Opowiadania erotyczne Pink Ten ostatni raz

Logowanie

Ostatnio Punkty zarobili

sonda

Tego nigdy bym nie zrobił
 

Najlepsze opowiadania erotyczne

Zarejestruj się i przyślij własne opowiadanie

Ten ostatni raz

poezja_erotyczna3Opowiadanie o miłości, bólu, marzeniach i tęsknocie, z którymi jakoś trzeba sobie radzić...

Wróciłam. Sama. Samotna jak palec, do pustego apartamentu, w którym nikt już na mnie nie czekał. Zamknęłam za sobą drzwi, rzuciłam klucze na komodę, ociekający parasol odstawiłam w kąt, a następnie oparłam się plecami o ścianę i cicho westchnęłam. Boże, nigdy nie przepadałam za pogrzebami, zresztą jak każdy normalny człowiek, ale ta uroczystość, z której właśnie wróciłam, była ponad moje siły. Co z tego, że ubrana w seksowną małą czarną, dopasowany sweterek oraz szpilki nie uroniłam ani jednej łzy? Co z tego, że stare ciotki rzucały w moim kierunku zgorszone spojrzenia? Nie dla nich przecież ubrałam się tak, jakbyś sobie życzył mnie widzieć, nie dla nich starałam się trzymać i nie rozklejać.

poezja_erotyczna4To dla ciebie, najdroższy. Dla ciebie..., ciebie, którego już nie ma. Boże, dlaczego jesteś tak okrutny, dlaczego odebrałeś mi najdroższego człowieka? Czym Ci zawiniłam, że pozwoliłeś mu umrzeć w tym wypadku?
Nie ma takich słów, które są w stanie wyrazić po stracie najbliższej ci osoby twój ból i żal. Nie sposób wyrazić tęsknoty, która rozrywa ci serce i trzewia. Nie sposób wszystkimi łzami tego świata przywrócić życia...
Westchnęłam raz jeszcze. Z żalem, z bezsilnością, bólem i goryczą, a następnie przeszłam po puszystym dywanie do salonu, gdzie cicho zapaliłam lampę od Tiffany'ego. Tę lampę z kolorowymi szkiełkami. Tę samą, którą kupiliśmy razem po okazyjnej cenie. Lampę, która rzuca poświatę o wszystkich barwach tęczy tak jak w tej chwili. Teraz to jedyne, co mi po tobie pozostało - wspomnienia i wspólne niegdyś przedmioty.
Czułam, jak mija pierwszy szok po tragicznej wiadomości o śmierci mojego narzeczonego i wiedziałam, że kiedy szok minie, będzie bolało. Czułam, jak zaczyna palić - najpierw w żołądku, później w sercu, stopniowo coraz wyżej. Nie chciałam cierpieć, lecz wiedziałam, że nie sposób się przed tym uchronić. Nie można przejść do porządku dziennego nad śmiercią kogoś, z kim pragnęło się spędzić resztę życia.
- Boże, ukoi mój ból... - szepnęłam, nalewając sobie do kieliszka czerwonego wina. Tego, które kupiłeś mi niedawno z okazji naszej rocznicy.
