Dni zlewały się w niekończące pasmo wschodów i zachodów. Przerwa w trasie miała mi służyć, tymczasem popadałam w coraz większą depresje. Ostatnie zapasy ścierwa skończyły się kilka dni temu. Rozpoczęłam powolny i bolesny etap oczyszczania. Łaziłam po ścianach i wyłam jak potępiona. Dominika zaś niczym cerber broniła wejścia do domu. Nikt nie mógł mnie odwiedzać. Ani ja nie mogłam nigdzie wychodzić. Zakupy zamawiała przez Internet, co rusz to z innego sklepu żeby broń boże ktoś nie przekupił dostawcy i nie przemycił mi w chipsach dragów. Paranoja. Nie było ze mną przecież tak źle żeby uciekać się do takich środków ostrożności.
Gdy mój stan fizyczny zaczął się poprawiać, Donia pozwoliła mi wyjść do ogrodu. Rozłożyłam koc na trawie, wyniosłam pościel i leżałam w barłogu, gdy usłyszałam rumor dochodzący od strony balkonu. Uniosłam leniwie głowę. Dominika walczyła z zasłoną trzymając jednocześnie tace z jedzeniem. Zaśmiałam się szczerze na ten widok. Zasłona zaplątała się wokół niej a Donia pomagając sobie kolanami w trzymaniu tacy, starała się wyswobodzić. Po kilkudziesięciu sekundach w końcu się udało. Odetchnęła z ulgą sprawdzając czy na tacy wszystko jest tak jak powinno. Potem dopiero zerknęła na mnie. Była tak zaaferowana walką z zasłoną, że nie zauważyła widowni.
- Dałaś radę? - Zaśmiałam się
- Mogłaś mi pomóc. -Warknęła z udawaną złością poczym podeszła do mnie.
Postawiła na trawie jedzenie i usiadła obok mnie.
- Pomyślałam, że możemy zjeść razem - uśmiechnęła się
Jedzenie wyglądało pysznie. Moje ulubione pomidory z cebulką w śmietanie, ziemniaki i filet z kurczaka w ostrej panierce. Do tego kompot wiśniowy. Uderzyła w mój czuły punkt. Podała mi talerz i sztućce i życzyła smacznego. Jadłyśmy w milczeniu. Delektowałam się każdym kęsem. Z bólem muszę przyznać, że gotowała lepiej niż moja matka. Gdy zjadłyśmy złożyłyśmy talerze i położyłyśmy się na wznak na pościeli. Był to chyba pierwszy dzień, w którym nie czułam bólu i nie myślałam o tym żeby uciec.
- Kiedy wracam na scenę? - Przerwałam to milczenie.
- Jeszcze nie wiem. Na razie się nie pali. Wynegocjowałam dla Ciebie urlop. Po ostatniej akcji nie było to trudne.
- Ktoś jeszcze o tym pamięta?
- Obawiam się, że tak. I szybko nie zapomną. Masz szczęście, że
nie zamknęli cię za posiadanie
– Westchnęła smutno.
- Zapomną, nie bój się. W tym syfie za chwile znajdzie się ktoś głupszy ode mnie. – Odwróciłam głowę w jej stronę. Leżała z zamkniętymi oczami. Uśmiechała się nieznacznie. Czasem żałuje wszystkiego, co zrobiłam na jej oczach i w jej domysłach, bo tak naprawdę mam tylko ją. Zawsze ją mam. I nikt nie uczynił dla mnie tyle, co ona. Nie chcę mówić, że uważam ją za matkę. Nigdy tak o niej nie myślałam, ale jest równie ważna.
- Kiedy ostatnio byłaś z facetem? – Palnęłam z ciekawości.
- Co to za pytanie? - Udała oburzenie.
- No, kiedy wiesz… pukałaś się? – Zaśmiałam się widząc jak oblewa ją rumieniec.
- Ostatnio nie miałam czasu. – Westchnęła.
- Ostatnio to znaczy, kiedy? Dawno nie widziałam cię z typem. Jak się poznałyśmy to byłaś z tym… jak mu tam?
- Darkiem. Boże to były wieki temu! Jesteś taka niezorientowana! Potem było jeszcze kilku.
- Jasne… - prychnęłam kpiąco
- Nie mam czasu na głupoty. Dawno zrezygnowałam z seksu. Da się żyć, uwierz mi. – Trochę jakby nadąsana spojrzała na mnie zasłaniając dłonią oczy przed słońcem.
- Nie da się żyć bez seksu!
- Czasem nie ma się wyboru. – Jej oczy spochmurniały.
- Wszystko da się naprawić! – Uśmiechnęłam się znacząco. Wpadłam na genialny pomysł zamówienia pana do towarzystwa. Na pewno nie pogardzi takim prezentem.
- Tak? Jak?
