Opowiadania erotyczne Zgłoszone na konkurs Piknik pod wysokim napięciem

Logowanie

Ostatnio Punkty zarobili

sonda

Tego nigdy bym nie zrobił
 

Piknik pod wysokim napięciem

opowiadania erotyczneMyślicie, że nudny z pozoru piknik może czymś zaskoczyć? O tak! :)

To miał być dzień jak każdy inny. Prawie, a w każdym razie taki, jakich wiele w wakacje - ciepły, bezchmurny, z królującym na nieboskłonie wesoło oślepiającym słoneczkiem. Żal było nie skorzystać z tak pięknej pogody, zapakowaliśmy więc wiklinowy koszyk z mnóstwem łakoci oraz duży koc w czerwono-zieloną kratę do samochodu, po czym z piskiem opon ruszyliśmy przed siebie, a konkretniej w stronę jednego z dość daleko położonych jezior.
- Znam jedno takie miejsce, gdzie nikt nas nie zauważy. Będziemy mogli leżeć tam plackiem całkiem nago. - Mówiąc to złapałeś mnie za kolano i posłałeś mi promienny uśmiech.erotyka
- Ciekawa jestem, skąd znasz to miejsce - przekomarzałam się z tobą. - Czyżbyś tam bywał? - dokuczałam ci, śląc przy tym wesoły uśmiech.
- Pewnie - usłyszałam od razu. Zawsze dawałeś się wciągać w tę naszą grę. - W zeszłym tygodniu byłem tam z Anią z działu księgowości, a w tym z Sandrą... Aha, i jeszcze... - zamilknąłeś, gdy żartobliwie pacnęłam cię w głowę. - Ała! Nie przeszkadzaj. Nie widzisz, że prowadzę? Chcesz, żebyśmy uderzyli w drzewo? - droczyłeś się ze mną, na co ja wybuchnęłam gromkim śmiechem.
Drzewo, dobre sobie! Mknęliśmy szosą z wiatrem we włosach wśród krajobrazu, w którym królowało zaledwie jedno rozłożyste drzewo i to w dodatku usytuowane daleko od drogi, a ty wspominałeś o wypadku. Czasami na serio jesteś niemożliwy!
- Daleko to jezioro? - spytałam, gdy już nieco się uspokoiłam.
- Kilkanaście kilometrów - odparłeś, rzucając na mnie okiem. - Lecz przy tej pogodzie powinniśmy tam dojechać dość szybko. Myślę, że wylądujemy tam za jakieś... - rzuciłeś ponownie okiem, lecz tym razem na zegarek  i w tym właśnie momencie nasz samochód przy akompaniamencie głośnego "ŁUP!" podskoczył niczym na wyboju.
- Co to było? - spytałam z lekka wystraszona, bo bądź co bądź, lecz tamten dźwięk nie wydawał się nam dobrze wróżyć.
- Może ptak? A może coś innego - odparłeś niepewnie.
- Widziałeś coś przed sobą? - spytałam, zerkając na szosę przez tylną szybę, na której nic nie zauważyłam. A w każdym razie nic większego. - Zresztą ten dźwięk... Nie sądzisz, że powinniśmy się zatrzymać? - Mówiąc to, zerknęłam na ciebie.
- Chyba masz rację - odparłeś, po czym zatrzymałeś auto, otworzyłeś drzwiczki i wysiadłeś. - Niech to szlag! - zakląłeś. - Złapaliśmy gumę.
I tak to się właśnie zaczęło... Wszystko byłoby ok, gdyby nie okazało się, iż opona w twoim zapasie od dawna już nie była pompowana, w związku z czym koło kompletnie nie nadawało się do dalszej jazdy.
- I co teraz? - zapytałam z beznadzieją w głosie. - Czy nie mogłeś sprawdzić tego cholernego koła wcześniej? Teraz tkwimy w samym środku pieprzonego pustkowia, bez koła i bez telefonu, bo oczywiście akurat tutaj nie ma zasięgu! Słowo daję - piekliłam się - można by pomyśleć, że to ingerencja diabła!
- Nie denerwuj się - starałeś się mnie udobruchać, kładąc dłoń na mym ramieniu.
- Najpierw roztaczasz przede mną wizję opalania toples nad jeziorem, a teraz każesz mi się nie denerwować? - krzyknęłam, lecz widząc twoją zasmuconą minę, poczułam, jak emocje ze mnie opadają. Nie lubię się z tobą kłócić, więc już po chwili przesyłałam ci nieśmiały uśmiech. - I co teraz? - spytałam ponownie.
Przez chwilę stałeś bez słowa, coś w myślach kalkulując.
- Widzisz to drzewo? - spytałeś.
- Ciężko go nie zauważyć. Jest jedynym drzewem wokół nas, jeśli byś nie zauważył - odparłam z przekąsem.
- Ciężko nie zauważyć - odciąłeś się z coraz większym uśmiechem na ustach. - A więc zrobimy tak - westchnąłeś. - Auto zamkniemy i pójdziemy pod to drzewo piknikować. Może tam będzie zasięg?
- A może przewróciło ci się do reszty w głowie? - odparłam.
- W każdym razie - ciągnąłeś dalej niezrażony. - Prędzej czy później ktoś będzie tędy przejeżdżał i na pewno zatrzyma się, widząc nasz samochód na środku drogi.
- Po pierwsze: skąd masz pewność, że się ktoś zatrzyma? A po drugie: to będzie później niż prędzej - rzekłam. - Ale zdaje się, że nie mamy wyboru.
Tak więc z kocem pod pachą i wiklinowym koszem w ręku rozpoczęliśmy swój marsz w kierunku drzewa.
- A co będzie, jeśli do wieczora nikt się nie zjawi? - spytałam, gdy rozkładaliśmy koc pod rozłożystą koroną na zielonej trawie.
- Wtedy jakoś będziemy musieli zepchnąć nasz wóz na pobocze i w nim przenocować. Dobrze chociaż, że noce mamy ciepłe, nie zmarzniemy - pocieszałeś z uśmiechem. - Ale do wieczora jeszcze jest daleko, nie ma co się martwić - dodałeś, wyciągając z koszyka wiktuały.
Były tam przepyszne sandwiche z salami i serem, truskawki z czekoladą, popcorn z masłem, kruche ciasteczka z rodzynkami i czekoladą, przepyszne czekoladki nadziewane likierem oraz mrożona herbata z cytryną.

