W momencie kiedy ona, porwana przez rozkosz, przeżywała chwilę największej przyjemności, ja tryskałem spermą na jej brzuch, na piersi, na zarośnięty wzgórek łonowy.
My ludzie, masturbujemy się wszędzie. W miejscach najbardziej oczywistych takich jak nasze łóżka oraz w takich gdzie mamy bezpośredni kontakt z naszą nagością, pod prysznicem, w wannie i przed łazienkowym lustrem. Onanizujemy się przed ekranem komputera, kiedy przeglądamy erotykę, ale i podczas seks czatów z nieznajomymi. Wreszcie w publicznych, uczelnianych, pracowniczych oraz wszystkich innych toaletach, po to by się odstresować albo zaspokoić chuć, która pojawiła się nagle i niespodziewanie.
Masturbujemy się na łonie natury 
(akurat tutaj słowo łono pasuje wyśmienicie) opalając się na osłoniętej, od wścibskich oczu, działce lub w hamaku odpoczywając w cieniu pobliskich drzew . Robimy to również w miejscach, gdzie jest pełno ludzi, samotnie, a czasami we dwóje. W kinowych salach, w autobusach, okryci płaczem albo kurtką oddajemy się przyjemnościom podczas długich, nużących podróży. Często rolę dłoni przejmują w takich momentach usta jakiejś miłej dziewczyny pieszczące nas oralnie, na ostatnim siedzeniu, nocą, kiedy wszyscy pozostali oddają się marzeniom sennym, nieświadomi tego, co rozgrywa się tak blisko nich.
Wakacje często spędzam u rodziny, we Francji. Mieszkają na prowincji, ale niedaleko Paryża. Jako, że niestety kasą nie grzeszę to nie latam do nich samolotem, co byłoby najwłaściwszym wyborem, bo to szybko i tak nie męczy, jak podróż autokarem. Kiedyś jak dorobię się grubej kasy to będę używał tylko tego środka komunikacji, a tymczasem pozostają mi wielkie, nagrzane konserwy.
Jakimś dziwnym trafem zdarza się tak, że prawie zawsze podczas takich podróży towarzyszą mi te same osoby. Zrządzeniem losu lub po prostu przypadkiem kupujemy bilety na ten sam kurs. Wśród kilku stałych współtowarzyszy jest jedna dziewczyna w moim wieku o bardzo śródziemnomorskiej urodzie. Nazywa się Wioletta. Ma ciemne, proste włosy, śniadą karnację, oczy brązowe, głębokie jak studnie. Ciało smukłe, gładkie, piersi duże, trochę nawet nieproporcjonalnie do reszty ciała. Za to jej pupa to prawdziwe dzieło sztuki. W obcisłych spodniach wygląda zniewalająco. Lekko wystające, umięśnione pośladki przy każdym kroku Wioletty kuszą, kreśląc ruchem odwróconą bokiem ósemkę, znak nieskończoności, a może niekończącej się przyjemności, jaką potrafią ofiarować? Pięknie przy tym falują hipnotyzując spojrzenia, a przy okazji budząc pożądanie.
Dziewczyna ta lubi się śmiać. Wydaje się, że mogłaby słuchać zabawnych historii cały czas. Chociaż wątpię by chodziło jedynie o to, aby umilać sobie przejazd wyłącznie miłymi pogawędkami. Za każdym razem kiedy wybuchała śmiechem, dotykała mojego ramienia, czasami torsu, chwytała mnie za dłonie, kładła rękę na udzie. Nieraz bardzo blisko strategicznego miejsca, tego, gdzie zaczyna się i kończy prawdziwa rozkosz mężczyzny.
Opowiadałem jej różne historie. Jedna, z czasów liceum, zrobiła na niej największe wrażenie. Jest całkiem śmieszna, więc mogę ją tutaj przytoczyć.