- Ale musisz mi dać telefon. Zaprosimy jakiegoś pana. Niech zrobi striptiz i tak dalej. Co o tym sądzisz?
- To idiotyzm – coś na kształt zawodu dało się słyszeć w jej głosie.
- Wcale nie. Jakiś jurny młodzieniec z wielką pałą zrobi dla Ciebie wszystko. Przypomnisz sobie jak to było mieć 20 lat. – Zachęcałam ją
- Bianka, ale ja nie mam 20 lat a nawet jak miałam to takie przygody były mi obce. – Starała się wymigać – nie mam ochoty.
- Jak chcesz. Pan i tak przyjedzie. A co Ty z nim zrobisz to już Twój problem. – Wzruszyłam ramionami i uniosłam się do pozycji siedzącej. Dominika nadal leżała, przeciągnęła się jak kotka i nawet mruknęła.
- Gdzie idziesz?
- Nigdzie. Tak sobie wstałam.
- Uhm. – Mruknęła i zamknęła oczy.
Nie wiem czy takie zachowania jak to były z jej strony celowe czy nieświadome. Zdarzało jej się, kusić mnie w sposób tak namiętny i gorący, że dziwiłam się sobie, że jeszcze tego nie wykorzystałam. Dyskretnie, jakby od niechcenia obciągnęła koszulę, spod której wystawał nagi brzuch. Potem rozpięła ostatni guziczek koszuli tłumacząc, że robi się jej gorąco. Resztkami sił starałam się nie zerkać na biust w miejscu gdzie koszula się rozchylała. Potem już wszystko działo się za szybko i zbyt naturalnie.
Położyła dłoń na mojej dłoni i przyciągnęła ją do swojego policzka. Chyba sapnęłam coś jakby nie, ale w końcu poddałam się jej. Przeczesałam palcami jej złote włosy. Spojrzała głęboko w moje oczy dotykając dna mojego serca. Błękit źrenic przelał we mnie ciepło, którego doznałam wcześniej tylko raz. Dawno temu.
Nachyliłam się do pocałunku i gdy nasze wargi były tuż obok siebie Dominika szepnęła kochaj mnie. Pocałowałam ją mocno. Coraz namiętniej kąsając i ssąc jej język oraz wargi. Wiła się pode mną z rozkoszy. Ja również byłam na granicy ekstazy. Po omacku rozpięłam pozostałe guziki jej koszuli. Głaskałam jej brzuch i biodra. Całowałam szyję i obojczyki, a Dominika wzdychała i jęczała. Jedną ręką rozpięłam jej stanik i wyswobodziłam ją z niego. Widok nagich piersi po raz pierwszy tak mnie pobudził. Czułam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami.
Podała mi pierś do ust i poczochrała moje włosy.
Czułam jak nasze serca biją coraz mocniej. Gdy sunęłam dłonią w stronę jej łona, oddech przyspieszył nam obu. Rozpięłam tylko jeden guzik i już mogłam wejść. Gdy objęłam dłonią jej mokrą cipkę, Donia wygięła się w łuk i krzyknęła mimowolnie. Nie zaprzestałam jednak pieszczot. Masowałam opuszkami nabrzmiałą perełkę. Szepcząc Doni do ucha słowa, na które nie sądziłam, że się kiedyś odważę. Nagle kochanka przewróciła się na brzuch, wysupłała ze spodni i wypięła w moją stronę zgrabną pupę.
- Wejdź we mnie. – Poprosiła zasapana.
Rozsunęłam jej uda i rozchylając płatki cipki weszłam w nią powoli. Drugą ręką masowałam perełkę. Im ruchy Dominiki były coraz szybsze tym ja posuwałam ją szybciej. W końcu poczułam jak cipka zaciska się na moich palcach. Donia wzdychała gryząc poduszkę. Tym razem orgazm był silniejszy i dłuższy. W końcu opadła na pościel. Zmęczoną i dyszącą okryłam własnym ciałem. Całowałam jeszcze czule jej kark i głaskałam nagie ramię.
Chwilę później ogarnęła mnie niespokojna myśl, że zrobiłam źle. Nie taki miał być
nasz układ. Nie tak postanowiłam podpisując z nią umowę. Obce uczucie wyrzutów sumienia sprawiło, że podniosłam się gwałtownie pozostawiając Dominikę samej sobie. Pragnęłam jak najszybciej wyrwać się spod jej kurateli i nie wspominać tego, co zaszło.
Kolejne dni spędziłam samotnie, unikając jej na każdym kroku, a gdy już wpadłyśmy na siebie nie miałam odwagi spojrzeć w jej oczy. Zraniłam ją, chociaż nie wiedziałam jeszcze, w jaki sposób. Powrót na scenę pozwolił mi zasypać te rozmyślania bieżącymi sprawami a głód ciała zaspokoiły przelotne romanse.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