Przy tej zabawce sex to g...

- Truskawka czy pocałunek?

- spytałeś, podsuwając mi do ust swoje usta i truskawkę, gdy już zaspokoiliśmy pierwszy głód kanapkami.
- Oczywiście, że truskawka - odparłam wesoło, po czym bez mrugnięcia okiem spałaszowałam owoc.
- Och ty... - Nie mogłeś uwierzyć, że nie wybrałam twoich ust. - Zapłacisz mi za to! - zagroziłeś i zaraz potem rzuciłeś się na mnie, przewracając nas tym samym oboje na koc. - Mogłabyś odmówić sobie takich słodkich ust? - Pytałeś, nadstawiając usta do pocałunku.
- Takich nieskromnych? - śmiałam się. - No pewnie!
- Nawet, jeśli tkwi w nich truskawka w czekoladzie? - dopytywałeś, wkładając między wargi słodki mały przysmak.
- No obawiam się, iż teraz nie potrafię ci już odmówić.
I z tymi słowy chwyciłam ustami twoją truskawkę, zapoczątkowując tym słodki pocałunek, który był wstępem do pieszczot.
- A co jeśli nas ktoś zobaczy? - przerwałam na chwilę pocałunek, by rzucić okiem na szosę, na której stał jedynie nasz unieruchomiony pojazd.
- Czy całowanie się jest karalne? Zwłaszcza, jeśli jest się małżeństwem? - odparłeś tylko, po czym ponownie zacząłeś mnie całować, co i rusz wplatając w nasze pocałunki to truskawkę, to czekoladkę, których dość mocny likier zaczął nas rozgrzewać.
- Dość rozgrzewające te smakołyki - rzuciłam między pocałunkami.
- Dlaczego zakładasz, że to czekoladki? A może po prostu moje pocałunki tak na ciebie działają? - spytałeś, spoglądając na mnie przez chwilę roziskrzonym wzrokiem padającym znad rumianych policzków. - Skoro tak ci gorąco, może powinnaś zdjąć bluzkę? Przecież i tak nikogo tutaj nie ma - mówiłeś jeszcze, ściągając moją zieloną bluzeczkę przez głowę. - Tego też nam tutaj nie potrzeba - dodałeś po chwili, pozbawiając mnie białego biustonosza, pod którym ukryły się

moje jędrne opalone piersi.

