ton irytujący. Kobieta była mniej więcej na wysokości mojej sypialni. Uniosłam głowę i dostrzegłam przez ciemne zasłony złotą nitkę światła samochodowego.
- Wyłaź! – wołanie nasiliło się, a potem ponownie rozległo się pukanie. W sypialniane okno. – Po chwili nie miałam już wątpliwości, kto wtargnął na mój teren.
Zwiesiłam stopy z łóżka bezbłędnie trafiając na kapcie. Przeciągnęłam się i po chwili stałam już przy oknie. Ostrożnie uchyliłam zasłonkę, tak bym nie została zauważona, niestety moja kuzynka śliniła właśnie szybę.
- Mam cię dziwko!
– wrzasnęła i machając na niewidzialną postać za sobą ruszyła w stronę głównego wejścia.
Niechętnie poszłam do niej. Policzyłam do dziesięciu i przekręciłam zamek.
Iwona bezpardonowo ruszyła na mnie i zapalając światła krzyknęła „No chodź”. Ruszyłam się więc niepewnie z miejsca gdy moim oczom ukazało się najpierw dziecko a potem… drugie dziecko. Z czego jedno mniejsze było chłopcem a drugie dziewczyną w wieku licealnym.
Spojrzałam z miną debila na całą trójkę.
- Co jest? – zapytała w końcu Iwona o ciszej i spokojniej niż dotychczas.
- To raczej ja powinnam się o to spytać – powiedziałam powoli, starając się panować nad sobą.
- Słuchaj, nie miałam wyboru. – zaczęła, siadając na fotel – To moja sąsiadka, Gabrysia i jej syn Krystian.
- Zaczyna się cudownie – mruknęłam ignorując dwójkę.
- Daj mi skończyć. Musisz ich przetrzymać jakiś czas. Gdybym miała lepszy pomysł, to uwierz, nie przyjeżdżałabym tutaj.
- Z burdelu ją wyciągnęłaś, że po lasach ją chcesz chować?
- Oj nie pierdol. Siedzisz tu sama i w łeb dostajesz od tej ciszy. Towarzystwo na parę tygodni dobrze ci zrobi. Zobaczysz.
- Tygodni? Ty chyba żartujesz! – Opadłam z bezsilności na drugi fotel i spojrzałam Iwonie głęboko w oczy. Coś w nich było nie tak. Były śmiertelnie poważne.
- Ojciec dziecka to zwyrol i kryminalista, wyszedł właśnie z paki bo mieli na niego za mało dowodów. Siedział trzy lata. Nawet nie wiedział o istnieniu syna, dopiero gdy wyszedł poinformowali go kumple. Ten wparował do mieszkania Gabrysi robiąc rozpierduchę i wyrywając jej małego siłą. Spójrz na nią – kiwnęła mimowolnie w stronę dziewczyny. Rzuciłam okiem na jej twarz. Dopiero teraz dostrzegłam wielkie limo pod okiem i napuchniętą wargę.- Policja ma sprawę w dupie. A dopóki ten idiota kręci się po mieście ona nie jest bezpieczna.
- Powiedzmy, że się zgodzę, to na pewno nie za darmo.
- Jestem na to przygotowana. Dwa koła teraz. Dwa jak przyjadę po nich. Mam też trochę twojej ulubionej szkockiej.
- Ale tylko na miesiąc – pogroziłam jej palcem.
- Mam nadzieję, że do tego czasu wszystko się poukłada. Jeżeli nie, a ty będziesz miała dosyć, to do tego czasu wymyślę inne rozwiązanie.
- Ile ona w ogóle ma lat? – spojrzałam w końcu na przestraszoną dwójkę, dłużej niż przedtem, szacując.
- 21. Jest samodzielna, dobrze opiekuje się małym. Nie sprawią ci kłopotu.
- Dobrze. Niech ci będzie. Mogą mieszkać na strychu – nie spuszczałam z przybyszy oczu. Gabrysia jakby drgnęła, ale trudno przyznać czy ze strachu czy z zimna.
