Młodziutka zakonnica, świeża nowicjatka,
Idąc łonem natury, przez lasek, po kwiatkach,
Dojrzała pośród ziela, blisko, koło drogi,
Aż z wielkiego wrażenia zadrżały jej nogi,
Wśród niewielkich krzaczków, tuż przy zbiegu ścieżek,
Nabrzmiały klejnotami pobłyskiwał mieszek.
Serduszko jej zabiło, myśli: Boże drogi!
Któż taki mógł to zgubić? – Taki skarb u drogi.
Podchodzi bliżej, drżąca na ciele dziewczyna.
Dotknąwszy, w fałdach skóry znajduje rubina.
Trzyma go zachwycona i patrzy radośnie,
Jak ten „kamień” czerwony w jej paluszkach rośnie.
Dziwuje ją to wielce i myśli nieboga,
Że ów klejnot jest darem od samego Boga.
Nagle, coś usłyszała… - kroki pośród drogi,
Którą zbliżał się szybko pastuszek ubogi.
Co ma robić? Gdzie schować wspaniałe klejnoty
Przed wejrzeniem plebejskim prostego niecnoty?
Nie zważając na śluby, na cnoty utratę,
Podkasawszy swój habit, zdjąwszy majty w kratę,
Niczym kwoka na grzędzie, na rubinie siadła,
Oczy ku Niebu wzniosła, westchnęła, pobladła.
Kucając z namaszczeniem w siebie go wsunęła,
Niewielki ból poczuła, lekuchno westchnęła,
Oblało ją uczucie „piekielnego żaru”,
Lecz czegóż się nie robi dla takiego daru.
Więc cichuteńko czeka, aż przejdzie chłopina,
Ale niestety stanął. Zadrżała dziewczyna.
Patrząc jej prosto w oczy, zbliża się powoli
Rękę w kroczu trzymając – może coś go boli?
A gdy już przed nią stanął, to oczy zamknęła.
Poczuła coś przy ustach, co nimi wchłonęła.
Nie wiedziała czy ugryźć, czy tylko smakować,
Głową poczęła ruszać, rzecz tę polerować.
Cóż biednej robić było, wołać? – Myślcie sami,
Próbowaliście krzyczeć z pełnymi ustami?
Zresztą, jak sami wiecie ukrywa klejnoty,
Nie chcąc, by wpadły w ręce tej marnej istoty.
Rzecz dziwna – pomyślała, – cóż się ze mną stało?
Jakieś ciepło cudowne ogarnia me ciało,
Ku wyższemu celowi podąża i dusza.
Głową, oraz biodrami dziewczyna porusza.
Niczym w tańcu, rytmicznie, całym ciałem pląsa,
Coraz szybciej i szybciej, pręży się i wstrząsa.
I nagle, jasność wielką wokół zobaczyła.
Była silna, gorąca, przeogromnie miła.
Ofiara poświęcenia została spełniona,
Zakonnica poczuła, że jest nagrodzona.
Dary, co w nią spłynęły z wdzięcznością przyjęła
I do ostatniej kropli spiła i połknęła.
Podciągnąwszy porcięta, chłopiec odszedł drogą.
Zakonnica szczęśliwa, że jest jej tak błogo,
Otworzyła oczęta, patrzy dookoła,
Pewna, że doświadczyła „dotyku anioła”.
Wtem, – Rusz się! – Usłyszała, więc posłuszna wstaje,
Spod habitu, w koronie, książę – niczym z bajek,
Wstał, otrząsnął igliwie, gestem podziękował,
Zręcznym ruchem klejnoty w pantalony schował
I poszedł w swoją stronę. Którą? – Bez różnicy.
Morał zostawił każdej, młodziutkiej dziewicy:
Oj nie bierzcie wszystkiego, co też napotkacie,
Bo nie zawsze książęce trafiają się gacie.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|