Na wiosnę w dzień wagarowicza, zerwaliśmy się z lekcji. Trzy dziewczyny i nas dwóch. Wszyscy chodziliśmy do jednej klasy. W tamtym czasie, w mieście moich licealnych zmagań z edukacją, celem podobnych wypadów był park miejski. Kika dni wcześniej z tamtejszego jeziorka spuszczono wodę. Pod wpływem nierozsądnego młodzieńczego impulsu założyliśmy się z kolegą o to, kto pierwszy przebiegnie po wyschniętym dnie na drugi brzeg.
Wystartowaliśmy, niestety okazało się, że dno w cale nie było wyschnięte, a powierzchnia zaskorupiałego błota była bardzo cienka i prawie natychmiast pękała pod naszymi butami. Udało się jakoś pokonać ten dystans, ale nasze obuwie, i nie tylko ono, były całkowicie ubabrane w mule. Nogawki spodni uwaliłem aż po kolana. Moja koszula pod wpływem rozprysków z pod naszych nóg nie wydawała się o wiele czystsza. Nie mogłem tak wrócić do domu.
Jedna z koleżanek, Anka, mieszkająca na stancji, zaproponowała, żebym poszedł do niej, że ma pralkę, wypierzemy wszystko i w dwie godziny będę jak nowy. Zgodziłem się.
Anka mieszkała w pokoju wynajmowanym u podstarzałej , pobożnej kobiety, nieco zdewociałej. Ciągle namawiała ją by ta odmawiała różaniec, czy inne godzinki. Miała też bzika na punkcie odwiedzających ją chłopaków, bardzo bojąc się, aby jakaś niewinna dziewczynka, pod jej dachem, pod wpływem diabelskich mocy drzemiących w lędźwiach mężczyzn,
nie straciła dziewictwa.
Nie wiedziała tylko, że lokatorki, którym odnajmowała piętro, dawno już złożyły niewinność na czarcim ołtarzu.
Kiedy wchodziliśmy, właścicielka domu, siedziała w kuchni. Powiedziałem „dzień dobry” i szybko znikłem na piętrze, żeby nie zobaczyła jak wyglądam. Tam rozebrałem się do majtek, a że było trochę zimno to owinąłem się w pasie ręcznikiem, który leżał na łóżku. Koleżanka zabrała moje rzeczy i gdzieś wyszła, zostawiając mi ubabrane buty oraz podłużną, plastikową, przypominającą dużego dropsa o półokrągłych zakończeniach, szczotkę. Błoto już zdążyło wyschnąć, więc wystarczyło je wykruszyć.
Otworzyłem drzwi na balkon i zacząłem czyścić w pamięci ciągle mając obraz kolegi człapiącego za mną w mule i wyglądającego, wypisz wymaluj, jak potwór z bagien, bo on, zanim dotknął stopą trawy zdążył również, w przeciwieństwie do mnie, porządnie wymazać sobie twarz.
Usłyszałem kroki. Pewny, że to Anka, odwróciłem się w stronę drzwi, a tam ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłem wspomnianą wcześniej babcię, która od razu na mój widok zbladła i zesztywniała. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, jak wyglądam. Bez skarpetek, bez spodni, bez koszuli, owinięty ręcznikiem, szeroko się do niej uśmiecham trzymając w palcach coś, co do złudzenia, z jej perspektywy,
przypomina wibrator.
Wioletta wybuchnęła śmiechem. Historia rozbawiała ją do tego stopnia, że nie mogła przez chwilę złapać powietrza. Jedną dłonią zakrywała sobie usta, a drugą przyjacielsko klepała mnie po udzie. W jednym momencie ręka osunęła się nieco i dotknęła mojego krocza. Muszę nadmienić, że w tamtym czasie, pod wpływem jej bliskości, pod wpływem głębokiego dekoltu jaki wtedy miała oraz innych czynników stwardniałem tu i ówdzie. Musiała to wyczuć.