Czułam, jak lekko cierpki nektar drażni mój język, jednocześnie spowijając go delikatną słodyczą ciemnych kalifornijskich winogron. Trzeba to przyznać, kochany, miałeś gust niegorszy od najlepszego smakosza. Zresztą nie tylko to w tobie ceniłam, miałeś mnóstwo zalet. Zalet, które Bóg - nie wiedzieć czemu - uśmiercił. Cóż warte jest więc życie, które może zgasnąć szybciej niż płomień świecy?
Pamiętasz tę piosenkę? Zastygłam. Nie jej się spodziewałam, gdy nadal bezszelestnie podeszłam do sprzętu grającego i załączyłam tkwiący wewnątrz krążek. Nie tej wolnej melodii, przy której pocałowałeś mnie namiętnie, a następnie po raz pierwszy rozebrałeś.
Wciąż paliło... Coraz wyżej. W gardle, na policzkach, pod powiekami. Stałam i patrzyłam, jak za panoramicznymi oknami apartamentu świat tonie w deszczu, a niebo rozdziera się pod dotknięciem jaskrawych i potężnych błyskawic. Widzisz, nawet świat płakał za tobą. Poza tym nic nie uległo zmianie, świat wciąż był taki sam. Na Manhattanie nadal przecinały się sznury samochodów, a pomiędzy budynkami krążyły maleńkie punkciki kolorowych parasolek. Nic nie stanęło w miejscu, wszystko parło naprzód. To tylko moje serce pękło z hukiem, gdy palcami musnęłam taflę spływających po szybie kryształowych kropel. Miałam nie płakać, wiem. Starałam się iść dalej, nie martwić, żyć. Tak, jakbyś sobie życzył. Ile jednak można udawać, że nic się nie stało? Na jak długo można zamrozić swoje serce, by nie czuło? I pytanie najistotniejsze: po co to w ogóle robić? Łzy przecież koją duszę, a tego mi właśnie było potrzeba. Nie było już nikogo, kto mógłby mnie przytulić, przygarnąć do serca, pocieszyć, rozwiać troski samotnej kobiety tkwiącej w ciemnym salonie rozjaśnionym jedynie tęczową poświatą nocnej lampki i burzy. Nie było ciebie...
Pozostały jednie nuty wypełniające pustkę pokoju, spoczywające lekko na meblach, dywanie, zasłonach, zapadające głęboko w serce. Powodujące ból, bo przypominające o kimś, kogo już nie zobaczę i za razem radość, bo okazały się być mostem, który łączy życie ze śmiercią.
A tę piosenkę pamiętasz? Staliśmy tak jak teraz, wtuleni w siebie. Do dziś pamiętam twój ciepły tors wsparty o me plecy, silne ramiona mocno obejmujące moją sylwetkę. Brodę wspartą o prawe ramię i lekko miętowy oddech przy uchu.
- Zatańczymy? - spytałeś wtedy i zacząłeś nami kołysać w takt tej właśnie piosenki, właśnie tak jak teraz sama kołyszę siebie otulona swymi własnymi ramionami.
- Mmmm... - mruknęłam cicho, z uśmiechem pod nosem. - Zawsze wiesz, jak dobrać mi się do majtek - zażartowałam.