- A może ty też powinieneś zrzucić to i owo? - spytałam, pozbawiając cię twojej koszulki. - Dostałeś takich wypieków...
- I w przeciwieństwie do ciebie nie zwalam winy na czekoladki - uśmiechnąłeś się, chwytając w usta mój stwardniały z podniecenia sutek.
- mmmm - westchnęłam z rozkoszą, wyginając się pod tobą w delikatny łuk. - Może jednak popełniłam błąd, wybierając truskawki?
- Zawsze można ów błąd naprawić - poczułam, jak twoje wargi uśmiechają się do mojej piersi.
To, co wyprawiałeś pod koroną liści przyprawiało mnie wpierw o gęsią skórkę, później zaś niemal o palpitacje serca. Leżałam coraz bardziej niecierpliwa i spragniona ciebie, coraz bardziej wilgotna między udami, gdzie coraz mocniej pulsował kwiat mej kobiecości, coraz bardziej spocona i roztrzęsiona rozkoszą. Nawet nie zauważyłam, kiedy niebo przysnuły ciemne burzowe chmury. Dotarło to do mnie dopiero w chwili, gdy liście nad nami zaczęły mocno szumieć trącane przez coraz porywistszy wiatr, a echo przyniosło do nas grzmot toczony z oddali.
- Chyba powinniśmy się stąd zabierać - przerwałam niepewnie.
Tak bardzo nie chciało mi się podnieść z koca w tak podniecającym momencie, lecz pogoda nie zapowiadała się najlepiej. Błękitne dotąd niebo i cytrynowe słońce przepadło gdzieś z kretesem, zastąpione przez ciężkie granatowo-fioletowe niebo przedzierane co i rusz błyskawicami.
- Myślisz, że zdążymy skończyć przed burzą? - zapytałeś naiwnie.
- Nie. Prędzej nas piorun usmaży pod tym drzewem, bo gdybyś nie zauważył jest to jedyny...
- ... najwyższy punkt w terenie - przerwałeś mi, dokańczając moją myśl. - A co tam, chociaż zginiemy razem, w dodatku wtuleni w siebie - dodałeś, jak zawsze wyszukując coś pozytywnego w sytuacji.
- Ja nie chcę jeszcze umierać... - marudziłam, zerkając w niebo, na którym właśnie błysnęło. Burza zbliżała się z każdą chwilą.
- Nawet z rozkoszy? - spytałeś poprzez grzmot i w tym samym momencie poczułam, jak twój

sztywny penis wślizguje się między moje nogi

i wypełnia mnie całą.
Wiedziałam, że powinniśmy wiać spod tego drzewa czym prędzej, lecz nie byłam w stanie się ruszyć. Było mi zbyt dobrze i chciałam, by ta przyjemność trwała znacznie dłużej. Wiedziałeś chyba, o czym pomyślałam, bo tylko uśmiechnąłeś się do mnie poprzez rzęsisty deszcz, który począł lać na nas z nieba i zacząłeś jeszcze energiczniej się we mnie poruszać. I choć świat, a wraz z nim i my, tonął w ulewnym chłodnym deszczu, nam było nad wyraz gorąco, co potęgowało się jeszcze z każdym błyskiem i grzmotem, rozlegającym się tuż-tuż. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam, bo i - ba! - nigdy nie uprawiałam seksu na środku polany, pod drzewem, gdy wokół w najlepsze szalała burza i to nie byle jaka, a taka z prawdziwego zdarzenia. Nie na codzień zdarza ci się kochać ze świadomością, że oto za chwilę jeden z piorunów może uderzyć w drzewo, pod którym leżysz i cię pod nim usmażyć...
- Ludzie, czy wyście powariowali? - usłyszeliśmy nieznajomy głos nad nami, jednocześnie dostrzegając przed nami faceta, który wyrósł przy nas dosłownie jak spod ziemi. - Chcecie, żeby was szlag jasny trafił? Życie wam niemiłe? - stał, przekrzykując szum wiatru oraz deszczu, podczas gdy ja zaczynałam szczytować.
- Taaaak, och, taaaak... - jęczałam, wijąc się pod tobą. - Mocniej, kochanie, mocniej. Mało mi! - krzyczałam, jednocześnie z rozbawieniem zauważając, jak nowemu towarzyszowi pęcznieją spodnie. - Chcesz się przyłączyć? - zapytałam nieznajomego, na co ten otworzył szerzej oczy ze zdumienia. - Zdejmij spodnie - zakomenderowałam.
Ta burza wyczyniała ze mną coś dziwnego.