Przestała się śmiać i spojrzała mi głęboko w oczy. Na zewnątrz zapadał zmrok. Jechaliśmy niemiecką autostradą. Przez okna wpadało bardzo mało światła. Nachyliłem się nad nią i pocałowałem w usta. Odwzajemniła pocałunek, a nasze języki spotkały się w pół drogi, wilgotne, chętne do zabawy. Dotknąłem biustu Wioletty. Był ogromny, można byłoby na nim ułożyć głowę i zasnąć, ale, teraz, nie na to miałem ochotę. Rozejrzałem się po sąsiednich miejscach. Nikt nie patrzył w naszą stronę, wszyscy spali. Znajdowaliśmy się na ostatnim siedzeniu, niewidoczni, osłonięci przez oparcia foteli. Podciągnąłem bluzkę i rozpiąłem należący do niej stanik. Wyłoniły się spod niego dwie, piękne piersi, które od razu zacząłem całować, a Wioletta w tym czasie gładziła mnie po głowie, mierzwiąc włosy. Od czasu do czasu kiedy przygryzałem sutki pojękiwała cichutko.
Mój penis coraz bardziej stanowczo napierał na materiał spodni. Rozpiąłem rozporek i pozwoliłem mu swobodnie stać. Wioletta wzięła go w dłonie. Powoli obciągała napletek z główki, sprawiając mi tym niewyobrażalną przyjemność.
Podciągnąłem spódniczkę jaką miała na sobie, a zaraz po tym ściągnąłem z niej majtki, które zatrzymały się w połowie ud. Wystarczyło. Wsunąłem dwa palce między jej nogi. Westchnęła z rozkoszy, pomagając mi w pieszczotach ruchami bioder. Pocierając wzgórek łonowy, poczułem, jak łechtaczka Wioletty twardnieje, staje się bardziej czuła, chętna do miłosnej gry. Środkowym palcem
rozchyliłem wilgotną, gorącą szparkę.
Wioletta zamknęła oczy, a ruchy jakimi pieściła mojego penisa stał się gwałtowniejsze. Energicznymi szarpnięciami budziła w moich lędźwiach, buzujące niesienie.
Zagłębiłem palec w jej wnętrzu. Kolistymi ruchami drażniłem wejście do cipki. Później – głębiej - zatrzymałem się przy nabrzmiałym punkcie rozkoszy, punkcie G. Gładziłem go opuszkiem palca wywołując w ciele Wioletty dreszcze. Musiała wcześniej długo wyobrażać sobie to, co teraz wcielaliśmy w życie, ponieważ po chwili poczułem pierwszy skurcz, niosący zapowiedź zbliżającego się orgazmu.
Przytuleni, pełni palącego nas ognia, z zamkniętymi oczami, całowaliśmy się, wymieniając oddechy, gryząc szyje, w których buzowała krew, zostawiając na nich ślinę i łakome westchnienia.
Wreszcie nadszedł wielki finał. Wioletta zacisnęła uda zamykając w uścisku moją dłoń. Jej ciało wygięło się w łuk, wstrzymała oddech i konwulsyjnie zadrżała po raz pierwszy. Kiedy nadeszła druga fala, otworzyła oczy i spojrzała na mnie nieobecnym, odurzonym przez orgazm wzrokiem. W końcu zadrżała po raz trzeci, ostatni, uwalniając się od zniewalającej, orgazmicznej siły szczytowania.
W tym samym czasie, przyglądając się temu cudownemu spektaklowi, czułem moje własne zbliżające się spełnienie. Coraz brutalniej napierałem, na zaciśnięte, wokół mojego penisa, dłonie Wioletty. W momencie kiedy ona, porwana przez rozkosz, przeżywała chwilę największej przyjemności, ja tryskałem spermą na jej brzuch, na piersi, na zarośnięty wzgórek łonowy, poddawałem się tej samej, wspomnianej przeze mnie sile, jaka zawładnęła nią.
Zaspokojeni, ułożyliśmy się na fotelach nadal pragnąc swojej bliskości. Doprowadziliśmy się do porządku, po czym przytuleni poddaliśmy się innej, równie potężnej mocy - mocy zbliżającego się snu.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