- Chodźcie, pokaże wam strych. Tam jest stary tapczan i trochę koców. Na dzisiejszą noc powinno wystarczyć. Jutro pomyślimy co dalej. – Wstałam powoli i ruszyłam przez pokój do kuchni, gdzie znajdowały się schody na strych. Zapaliłam gołą żarówkę i po skrzypiących schodach prowadziłam dwójkę na górę. Iwona została na fotelu. U góry wskazałam im palcem tapczan, na którym w kostkę złożone, leżały dwa koce. – śpijcie spokojnie - Będąc na schodach usłyszałam ciche „dobranoc”.
Iwona siedziała zamyślona wpatrując się w dywan.
- Ratujesz im życie. Dziękuję – szepnęła.
- Dawaj lepiej ten alkohol i kasę – wyciągnęłam dłoń w jej stronę. Wyjęła z torebki grubą kopertę i podała mi ją. Schowałam ją za gumką od spodni.
- Szkocką mam w bagażniku. Chodź ze mną, weźmiesz przy okazji ich torby. – gdy już uporałam się z kartonem butelek i bagażem pożegnałyśmy się i Iwona zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Ja jeszcze otworzyłam butelkę i opróżniając ją do połowy uśpiłam swój niepokój.
Nad ranem dom wydawał się być taki jak zwykle, niestety do czasu. Po wejściu do kuchni przybysze już tam byli i rozpracowywali moją lodówkę. Na mój widok zamarli.
- Ja, ja – zaczęła się jąkać. – Mały był głodny i my nie wzięliśmy niczego ze sobą. – zapłakała i odłożyła bułkę na stół.
- Przecież bułki nie będę wam żałować. – wyszłam z kuchni i nie wracałam tam do południa. Ubrałam się i poszłam do lasu. Gdy wróciłam, na stole parował ciepły obiad, mały bawił się butami pod stołem, a dziewczyna przelewała kompot do szklanek.
- Zje pani z nami? – uśmiechnęła się nieznacznie. I położyła trzy szklanki na stole.
- Tak – mruknęłam i usiadłam na jednym z krzeseł. Następnie Gabriela posadziła sobie Krystiana na kolanach i zaczęła go karmić.
Zjedliśmy w milczeniu. Potem pozwoliłam obcej posprzątać, a sama udałam się do sypialni.
Dni mijały w podobny sposób. Nie rozmawiałyśmy prawie w ogóle. Jak jechałam po zakupy do miasta, Gabrysia zostawiała mi na stole kartkę z listą potrzebnych rzeczy. Z tego co obserwowałam, siniaki stawały się mniej widoczne, i przez to jej twarz była jakby ładniejsza i pogodniejsza.
Prawdę mówiąc na swój szalony sposób cieszyłam się z jej obecności. Wprowadziła dziwną świeżość między mój krochmal i Ace. Powoli, zapachem jej włosów przeszły poduszki i koce. Pranie, które zdarzało mi się wieszać, nosiło zapach jej słodkiego potu. Nawet się nie zorientowałam, kiedy zamieszkała w moich myślach. Obecność kobiety, w dodatku bardzo atrakcyjnej, co zauważyłam dopiero po pewnym czasie, sprawiał mi przyjemność.
Pewnego szarego dnia, gdy wszystkie znaki na niebie i w powietrzu zapowiadały burzę siedziałam w sypialni i czytałam książkę. Gabriela z rana powiesiła pościele by choć trochę złapały wiatru. Burknęłam coś, że i tak niedługo lunie i będzie musiała zbierać, jednak zrobiła to po swojemu. Gdy usłyszałam pierwsze, napuchnięte krople deszczu stukające w okna zerknęłam na podwórze. Uśmiechnęłam się złośliwie i czekałam aż dziewczyna zorientuje się co się dzieje. W końcu wybiegła na boso przez tylnie drzwi. Nerwowo odpinała klamerki i ściągała poszewki tuląc je do piersi by choć trochę je osłonić. Włosy miała coraz bardziej mokre, niesforne kosmyki oblepiły jej twarz, lgnęły do ramion i wytyczały ścieżki lodowatym potokom deszczówki. W jednej chwili stała cała mokra.
