Ostatnia część cyklu Obudź mnie. Nie wykluczam, że pojawi się do nich prolog.
Wir pracy nad nową płytą i organizacja trasy koncertowej pochłonęły mnie bez reszty, spałam kilka godzin tygodniowo. Kobiety przewalały się przez moje i hotelowe łóżka jak promień słońca przez glob. Starałam się robić wszystko by nie myśleć. A ona trwała nadal przy mnie.
Przygotowania do ostatniego koncertu właśnie dobiegały końca. Zespół rozgrzewał się na scenie, Dominika musiała na chwilę po coś ważnego wrócić do hotelu a ja wykorzystując swoją chwilę wolności i chęci jednej z barmanek postanowiłam zrelaksować się w garderobie.
Niewielka blondyneczka, o twarzy anioła i ogromnych umiejętnościach oralnych klęczała przede mną z głową między moimi nogami i dokonywała cudów, gdy do garderoby weszła Dominika. Uchyliła drzwi i oparła głowę o futrynę. Nie była zdziwiona, często zdarzało jej się zastawać mnie w takich sytuacjach, choć to był pierwszy raz od naszego zbliżenia. Wzrok miała zmęczony. Podziwiałam ją czasem, iż mimo swoim czterdziestu pięciu lat nadal starała się wszystko ogarniać. Podeszła do nas, chwyciła szyje dziewczyny, która dopiero wtedy uświadomiła sobie, że nie jesteśmy same. Zdziwiona z karpiem na twarzy, jąkając coś pod nosem została wyprowadzona przez Donie z pomieszczenia.
Gdy wróciła do mnie, klęknęła i niespodziewanie wbrew moim niewerbalnym oporom dokończyła to, co zaczęła nieznajoma doprowadzając mnie granic rozkoszy. Potem wstała i już miała chwycić za klamkę by wyjść, gdy coś ją zatrzymało. Odwróciła się w moją stronę.
- Zawsze miałam spytać, skąd te blizny na twoich udach? – Wskazała dyskretnie na pajęczynę blizn.
- Miłość czasem rozrywa serce czasem skórę. Mi jakoś dziwnie to wyszło. – Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiedziałam. Jak miała na imię?
- Basia. Stare dzieje. Zostawiła mnie i tyle. A ja się zmieniłam. Ludzie wokół mnie się zmienili. Nie ważne już. – Ukróciłam temat by nie rozdrapywać strupów przeszłości.
- To chyba koniec naszej drogi, co? – Zmieniła temat szanując moją decyzję. – Czas się rozstać – wiedziałam, że w końcu padną te słowa.
- Pewnie tak. – Wzruszyłam ramionami, nie odrywając od niej wzroku.
– Zawsze uważałam, że jesteś zajebistą dupą –
stwierdziłam podciągając majtki.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś – zaśmiała się sztucznie
- Ja też w to nie wierze.
- Przed czym uciekasz?
- O co ci chodzi? – Zdziwiłam się nagłą zmianą tematu.
- Kobiety, które miałaś w swoim życiu możesz imiennie ustawić, jako państwa a ich roczniki wyznaczałyby numery kierunkowe. Pieprzysz je bez opamiętania, nigdy nie zauważyłam żebyś miała z tego powodu jakieś dylematy moralne. A mimo to, gdy zrobiłaś to ze mną zmieniłaś się.
- Nie wiem, o czym mówisz. Zachowuje się normalnie. Miałam po prostu sporo pracy – starałam się zachowywać obojętnie, nie dając poznać po sobie, że ma racje. - Donia jesteśmy dorosłe i chociaż pracujemy razem i spędzamy ze sobą praktycznie cały czas to dzieli nas przepaść – wyrzuciłam z siebie spokojnie. – Porozmawiamy o tym w hotelu. Teraz nie mam głowy, nie po tym, co mi zrobiłaś, swoją drogą nie sądziłam, że znasz się na tym – zarżałam głupawo wychodząc na kretynkę. Jednocześnie miałam nadzieję, że odpuści mi trudną rozmowę.
