Stoi przy rurze wspaniała Dziwa,
Piękna, wysmukła i śluz z niej wypływa -
Gęsta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i grucha.
Żar z rozgrzanego jej łona bucha :
Buch - jak gorąco !
Uch - jak swędząco !
Nagle - gwizd !
Nagle - wślizg !
Pierwszy zuch - tłoki w ruch !
Najpierw powoli, jak żółw ociężale,
Ruszyła maszyna nadziana na pale,
I oddech przyspiesza, i sapie i stęka,
I lewa i prawa zajęta jej ręka,
I ruchy przyspiesza, i gna coraz prędzej
I mlaszcze i jęczy, chlupoce i pędzi.
A dokąd ? A dokąd ? A dokąd ? Tak gna ?
Na pale, na pale, do końca, do dna !
I dreszcze przechodzą po sztywnych w niej dudach,
I potem to wszystko jej spływa po udach,
I fala orgazmu przechodzi za falą,
I dalej kolejno ją walą i walą.
Tak gładko, tak mokro, tak ciepło jest tam,
Jak gdyby to była najsłodsza z tych jam,
Nie szpara zjechana, zmęczona, zdyszana,
Lecz słodka cipeczka, cudowna, kochana.
I gnają i pchają i spływa i ścieka,
I błyszczy i lśni się podłoga od mleka,
To tłoki tak tłoczą i tłoczą swe mleko,
A koniec tłoczenia jest jeszcze daleko.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|