Kiedy wróciła do domu i usłyszałam jak rzuca pościel na kanapę wstałam i wychyliłam się nieznacznie za futrynę. Gabriela stała na środku pokoju rozpinając nerwowo guziki przemoczonej koszuli. Drżała, a palce plątały się jej w chaotycznym tańcu między piersiami. Uporawszy się z koszulą zrzuciła ją na krzesło i rozpięła spodnie, z którymi postąpiła podobnie. Nieświadoma mojej obecności ściągnęła jeszcze stanik. Zamarłam. Była idealna.
Jej ciało było doskonałe.
Jędrne, nieduże piersi, mieszczące się w dłoni unosiły się pod zdyszanym oddechem. Ich twarde sutki hipnotyzowały i kusiły swą słodką różowością. Ponętna talia, brzuch płaski i umięśniony kusiły dyskretnie zapraszając na bankiet pod pokładem. Westchnęłam i cofnęłam się do sypialni. Gdy już krew uspokoiła się troszeczkę, usłyszałam, że dziewczyna krząta się w łazience. Odetchnęłam, ale jednocześnie kusiło mnie by iść do niej.
Wyciągnęłam z szafy czystą koszule i spodnie. Przejrzałam się przelotnie w lustrze i pognałam do łazienki. Drzwi były uchylone. Gabriela stała w wannie i lała na siebie strumienie gorącej wody. Krew w moich żyłach ponownie zawrzała. W powietrzu unosił się zapach, który spijałam z poduszek i pościeli, lecz teraz czysta jego esencja zadała mi najprzyjemniejszy gwałt jaki kiedykolwiek doznałam. Studiowałam jej ciało. Napięte łydki i uda, łono tak cudne, że bałabym się go dotknął ze strachu przed unicestwieniem tego co w niej najpiękniejsze.
Wtem Gabriela wyczuła moją obecność i otworzyła oczy. Spojrzała na mnie i spłoszona skuliła się. Rzuciłam ubrania i wybiegłam z łazienki, płonąc ze wstydu. Do wieczora nie wychodziłam ze swojej sypialni. Chociaż wiedziałam, że dziewczyna wraz z synem już śpią. Siedziałam na parapecie i pozwalałam ciemności by ciągała mnie za sobą, wraz z podmuchami wiatru i strugami deszczu. Prawie przysypiałam gdy usłyszałam za plecami skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam się gwałtownie i dostrzegłam zarys sylwetki Gabrieli. Czułam jej intymny zapach, który zapanował nad całym mym światem, zamkniętym w tym maleńkim pomieszczeniu. Siedziałam nieruchomo skupiając wzrok na postaci Gabrysi, czując jednocześnie jej wzrok na sobie. Nagle, w myśl moich marzeń, ruszyła w moją stronę. Powoli, jakby niepewnie badając każdy centymetr deski podłogowej wierząc, że nie załamie się pod ciężarem jej rozpalenia, kołysała biodrami kusząc kielichem pełnym słodyczy.
Nie było pomiędzy nami słów zbędnych, niechcianych i zlęknionych. Za to czyny, których tej nocy dopuściłyśmy się obie rozpaliły niebo nad nami i otworzyły otchłań, w którą obie kroczyłyśmy z lubością.
Stanęła przede mną w samej podomce. Oddech jej, niczym podmuch wiatru trącał kosmyki włosów opadające na moje czoło. Chłodził spoconą szyję i bezwiednie rozchylał uda. Chwyciła moje dłonie i pociągnęła ku sobie. Musnęła niepewnie nagie ramie strącając ramiączko koszuli. Westchnęłam głośno. Moja dłoń odbyła długą, bojaźliwą podróż wzdłuż jej pleców, zrzucając na ziemię podomkę.