-Dobrze. – Zgodziła się przysiadając na rogu biurka, nie mając zamiaru wychodzić. Wyglądała pięknie. Jak zawsze. W swojej idealnie wyprasowanej garsonce pachnącej konwaliami. Jej krótkie blond włosy łukiem opadały za uchem. Niebieskie oczy wpatrywały się we mnie. Jej ciało pragnęło wyrwać mnie z tego miejsca. Krzyczało bym wyszła za nim. Już chyba dawno wybaczyła mi tamtą ucieczkę z ogrodu i dni ciężkiego milczenia. Takie sprawiła wrażenie.
- Co z tego, że powiem ci, iż cię kocham – stwierdziłam bardziej niż zapytałam.
- A kochasz? – Westchnęła głęboko.
Nastała długa cisza. Nie bardzo mogłam znaleźć słowa, które tą ciszę mogły przerwać. Nic nie pasowało, było albo żałośnie naiwne albo zbyt patetyczne. Nie wiedziałam jak powiedzieć Dominice o swoich uczuciach do niej. Bałam się reakcji jednakże sprawy zaszły tak daleko, że jeżeli nie podejmę decyzji teraz za chwilę może być za późno.
- Dostrzegasz mnie czasem w swoim życiu? – Niespodziewanie przerwała ciszę – Zauważasz jak przynoszę ci herbatę do łóżka? Jak smażę jajecznice na śniadanie, gdy masz kaca? Czy widzisz jak dla ciebie dbam o siebie? Z nadzieją, że może w końcu wyjdziesz po koncercie ze mną. Tymczasem wybierasz te dziwki! – Machnęła dłonią w stronę drzwi przywołując dzisiejszą scenę. Pękła w niej niewidzialna maska obojętności, którą do tej pory nosiła. Łzy napływały jej do oczu i resztkami sił starała się powstrzymać ich potok. – W czym one są lepsze ode mnie?! Musiałam cię zamknąć w swoim domu, żebyś w końcu miała okazję mnie zobaczyć! Ale ty uciekłaś jak tchórz! Wtedy w ogrodzie oddałam ci część siebie a ty odchodząc i olewając mnie sprawiłaś, że poczułam się jakbyś mnie opluła. – Serce mi pękało na każde jej słowo, miała tyle racji. Tyle bolesnej prawdy. -Jestem oddana tobie jak żadna inna, a ty traktujesz mnie jak przedmiot.
Zaniemówiłam. Nie spodziewałam się po niej takiego wyznania, choć podświadomie pragnęłam tych słów. Wstałam i ujęłam jej podbródek. Delikatnie zmusiłam ją, aby spojrzała na mnie.
- Kocham cię i dlatego nie chciałam cię krzywdzić. Chciałam tylko żebyś była przy mnie. Uznałam, że najbezpieczniej dla nas będzie, jeżeli połączą nas sprawy zawodowe. Co mam zrobić? Widzisz to bagno wokół mnie codziennie, powiedz, co mam zrobić? Ty podejmij decyzje. Nie chcę już majaczyć. Zabierzesz ode mnie te bóle głowy i koszmary nocne? – Poprosiłam ją żałośnie.
- Tak – ujęła mój podbródek jak to miała w zwyczaju i pocałowała mnie namiętnie.
Zamarłam. Znalazłam. W końcu.
- Uciekniemy stąd, dobrze? – Poprosiłam smutno.
- Tak kochana. Zabiorę cię stąd,
ale nie bierz już żadnej dziwki.
Nie łam mi serca. Nie chcę patrzeć jak na mych oczach łamiesz publicznie moje serce. – Szeptała żarliwie do ucha napierając na mnie całym ciałem, jakby chciała mnie wchłonąć. Tuliła mnie, głaskała i nie przestawała całować. W końcu oderwałyśmy się od siebie. Dominika chwyciła torebkę i mój plecak, zgarnęła kluczyki do samochodu i łapiąc mnie ze rękę wyprowadziła tylnymi drzwiami.
Uciekałam szczęśliwa. Gdy tylko zatrzasnęły się za nami drzwi Dominika odpaliła z impetem swojego Oldsmobile’a. Ruszyłyśmy szybko i gnałyśmy przed siebie. Mijając ostatnie zabudowania miasta w końcu odważyłam się odezwać.