- A czy ktoś tu mówił o seksie?

- Poczułam szóstym zmysłem, jak uśmiechasz się za moimi plecami.
- A uważasz, że jak to się skończy? - odcięłam się z przekąsem.
- Słuszna uwaga - rzuciłeś i położyłeś jedną ze swych dłoni na mojej piersi.
- A sio, erotomanie! - roześmiałam się, ściągając twoją dłoń z mojego biustu. - Chciałeś zatańczyć, więc tańczmy.
I tak kołysaliśmy się w oknie, podziwiając z uśmiechem na twarzach kolorowy Manhattan pod księżycowym niebem, dopóki ponownie się nie odezwałeś.
- Wiesz...
- Wiem - ucięłam. - Też cię kocham. - Mówiąc to, obróciłam ku tobie głowę, byś mógł mnie pocałować, co też zaraz uczyniłeś.
Twoje usta wpierw opadły nieśmiało na moje, tchnąc w me wnętrze lekko miętowy zapach twego oddechu, by już w kolejnej sekundzie stopniowo rozpalać płomień pożądania w brzuchu. Tak było od samego początku - odkąd ujrzałam cię po raz pierwszy, wiedziałam, iż muszę cię zdobyć, w co zresztą nie musiałam wkładać zbyt wiele starania w porównaniu z innymi kobietami. Podczas, gdy one uganiały się za tobą niczym pszczoły za miodem, ja zastosowałam taktykę "bieguna polarnego" - byłam dla ciebie oschła, a czasami wręcz odpychająca. Nudziły cię panienki, które same pchały ci się pod kołdrę. Jako mężczyzna - urodzony myśliwy, wolałeś zapolować na mnie, czego powodzenie było tylko kwestią czasu.
- Mmmm... - zamruczałam, jak to później stało się moim zwyczajem.
- Podoba ci się? - spytałeś z przekąsem, odsuwając się od moich ust na chwilę.
- Nie gadaj, całuj! - ofuknęłam cię żartobliwie, przyciągając na powrót twą głowę ku mojej, na co ty cicho się roześmiałeś, by już po chwili całować mnie tak, że uszy piekły do żywego i twardniały sutki.
- Mmmm... - usłyszałam tym razem twój pomruk, gdy palcami lekko trąciłeś mój sutek. Ustami poczułam, jak twoje wargi rozciągają się w uśmiechu. - Ktoś tu jest podniecony - dokuczałeś mi ze śmiechem.
- I nie jestem to tylko ja - zripostowałam, obracając się do ciebie przodem i dociskając biodrami do twoich bioder, gdzie między udami twardo na spodnie napierał twój penis.
- Szatanica - wypaliłeś z przekąsem.
- Szatan - odgryzłam się, łapiąc cię za krocze jedną dłonią, by drugą móc rozpiąć rozporek i

wyłuskać z niego twoją męskość.

