Dziku był numer jeden - prawdziwy gość. Od zawsze. Od trzeciej podstawówki, gdy wymacał w parku Bobkową. W piątej też był najlepszy, gdy na boisku widział, jak wuefistka dostała ciotę i krew po nodze leciała. I rok później Dziku był wspaniały, jak wlazł pod ławkę i zajrzał pani od biologii prosto w zarośniętą pizdę. I tak wspaniale opowiadał. A na koniec ósmej…