Złapałam mocno, pewnie jej pośladki i usadowiłam na swoich udach. Wargami odnalazłam usta, w których zatopiłam swe zęby, kąsając mocno i dusząc bez opamiętania. Czułam jej piersi przez cienki materiał koszulki.
Twardniejące sutki i coraz intensywniejsza wilgoć na udzie.
Uniosłyśmy się powoli, nadal objęte, złączone w wiecznym pocałunku, oddałyśmy się miękkiej pościeli. W między czasie ściągnęłam z siebie krępujące ubranie, zachłannie pragnąc jej potu, wilgoci, dreszczy i delikatności. Gabriela rozsunęła uda wypinając swą kobiecość dumnie ku niebu. Objęłam dłońmi jej pośladki i zaczęłam spijać z jej cipki soki. Wylizałam ją dokładnie, z pasją. Wsunęłam język w jej płonące wnętrze. Ssałam różowe płatki i drażniłam koniuszkiem języka perełkę. Po chwili przewróciłam ją na brzuch gestami nakazując poddańczość. Gwałtownie rozwarłam jej uda i przysunęłam ją bliżej siebie. Polizałam lubieżnie dwa palce i bezpardonowo wbiłam się w jej wnętrze czując zaciskające się mięśnie na moich paluszkach. Rżnęłam ją bez opamiętania. Krzyczała pode mną. Nie chciała bym przestała. Jej pośladki rytmicznie ruszały się pod moimi dłońmi, a jej cipka przyjemnie wilgotniała, aż jej uda całe były w jej sokach. Nagle wysupłała się z mego uścisku i jednym ruchem dłoni położyła mnie pod sobą. Usiadła mi na twarz rozchylając palcami kobiecość. Zafascynowana, ponownie, spragniona wylizałam ją do sucha. Moja ciało chłonęło jej zapach niczym sucha gleba, wodę.
W jednej chwili role się odwróciły. Pomału zsunęła się na wysokość moich bioder i całując je delikatnie zbliżała się ku mojej szparce. Najpierw powoli, nieśmiało, musnęła ją koniuszkiem języka by już za chwilę, lizać mnie z wprawą rasowej dziwki. Jęczałam głośno czując jak jej język penetruje moje wnętrze. Wiłam się pod nią i błagałam o więcej. Wreszcie wtargnęła we mnie, unosząc się jednocześnie i patrząc na władzę jaką posiadła nade mną. Moje ciało stało się jej poddane. Każdy jej ruch we mnie powodował kolejne spazmy i jęki. Wyczuwając moment, wyszła ze mnie, rozchyliła szerzej moje nogi i usiadła na mnie tak, że
nasze cipki lubieżnie poczęły mlaskać
pod wpływem płynnych ruchów bioder. W tej pozycji doszłyśmy obie, niemal równocześnie. Gabriela krzyknęła i opadła na mnie dysząc. Łomot naszych serc zagłuszył apokaliptyczną burzę za oknem.
Leżałyśmy tak dłuższą chwilę. Głaskałam czule jej spocone pośladki i plecy. Delektowałam się kroplami potu scałowanymi z jej policzków. Na jej ustach nadal czułam smak i zapach mojej kobiecości. W tej chwili nic, co wokół nas nie miało znaczenia. Chciałam przeciągać tę chwilę w nieskończoność.
Niestety, następnej nocy już jej nie było. Iwona pojawiła się następnego dnia pakując całą dwójkę w pośpiechu. Mówiła coś o znalezionym lokum, przedszkolu dla małego. Rzucała we mnie słowami, które boleśnie przywracały mnie do rzeczywistości, od której tak starannie uciekałam. Gabriela cały ten czas milczała. Poddańczo szła za Iwoną do samochodu, a ja nie mogąc nic zrobić ,stałam w oknie powstrzymując łzy.
Opowiadania erotyczne les i gej
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