- Mmmm... - mruknąłeś ponownie, gdy przesuwałam dłonią powoli w górę i w dół. - Czy wiesz, jakie to przyjemne?
- Wiem... - uśmiechnęłam się z szatańskim błyskiem w oku.
- I kto tu komu dobiera się do majtek? - roześmiałeś się, patrząc wesołymi zielonymi oczami wprost w moje.
- Jakieś wymówki? No to już przestaję - rzekłam, po czym puściłam twój instrument.
- No skądże znowu! Nie przerywaj, proszę - zaoponowałeś z prędkością światła.
Mogłabym przysiąc, że twoje oczy przypominały w tamtej chwili oczy małego psiaka, który prosi o kość albo... oczy tego kota ze Shreka, z którego tak się śmialiśmy, oglądając ową bajkę.
- A będziesz wreszcie całował jak należy? - wypaliłam.
- Jeszcze pożałujesz, że mnie o to prosiłaś - odrzekłeś, po czym zaraz wpiłeś się w moje usta niczym wygłodniały.
Jeśli do tej pory całowałeś bardzo dobrze, to wtedy, w tamtej chwili, twoje pocałunki były więcej niż doskonałe. Mogę przysiąc z czystym sumieniem, iż całowałeś tak, że aż dech mi zapierało w piersi. W twoich pocałunkach było tyle pasji, tyle miłości i żaru. Nawet nie wiem, kiedy uniosłeś mnie w ramionach ku górze. Dotarło to do mnie dopiero wtedy, gdy dosłownie padłam na łóżko spowite satynową pościelą, rzucona tam w szale namiętności jaki nas ogarnął.
Paliło. Bolało, że to, co było między nami - takie szczere i pełne namiętności - pozostawało teraz jedynie w sferze wspomnień i marzeń. Dlaczego ja, dlaczego, do cholery, to musiało przytrafić się właśnie nam? Dlaczego to nie pijaka z rynsztoku Bóg zabrał do siebie, tylko ciebie - młodego, przystojnego, wykształconego? Dlaczego skazał mnie na cierpienie, którego nie jestem w stanie znieść? Paliło coraz mocniej, gdzieś wewnątrz wzbierała złość tak potężna, że aż autodestrukcyjna.
- Nie wytrzymam tego dłużej! - krzyknęłam i w następnej sekundzie cisnęłam pustym już kieliszkiem o ścianę, gdzie z cichym brzękiem kryształ rozpadł się na tysiące kaleczących kawałków. Lecz jak bardzo mogły zranić te kawałki, kiedy serce tak bardzo krwawiło? - Dlaczego ja? - Załkałam ponownie i poczułam, jak pierwsza łza od dnia, w którym dowiedziałam się o twojej śmierci, toczy się po moim policzku. - Dlaczego, kurwa, ja? - wrzasnęłam wprost w poduszkę, co dodatkowo zagłuszył potężny grzmot. - Możesz się na mnie gniewać! - wrzasnęłam, łypiąc groźnie w kierunku nieba. - Gówno mnie to obchodzi! Tak samo jak Ciebie gówno obchodził Paul!
Boże, jak byłam wtedy wściekła! Siedziałam tak na podłodze, z głową wtuloną w poduszkę, na której czuć jeszcze było twój zapach i płakałam, płakałam, wylewając wraz ze łzami swój ból, tęsknotę i wściekłość. Płakałam tak długo, aż rozbolało mnie gardło i zapiekły oczy. I choć przelałam tysiące łez, to wciąż było mało. Żadna ich liczba nie była w stanie mnie ukoić, może więc alkohol potrafił to zrobić? Podeszłam więc do barku, skąd wyciągnęłam nowy, identyczny jak poprzedni kieliszek, który napełniłam winem i zatopiłam w nim usta. Tak, to było to. Czułam, jak stopniowo uspokajam się na tyle, by móc dalej wspominać...
- Błagaj lepiej o litość - zaśmiałeś się, pochylając się nade mną na łóżku.
- Chyba żartujesz! - prychnęłam rozbawiona. - Nigdy w życiu.
- Jesteś tego pewna? - spytałeś, a następnie - nie czekając na odpowiedź - rzuciłeś się na moją szyję, powodując tym niewyobrażalny pisk z mojej strony. - To łaskocze! - piałam.
- No i co z tego? - zapytałeś rozbawiony tuż przy moim uchu. - Powiedz, że to nie jest przyjemne - dodałeś, a następnie zacząłeś całować moją szyję tak, iż przed oczami pojawiły mi się mroczki. - No i? Wciąż czekam na odpowiedź.
Której ja nie byłam w stanie udzielić. Ogarnął mnie taki błogostan, że dosłownie zapomniałam języka w gębie. W tamtym momencie potrafiłam tylko czuć. Reszta należała do mojego ciała, które reagowało instynktownie. Czułam jak w piersi niczym szalone wali mi serce, sutki twardnieją pod wpływem pożądania, w brzuchu zrywają się motyle, a między udami wilgotnieję. Słyszałam nawet huk własnej krwi w uszach...
"Gdybym tylko mogła choć raz, ostatni raz, poczuć to raz jeszcze. Gdybym mogła cię mieć, kochany, choć ten ostatni raz..." - pomyślałam, rozpoczynając trzeci już kieliszek wina od ciebie, które powolutku zaczynało szumieć mi w głowie.
- Więc prosisz o litość czy nie? - spytałeś ponownie w moich wspomnieniach.
- Ani mi się śni - wyrzuciłam, po czym zaparłam się z całych sił i przewróciłam cię na plecy. Nie spodziewałeś się ataku z mojej strony, toteż poszło mi nadzwyczaj łatwo. - Teraz to ty będziesz błagał o litość - rzuciłam z przekąsem, zniżając się i