Seks w trójkę?

Nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że może mnie kręcić coś takiego. A jednak. Może po prostu odmienne warunki i zewsząd roztaczający się zapach ozonu wyzwalały we mnie dzikie instynkty?
- Zdejmuj, mówię! - ponaglałam i patrzyłam z zachwytem, jak nieznajomy mężczyzna, aczkolwiek jeszcze w szoku, wykonuje moje polecenie, a następnie klęka koło mnie i podaje mi swojego dużego sztywnego penisa do ust, bym mogła go lubieżnie pieścić językiem oraz ustami.
- Muszę chwilkę odsapnąć - usłyszałam twój głos tuż przy uchu. - Inaczej eksploduję - dodałeś i wysunąłeś się spomiędzy moich nóg. - Nie przeszkadzaj sobie, chcę patrzeć, jak zabawiasz się z naszym gościem - zakończyłeś, namiętnie mnie całując i usuwając się na bok.
- Kładź się! - wydałam polecenie mężczyźnie. - No już, nie pożałujesz - dodałam z uśmiechem w chwili, gdy piorun huknął gdzieś bardzo blisko. - O, właśnie tak - zakończyłam z satysfakcją, z gracją wsuwając się na nowego penisa. - Taaak, kochanie - jęczałam, ślizgając się po wypełniającej mnie dokładnie męskości. - Och.... - okrzykom nie było końca, kiedy nieznajomy wreszcie się odblokował i zaczął pieścić dłońmi oraz ustami moje kołyszące się nad nim piersi. - Nie przestawaj - jęczałam, prężąc się w szale ekstazy. - OCH!
To już nie był krzyk, a prawie wrzask zrodzony z niewysłowionej przyjemności, gdy poczułam, jak od tyłu do pierwszego penisa dołącza drugi, twój, i obydwa wypełniają moją szparkę. - TAK! TAAAK! - darłam się, gdy jeden lizał i podszczypywał moje piersi, a drugi składał namiętne łapczywe pocałunki na mojej szyi i ustach. - TAAAK! - szczytowałam w kanonie grzmotów i piorunów uderzających wszędzie wokół, drżąc na całym ciele, gdy wypełniały mnie dwa męskie instrumenty. - OOOOCH! - jęczałam wciąż, gdy czułam, jak wilgotnieję gwałtownie od waszej spermy przy akompaniamencie

męskich jęków rozkoszy.

Może i nie dojechaliśmy nad jezioro, lecz koniec końców, czym byłoby jezioro wobec takiego pikniku? Rację też będą mieli ci, którzy powiedzą, iż szaleństwem było pozostanie pod tamtym drzewem w taką pogodę, lecz co nadaje życiu smak, jeśli właśnie nie odrobina szaleństwa?

Opowiadania nie tylko erotyczne

 

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
Rozkoszna  - :) |2010-08-19 12:17:47
avatar No jeśli patrzeć tak na to z tej strony, to może i masz rację:)
Larry  - możemy zmienić |2010-08-19 11:42:23
avatar Ale ta butelczyna i lekko pijana pani, acz zadziorna erotycznie wydaje się
dobrym pomysłem. I w końcu to malarstwo Willisa
Rozkoszna  - :D |2010-08-18 22:16:13
avatar Trzymajcie mnie, ale foty mi przyłatali:D
Rozkoszna  - :) |2010-08-18 21:17:06
avatar Podejrzewam, że zdania byłyby podzielone w tej kwestii. Wszak są różne pary i
każda lubi seks na swój sposób. W wątku z nieznajomym chodziło bardziej o
element zaskoczenia, o pikanterię, żeby nie uczynić opowiadania przewidywalnym,
a przez to nudnym:) Pozdrawiam.
melkor  - Całość dobra |2010-08-18 21:05:54
Ale motyw z nieznajomym cokolwiek nietrafiony. Jakby moja tak kogoś zaprosiła,
to by z tej polany na piechotę wracała :/
 
Autor tekstu: Nienasycona

Nowa edycja e-booka

Mezczyzna-od-A-do-Z-Nowa-edycja   

Konkurs

rect3037   
rect3016

Nowa Kamasutra Poleca