Nie myślałam , że męskie przyrodzenie może być tak pokaźnych rozmiarów. Zdumiona i zafascynowana gabarytami skubańca, zupełnie straciłam poczucie rzeczywistości, a to co poczułam wtedy między udami , wprawiło mnie w zakłopotanie.
W burzliwym okresie licealnym zaczęłam się poważnie chłopcami interesować i miałam strasznie wiele rzeczy do zrobienia. Poza nauką , którą spychałam na ostatni plan, co mi na dobre nie wyszło, udzielałam się sportowo tu i tam, a właściwie to wszędzie. Moją pasją stała się głównie siatkówka i było mnie pełno w każdym klubie jaki istniał w mieście.
Na którymś z kolejnych turniejów międzyszkolnych, których nie znosiłam, bo widownia składała się przynajmniej w pięćdziesięciu procentach ze znajomych, na rozgrzewce stało się coś, o czym anegdoty krążyły dość długo po szkolnych korytarzach. Krążyły i co jakiś czas wracały do mnie , wzbogacone o jakieś niesamowite szczegóły.
Justyna rozgrzewała się naprzeciw mnie prowokacyjnie wypinając zadek pod nosem chłopaków z technikum, podczas gdy ja pochylając się głęboko, wywalałam im swój zabidzony biust. Uwielbiałyśmy te gierki! To była nasza odpowiedź na ich sprośne komentarze i podszczypywania. Rozsądku w tym szczuciu nie było za grosz, ale dawało satysfakcję, która łechtała nasze nastoletnie ego, a ono w tym czasie znajdowało się mniej więcej w okolicach krocza, tudzież klatki z piersiami, jak zwykł mawiać nasz wuefista i trener w jednej osobie – pan Witek Obmacywacz. Ksywka przylgnęła do niego po wyczynach na basenie, kiedy to pod pretekstem nauki pływania, bezkarnie , z podziwu godnym zacięciem badał anatomię swoich uczennic. Gdyby nie był takim starym i zasuszonym pierdołą, tylko młodym i umięśnionym ratownikiem , te praktyki byłyby przyjemnością, a tak wzbudzały tylko niesmak i złość.
Tak więc rozgrzewałyśmy się z Justyną z zadowoleniem wymieniając uśmieszki, podczas gdy po przeciwnej stronie siatki to samo robili nasi koledzy z SKS-u. W pewnym momencie Justyna dała mi znaczący sygnał głową, wytrzeszczając ślepia w taki sposób , że aż mnie zabolało, to cud ,że nie powypadały jej one z oczodołów. Wiedziałam, że to musi być coś wyjątkowo ekscytującego. Podążyłam więc za jej wzrokiem trochę niezbornie , aż zauważyłam to cudo. Wystawało ono z szortów kolegi, który od jakiegoś czasu intrygował nas obydwie.
Nie myślałam , że męskie przyrodzenie może być tak pokaźnych rozmiarów. Zdumiona i zafascynowana gabarytami skubańca, zupełnie straciłam poczucie rzeczywistości, a to co poczułam wtedy między udami , wprawiło mnie w zakłopotanie. To trwało zaledwie kilka sekund, nie zdążyłam o niczym pomyśleć, za to moja kobiecość zareagowała natychmiast łaskotaniem w podbrzuszu. Cudowne uczucie, ale wstydliwe jeszcze wtedy dla mnie. Chyba się trochę zarumieniłam. Justynę dopadła głupawka, jej czerwona od śmiechu twarz wyrażała obłęd, a ja w tym czasie dostałam piłką w łeb tak sromotnie, że nie tylko gwiazdy zobaczyłam , ale całą galaktykę. Uderzenie zwaliło mnie z nóg. Leżałam jak żuk na plecach udając , że nie żyję. Prawie natychmiast dziewczyny z drużyny i trener zawiśli nade mną pozbawiając mnie tlenu.
-Odsuńcie się – usłyszałam po chwili, rozpoznając głos zamachowca. Podniosłam jedno oko dając znak, że żyję niestety
-nic ci nie jest ?- zapytał z nie udawaną troską w głosie. Wyciągnął rękę , by pomóc mi wstać, a ja… ja nie mogłam opanować śmiechu oglądając z bliska okazałą główkę penisa. Podniecenie zniknęło jak zjawa, by jego miejsce zajęła szczeniacka bezduszność. Teraz już wszyscy wiedzieli o co chodzi. Zapadła krępująca cisza. Zawstydziłam się i pewnie po to by to ukryć, popisałam się nietaktem ( w tym zawsze byłam niezła ) nakazując koledze schowanie ptaszka w dziuplę. Nikogo nie zdziwiło jego oburzenie, a trener aż posiniał ze złości szykując się do kontrataku w ramach solidarności plemników.