biorąc w usta twojego nabrzmiałego penisa.

- Uch! - wierzgnąłeś się pod wpływem impulsu.
- Poczekaj - mruknęłam, przerywając na chwilę. - Zaraz to dopiero będziesz miał "Uch!"
Och, nigdy nie zapomnę tego, jak  wierciłeś się pod dotykiem mojego języka. Ciężko określić, co najbardziej lubiłeś w kwestii seksu oralnego, ale jeśli miałabym strzelać, to chyba był to moment, kiedy lizałam twoją męskość od dołu do góry językiem niczym loda, by z powrotem w dół zjechać już ustami. Mogłabym przysiąc, że z wrażenia podkurczałeś wtedy palce u stóp.
- Błagasz o litość? - spytałam roześmiana.
- Z żalem, ale błagam. Muszę, jeśli mam jeszcze zaspokoić ciebie, mała cholero - odrzekłeś, rzucając się na mnie i przygważdżając mnie swym rozgrzanym silnym ciałem do materaca. - Jesteś boska - szepnąłeś, spoglądając mi swoim błyszczącym wzrokiem w oczy.
- Wiem - uśmiechnęłam się.
- I nader skromna - dodałeś wesoło. - Ale i tak cię kocham.
- Nie masz... - Chciałam zażartować, że nie masz przecież wyboru, jak tylko mnie kochać, ale nie dałeś mi dokończyć, zamykając moje usta czułym powolnym pocałunkiem.
Na wspomnienie tych chwil robi mi się błogo na sercu. Dopóki nie przypomnę sobie, że już cię nie ma. Wtedy serce od nowa krwawi.
"Cóż bym dała za tę jedną ostatnią noc z tobą..." - westchnęłam ponownie w myślach.
A właściwie dlaczego miałabym nie sprawić sobie sama rozkoszy? Dlaczego mam się cały czas smucić? Przecież nie taką mnie poznałeś, nie taką pokochałeś, nie taką chciałbyś mnie widzieć na codzień. Gdybym cię teraz zapytała, jestem pewna, że wybrałbyś tę wesołą i seksowną wersję mnie. Dlaczego więc nie miałabym położyć się teraz swobodnie na naszym łóżku, zrzucić szpilek i sweterka, które zaczynają mnie krępować? Dlaczego miałabym nie spleść moich marzeń z rzeczywistością? Przecież to tak proste zsunąć jedno ramiączko sukienki, następnie drugie i rozpiąć biustonosz. To tak dobrze poczuć dotyk na piersiach, dotyk, który niemal nie różni się teraz od dotyku twoich dłoni, po wypiciu trzech lampek wina.
- Taaak - szepnęłam, gdy całowałeś mnie do utraty tchu,a dłońmi pieściłeś moje gładkie, lekko rozlewające się na boki, opalone na złoty brąz piersi. - Taaak - szepnęłam jak echo sama do siebie, zataczając koła wokół brodawek. - Zupełnie jakbyś tu był... - szepnęłam, coraz bardziej odpływając, podczas gdy za oknem w najlepsze padało oraz grzmiało.
- Przecież jestem - usłyszałam twój głos, więc odemknęłam powieki i stwierdziłam, iż rzeczywiście pochylasz się nade mną z czułym uśmiechem, który znikł z twej twarzy w chwili, gdy zacząłeś mnie delikatnie całować.
- Tęsknię za tobą - westchnęłam, gdy na chwilę udało mi się oderwać usta od twoich ust.
- Jestem tutaj, kwiatuszku - odparłeś i ponownie zacząłeś mnie całować.
Kwiatuszek... Tylko ty zwracałeś się do mnie w ten sposób, odkąd pewnego lipcowego dnia wpięłam sobie za ucho stokrotkę.
- Pamiętasz... - zaczęłam, lecz ty mi przerwałeś.
- Stokrotkę? Jak mógłbym zapomnieć. - Poczułam twój czuły pocałunek na mojej szyi, dzięki któremu poczułam również budzące się w moim wnętrzu motyle. Twoje pocałunki były tak delikatne jak ich skrzydła, choć ich moc, gdyby mogła, zbiłaby mnie z nóg.
- Mmmm... ktoś tu jest podniecony - uśmiechnąłeś się, trącając nosem mój prawy sutek. Mogłabym przysiąc, iż to deja vu, że naprawdę cię widziałam w tamtej chwili, że nie byłeś jedynie moim marzeniem, fatamorganą wywołaną przez wino płynące we krwi.
- I co z tym zrobisz? - spytałam, myśląc jednocześnie, iż jeśli rzeczywiście jesteś jedynie wytworem mojej wyobraźni, to nic mnie to nie obchodzi. Pragnęłam chwili zapomnienia.
- A co powinienem zrobić? - spytałeś. - Może to? - Po czym chwyciłeś mój sutek między swoje miękkie usta.
Dotyk twoich ciepłych warg na mojej piersi sprawił, iż z cichym sykiem wciągnęłam powietrze w płuca. Dotyk ten był elektryzujący bardziej niż pioruny rozdzierające niebo tej nocy. Nieśpieszny, czuły, pełen niewysłowionej miłości, którą życie postanowiło mi odebrać.
- Paul?
- Mmmm... - mruknąłeś, nie przestając. - Ja ciebie też. Nawet nie wiesz, jak bardzo, kwiatuszku.
Wiedziałeś, co chcę ci powiedzieć lecz mimo to musiałam powiedzieć to na głos. Wszak miałam ostatnią szansę powiedzieć ci to prosto w twarz, zakładając, iż nie byłeś moją halucynacją. I choć rozum próbował się ze mną spierać i dyskutować, to serce jednak gdzieś tam w głębi czuło, iż jesteś tej nocy przy mnie naprawdę, że nie jesteś omamem.

- Kocham cię, skarbie - szepnęłam.