- Niedługo będzie zjazd z szosy w leśną drogę opatrzony reklamą domków letniskowych. Pojedźmy tam – wyrzucałam z siebie słowa niczym karabin pociski. – Prześpimy się w cichym miejscu a potem ruszymy dalej. Może za granicę.
- Nie wytrzymam – z piskiem zatrzymała samochód na poboczu. Tonąc w ciemnościach odpięła pas, swój potem mój i ciągnąc za brzegi mojej koszuli wciągnęła mnie na siebie. Całowałyśmy się bez opamiętania na oślep zdejmując kolejne części garderoby. Czułam konwalie zmieszane z jej intymnym zapachem. Odurzyło mnie to lepiej i silniej niż jakikolwiek narkotyk. Aby było nam łatwiej po omacku odnalazłam pokrętło od siedzenia i opuściłam je do pozycji leżącej.
Wtedy nastąpił potężny huk i wstrząs.
**
Obudziłam się w szpitalu. Aparatura syczała złowieszczo nad uchem. Powieki podniosłam do połowy. Sala była pusta. Bukiet kwiatów jedynie wskazywał na to, że był tu ktoś wcześniej. Zamknęłam oczy w bólu. Starałam się przypomnieć sobie, co zaszło takiego. Pamiętam podróż z Dominiką i drzewo. I nic poza tym do tej chwili.
Oddychałam miarowo. Starając się wybadać ciało. Która część ucierpiała najbardziej? Nogi. Zawyłam w duchu. A potem usłyszałam skrzypienie drzwi. Otworzyłam oczy i zerknęłam w ich stronę. W pierwszej chwili nie uwierzyłam swoim oczom. Przede mną stała Basia. Stała taka jak wtedy, gdy przyjechała po mnie do szkoły, w dniu, w którym miałyśmy uciec za granice i dniu, w którym widziałyśmy się po raz ostatni.
- Cześć myszko – uśmiechnęła się zalotnie.
- Co ty tu robisz? – Wycharczałam.
- Podali w wiadomościach, że miałaś wypadek. Nie mogłam ciebie tak zostawić.
- Po tylu latach pojawiasz się jak gdyby nigdy nic. Gdzie byłaś? – Oczy zaszły mi łzami. Bardziej z żalu niż ze smutku. – Gdzie byłaś? – Powtórzyłam.
- Nie pozwolono mi być przy tobie kochana. Wybacz. Nie mogłam być z tobą. Ale teraz to nadrobię. Pozwolisz mi?
- Tak – uśmiechnęłam się delikatnie. Była ze mną, choć nie wiedziałam, jakim cudem. Może mam zwidy. Nieważne w tej chwili.
- Dowiedziałam się z telewizji, że miałaś wypadek. Postanowiłam się ujawnić. Minęło tyle lat przecież od tamtego wypadku. Nie wiem czy mi wybaczyłaś?
- Wybaczyłam – szepnęłam i zamknęłam oczy.
Przypomniałam sobie tamtą pobudkę w szpitalu po kilku dniach śpiączki. Była przy mnie mama. Gdy zapytałam się jej, co się stało z Basią, odpowiedziała tylko, że nic groźnego i musiała wyjechać za granicę. Wiem, że musiała, jednak miałyśmy to zrobić razem.
- Dlaczego wtedy mnie nie zabrałaś ze sobą? – Zapytałam płaczliwym tonem.
- Nie mogłam. Byłaś w ciężkim stanie. Na dzień przed twoim przebudzeniem lądowałam już w Rzymie. Twoja matka uznała, że będzie lepiej, jeżeli zniknę z waszego życia. Domyśliła się wszystkiego.
- Wiem – westchnęłam – jednak mogłaś wrócić. Dać znać. Napisać kartkę. Cokolwiek. Cokolwiek, co pomogłoby mi ciebie znaleźć.
- Kochanie, gdybyś była na moim miejscu też wolałabyś uciekać jak najdalej.
Po tych słowach umilkła i wbiła wzrok w jakiś nieznany, daleki punkt za moim ramieniem. Nie zmieniła się przez te wszystkie lata. Nie zauważyłam żeby przybyła jej jakaś zmarszczka czy siwy włos. Wyglądała tak jak ją zapamiętałam.
Nieskazitelna, delikatna i namiętna.
