Deszcz posępnie grał na aluminiowym dachu wiaty autobusowej, pod którą przyszło mi wyczekiwać spóźniającego się pojazdu. Wszelkie zjazdy szkolne omijałam szerokim łukiem, jednak z tego nie udało mi się wywinąć. 20lecie ukończenia podstawówki i jednocześnie 100 lat istnienia szkoły. Więc jestem, i stoję przebierając nogami z zimna, i próbuję właśnie stąd uciec.


Spojrzałam beznamiętnie na zegarek. Diana spóźniała się dwadzieścia minut. Odpaliłam więc kolejnego papierosa i pociągnęłam solidny łyk szkockiej. Czekanie na nią kiedyś doprowadzi mnie do szału. Tłum przewijał się tam i z powrotem, po całym barze. Przekrzykiwali się, potrącali, rozlewali na siebie nieumyślnie piwo. Speluny tego pokroju, to nie miejsce dla grzecznych dziewcząt. Jednak jedyne, w którym Jesus nie będzie jej szukał.