- Wiem, zawsze o tym wiedziałem. Czułem twoją miłość każdego dnia. I wiedz, że gdziekolwiek będę, zabiorę ją ze sobą - odparłeś, spoglądając mi w oczy, po czym czule cmoknąłeś mnie w usta, a następnie zjechałeś na wysokość moich bioder, by pozbawić mnie koronkowych czarnych fig i wpić się ustami w moją wilgotną łechtaczkę. - Pozwól, że ostatni raz ja pokażę ci, jak bardzo cię kocham. I pragnę.
To, co nastąpiło potem ciężko mi opisać, gdyż dosłownie rzuciłam się w wir rozkoszy. Świat pode mną rozpadł się na miliony kawałków w chwili, gdy powoli i delikatnie delektowałeś się moją kobiecością. A kiedy już delikatne lizanie i ssanie zastąpiłeś subtelnymi ugryzieniami, prężyłam się w szale pożądania.
- Nie każ mi już dłużej czekać - jęknęłam, wyginając się w łuk i ściągając przy tym prześcieradło. - Wez mnie!
Musiałeś być bardzo mnie spragniony, bo nie musiałam ci tego dwa razy powtarzać. Już po chwili górowałeś nade mną bez spodni oraz bez koszuli. Poczułam jak twój twardy penis wślizguje się między moje skroplone potem uda, najpierw powoli, a potem coraz szybciej, przyprawiając moje serce o galop.
- Taaak - jęknęłam w ekstazie, wypychając biodra do przodu, by poczuć cię w sobie jeszcze głębiej. - Taaak - powtórzyłam, gdy poczułam twoje usta mocno wpijające się w moją szyję.
Teraz liczyło się już jedynie tempo, które narzuciłeś, doprowadzające mnie z każdą chwilą na szczyt rozkoszy. I serce galopujące coraz szybciej w pogoni za upragnionym orgazmem. Choć pchnięcia twoich bioder kołysały mną oraz całym łóżkiem, to i tak było mało w porównaniu z tym, czego pragnęłam. A pragnęłam całkowitego, totalnego, obezwładniającego zapomnienia, które obróciłoby mój świat w pył. Pewnie wyczułeś to w chwili, gdy zaczęłam w ekstazie rzucać głową na boki, wzbijając przy tym w krótki lot me kasztanowe pukle. Czułam, jak po piersi spływa samotna kropla potu, zbłąkana słona łezka, którą po chwili zlizałeś delikatnie swym wilgotnym językiem, by móc delektować się smakiem mojej skóry. Rejestrowałam każdą sekundkę tej doby, która pozwoliła nam ostatni raz podzielić siebie nawzajem, każdy twój dotyk lekko szorstkich męskich dłoni, wdech zapachu twych drzewnych perfum i smak skóry ocierającej się bezustannie  o me sutki oraz łechtaczkę. Byłam i jednocześnie nie było mnie obok ciebie, byłam w swoim własnym niebie, z którego nagle wyrwałeś mnie, wycofując męskość spomiędzy moich ud.
- Nie przestawaj! - zaprotestowałam, łapiąc cię dłonią gwałtownie za szyję.
- Cicho - odparłeś tylko i zdecydowanym ruchem obróciłeś mnie ku sobie tyłem, by następnie mocnym pchnięciem ponownie zagłębić się we mnie, lecz tym razem w drugiej z moich dziurek. - Podoba ci się? - spytałeś, gdy usłyszałeś najpierw cichy syk wciąganego przeze mnie powietrza, następnie zaś cichutki jęk kiełkującej od nowa rozkoszy z moich ust. - Nadal masz ochotę na coś ostrego? - usłyszałam tuż przy uchu i poczułam, jak jedną ręką przygważdżasz moją szyję do materaca, a drugą łapiesz za lewe biodro, by zwiększyć głębokość penetracji.
- Taaak... - jęczałam coraz głośniej, podczas gdy ty coraz szybciej wsuwałeś się i wysuwałeś ze mnie. - Oooch! Ooooch! - krzyczałam, a krzyki me zlewały się w jedno wraz z grzmotami, które rozbrzmiewały teraz bezustannie.
Czułam, jak po ciele rozchodzi się gorący prąd rozgrzewający całe ciało bardziej niżby był w stanie rozgrzać sam podniebny piorun. Po prostu w tamtej chwili nic nie było w stanie równać się z ekstazą, która mną zawładnęła, a już zwłaszcza w chwili, gdy powtórnie poczułam twojego penisa posuwającego mnie w pierwszą dziurkę. Gnałeś niczym szalony jeździec na klaczy, co i raz dając mi klapsa w pośladek, co podniecało mnie jeszcze bardziej i wyzwalało we mnie niegrzeczną dziewczynkę.
- Tylko na tyle cię stać? - podpuszczałam. Ty wiesz, że podpuszczałam. Wiedziałeś, iż jest mi niewysłowienie dobrze, tak samo jak wiedziałeś, że potrafisz mi dać jeszcze więcej.
Poczułam jak twoje silne ręce raz jeszcze energicznie przewracają mnie na plecy. Nie wiedzieć skąd nagle wyczarowałeś dwie krwistoczerwone atłasowe wstążki, którymi przywiązałeś moje ręce do wezgłowia łóżka

oraz sztucznego penisa.