No i usłyszałam:
- gdybyś nie gapiła się w tę dziuplę , jak sroka w świecidełko, nie leżałabyś tu teraz gwiazdo betlejemska.
Skąd wziął to idiotyczne określenie, nie mam pojęcia, ale to wystarczyło by mnie upokorzyć i skutecznie ustawić w szeregu.
Koniec końców, ptaszek natychmiast trafił w szorty, a ja purpurowa ze wstydu w szatni. Kolegą się po tym wszystkim poważnie zainteresowałam, bo mi się okoniem postawił. Spotykaliśmy się często na przerwach i niby to przypadkiem wpadaliśmy na siebie, czasem bardzo dosłownie. Motyle szalały wtedy od tej bliskości. Czuliśmy podobnie, bo po miesiącu tych zalotów postanowił odprowadzić mnie do domu. Pod blokiem złapał mnie za rękę. Dobrze , że było ciemno, bo spąsowiałam z wrażenia. Objął mnie i zbliżył na odległość nosa. Poczułam zapach miętówki i jakiejś wody kolońskiej. Patrzyliśmy na siebie z tak bliska, że zeza dostałam. Musiałam wyglądać komicznie, bo wyszczerzył się w dziwnym uśmiechu zanim dotknął moich ust. Jego wargi były miękkie, nieco wilgotne i przyjemnie ciepłe. Delikatnie wysunął język, by rozchylić mi usta. Byłam niezwykle posłuszna. Penetrował mnie bardzo powoli i czule. O mało się nie posikałam z podniecenia.
-do jutra- zadzwoniło mi w uchu. Cmoknął mnie w szyję i poszedł sobie. Stałam tak z miękkimi nogami, patrząc jak odchodzi i prawie płakałam z niedosytu. Moja rozbudzona natura wyła o jeszcze, które w tym wydaniu miało długo nie nastąpić.
Rozpalona weszłam do domu, kierując się wprost do łazienki. Nie chciałam by mama zobaczyła mnie w takim stanie , bo od razu by mi wszystko ze ślipiów wyczytała. Puściłam wodę do wanny i stanęłam przed lustrem chwilę wpatrując się w siebie. Otworzyłam szminkę, powoli pociągałam nią po rozchylonych wargach. Podniecenie wzbierało we mnie jak wulkan. Odstawiłam szminkę na półeczkę pod lustrem i włożyłam dłoń przez dekolt bluzeczki do stanika, obejmując pierś. Mój sutek był twardy i bardzo wrażliwy na każdy dotyk. Najsilniej, o dziwo, odczuwałam go w podbrzuszu, jakby pierś była z nim połączona magicznym nerwem przewodzącym rozkosz.
Mama zapukała do drzwi łazienki zaniepokojona. Przestraszyłam się tak, jakby złapała mnie na występku i natychmiast szarpnęłam ręką zaciągając pierścionkiem bluzkę. Strącona przy okazji szminka nie dość , że narobiła hałasu, to się złamała i obmalowała umywalkę w której wylądowała.
- co tam wyprawiasz? – zirytowany ton mamy nie wróżył nic dobrego
- nic , spadła mi szczoteczka do zębów- zełgałam.
Pospiesznie zatarłam wszelkie ślady, niezdarnie skleiłam szminkę i wpakowałam się do wanny, gdzie mogłam spokojnie znów zająć się sobą.
Odkrywanie swojego ciała sprawiało mi olbrzymią przyjemność. Nie szorowałam się już beznamiętnie gąbką, tylko powoli i delikatnie pieściłam śliską od wody, pachnącą płynem skórę. Dotykałam ustami i językiem ramion próbując jak smakują, w tym samym czasie moje ręce błądziły po brzuchu. Był gładki i przyjemny w dotyku, kiedy pieściłam okolice pępka czułam mrowienie. Na przedramionach pojawiała się gęsia skórka. Moje dłonie powędrowały na wzgórek łonowy. Głaskałam się po miękkich włoskach, od czasu do czasu palec ześlizgiwał się na lekko wystający spomiędzy warg języczek. Mrowienie ogarniało całe moje ciało. Ujęłam płatki w dwa palce i coraz śmielej i mocniej pocierałam je o siebie czując jak łechtaczka rośnie i twardnieje. Mocniej, szybciej, szybciej ! – nakazywał mi instynkt, aż ogarnął mnie tak niesamowity błogostan, że pociemniało mi w oczach. Miałam wrażenie , że omdlewam z rozkoszy. Orgazm był przerażająco wspaniały! Otworzyłam oczy, odetchnęłam z głęboką ulgą i uśmiechnęłam się sama do siebie na wspomnienie pierwszego pocałunku.
Woda w wannie była nadal gorąca.
opowiadania erotyczne