Kobieta, która przez te wszystkie lata, mimo swej fizycznej absencji, była mi duchowo najbliższa. Kobieta, która w swoim sercu nosiła pokaźny kawał mojego. W innych szukałam jej odbicia.
- Teraz możemy być już razem. Nie opuszczę cię. – Delikatnie dotknęła moją dłoń. Była trupio zimna, jednak nadal gładka i delikatna. – W końcu jest dane nam bycie ze sobą.
- Tyle czasu minęło – odwróciłam głowę w stronę ciemnego okna. To nie tak ma być do cholery, krzyknęłam w duchu. – Nie mogę.
- Inna? – Zapytała smutno.
- Tak. Nie było cię tyle lat. Uciekłaś od odpowiedzialności a ja jak głupia czekałam na twój powrót. W końcu przestałam. Nie mogę iść z tobą. Wybacz.
Spojrzałam na puste oczy Basi. Gdy przyszła w jej oczach widziałam nadzieję i wielkie chęci by mnie stąd zabrać. Daleko stąd. Myślała, że poddam się łatwo. Teraz widziałam w nich pustkę. Taką samą, jaką ja nosiłam przez wiele lat.
- Przykro mi – szepnęłam.
- Nic nie szkodzi. Kiedyś i tak się spotkamy. – Po tych słowach obróciła się na pięcie i wyszła.
Po niespodziewanej wizycie zasnęłam mocno. Nad ranem obudziła mnie pielęgniarka, zdziwiona, że obudziłam się ze śpiączki zawołała lekarza. Zrobili mi podstawowe badania, doktor rzucił jakimiś niezrozumiałymi dla mnie formułkami, po czym zapewniając, że od tej chwili będzie już tylko lepiej, wyszedł. Po południu pojawiła się Dominika.
- Dzwoniła twoja matka i poinformowała mnie, że się wybudziłaś.
Patrząc na to, w jakim jestem stanie a jakim Dominika, trudno było uwierzyć, że uczestniczyłyśmy w tym samym wypadku. Prawdę mówiąc ulżyło mi widząc na jej twarzy tylko kilka zadrapań i zanikających siniaków na ramionach.
- A ona przyjedzie?
- Powinna być lada moment – po tych słowach w drzwiach pojawiła się moja matka. Radośnie szczebiocząca.
- Maleńka! W końcu! Już bałam się, że się nie obudzisz. – Rzuciła się na mnie całując moje policzki.
- Mamo – jęknęłam.
Po gorącym powitaniu spoczęła na krzesełku dla gości.
- Mamo, Basia była u mnie w nocy. – Wypaliłam, gdyż męczyła mnie ta wizyta. Wyraz twarzy matki bardzo mnie zaskoczył.
- Trzebieszowska? – Spytała, aby nie było wątpliwości.
- Tak, była u mnie w nocy. Przekupiła pielęgniarki i weszła. Wtedy akurat wybudziłam się ze śpiączki.
- To nie możliwe – zaśmiała się nerwowo – ona przecież…
- Tak, była we Włoszech, ale wróciła. Koniecznie chciała mnie odwiedzić i zabrać ze sobą odkupując swoje winy.- Uśmiechnęłam się – ale się nie zgodziłam. – Znacząco spojrzałam na Dominikę, która nie bardzo rozumiała, o czym mówimy.
- Kochanie, nie mogłaś jej widzieć.
- Dlaczego?
- Bo ona nie przeżyła waszego wypadku – jęknęła z bólem.
Zamurowało mnie. Rozdziawiłam gębę i czekałam na wyjaśnienia. Bo cel nocnej wizyty zrozumiałam już doskonale.
- Nie chcieliśmy z ojcem żebyś dowiedziała się prawdy, bo mogłoby to wpłynąć negatywnie na twoją rekonwalescencje. Woleliśmy byś za cel do wyzdrowienia postawiła sobie powrót do zdrowia, jako możliwość odnalezienia jej. Potem nie mieliśmy sumienia powiedzieć ci, co tak naprawdę zaszło.
- Ale Dominika przeżyła i ty też ją widzisz? – Rozluźniłam atmosferę chwytając Dominikę za dłoń.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