- Zaskoczona? - zapytałeś z błyskiem w oczach. - Tego się nie spodziewałaś, prawda, kwiatuszku? Widzę to po twojej minie. Teraz będziesz wiedziała, że nie należy tak bezczelnie podpuszczać mężczyzny. - Pocałowałeś mnie namiętnie, a następnie wśliznąłeś się nową zabawką w moje wilgotne do granic możliwości wnętrze.
Dopomóż mi Boże, jeśli skłamię, że niebo to mało w porównaniu z tym, co czułam, gdy mój ukochany bezwstydnie zadowalał mnie sztuczną męskością. Na wpół leżałam w rozrzuconej satynowej pościeli, wilgotna od potu, który skroplił się na skórze, z włosami w strąkach oraz sterczących z podniecenia sutkach, podczas gdy ty jedną ręką perfidnie pieprzyłeś mnie gumowym penisem, drugą podszczypywałeś mój lewy sutek, prawy zaś przygryzałeś delikatnie zębami, sprawiając mi tym nieopisaną przyjemność.
- Wiesz już, że nie powinno igrać się z lwem, prawda? - spytałeś, namiętnie mnie przy tym całując i ani na moment nie zaprzestając pracy zabawką, przez co nieustannie jęczałam, wyprężając przy tym swoje gibkie ciało.
- Niech cię! - wyrzuciłam z siebie, z ogniem w oczach. - Pierdol mnie! - zaklęłam, co nigdy nie zdarzało mi się w łóżku, choć nasz seks nie należał również nigdy do pruderyjnych. Tej nocy jednak przechodziłeś samego siebie. I ja najwyraźniej również.
- Nadal ci mało? Niegrzeczna z ciebie dziewczynka... - pokręciłeś z rozbawieniem głową, podając mi do ust swoją nadal sztywną męskość. - Jeśli się postarasz, to kto wie, co cię czeka... - zawiesiłeś głos.
Wciąż było mi mało. Choć czułam, jak łechtaczka cała już nabrzmiała pulsuje od zbliżającego się orgazmu, a wręcz zaczyna boleć, w dalszym ciągu pragnęłam więcej i więcej, toteż łapczywie zaczęłam lizać twojego penisa. Czułam, jak z każdą sekundą pulsuje w nim coś coraz szybciej i szybciej, przyśpieszając tym samym twój oddech, który po chwili stał się chrapliwy i urywany. Niechybnie doszedłbyś w moich ustach, zalewając je słoną białą posoką, gdybyś nagle nie wysunął się z nich i nie zaczął mnie ponownie posuwać zabawką. Jęczałam, krzyczałam, wiłam się pod tobą, a kiedy było to możliwe, nawet gryzłam cię w usta, szyję i tors, błagając o jeszcze i jeszcze...
- Wsadź mi go wreszcie! - wykrzyknęłam.
- Jeszcze nie - wychrypiałeś, przyśpieszając tempo między moimi udami. Lecz zabawka już mi nie wystarczyła...
- Pieprz mnie swoim kutasem i nawet nie waż się odmawiać.

Zerżnij mnie, na litość boską, jak sukę.

Popatrzyłeś tylko na mnie z ogniem w oczach, który byłby w stanie stopić sam metal, a następnie wbiłeś się we mnie z całą mocą, na jaką pozwalała moja pozycja i rżnąłeś mnie tak, jak robią to klienci w burdelach dziwkom, jak mistrzowie na filmach porno swoim gwiazdkom. Pchałeś mnie raz po raz, tak głęboko, że czuła to nie tylko moja pochwa, ale też jajniki i powiem ci, iż był to najsłodszy ból w moim życiu, jakiego było mi doświadczyć, przynajmniej do tamtej chwili. Jedno jęczało przez drugie, krzyczało w ekstazie, gryzło do ukazania się szkarłatnych kropelek krwi. Orgazm zbliżał się w zawrotnym tempie, wstrząsał naszymi ciałami, wyprężał członkami i nie pozwał nawet odrobinę myśleć, a ja znów szybowałam w niebie, a nawet jeszcze gdzieś wyżej.
- Taaak! - To już nie był krzyk, a wrzask zrodzony z namiętności rozdzierający ciszę pokoju, przebijający same grzmoty ciskane przez Stwórcę, wieńczący zbliżenie dwojga kochających się osób, które utraciły się i na chwilę odnalazły ponownie.
- Ooooch! - usłyszałam twój jęk spełnienia tuż przy moim uchu na moment przed tym, jak we mnie znieruchomiałeś spełniony. - Jak ja cię kocham - dodałeś jeszcze, składając tym razem delikatny pocałunek na mojej szyi.
Dłuższą chwilę leżeliśmy tak wtuleni w siebie, spleceni w jedno, wsłuchani w cichnące już za oknami grzmoty i swe po mału uspokajające się oddechy. Czułam ciepło twego ciała, bijące tuż przy moim - mogłabym przysiąc - serce.
- Szkoda, że tylko ten jeden jedyny raz było nam dane bawić się wspólnie twoją nową zabawką - odezwałeś się po chwili, z sentymentem spoglądając na gumowego penisa. - Podoba ci się mój nowy prezent?
- Jeszcze jak! - uśmiechnęłam się, całując cię w czubek głowy.
- Chciałem dać ci go w innych okolicznościach...
- Ciii... - przerwałam, kładąc palec na twych ustach. - Coś czuję, że twój prezencik stanie się moim uzależnieniem.
Skwitowałeś to tylko cichym śmiechem. Dobrze wiedziałeś, że wcale nie przesadzam.
Czasami Bóg - jeśli rzeczywiście jest - spełnia nasze prośby i marzenia. Mówią, że jeśli czegoś naprawdę mocno pragniesz, to... sai wiecie. Do dziś nie wiem, co tak naprawdę wydarzyło się tamtej lipcowej nocy, bo czyż to możliwe, że kochałam się z duchem swego narzeczonego? Jak można kochać się z duchem? Można by to wszystko wziąć za wytwór mojej wyobraźni, omam alkoholowy, lecz jak wyjaśnić widok sztucznego penisa leżącego tuż obok mnie zaraz po przebudzeniu oraz dwóch wstążek, którymi w dalszym ciągu przewiązane były moje nadgarstki? Niemożliwym jest, bym sama zawiązała sobie obydwie ręce, podobnie jak nie wchodzi w grę, iż tamtej nocy kochałam się z kimś zupełnie innym. Ale przecież nie wszystko trzeba w życiu rozumieć, prawda? Niekiedy warto po prostu zdać się na głos serca, które nigdy nie kłamie...

16.08.2010.
g. 23:25


 

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj RSS
+/-
Napisz komentarz
Nick:
Tytuł:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
Rozkoszna  - :) |2012-03-01 06:45:40
avatar Hej:) Przestałam publikowań na NK, bo stwierdziłam, że portal upadł i
publikowanie tutaj jest bez sensu. Poza tym publikując tutaj dane opowiadanie,
często nie mogę wystawić go w konkursie - niepublikacja w Internecie to często
jeden z warunków. Dlatego na razie dałam sobie na wstrzymanie. Jeśli chodzi o
samo pisanie... ostatnio podupadło, bo niestety jak się pracuje, to ciężko o
wolny czas (w dodatku jak się ma dziecko:) Ale myślę, żeby powrócić do pisania,
bo dawno nie tworzyłam i mi tego brakuje:) Miło wiedzieć, że ktoś zauważył moje
zniknięcie z NK i że komuś brakuje moich opowiadań. To daje motywację do
odświeżenia pióra:) Pozdrawiam. I dziękuję:)
LuckyChap |2011-07-06 15:20:48
Witaj Rzkoszna!

Zastanawiam się czemu nie piszesz, może tylko nie publikujesz?

Szkoda, LuckyChap
Rozkoszna  - :) |2010-08-18 22:18:24
avatar Zastanawiam się, skąd moderatorzy zaczerpują te powalające fotki...:P
 
Autor tekstu: Rozkoszna

Nowa edycja e-booka

Mezczyzna-od-A-do-Z-Nowa-edycja   

Konkurs

rect3037   
rect3016

Nowa Kamasutra Poleca